Wciaz sobie nie radze...
#1
CZesc to juz trzy miesiace od starty drugiego dzieciatkaSadnieiwem czy pamietacie pzrez lekazra ktory przeoczyl ciaze pzamaciczna parwie umarlam.Tyle czasu mija a ja wciaz nei moge sie pozbierac.Coraz iwecej placze i coraz bardziej krzycze po wszytkich,malo we mnie cierpliwosci ale i radosci.Nie wem co bedzie wiem ze nie mam sily.Moja kolezanka w ciazy a ja dol totalny nie ciesze sie ale trzymam kciuki za nia i dzidzie.Nie wiem co bedzie ,ale wiem jak jest Sad((((Zle mi strasznie
Odpowiedz
#2
jesteśmy wszystkie z Tobą... Ściskam ciepło
Odpowiedz
#3
Kasiu, trzymaj się.
Odpowiedz
#4
Kasiu, trzy miesiące to nie tak wiele czasu.Wiem,że nie ma gotowych recept Sad , ale wielu osobom pomaga możliwośc wygadania się z zaufaną osobą lub osobami o tym wszystkim co każda z nas przeżyła w związku ze stratą dziecka.Pomóc może wizyta u psychologa, gdy jest strasznie źle.Tam łatwiej ogarnąc dopadające nas uczucia.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Odpowiedz
#5
Kasiu, dużo sił i odwagi dla Ciebie... Meduza ma rację. Łatwiej jest, jak opowiesz swój ból...
Odpowiedz
#6
Wiesz KAsiu u mnie minely prawie 4 miesiace, a mam wrazenie ze z kazdym dniem jest coraz gorzej...te nagle ataki płaczu i smutku nawet mnie juz mecza, ale nie potrafie ich wyeliminowac:| MOja kolezanka tez jest w ciązy i jakos tak to boli w srodku...ciezko to opisac...co tu duzo pisac, tez chciałabym byc w ciazy, ale jakos nie jest mi na razie dane...ach
3maj sie dzielnie o ile w ogóle mozna sie dzielnie trzymacSmile nie tak miało byc prawda?
Odpowiedz
#7
Kasiu 3 miesiące to naprawde bardzo mało czasu. Ja swoje maleństwo straciłam 20 miesięcy temu. I ataki płaczu ,czy gniewu nadal powracają. I wydaje mi sie ze to juz pozostanie... Ale z czasem nauczysz sie z tym żyć. ja gdy mam cięzki dzien ide pod prysznic i tam płacze. Gdzie nikt mnie nie widzi i nie słyszy. I gdy woda spłukuje łzy z mojej tważy czuje jak razem z nimi odpływa żal i ból. Rozmowa też pomaga. Nie duś wszystkiego w sobie. Wiem ze wszyscy do okoła mówią zeby do tego nie wracać i wiem też jak te słowa bolą. Ale tu zawsze znajdziesz zrozumnienie. Wiec pisz gdy Ci tylko jest źle. Mi to forum bardzo pomogło. Gdyby nie dziewczyny niewiem co by sie teraz ze mną działo.
Kasiu życze Tobie dużo sił . Trzymaj sie kochana.
całuje
ania***
Odpowiedz
#8
to prawda co pisze Kopciuszek, u mnie mija juz 8 miesiąc, i nadal nie mogę znaleźć sensu życia. Pamiętam, że w 3 miesiącu to zaczęła się u mnie kulminacja rozpaczy, cierpienia, choć przestałam bez przerwy płakać - wcześniej miałam cały czas łzy w oczach.
Teraz jestem przygnębiona, niewiele rzeczy mnie cieszy, nadal codziennie zbiera mi się na płacz. Wczoraj byłam na pogrzebie znajomego weterynarza i motocyklisty, miał 36 lat, tyle co ja. Pogrzeb był niesamowity, było chyba z 200 osób, jego życie było piękne.On też stracił jedno dziecko, ale zawsze pamiętam go pełnego życia, pełnego energii, dla wszystkich był wspaniały, przeżył życie krótko, za to jak intensywnie, nie znam drugiej takiej osoby. Nic dziwnego, że tak ogromna ilość ludzi przyszła go ostatni raz pożegnać. Ja i mój parner płakaliśmy, płakaliśmy, że ważni dla nas ludzie odchodzą do innego świata. Mamy nadzieję, że Jarek tam połączył się ze swoim dzieckiem i poznał naszego synka.
Mam ogromną nadzieję, że jest inne, lepsze życie po tej drugiej stronie tęczy. I że kiedyś połączymy się z naszymi dziećmi i spotkamy się w radości z wszystkimi drogimi naszym sercom, którzy odeszli.
A tu na ziemii zostaliśmy my z bólem w sercu, jak mamy sobie poradzić?
Na tym pogrzebie rozdawano kartę ze słowami:

\"Jarosław Michalski zm. 04.06.2008
Widzę wszystko, chociaż oczy mam zamknięte,
Jestem wszędzie dokąd tylko sięga myśl.\"

te słowa mną wstrząsnęły - ja tak właśnie czuję, że zmarli choć odeszli są przy nas, widzą nas, słyszą nas.
Nie wiem czy już zwariowałam, ale bliżej jestem tego świata tam, niż tu.
Tu za mało mnie trzyma. Nie czuję radości istnienia.
Odpowiedz
#9
Ja też często myślę o tamtym swiecie.Tam są Ci których najbardziej pokochałam.
Trudno więc zabiegać o pieniądze, sukcesy itd. skoro to wszystko niewiele warte, skoro i tak kiedys umrę.
Myślę że możemy być świadectwem dla innych, styranych życiem, że ono naprawdę ma swój koniec.I tam jest już lepiej.
Odpowiedz
#10
Czas nieubłaganie mija. Większość uważa, że to dobrze, bo on leczy rany. Mi jednak wydaje się, że on nie jest naszym sprzymierzeńcem. Gdy mijają kolejne miesiące otaczający nas ludzie uważają, że już jest ok., przecież minęło tyle czasu. Ale to tak nie działa. Dla nas czas się zatrzymał i choć żyjemy dalej wciąż tkwimy w dniu śmierci naszych dzieci. Pierwszy tydzień, miesiąc, rok, potem kolejne rocznice to dni wyjątkowo trudne do przetrwania. Pierwsze dziecko straciłam 7 lat temu, drugie rok temu a od straty mojego trzeciego Skarba nie minęły jeszcze 2 tygodnie :\'(
Mijające lata nic nie zmieniają, są dni, że potrafię \"normalnie\" żyć a w innym czasie zaciskam zęby, byle tylko dobiec do domu i wypłakać się w samotności.
Tak jak pisze kopciuszek \"I wydaje mi sie ze to juz pozostanie...Ale z czasem nauczysz sie z tym żyć. To jest po prostu nasze nowe życie, z Dzieckiem po tej drugiej stronie... tak myślę
Odpowiedz
#11
To prawda, czas jakby się zatrzymał. Ludzie postrzegaja w nas istotki, które doszły juz do siebie, bo przeciez 7 tydzien ciazy to przeciez tak mało by pokochac, a poza tym nie ma co przesadzac...a poza tym jest sie mlodym - przede mna całe zycie ... takie słowa dobijaja mnie. A co młodosc ma tutaj do rzeczy, czy wtedy serce boli mniej, czy wtedy mniej sie płacze??? czy mniej sie kocha???
Mineło juz troszke czasu od fatalnej niedzieli, ale w zasadzie nie czuje sie ani odrobine lepiej.
Zegar nie zatrzymał sie, a ja wciaz odliczam ile jeszcze zostało do konca (konca którego sie nie doczekałam).
Ciezko zyc po tym wszystkim. Pomyslec ze jedna noc zmieniła całe zycie , i to nie na lepsze...
Odpowiedz
#12
...juz miało być dobrze ,były dwa pęcherzyki ,rosły ksiązkowo ,miały pęknąć po pregnylu... nie pękły..! Rozczarowanie ,smutek i
ludzie- najbliżsi, ciągle powtarzający ``następnym razem sie uda``, ``uśmiechnij sie``, ``rozchmurz sie``, ``przestan myślec``, ``czemu ciągle jesteś smutna``. Czy nie mamy prawa czasem mieć złego dnia?? Czy choć przez chwile nie wolno sie nam zamyślić?? Dlaczego ciągle mamy sie uśmiechac?? kiedy w cale na to nie mamy ochoty. Chciała bym mieć czapke niewidke. Zniknąć.

Po mojej drugiej stracie załozyłam wątek pt. ``mówią ze czas leczy rany`` To wcale nie prawda. A jeśli nawet, to blizny ciągle nam o nich przypominają i ciągle bolą...
Odpowiedz
#13
ludzie boją się smutku, a to przecież normalne uczucie takie jak radość, tylko inne. Nie rozumiem tego parcia ludzi na radość wesołość. Smucąc się odczuwam ulgę, że nie zmuszam się do pokazywania radości. Jak jestem smutna to jestem, mam powód. Kiedy czuję radość to się śmieję i żartuję. I czuję wolność.
Odpowiedz
#14
Ludzie boją się smutku, trudnych sytuacji. Najlepiej zakrzyczeć nas \"oj jeszcze będzie dobrze\" (nienawidzę tego stwierdzenia - jak będzie dobrze??? przecież moje dzieci nie żyją!!!) \"uśmiechnij się a od razu będzie lżej\". Pytam wtedy: komu będzie lżej, chyba tobie bo u mnie milion uśmiechów niczego nie zmieni. I taka jest prawda, mówią to wszystko bo jest im niezręcznie w naszym towarzystwie, nasz smutek ich przeraża, nie potrafią sobie z nim poradzić. Ale wiecie co, nic mnie to nie obchodzi. Takim ludziom będzie przykro, nieswojo itp. najwyżej przez kilka minut, podczas rozmowy a my musimy z tym żyć, każdego dnia mierzymy się z tęsknotą, rozpaczą, smutkiem... Wcześniej cały czas grałam na zewnątrz, uśmiechałam się i udawała, że jest ok. żeby innym było łatwiej. I co z tego miałam? Jak przychodziłam do domu byłam kompletnie rozwalona i mogłam tylko ryczeć. Teraz jeśli mam gorszy dzień to nie uśmiecham się na siłę, już nie.
A co do czasu... on nie leczy ran, on je jedynie zabliźnia ale ślady zostają - na zawsze. Jak komuś odetną nogę to przecież z upływem czasu ona nie odrośnie, tak jak nasze serce, którego kawałek straciliśmy wraz z odejściem naszych Maleństwa
Odpowiedz
#15
HEJ To prawda ze nikt nie che nas zrozumiemiec ja mimo ze juz trzy miesiace po starcie nie moglam nikomu poweidziec o bolu o tym co dzieje sei wemnie w srodku nawet maz stara sei zyc tak jakby nic sie nie stlo...A ja cierpie starsznie placze i krzycze kazde malenstwo pzrypomina mi o mich dzieciach ze odeszly ...ale z moim bole jestem sama nickt z moich bliskich mnie nie rozumie nikt nawet maz Ojciec dziecka !Jest ciezko che znow sprobowac nawet mam manie szukania u siebie objawow ciazy a pzreciez to jeszcze nie mozliwe...za szybko nawet nie wiem kiedy moge zaczac naprawde starania o kolejna dzidzie...Nikt mnie nie poinformowal jedn lekarz mowil ze orazu nastepny ze po tzrech miesiacach ..
Weim ze nikt nie zastopi moich dizseci ktore odeszly nikt...

MAma tzrech cudow(*)(*)Jedno jest ze mna.
Odpowiedz
#16
Kasiu ja potrzebowałam 2 lat na ułożenie sobie wszystkiego w głowie i sercu. Jest cieżko nawet teraz po dwóch latach. To dzieki temu forum mogłam przezyć to po swojemu, bo tu znalazłam wsparcie i zrozumienie.

Pozdrawiam serdecznie i dużo sił życze.
Odpowiedz
#17
Znow ja dzis uslyszalam ze mam byc spokojna ze bede miala jeszcze gromadke dzieciSadczy nikt z tyh ludzi nie rozumie ze ja starcilam to jedno kochane moje dziecko zadne kolejne nie zalagodzi starty wlasnie tego ktore odeszloSad((smutno mi strasznie!
Odpowiedz
#18
Kasiu,

jak mi ktos tak mowil, to odpowiadalam: a dasz mi to na pismie?
Albo, ze wszystko bedzie dobrze. Masz jakies specjalne gwarancje?
Czasami skutkowalo.

Duzo sil.
Monika
Odpowiedz
#19
I to jest bardzo dobra odpowiedź. Ja często się zastanawiam, skąd inni mają tyle pewności, że urodzimy kolejne dziecko, że jeśli już, będzie ono zdrowe idt. :x
Najprościej uciąć temat zdaniem, że będzie dobrze. Więc jak słyszę tego typu gadki to też wtedy gaszę ludzi takim pytaniem.
Odpowiedz
#20
To prawda Kasiu, że ludzie nie rozumieją, że to było to jedno konkretne dziecko. Ja również milion razy słyszałam, że przecież jestem młoda i jeszcze będę mieć dzieci i że na szczęście mam już dziecko. Jakby to coś zmieniało, że mam, przecież nikt nie wróci życia tej istotce, która odeszła... Ja odpowiadam podobnie jak dziewczyny, że może i będę mieć jeszcze dzieci, ale nie to, które umarło. To też skutkuje.
Życzę Ci dużo sił w tych trudnych chwilach. Wiem co czujesz i jak jest Ci ciężko.
Odpowiedz
#21
Kasiu25 u mnie niedługo minie rok od straty... I u mnie przynajmniej...czas nie leczy ran. Mam wrażenie, że dookoła nikt już nie pamięta o tych magicznych trzech miesiącach ciaży... A ja ciągle pamiętam bicie maleńkiego serduszka.
Po stracie tylko odliczałam te przepisowe trzy miesiące do kolejnych starań. Póki co mija rok i nic. Problemy zdrowotne nie pozwalają mi na razie starac się o Maleństwo... a to marzenie dawało mi tyle siły. Teraz boję się marzyć i mieć nadzieję, bo kiedy tylko coś drgnie... nagle okazuje się, że kolejne wyniki badań są złe.
Nie mam siły czasami walczyć. Rozmawiam z moim Aniołkiem, zapalam świeczkę w oknie, bo co innego mogę zrobić.
I tylko patrzę na dziecko znajomych, które ma już pół roku... I urodziło się w tym czasie, kiedy ja miałam urodzić moje Szczęście...
Byłabym taka szczęśliwa... A teraz sama muszę poradzić sobie ze swoim smutkiem, z myślami, które natrętnie wracają...
Pozdrawiam Cię i przytulam. Co więcej mogę zrobić...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości