jak pomóc?
#1
jak pomoc kobiecie, ktora poronila a nadal jest w okresie ciazy?
czas oczekiwania na dziecko jest szczegolny, i dla kobiety ktora czeka na narodziny malenstwa, jak i dla tej, ktorej dziecko umarlo a ciaza nadal trwa- w sercu, w myslach...
w takiej sytuacji jest Karolina o ktorej pisalam kilkakrotnie. jej dziecko odeszlo 2 i pol miesiaca temu. ma juz dwoch synkow ktorzy sa jej wielka radoscia ale strata coreczki jest dla niej nadal bolesna. wciaz liczy tygodnie ciazy, oglada zdjecia z rozwijajacym sie malenstwem, ktore teraz nosilaby pod sercem... i czeka, tak jak kazda z nas, na termin porodu nienarodzonego dziecka.
jak pomoc przetrwac ten czas? czasem wydaje mi sie ze rozmowa, sluchanie i bycie obok nie wystarczaja. co wam pomoglo lub pomaga przetrwac czas ciazy, ktora nie zakonczy sie szczesliwymi narodzinami?
Odpowiedz
#2
Madness

czasami te nasze \'ludzkie\' sposoby nie wystarczaja... ten bol musi sie wypalic, przezyc. \"Bylabym w ... tygodniu ciazy.\" - lapalo chyba kazda z nas, \'maluszek mialby juz 3 miesiace\'. Kiedys te mysli nie beda takie bolesne.
U sw. Tomasza z Akwinu jest przepis na smutek: 1) godziwa przyjemnosc, 2) rozmowa z przyjacielem, 3) placz, 4) kontemplacja prawdy, 5) kapiel i sen.
Gdy pierwszy raz uslyszalam te rady, to pomyslalam o osieroconych rodzicach. Idz do fryzjera, idz na zakupy.... wiem, to nie wroci dziecka, nie zniweluje tez w zaden sposob straty, ale na chwilke moze poprawic samopoczucie. Wszyscy wiemy, ile znaczy mozliwosc rozmowy w sprzyjajacej atmosferze o poronieniu - wiec, na ile mozesz byc pod reka, to badz. Tylko tyle i az tyle. A czasami po prostu trzeba sie posmucic, wyplakac, zeby te wszystkie emocje z nas wyszly. To sa dobre lzy i naprawde potrzebne. Nie ma co udawac, ze ich nie ma, albo ze trzeba sie wziac w garsc i ze zycie idzie dalej. Idzie, ale pewne sprawy trzeba sobie poukladac (tutaj odnosi sie to o prawdzie). Umiec stanac przed soba i samej sobie powiedziec, tak umarlo mi dziecko, stalo sie cos waznego, byc moze jest to wydarzenie inne niz to, gdy komus ginie dziecko w wypadku samochodowym, ale nie znaczy, ze jest to blahe i nieistotne. A czasami trzeba przespac te trudne dni, bo nic, naprawde nic, nie pomaga.

Badz blisko Karoliny. Sama swiadomosc, ze jest ktos, kto jest zyczliwy jest ogromnym wsparciem.

Monika
Odpowiedz
#3
ja tez pamiętam jak nadal sledziłam swoja nieobecna już ciąże. W dodatku pampers wysyłał mi co tydzień informacje na skrzynkę w którym właśnie jestem tygodniu ciązy itd.
Bardzo mi pomagały rozmowy z osobą która była blisko mnie w czasie tej tragedii.
1.Rozmowa z przyjacielem.Żeby nie czuc sie jak wyrzutek społeczeństwa.
2.Duzo snu, relaksu, modlitwy.CZasami puszczałam sobie film na dvd żeby jakoś sie czymś zajać..
3.Pozwalanie sobie na to co najbolesniejsze, na te wspomnienia, ale na jakis czas przerwa od tego.

Ja jednak miałam dużo myśli samobójczych, najbardziej pomagał mi przyjaciel.Psycholog prawie wcale.
Najwazniejsze nie zostać samemu w tym wszystkim.Tu jeszcze sa hormony, ciąża jednak została zakonczona przed czasem, ale była. Mój organizm panicznie domagał się małych ciałek do tulenia i karmienia.Hormony sa wtedy wrogiem kobiety.
Odpowiedz
#4
Witam nie wiem czy mam racje ale Karolinka powinna myslec o synkach bo to dla nich zyje wiem ze ciezko jest zapomniec bo ja sama mysle caly czs o moim synku i do tej pory wiem ile mialby miesiecy dni jakby sie urodzil w terminie i bylby z nami a nie w niebie .Bardzo jest ciezko po stracie kazdego dziecka ale Karolinka ma synkow a ja i moj maz nie mamy nikogo Bartus byl naszym jedynym i pierwszym dzieckiem , bardzo wyczekiwanym i upragnionym .Bardzo mi przykro ale jeszcze raz Karolinko kochaj mocniej swoich synkow a bedziesz szczesliwsza pozdrawiam [*] [*] [*] swiatelka dla twojej coreczki
Odpowiedz
#5
Ja mam jedną radę: czas. Trzeba dać sobie/osobie po stracie czas i niczego nie przyspieszać.

Wiemy wszystkie, że 2,5 miesiąca to tak niewiele, to często moment, w którym pojawiaja się gwałtowniejsze reakcje i uczucia po tych pierwszych tygodniach takiego zamrożenia i odrętwienia. To czas, w którym każde \"dziwactwo\" osieroconej matki jest dopuszczalne: zdjęcia, anioły, wiersze, bizuteria i inne \"przypominajki\", i to wszystko o czym piszą dziewczyny

I to nie tylko kwestia \"przetrwania\" czasu ciąży, ale pozwolenia sobie na przeżywanie żałoby z całym smutkiem jaki ona niesie.

Renato, posiadanie ziemskich dzieci wcale nie ułatwia żałoby po tym zmarłym, moze łatwiej jest sie mobiizować do codziennych czynności, ale ból jest tym dotkliwszy, bo mamy z kim porównywać to dziecko, którego nie dane było nam poznać. Dla mnie trudna była też świadomość, że skoro w jednym momencie umarło moje dziecko, to tak samo może stać się ze starszymi dziećmi, skupianie się na nich powodowało u mnie ogromy lęk o nie. Poza tym wydaje mi się, że dzieci widząc mój żal wiedziały, że każde moje dziecko jest dla mnie ważne. I chyba nie warto udawać niczego przed dziećmi.
Odpowiedz
#6
Wiesz co Małgosiu uspokoiło mnie to co napisałaś bo myślałam, że zwariowałam. Skutkiem śmierci Ady jest również moja obsesyjna nadopiekuńczość - co chwila dzwonię, sprawdzam co robią chłopcy, przejazd karetki - dzwonię, informacja w mediach - dzwonię, wycieczka - dzwonię i tak non stop. Najbezpieczniej czuję się jak wszyscy jesteśmy w domu i mogę ciągle sprawdzać czy z nimi wszystko w porządku. Myślałam, że to tylko ja. Ciągle słyszę, głównie od starszego - MAMO daj spokój.
Odpowiedz
#7
Miko, ja nawet do męża dzwoniłam, jak za długo nie wracał. Ale wymysliłam sposób na te napady paniki, jak mnie brało zwracałam się w myślach do Anioła Stróża tej osoby, bo lepiej jej przypilnuje niż ja. Czasem pomagało, a po jakims czasie mi przeszło.
Odpowiedz
#8
Ja po poronieniu bałam się kiedy mąż wychodził do pracy-musi jechać ok 30km a ja cały czas bałam się że nie wróci.
Odpowiedz
#9
Uch, a myślałam, że to tylko ja tak panikuję...
Też boję się każdego wyjazdu męża, każda wycieczka dzieci to jakiś obłęd... Pięć minut spóźnienia a ja już w stresie z głowa nabitą najgorszymi wyobrażeniami.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości