jak rozumiecie wezwanie
#1
Dziewczyny,

jak rozumiecie wezwanie modlitwy o uwolnienie:

Od wszelkiej myśli o samobójstwie i poronieniu dziecka, uwolnij nas Panie

Czy zestawienie razem sytuacji samobojstwa i poronienia jest dla Was razace, niestosowne, nieodpowiednie, bolesne?
Czy nie powinno sie wymiennie w miejscu \'poronienie\' uzyc slowa \'aborcja\'?

(zrodlo: katolik.pl)

I drugi przypadek:
Czy namawialem lub spowodowalem poronienie?

(we wzorach rachunku sumienia) Pytania jak wyzej.

(zrodlo: obrzedy pokuty dla diecezji w Polsce)

Monika
Odpowiedz
#2
Ja, rozumiem wezwanie w tej modlitwie o uwolnienie od wszystkich myśli związanych z chęcią popełnienia samobójstwa oraz dokonania poronienia dziecka.Od razu wyczuwam, że autor modlitwy pisząc poronienie myślał o aborcji, lub tych pojęc nie rozróżnia Sad To bardzo bolesne zestawienie, niedopuszczalne.
Nie wydaje mi się, aby myśli o poronieniu dziecka miały jakikolwiek sens, w rozumieniu:mam zamiar popełnic samobójstwo, mam zamiar poronic, myślę o tym.Zdecydowanie jest odwrotnie.Owszem kobiety myslą o poronieniu dziecka, co wynika z obaw i lęku o stratę dziecka, którego pragną.Wówczas modlą się o prawidłowy rozwój i szczęśliwe przyjscie na świat...
Odpowiedz
#3
Drugi wątek potwierdza, że autor nie ma pojęcia co to jest poronienie.I zadaje nielogiczne pytania.Nie można namawiac do poronienia.Nie mozna spowodowac poronienia.To absurdalne.
Wydaje mi się, że to jakiś stary materiał z czasów gdy funkcjonowało potocznie pojęcie sztuczne poronienie, a dziś jest to po prostu aborcja.
Gdzie by to nie było, cieszę się, że poruszyłaś tak ważny problem. Nie wyobrażam sobie co może czuc kobieta, która straciła dziecko poprzez poronienie(dodaję samoistne) czytając taką modlitwe czy robiąc rachunek sumienia.
Trzeba zrobic z tym porządek!
Dziękuję,pozdrawiam serdecznie.
Odpowiedz
#4
Moniko,
myślę tak samo, jak Meduza. W tekstach katolickich mylenie pojęć \"poronienie\" (samoistne) i \"aborcja\" absolutnie nie powinno mieć miejsca.

Na marginesie, podczytuję sobie teraz książkę \"W oczekiwaniu na dziecko\". W punkcie poświęconym problemowi \"Ciąża po poronieniu\" też używa się określenie poronienie jako całkowitego synonimu aborcji. Strasznie mnie to zabolało.
Odpowiedz
#5
niestety rowniez sklaniam sie ku opinii ze poronienie jest tu traktowane jako aborcja Sad a doslownie to wezwanie odbieram jako rozwazanie czy dziewczyna bedac w ciazy ( przypadkowej??) nie zastanawiala sie nad odebraniem sobie zycia lub odebraniem zycia temu dziecku poprzez ABORCJE.
no i punkt drugi tu rowniez calkowicie zgadzam sie z meduza...do PORONIENIA nie mozna nikogo namowic ale juz do aborcji i owszem.
Odpowiedz
#6
Jest wielka różnica między aborcją a poronieniem i tego tutaj nikomu nie trzeba tłumaczyć. Jednak dla księży mogą być to równoznaczne określenia ponieważ po łacinie i jedno i drugie to abortus Sad W medycynie też często używana jest łacina więc wyrazy te mogą być podobnie stosowane Sad Tym bardziej myślę że warto zwracać uwagę autorom takich wypowiedzi, sformułowań jak wyżej wymienione przez Monikę-wuchowa, że to w języku polskim (bo w takim napisane są w/w cytaty) po pierwsze są nieprawidłowe, nie zgodne z prawdą, a po drugie niesprawiedliwe i bolesne :evil:
Odpowiedz
#7
Misiacz, rzeczywiście masz rację ,,W oczekiwaniu na dziecko\'\' Heidi Murkoff, Arlene Eisenberg,Sandee Hathaway używają takiego bolesnego podejścia i łączą pojęcia.A tak lubiłam tę książkę...
Odpowiedz
#8
do aborcji kobieta podchodzi świadomie...jej działanie jest przemyślane i zdecydowane..........godzi się na to ponieważ nie chce dziecka.......
do poronienia już niestety nie podchodzimy tak.....jest to dla nas tragedia na którą nie jesteśmy przygotowane...nie decydujemy się świadomie...nie wybieramy tego dla siebie.....oczekiwanie na Dziecko i jego strata to cios....ból....załamanie świata....i nie mamy na to żadnego wpływu....

to absurdalne porównanie.....gotuje się we mnie na samą myśl!
Odpowiedz
#9
Dziewczyny, ja myslę ze to jest kwestia sumienia.Jesli nie dokonałam aborcji to nie ma we mnie poczucia winy.Moje dzieci zmarły z inego powodu. Myślę , że w tym rachunku sumienia chodzi o stosunek do własnej ( cudzej ) ciąży. Dla osób wierzących to raczej jest kwestia prosta.

Z drugiej strony tak dużo w kościele mówi się o ochronie życia poczętego, że aborcja to zabijanie małych bezbronnych dzieci.A jednak problem poronienia jest w kosciele tematem mało waznym.Tyle osób modli się o życie dla dzieci zagrozonych aborcją, a tak niewiele jest modlitw o życie dla dzieci zagrożonych poronieniem. Przecież tu i tu chodzi o życie małego człowieka. W przypadku aborcji - krzyczy się o zagrozeniu dla życia człowieka ale w przypadku poronienia - tylko o zagrożeniu ciąży....... :\'(
Odpowiedz
#10
Ja powiem krótko, nie podoba mi się w ogóle, źle to odbieram i nie rozumiem dlaczego zastosowano słowo \"poronienie\", a nie \"aborcja\", czy w takim razie muszę się wyspowiadać z tego, że straciłam moją córeczkę choć tego nie chciałam - to pytanie retoryczne oczywiście. Nie wydaje mi się, żeby to było wszystko jedno, jeśli coś takiego czyta lub słyszy ktoś, kto nie doświadczył poronienia osobiście lub w bliskiej rodzinie, mogą mu się mylić to pojęcie z aborcją i kiedy usłyszy od kogoś, że poronił będzie miał negatywne odczucia.
Odpowiedz
#11
A ja powiem tak. Mam koleżankę, która zaszła w ciążę.... niechcianą i to bardzo. Wiem, że poroniła. Kiedy ja poroniłam płakałam, a ona na \"pocieszenie\" powiedziała coś co mnie totalnie rozwaliło. Ona modliła się, żeby poronić. Wielokrotnie czytałam ten tekst wuchowy i dopiero dzisiaj spojrzałam na to wezwanie inaczej. Że to jest myśl nie o aborcji, ale o to, aby poronić, by pozbyć się problemu. No nie umiem tego wytłumaczyć jaśniej. To zespolenie z samobójstwem wtedy ma inny wymiar, bo w jednym myślimy o odebraniu sobie życia, a w drugim o odebraniu życia drugiemu. Dobra dalej nie piszę, bo zagmatwam. :|
Odpowiedz
#12
Hmy, tak to już jest, często bywa tak, że słowa po prostu nie oddają faktycznego stanu rzeczy i czasami w ogóle trudno jest coś nazwać ot tak jednym wyrazem. Jednak ja pozostanę przy stanowisku, że poronienie w tym przypadku wprowadza jakieś zamieszanie. Należałoby w tych okolicznościach znaleźć inne określenie tego co my doświadczyłyśmy i sytuacji, o której ty piszesz nitko. Tylko trzeba by było wymyśleć i wprowadzić w życie takie słowo, a tego raczej szybko nie da się zrobić. Ja powiem szczerze, ja też z moją córcią byłam w tzw. \"niechcianej\" ciąży i też na początku różne myśli chodziły mi po głowie, odrzucałam ten fakt. Jednak to minęło po 10 - 12 tygodniach i zaczęłam kochać moją kruszynkę, oczekiwać i pragnąć - nie doczekałam, strasznie przebolałam (w przeciwieństwie do Twojej koleżanki), ale wg tej teorii musiałabym się znaleźć w tej grupie, w o której piszesz.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości