W szoku
#1
To byla moja pierwsza ciaza, mam 24 lata.
W poniedzialek zaczelam plamic mialam biegunke, wymioty, cala zdretwialam, i ten ostry bol w podbrzuszu... Bylam w 9tc. Tak bolalo...wezwalismy z mezem karetke, zawiezli mnie do szpitala brodnowskiego, w karetce troche mniej bolalo, potem po badaniu na izbie przyjec rozbolalo znowu, zrobili mi badanie z krwi i kazali z tym bolem czekac na wyniki przez 2h na krzeselku. Poszlam na lawke z mezem przed szpital, lezalam na niej w bolu przez 1,5h. Poszlam siusiu, wylecialo mnostwo krwi, i wtedy pojawil sie najgorszy bol. Polozylam sie (wlasciwie to wymusilam to na pielegniarce bo nikt mi tego nie zaproponowal) na korytarzu na kozetce, bo ile mozna lezec na twardej lawce, i zczely sie (teraz juz wiem) takie ostre regularne skurcze. To bylo okropne, plakalam, krzyczalam, maz co chwila prosil lekarza, no kogokolwiek o pomoc, ale slyszelismy tylko ze zaraz lekarz sie mna zajmie...i tak na tej kozetce 40 min... Jak juz lekarz sie zjawil, kazal wejsc do gabinetu, wstalam i poczulam jak cos ze mnie wylecialo. Polozylam sie na fotel do badania, zdjelam bielizne a na podpasce zobaczylam moje malenstwo. Lekarz: no juz po wszystkim...i wyrzucil moje malenstwo do kosza na smieci!!!do mnie jakby nic nie docieralo...zaczelam plakac, maz w szoku.Lekarze cos tam to mnie mowili ja juz nie slyszalam lezalam i plakalam. Przy USG uslayszalam jak lekarz mowi do kogos: jak krwawi to skrobiemy. Polozyli mnie do lozka, czekalam do 2 w nocy na lyzeczkowanie, lekarz poszedl spac, zabiegu nie bylo, rano po obchodzie zrobili mi jeszcze raz USG i okazalo sie ze zabieg nie jest potrzebny bo juz wszystko ze mnie wylecialo...Poszlam do domu.
Dzis zastanawiam sie dlaczego nikt nie podal mi rzadnego leku na podtrzymanie ciazy, nikt nie pospieszyl na ratunek, wszyscy jakby czekali az po prostu bedzie po wszystkim...czuje zal zlosc i bezradnosc.
Mam tylko nadzieje ze moj Aniolek jest w niebie, kocham go tak strasznie mocno i nie moge zapomniec... Sad
Odpowiedz
#2
bardzo mi przykro. ale niestety zadne slowa cie nie pociesza. bardzo mocno ci wspolczuje wiem jak to boli. moje dziecko w 9 tyg ciazy po prostu umarlo wiec ominely mnie cierpienia fizyczne, ale serce wciaz cierpi. przytulam cie do mojego zbolalego serduszka. swiatelko dla twojego aniolka(*). przykro mi ze musialas do nas dolaczyc.
Odpowiedz
#3
Sad Sad Sad
Bardzo mi przykro...
Odpowiedz
#4
Martyno Sad brak mi slow....i nawet nie wiem jak Cie pocieszyc....przytulam do serca z calych sil.....(*)
Odpowiedz
#5
Martyno, współczuję i przytulam mocno!
Odpowiedz
#6
nawet nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem......przytulam Cię mocno...
Odpowiedz
#7
Martynko, to straszne... wiem jak boli, u mnie niestety wyglądało to bardzo, bardzo podobnie... Przytualm cie najmocniej jak umiem... jesli bedzieśz potrzebowała porozmawiać, mój mail: cyberinka@op.pl
wiem tez ze w warszawie jest mnóstwo dziewczyn, które się spotykają, mają grupę wsparcia
https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=1777
napewno ktoś cie wesprze
jestem na 100 % pewna, że dziewczyny ci pomogą!

(*) dla twojego maluszka, który bezpieczny śpi w niebiosach...
Odpowiedz
#8
Ja też poroniłam w 9 tyg.ciąży. Bardzo mi przykro. Dużo sił.
Odpowiedz
#9
Dziekuje Wam wszystkim za slowa otuchy, Wam tez zycze duzo silSmile
Odpowiedz
#10
Martyna - ogromnie Ci wspolczuje, tym bardziej, ze takie traktowanie w szpitalu nie powinno miec miejsca. Dla kobiety strata dziecka, jakkolwiek malego, zawsze zostawi slad w sercu. Do bolu spowodowanego smiercia maluszka dolozono Ci jeszcze \'pomoc\', ktora pomoca nie byla.

Nie wiem, dlaczego lekarze w sytuacji poronienia potrafia byc tacy nieludzcy. Gdzie stracili najzwyklejsze ludzkie odruchy wobec czlowieka cierpiacego?

Jesli jestes na silach, to mozesz opisac sytuacje do Biura Praw Pacjenta, jesli nie, a chcialabyc cos tutaj zrobic, to stowarzyszenie moze wystapic w Twoim imieniu w tej sprawie. Jesli to drugie rozwiazanie Ci odpowiada, to prosze o kontakt na poczta@poronienie.pl. Urzednicy w rozmowach przyznaja, ze NIE MAJA skarg od kobiet w sytuacji poronienia. A skoro nie ma skarg, to nie ma problemu...
Odpowiedz
#11
pomysle o tym, pogadam z mezem...na razie nie mam sily, ciagle tu na tym forum CZEGOS szukam, COS czytam, sama nie wiem o co mi chodzi i ciagle lzy w oczach, i bol ze juz nie moge nic zrobic, pochowac, bo przeciez sama widzialam jak malenstwo laduje w koszu...co za koszmar!!!njchetniej wyrzucilabym tego lekarza do smieciary!!!!chce mi sie krzyczec, maz w pracy a ja siedze tu i mysle i spac w nocy nie moge, jestem chrzescijanka i bardzo sie staram wybaczyc tym ludziom, ale cholera niepotrafieeeeeeeeee!!!
Boze dodaj mi sil
Odpowiedz
#12
Martyno, ogromnie ci wspolczuje i chce mi sie plakac razem z Toba. tak trudno wymazac z pamieci tak straszne obrazy, trudno jest wybaczyc kiedy rana w sercu jest tak swieza i bolesna.
ja tez trafilam do szpitala brodnowskiego po poronieniu (poronilam w domu) i chociaz ze mna obeszli sie w miere przyzwoicie (nie powiem ze wspaniale) to moze wlasnie dlatego ze nie potrzebowalam naglej pomocy i jakos sama z pomoca meza dzielnie przetrwalam ten czas pobytu w szpitalu.
ja tez jestem chrzescijanka, wiara pomogla mi przezyc moja strate i zyc dalej. jesli masz ochote porozmawiac to zapraszam na gg, namiary w moim profilu. wejdz tez na podforum ksiadz, moze znajdziesz tam pomoc dla siebie.
sciskam cie mocno
Odpowiedz
#13
Martyna - szpital powinien Cie poinformowac o prawie do pochowania i rejestracji dziecka. Powinnas tez miec prawo do zachowania intymnosci oraz prawo do informacji.

Lekarze nie widza w ogole problemu takiego a nie innego zachowania, czuja sie tez bezkarni. Tlumacza sie, ze wchodza w taki uklad juz zastany w szpitalu i nikt nie chce sie wylamywac przed kolegami z chamskim zachowaniem.

To, co mozemy zrobic, to wyslac zapytanie do BPP o to, ktore prawa zostaly zlamane (na podstawie historii), z kopia do szpitala. Przemysl... Nic na sile.

Najwazniejsze, ze Twoje dziecko ma specjalne miejsce w Twoim sercu.

Na przebaczenie lekarzom tez przyjdzie czas... Mialam ogromny zal do lekarzy, ze mnie tak skrzywdzili, jesli idzie o pobyt w szpitalu. Chodzilam dlugo i myslalam, co ja nagadam lekarce, gdy ja spotkam. I kiedys wymyslajac kolejne \'piekne\' zdanie, takie, zeby dac popalic, pojawilo sie pytanie \'czy bedzie w tym milosc?\'. Dotarlo do mnie, ze nie i ze nie wiem, co powiedziec.
Jesli ktos jest w stanie tak krzywdzic drugiego czlowieka, to jest nawet biedniejszy niz ten krzywdzony... no bo, co sie musialo z tymi ludzmi stac, ze potrafia byc tacy?
Odpowiedz
#14
masz racje, nie byloby milosci w mojej zemscie slownej...moze kiedys cos zrozumieja...
Odpowiedz
#15
Martyno - w przeciwieństwie do Ciebie ja zostałam dobrze potraktowana przez pracowników szpitala, ale moje dziecko tak jak Twoje wylądowało w koszu. Niestety za sprawą mnie samej... Nie do końća zdawałam sobie sprawę z tego, że wyrzucam właśnie dziecko. Nigdy nie zapomnę huku pustego kosza na smieci. Ale potem już nic nie mogłam na to poradzić... Tłumaczę sobie, że najważniejsze że kochałam moje dziecko i że bardzo na nie czekałam. Czasami pomaga a czasami nie. Dlategp rozumiem co czujesz-naprwadę bardzo mi przykro.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości