Tak bardzo tęsknię...
#1
Witaj Kochany Michałku (bo tak dałam Ci na imię). Dzisiaj Dzień Dziecka i zarazem 2 miesiące jak nie ma Cię z nami. Odkąd odeszłeś nic już nie jest takie samo... Nie radzę sobie z niczym... Tak bardzo mi Ciebie brakuje... Chciałabym Ci powiedzieć tyle rzeczy... Spędzając czas z Twoją siostrzyczką coraz bardziej uświadamiam sobie, jak wielu rzeczy już nigdy nie zrobimy razem... Nie chcę żebyś się smucił i płakał tak jak ja... Chcę tylko żebyś wiedział jak bardzo Cię kocham i jak bardzo tęsknię. Nigdy nie zapomnę widoku Twojego bijącego serduszka, dotyu Twojego ciałka i tego jak byliśmy razem. Kiedyś znowu się spotkamy... Inni zapomną, może już zapomnieli, ale ja będę pamiętać zawsze... (*)(*)(*)
Odpowiedz
#2
(*)(*)(*) Dla Twojego Aniołka...
Tęsknota jest wyrazem wielkiej miłości. To znak,że czas płynie, wszystko się zmienia, ale nasze uczucia dla dzieci aniołów nie zmieniają się...
Tez bardzo tęsknię za moja córeczką...Myslę sobie,że bardzo trudno jest miec dziecko anioła.Tęsknota nasza jest tak wielka.... prowadzi prosto do nieba.Wierzę, że nasze dzieci są w niebie i tam się spotkamy...
Przytulam i pozdrawiam Cię.
Odpowiedz
#3
Całusy w niebo dla Twojego Michałka... i dla mojego Aniołka... (*)(*)(*)
Odpowiedz
#4
Właśnie wróciłam z pracy - pierwszy dzień po zwolnieniu. Było strasznie. Pytania co się stało, spojrzenia jak na małpkę w zoo, a ja unikałam rozmów, byleby tylko nikt nie pytał... Na domiar tego nowy dyrektor zdegradował mnie o dwa stanowiska niżej. Mam być kasjerką. Cały dzień powstrzymywałam się żeby nie wybuchnąć płaczem... Moje myśli i tak wciąż wracały do tego co się stało... Żałuję tej decyzji o powrocie do pracy i do tej samej firmy. Dlaczego to wszystko jest takie trudne? Czuje się jak leżący, którego cały czas życie kopie. Nie chce mi się nic... nawet żyć...
Odpowiedz
#5
Magda, nie wolno się załamywać. Rozumiem, że Ci ciężko. Ale nie martw się, będzie lepiej, wiesz.
Odpowiedz
#6
Magdo trzeba trochę czasu na oswojenie życia po tragedii. Ja wróciłam do pracy zaraz po 8 tygodniowym urlopie macierzyńskim - myslałam, że to mnie oderwie od strasznych myśli. Mialam wrócić do znajomego pokuju, ludzi, spraw. Tego samego dnia przyszedł faks od prezesa o przeniesieniu mnie do najcięższego wydziału w sądzie. Po prostu się rozpłakałam. Znowy dostałam po tyłku. Po 2 miesiącach musiałam iśc na zwolnienie lekarskie - moja cukrzyca dała znać. Oczywiście psychiatra też kazał odpocząć. I tak 4 miechy na zwolnieniu. Prezeska powiedziała, że dostałam przeniesienie za dobre wyniki. Powiedziałam, że to kopanie leżącego. Po tych 4 miechach zwolnienia doszli do wniosku, że to nie był najlepszy pomysł z przenoszeniem mnie. W międzyczasie rzuciłam już kwity, tj. złożyłam wypowiedzenie. Na szczęście mój opiekun - wtedy byłam jeszcze asesorem sądowym - namówił mnie na zmianę decyzji, a własciwie na jej odłożenie w czasie. Tak też zrobiłam. Wróciłam do pracy w lepszych warunkach. Po pół roku zaszam w ciążę wtedy gdy się tego namniej spodziewałam. Strach ogromny i strachliwa radość. Od razu zwolnienie. Udało się. Potem wróciłam znowu do pracy i teraz znowu na zwolnieniu. Fakt, że mam pewne stanowisko pracy, ale wierz mi, że w tyłek dostałam nieraz.
Życzę Ci z całego serca powodzenia i spokoju ducha. Ja przez pewien czas uciekałam w pracę. Żyłam z dnia na dzień. Teraz jest inaczej. Wreszcie nam błysnęło i wierzę mocno, że za pewnien czas będziesz silniejsza i z podniesioną głową spojrzysz w twarz współpracownikom i szefostwu, albo znajdziesz nową pracę,w której poczujesz się na swoim miejscu.
pozdrawiam i życzę powodzenia.
Odpowiedz
#7
Dziękuję dziewczyny za słowa otuchy. Muszę podjąć decyzję, albo starania i pozostanie w tej pracy, albo też zmiana pracy i odłożenie dziecka na dalszy plan. Poczekam do wizyty lekarskiej, wspólnie z lekarzem mamy podjąć decyzję co dalej w związku z dość dużą nadżerką i wtedy zadecyduję... Od tego będzie zależało kiedy ponownie zajdę w ciąże. Właśnie zdałam ostatni egzamin, za 4 miesiące obrona pracy. Z wyższym wykształceniem łatwiej będzie mi znaleźć pracę, która spełni moje oczekiwania. I tak nie miałam zamiaru już wracać do pracy w markecie po porodzie... Niestety stało się inaczej... Chyba zbyt szczegółowo to wszystko zaplanowałam...
Milo, Tobie życzę owocnych starań po odstawieniu leków, a Tobie Aleksandro zdrowych Maluszków.
Odpowiedz
#8
Magduś, ja też wszystko starannie dopracowałam. Prawie rok zajęło mi przygotowanie do ciąży, a i tak wiadomo... Przeoczyłam też ważne rzeczy, np. szczepienie przeciwko żółtaczce i teraz nie wiem, czy się szczepić. Wczoraj mój doktor powiedział: Teraz nie będziemy się rok przygotowywaćSmile
Odpowiedz
#9
Współczuję ci bardzo Magdo i dokładnie wiem co czujesz. Choc ja swoja pracę lubię i mam fajnych kolegów, koleżanki i przełożonych też okropnie bałam się powrotu po wyjściu ze szpitala. Łacznie m-c mnei nie było w pracy i to te pierwsze dni były najgorsze, kazdy kąt, każde spojrzenie przypominały ostatnie dni przed ... Na pytanie jak się mam wszystko w porządku łzy w oczach i ucieczka w kąt. Daj sobie czas, poczekaj, aż będziesz w stanie podjąć jakąś sensowną decyzję bez zbędnych emocji i wtedy zdecyduj co dalej. Na dziś życze ci dużo dużo łask Bożych i powodzenia, abyś potrafiła się podnieść i wstać z tego miejsca. Choć nie uważam, że to łatwe. Zapalm swiatelko (*) dla twojego Aniołka, 3maj sie choc wiem jak czasem brakuje sil.
Odpowiedz
#10
Dziękuję Ci bardzo Majko za te słowa. Od dzisiaj jestem na opiece, moja córa strasznie się rozchorowała i nie miałam wyboru. W pracy nie byli zachwyceni, ale dla mnie ważniejsze jest moje dziecko. Trudno co będzie to będzie... Może zmiana pracy dobrze mi zrobi, bo tak jak Tobie wszystko kojarzy mi się z ciążą. Wiele osób jeszcze nie wie co się stało i codziennie ktoś pyta: co tu robisz? przecież byłaś w ciąży... Przeważnie odpowiadam, że już nie jestem i nie chce o tym mówić, ale łzy co chwila cisną mi się do oczu. I jeszcze te wszystkie szczęśliwe ciężarne, które obsługuję...
Odpowiedz
#11
Moja córka wróciła ze szpitala. Dziękuję wszystkim za modlitwę (wątek modlitewny). Jest jeszcze bardzo słaba. Okazało się, że ma salmonellę i jeszcze nie wiadomo co będzie, albo wyzdrowieje, albo zostanie nosicielem do końca życia... Dużo się wycierpiała... a ja razem z nią.
Jednak jest jedna i chyba jedyna dobra rzecz, która z tego wynikła. Zrozumiałam, że czas jest normalnie żyć, bo są tu na ziemi ludzie których kocham i którzy mnie potrzebują. Nie cofnę czasu i choć zawsze będę pamiętać o Michałku to muszę żyć dalej... Nie mogę podporządkowywać całego życia śmierci mojego dziecka. Zrozumiałam jak bardzo potrzebuje mnie moja córeczka tu na ziemii.
Chyba taki silny wstrząs był mi potrzebny...
Odpowiedz
#12
Witaj Kochany Aniołku. Choć mam lepsze i gorsze dni jest lepiej... Julcia czuje się dobrze. Nadal tęsknimy za Tobą wszyscy troje, a zwłaszcza ja i tata. Ale zaczynam rozumieć, że nie można rozpaczać, trzeba żyć dalej... Wiem, że Ty tego chcesz. Moje łzy w końcu nie będą gasiły Twojej świeczki w niebie.
Może już wkrótce będziesz miał drugą siostrzyczkę lub braciszka. Trzymaj za nas kciuki.
Kocham Cię bardzo. Tęsknię za Tobą i pamiętam o Tobie. Codziennie wieczorem patrzę w okno i wysyłam Ci całuski do nieba...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości