Każdy przecież ma jakąś \"babcię\"
#1
Do podjęcia tego tematu cytuję w całości mój ostatni list z forum pt\"Nie ma żadnych reguł\" , myślę że to taki fajny i trochę weselszy temat. napiszcie, czy Wam też pomogła jakas \"babcia\". ......

.....i wiecie co Wam jeszcze dziewczyny napiszę , tak dla odmiany tych smutnych tematów; Jak leżałam w szpitalu z martwą ciążą i czekałam na zabieg, położyli mnie na noc na ginekologii; Dół totalny, cała opuchnięta byłam od płaczu; nie wierzyłam że za parę godzin zacznę się śmiać... a jednak; A było tak - jako współlokatorki na sali miałam dwie babcie, grubo po 80-ce; obydwie po usunięciu macicy i wszystkiego co możliwe; chyba rak; jedna z tych babć okropnie \"gderała\" a ta druga miała jej już totalnie dość, zresztą obie chyba już jakiś zaawansowany alzhaimer arbo demencja starcza; ale całkiem trzeżwe na umyśle, nie powiem, bo jak mi zaczęły opowiadać o swoich \"skrobankach\" i martwych ciążach dzieciach zmarłych zaraz po urodzeniu to..... tragedia! no ale do rzeczy - no więc ta jedna \"spokojna\" babcia gzieś tak w środku nocy przyczłapała do mojego łóżka i zaczęła mną telepać; obudziłam się przerażona - a babcia w wielkiej konspiracji zaczęła mi opowiadać co następuje- a więc ponieważ miała juz dość babci \"gderającej\" umyśliła sobie plan aby ją uśmiercić, tylko ponieważ już stara i siły nie te a tu wreszcie pojawiły się młode i silne \"posiłki\" (to ja) - to z całą powagą zaproponowała mi, żebym się zacziła i przyłożyła poduchę do buzi babci gderającej i najzwyczjniej w świecie ją UDUSIŁA!!! i jeszcze zapewniała, że i Pan Bóg mi wybaczy bo ona i tak już jedną nogą na tamtym świecie i lekarze też nic nie zauważą. Wyobrażacie sobie!!!!!!! I wiecie co, mimo bólu i całej rozpaczy, zaczęłam sie po prostu śmiac; rechotałam tak, że aż przybiegły pielęgniarki, dały spokojnej babci coś na spanko i sprawa się na szczęście sama rozwiała, nie musiałam babci dusić; Nawet dzisiaj, jak przypomnę sobie komizm całej tej sytuacji, to pękam ze śmiechu. To takie moje małe śmieszne przeżycie, następnego dnia miałam zabieg, ale..... nie było tak zle...... pomogła mi trochę ta babcia, naprawdę;
Odpowiedz
#2
\"Pewna legenda opowiada o ptaku, który śpiewa jedynie raz w życiu, piękniej niż jakiekolwiek stworzenie na Ziemi.Z chwilą gdy opuści rodzinne gniazdo, zaczyna szukać ciernistego drzewa i nie spocznie, dopóki go nie znajdzie. A wtedy, wyśpiewując pośród okrutnych gałęzi, nadziewa się na najdłuższy, najostrzejszy cierń. Konając wznosi się ponad swój ból, żeby prześcignąć w radosnym trelu słowika i skowronka. Jedną, najpiękniejszą pieśnią za cenę życia. Cały świat zamiera, aby go wysłuchać, uśmiecha się nawet Bóg w Niebie. BO TO CO NAJLEPSZE, TRZEBA OKUPIĆ OGROMNYM CIERPIENIEM. Przynajmniej tak głosi legenda......\"

ten cytat ma jakiś sens ..... jakoś sobie to możemy inaczej przetłumaczyć te nasze porażki...... film był ok, książka lepsza ale.... dawno to było....
Odpowiedz
#3
\"Ptaki ciernistych krzewów\" lubię ta książkę, wiesz ja po poronieniu miałam ochotę czytać w kółko tylko jeden wiersz, a mianowicie \"Smutno mi Boże\"
Odpowiedz
#4
nie ... nie ... smutno to już broń cię Panie Boże...... stanowczo tu za smutno .... a Babcia Twoja gdzie?
Odpowiedz
#5
Cytat:[autor cytatu=kama]
stanowczo tu za smutno

Bo to właśnie o to chodzi, że tu jest (często jedyne) miejsce gdzie nam wolno się smucić, w przeciwieństwie do innych gdzie mówią: \"No, weź przestań, płaczesz po dziecku co miało tylko 7, 10, 20, 35 tygodni? Tyle jest gorszych tragedii. Weź się w garść. Zobacz, słońce świeci. Przeciez masz już dzieci/będziesz miała dzieci.\"
A tu właśnie jest miejsce gdzie płaczemy po naszych dzieciach, nie udajemy, że ich śmierć nas nie dotknęła, że nas nie boli, że nie cierpimy, że nie tęsknimy.
I to właśnie dzięki temu po czasie żałoby, znów potrafimy widzieć radość w naszym życiu.
Odpowiedz
#6
Tak właśnie,Małgosiu, to jest miejsce gdzie można mówić o swoim bólu.
Odpowiedz
#7
Malgosia Mila a dlaczego wy musicie \"udawac\" ze Was nie boli, że nie cierpicie..... ? Jak cierpicie to cierpicie i nikt nie ma prawa Waszego cierpienia bagatelizować... a jeżeli to robi to najlepiej się \"ulotnić\" //// często ludzie mówią pewne rzeczy, bo po prostu czują sie trochę niezręcznie .... nie bardzo wiedzą jak się w takiej sytuacji zachować ... wydaje im się że jak powiedzą coś w stylu \" nie martw się to tylko 5 tydzień\" albo...\" niedługo będzie następne\" to nas niesłychanie podniesie na duchu...... ale to nie wynika ze złej woli..... dlatego myślę, że najlepiej od razu prosto mostu walić -\" poroniłam mam doła.... nieważne który to był tydzień i ile jeszcze będę miała dzieci... jestem w żałobie po MOIM nienarodzonym dziecku\" i nie ma sensu moim zdaniem niczego \"udawac\"
Odpowiedz
#8
Kama,to nie chodzi o udawanie.Przynajmniej u mnie. Mój ból jest moją sprawą,nie chcę,żeby ktoś, kto nie może mnie zrozumieć, dawał mi rady,pocieszał nieudolnie.W pewnym momencie trzeba ubrać maskę, bo trzeba wrócić do normalnego życia,np. do pracy. Tu są osoby, które mnie uratowały przed szaleństwem i zatraceniem się w bólu. W pewnym sensie są mi bliższe niż ktokolwiek.TU mogę powiedzeć wszystko i nic nie wyda się głupie.
Odpowiedz
#9
Mila, widzę że u Ciebie to bardzo \"świeże\" jeszcze.... nie minął nawet miesiąc...... powrót do pracy jest przykry.... ludzie różnie reagują ..... na to nic nie poradzisz .... polecam szczerość .... zaskakująco dziwne reakcje daje! wypróbowałam....
Odpowiedz
#10
Kama, ale po co? Mam grono najbliższych, męża naprawdę kochanego(mimo potknięć) i to mi wystarcza. A tu są ludzie, którzy mnie rozumieją.
Odpowiedz
#11
no chyba po to żeby nie udawać.... to musi być okropnie męczące... zakładanie masek; a udawać po co .... jeśli masz taką możliwość ... wybierz się do terapeuty... bardzo pomaga....Powodzonka !
Odpowiedz
#12
Wiesz co Kama - a mi to czasem udawanie bardzo ulatwialo zycie.
Bo pytal ktos obcy o to ile mam dzieci, albo na widok synka czy to pierwsze a ja walilam wtedy ze tak, pierwsze, ze tak, mam to jedno dziecko.
Bo tak jak Mila tu pisala - zaczniesz mowic prawde, to albo ktos nie wie jak sie zachowac, albo jak zacznie pocieszac to juz lepiej zeby nic nie mowil. A z terapiami to trzeba troche uwazac. Jedni moga pomoc, ale inni wpedza w taka depreche ze sie potem czlowiek dlugo nie wygrzebie.
Buziaki kochane dziewczyny
anka
Odpowiedz
#13
Ja nie czuję, że potrzeba mi terapii. Ja po prostu chcę przecierpieć swój ból, przeżyć żałobę.
Odpowiedz
#14
Aniuo3, ja nie mialam namyśli \"takiego\" udawania, pewnie że co tam będę jakimś obcym ludziom opowiadać o moich prywatnych sprawach; ja mialam na myśli sytuacje o ktorej pisała Mila tzn np powrót do pracy i \"udawanie\" , zakładanie masek; trzeba ludziom trochę pomóc, zauważyłam że, ludzie przeokrutnie udają i ukrywają uczucia; A potem mają pretensje \" nikt mnie nie rozumie , nikt mnie i tak nie zrozumie\" pewnie że nie do końca - a może jednak troche; może ten ktoś też niedawno stracił kogoś bliskiego, może też cierpi i też mu żle; i tak chowamy sie pod tymi maskami .... i maskujemy się nie wiem po co (to chyba u nas w Polsce tak się dzieje, mieszkałam kiedyś we Francji i we Włoszech i z przykrościa stwierdzam że albo nie potrafimy. albo się boimy albo ... nie wiem już co ... ale coś jest nie tak z naszą inteligencja emocjonalną.... nie umniemy wyrazić własnych uczuć;
Odpowiedz
#15
O pierwszym poronieniu wiedziało tylko kilka koleżanek, może 4 i to takich, które raczej nie miały kontaktu ze sobą.
O drugim - o wiele więcej osób, tu już nie umiałam/nie mogłam uciec w statystykę. I:
- okazało się, że nie jestem jedyna i te dzieci pojawiające się u znajomych b. często nie pojawiały się \"ot tak\" - łatwo, prosto i przyjemnie jak mi się wcześniej wydawało, były po leczeniu rodziców, z ciąż zagrożonych, z kłopotami już po porodzie i sms informujący o narodzinach nie uwzględniał np. dni w inkubatorze. Ale były sytuacje, gdzie nie chciałam mówić. Trochę jakbym chciała \"odpocząć od żałoby\" - pogadać o głupotach czy innych rzeczach, nie wysłuchiwać zaskoczonej ciszy lub bezmyślnych słów, które miałyby mi \"pomóc\". Lub bezkarnie się pośmiać też. Lub nie mieć wrażenia, że ktoś z kimś ten temat - tego, co się zdarzyło, jak my to przeżywamy czy jacy biedni albo inni jesteśmy - wałkuje za naszymi plecami. Była też sytuacja, że bałam się jednej koleżance powiedzieć zarówno o ciąży, jak i stracie, bo ona mimo tego, że pragnie mieć rodzinę, prawie na to nie miała szans. Bałam się sprawić jej ból, że ona nie może mieć nawet dzieci \"nie tutaj\".
A sytuacje, gdzie ktoś znienacka zadawał pytanie \"ma pani dzieci?\" w sytuacji zupełnie niespodziewanej a ja po takim pytaniu stałam prawie bez tchu, jakby mnie właśnie czymś ciężkim zdzielono w głowę i nie miałam pojęcia co powiedzieć, też były.
Teraz, jak mamy synka, w większości sytuacji umiem normalnie powiedzieć, że mamy go tutaj jednego, ale powinien mieć rodzeństwo. I, o dziwo, zasadniczo jest to normalnie przyjmowane. Może dlatego, że jednak mamy dziecko i już nie jesteśmy trędowaci/jesteśmy już normalni?
Odpowiedz
#16
A Kama chyba chciała watek bez smutków, dlatego to napsiała. moze chciała by to był jeden wątek gdzie się nie płącze z rozpaczy?przepraszam jeśli źle to odebrałam. By pokazać, ze mimo chmur i ząłamania czasami trafiają się perełki. Moja babcią jest mój mąz, który czasami jak coś palnie, to płacze... ze śmiechu. i daje sobie do tego prawo.
Ja nie chcę cały czas tonąć w smutku i łzach bo mój syn tego by nie chciał. Urodził się przez mój egoizm, bo podtrzymywałam ciążę, i to jestem, mu winna by nie rozpaczać. Też chce się oderwać od wszystkiego zapomniec na chwile i nie uważam tego za egoizm, mam niby już 3 dzieci, a tak naprawde cierpie i tęksnie tylko za Rafałem. Boje się o kolejną ciąze, ale jeśli ją poronie zrozumiem i nie będe rwała włosów, skąd moje podejście? mozę z tego że ja urodziłam i trzymałam w dłoniach nasz skarb i musiałam powiedziec: pozwalam ci odejśc.... Jestem egoistka wiem. I nie daje nikomu prawa na komentowanie i ocenianie moich słów.
Kama babcia była rewelacyjna z mężem rechotalismy jak ropuchy;p
Odpowiedz
#17
Widzisz Kama ja mam takiego pecha w życiu, że nawet tu nie uśmiechnę się gdyż nie było mi dane poznać ani dziadków ani babć. Rodziców mojej mamy wymordowali Ukraińcy, a rodzice taty zmarli przed moim urodzeniem się. Jeżeli pozwolicie zapalę dla nich świeczki [*][*][*][*].Marek
Odpowiedz
#18
Marek, współczuję Ci i pozdrawiam...
Życie jest trudne i bardzo skomplikowane...
Odpowiedz
#19
Channach, przychodzi taki moment, że w końcu pozwalamy dziecku odejść. To bardzo cenne słowa \"pozwalam Ci odejść\", ja też wypowiedziałam je w moim albumie o synku. I tak się staje - powoli pozwalam mu odejść.
Już czuję różnicę: kiedyś czułam pustkę na grobie syna, a jego obecność czułąm w domu. Potem był moment, że telepatycznie czułam jego obecność tam w grobie, takie dziwne uświadomienie sobie, że 4 km od mojego domu spoczywa w trumnie, w słoiku ciałko mojego dziecka, metr pod ziemią. I że tak łatwo go wykopać i być z nim. Przez jakiś czas miałam takie uporczywe myśli. Teraz to minęło. Czuję, że coraz bardziej zostawiam go w spokoju, częściej chodzę na cmentarz. Ale codziennie jestem z nim myślami. Często pojawia się w rozmowach z moim partnerem.
Powoli pozwalam mu odejść.
Odpowiedz
#20
dzięki \"channach\" wreszcie koś zrozumiał moje intencje; ja nie miałam zamiaru drwić sobie z cudzego cierpienia, sama sie napierpiałam, wiem co to znaczy; chciałam tylko żeby był choc jeden taki \"pogodniejszy\" wątek; a z tą babcią to była przenośnia; \"renetaimarek\" żle mnie zrozumieliście, tu nie chodzi o \"babcię\" w sensie dosłownym; dla każdego ta babcia może mieć inną postać; to może być mąż, przyjaciółka, albo taka babcia którą ja spotkałam w szpitalu; czasami fajnie jest spotkać takie babcie; pewnie że życie jest ciężkie i skomplikowane \"meduzo\", ale nikt nigdy nie powiedział, że będzie łatwo; wiecie co ja zrobiłam po pierwszym poronieniu, to było zaraz przed mikołajkami, kupiłam trochę zabawek i słodyczy i zrobiliśmy z synkiem małą niespodziankę dzieciakom z miejscowego Domu Dziecka; pewnie, że po części zrobiłam to dla siebie, po przecież nie okłamujmy się ,jeśli pomagamy innym to przede wszystkim aby sobie \"zrobić dobrze\'; ale mimo wszystko swój ból i cierpienie wykorzystałam bardziej kreatywnie; rozpamiętywanie i rozdrapywanie ran nie przywróci życia naszym dzieciom; trzeba sie koniecznie rozejrzeć za \"babcią\" ; czasami taki śmiech przez łzy potrafi cuda czynić; Byłam dziś na usg; jest sobie pęcherzyk; mam brać folik i przyjśc za tydzien; ale pogoda jest zawalista!!!( cokolwiek by to nie znaczyło, to ulubione powiedzonko mojego syna)
Odpowiedz
#21
Cytat:[autor cytatu=kama]
rozpamiętywanie i rozdrapywanie ran nie przywróci życia naszym dzieciom;

Nie, nie przywroci. Ale zeby na nowo odbudowac swiat potrzeba zmierzenia - czyli jakiegos rozpamietywania - sie z tym, co sie stalo. Tym bardziej jest to potrzebne, gdy otoczenie wmawia, ze \'nic sie nie stalo\'. W naszym spoleczenstwie panuje tendecja do tego, aby od tego zmierzenia sie z bolem uciec, na najrozniejsze sposoby.

Zaloba nie jest rozdrapywaniem ran.
Rozdrapywanie ran to np. obwinianie siebie za smierc dziecka, gdy ewidentnie tej winy nie ma.

Jak przegladniesz forum to znajdziesz tu troche pogodniejszych watkow.
Serdecznosci,
Monika
Odpowiedz
#22
Moniko, właśnie takie słowa były mi dziś potrzebne.
Odpowiedz
#23
Jestem tu krotko i nie mam na tyle czasu by przeczytac wszystkie watki więc jeśli juz o tym pisałyscie to przepraszam ale chciałam zapytać,zwlaszcza tych z Was które macie też dzieci żyjące tak jak ja czy tak się z Wami też dzieje.Chodzi mi o to,że nie potrafie tak do końca cieszyć się swoim macierzyństwem.Mam coreczke 4letnią i syna2letniego.Doczekalam się ich po trzech tragicznych finałach(miałabym dzis jeszcze 10 letnia córeczkę-czuję,że to byla dziewczynka,8letniego syna Maksia i 5 letniego dzieciaczka-tu nie mam przeczucia jaka płeć).Miewam takie dni i chwile,że bardzo szybko sie denerwuję,zwłaszcza na córke,drę się na nią,potem płaczę,przepraszam,funduję jej huśtawkę.Jestem zupełnie inną osoba niż kiedyś.Jest we mnie dużo zlości,podejrzliwości.Modlę się o siłę od Boga i bywa czasem lepiej.Teraz mam jakiś taki lepszy czas,doznałam jakiejś Łaski,az się boje tym cieszyc.Ogólnie jest jednak ciężko,nerwowo,bez luzu,prawie bez poczucia humoru.I powiem Wam,że czas w moim przypadku nie leczy ran a jest coraz gorzej.W tym roku mój syneczek przystępowałby do I Komunii Św.Poszliśmy na cmentarz z białymi rożami i świecą.A po głowie chodziła mi myśl\"no i co z tego,co to zmieni,czego oczekiwałaś,że Go tu zobaczysz?\".A ja nigdy nie widziałam mojego syneczka,urodzonego martwo w terminie,bo lekarz uznał,że tak będzie lepiej dla mnie i wmówił to mojej rodzinie.Odebrali mi nawet to,że położna nie raczyła sie pofatygować na korytarz do mojego umierającego na klęcząco z bólu męża,by spytac jak chcielismy ochrzcic dziecko,tylko ochrzciła go po swojemu.Potem lekarz odradzał nam\"dla naszego dobra\"zabranie naszego syneczka i pochówek.Nie mogłam tez być na pogrzebie mojego dzidziusia,bo jeszcze leżałam w szpitalu.Czasami wracam do tego wszystkiego i pytam dlaczego tyle bezdusznosci,przeciez juzi tak stała sie tragedia.Nie wiem też kiedy mam powiedzieć żyjacym dziecio,że miałyby rodzeństwo.Mały wydaje się za mały a córcia jest nadwrażliwa,rozwija się świetnie intelektualnie ale miewa kłopoty emocjonalne.Cały czas się obwiniam,że to przezemnie,że nie jestem dobrą mamą.Jak jest u Was?
Odpowiedz
#24
Ja bym na twoim miejscu skorzystała z pomocy terapeuty; musisz \"wyleczyć duszę\' bo toksyczni rodzice wychowują toksyczne dzieci; Twoim dzieciom w Niebie jest dobrze i nic im do szczęścia nie potrzeba a Twoje dzieci na ziemi potrzebują szczęśliwej i pogodnej matki; Już słynny Zygmunt Freud dowiódł, że lekceważone przez wieki dzieciństwo to fundament dorosłości, jeśli zostanie on żle uformowany, kuleć będzie przez całe dorosłe życie człowieka. Nie dziwię się że Twoja córeczka jest nadwrażliwa, leć do specjalisty póki czas, sama sobie ne pomożesz, a czas leci i dzieci czekają; Tamtym ktore odeszły, pozwól spoczywać w pokoju; Jeśli mieszkasz w większym mieście lub w pobliżu, poszukaj dobrego psychoterapeuty albo grupy wsparcia dla kobiet; Powodzenia!!!!!
Odpowiedz
#25
Mamo66 ja na tym forum pojawiłam sie dokładnie w momencie kiedy zdałam sobie sprawę z tego że moje problemy wychowawcze z córką to tak naprawdę moje problemy. I dziś wiem że pogodna mama umiejąca okazywać uczucia nawet ten ból to mama dobrze odbierana przez dzieci. Dziś potrafie porozmawiać z córką o śmierci i o radosnych rzeczach. Może jeszcze nie wszystko jest dla niej jasne ale starm się. Powiem ci że ja byłam u zwykłego pedagoga szkolnego. Ale trafiłam na naprawde świetna kobietę. Mało tego dowiedziałm sie że ona miała podobne przeżycia jak ja. Bardzo mi pomogła. Ze względu na moja prace nie mogę zbyt często odwiedzać jej, ale starm się od czasu do czasu. Bardzo mi to pomaga. To ona powiedział mi o tym portalu. Jestem jej ogromnie wdzięczna.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości