Jest coraz gorzej
#1
Dzisiaj mija trzeci tydzień od zabiegu i zamiast czuć się lepiej, czuję się coraz gorzej. Nie wiem jak to opisać ... Po prostu czuję jak bym powoli umierała w środku. Jestem zła na cały świat, nie mam energii. Już nie wiem co robić. Staram się, chcę się pobawić z moją córeczką, ale jakoś nie potrafię się śmiać. Jestem tym zaniepokojona, bo wczesniej sobie radziłam lepiej. Teraz to wszystko wraca niczym bumerang. Martynka ostatnio zapytała mnie czy już teraz mam dzidziusia w brzuszku. Wiecie co chciało mi się płakać, chciałam uciec, ale jak uciec od własnego dziecka, które zadaje ból, ale wcale tego nie świadome. Wyjaśniłam jej, że już nie mam dzidziusia w brzuszku, bo dzidziuś zachorowal i poszedł do Bozi, a ona zapytala mnie jak on poszedł jak przecież on jeszcze nie umie chodzić. Powiedziałam jej więc że Bozia przyszła i wzięła go na rączki i teraz się nim opiekuje to odpowiedziała żebym się nie martwiła, bo Bozia kiedyś nam go przyniesie, na rączkach i włoży spowrotem do brzuszka. Jak sobie radzić z takimi pytaniami, i jak nie płakać przy odpowiedziach?
Nie wiem jak będize dalej, ja naprawdę z każdym dniem czuję się gorzej. Po poronieniu płakałam, potem stwierdziłam że przeciez nic to nie da że będę płakać, a tylko Martynkę zasmuci więc przestała, zaczęłam rozmawiać ze znajomymi, myśleć o kolejnym dziecku, ale to jest coraz trudniejsze. Tak bardzo się boję, że spotka mnie to znowu. Już nie mam siły ...
Odpowiedz
#2
Agulasz, nie martw się. Trzy tygodnie to mało czasu, żeby się otrząsnąć. A przy dziecku powinnaś być naturalna, jeśli będziesz płakać, to powiedz córeczce, że to nic złego, że Ci smutno, a jak ludziom jest smutno, to płaczą. Daj sobie czas i nie zasatanawiaj się na razie, czy Twoje odczucia są naturalne. Płacz, krzycz, złożecz, jeśli tego potrzebujesz. Masz prawo do emocji. Trzymam kciuki i wiem, przez co przechodzisz-u mnie minęło2,5 tygodnia.
Odpowiedz
#3
Wiem, co czujesz. Ja jestem 6 tygodni po poronieniu i też czuję się jakby coraz gorzej. Wiem jakie to trudne opiekować się dzieckiem, kiedy drugie odeszło tak niedawno... Moja córka też jeszcze wspomina dzidzie. Pyta kiedy i czy będzie nowa, bo tak bardzo chciała mieć rodzeństwo. Ostatnio jedząc cukierka powiedziała, że są dobre i dzidzi pewnie też by smakowało... Też z trudem powstrzymuję płacz w takich chwilach. Zgadzam się z Milą, że płacz to nic takiego. Lepiej jest okazywać emocje niż dusić to w sobie. Nie ma też chyba sensu udawać emocji przed naszymi dziećmi tu na ziemi. One i tak czują nasz smutek. Masz prawo płakać i złościć się na cały świat, to normalne po ty co przeszłaś... Sciskam mocno i życzę dużo siły i oparcia wśród bliskich.
Odpowiedz
#4
agulasz - ten trudny czas liczy sie w najlepszym razie w miesiacach a nie w tygodniach. Ty mialas b. malo czasu.
Zaloba to nie jest tez jakis constans, \'z tym juz sobie poradzilam\', wiec ta rzecz nalezy do przeszlosci. Zachecam Cie goraca do poczytania dzialu \"Zaloba\", znajdziesz tam wiele wartosciowych tekstow. W dziale \"Lekarze\" jest jeszcze jeden tekst dot. etapow zaloby, ale odnosi sie do tych pierwszych dni i tygodni.
Zaloba to nie jest tez ciagle spinanie sie pod gorke, proces, w ktorym caly czas bedzie lepiej. Bol wraca falami i dopada w roznych momentach i z rozna intensywnoscia. Przed Toba jeszcze wiele trudnych chwil.
Mi ta wiedza o zalobie, o tym, co jest trudne, co moze bolec (Swieta, wakacje, pytania otoczenia, przewidywana data porodu), b. pomogla. Wiedzialam, czego moge sie spodziewac i choc nie da sie przygotowac, to bylo mi latwiej.

Mialam niespelna poltoraroczne dziecko przy poronieniu. Staralam sie z nim normalnie rozmawiac. To nie byl temat tabu. Goraco polecam ksiazeczke dla dzieci \"Kazdy czasem jest smutny. Dlaczego placze, gdy kogos strace\"

Duzo sil. Daj sobie duzo czasu.
Monika
Odpowiedz
#5
Agulasz,
mogę się w 100% podpisać pod tym, co napisała Monika (na marginesie, to właśnie wypowiedzi Moniki pomogły mi bardzo w uporządkowaniu mojego świata po stracie na nowo).
Wiele razy przeżywałam to, że myślałam, iż jestem już bardzo \"pozbierana\", a okazywało się, że to takie kruche, żałoba faktycznie wracała falami. U mnie trwało to długo, naprawdę lepiej poczułam się około roku po stracie, wtedy faktycznie poczułam, że mogę na nowo cieszyć się życiem, że więcej jest radości niż smutku, a i pamięć o naszym Oleczku jest już napełniona radosnym spokojem, a nie rozpaczą.
Myślę, że również dopiero gdzieś po roku zaczęłam być gotowa psychicznie na kolejne starania, ze względów życiowych przeciągnęło się to czekanie do 2,5 roku. Nie polecam oczywiście aż tak długiego czekania, ale daj sobie tyle czasu, aż wróci pokój, aż nabierzesz sił. A na razie życzę Ci wiary, że któregoś dnia na Waszym niebie znów będzie więcej słońca niż chmur i deszczu - przekonasz się, że tak się stanie, potrzeba tylko czasu, i to liczonego w miesiącach, jak napisała Monika.

Dla Twojego Aniołka [*][*][*]
Odpowiedz
#6
Agulasz, jak piszą dziewczyny powyżej, wcale nie jest tak, że zaraz po poronieniu jest najtrudniej, a potem to juz \"z górki\". Będąc w szpitalu chcemy żeby to wszystko jak najszybciej sie skończyło, wydaje sie nam, że jak wrócimy do domu, do zwykłego życia to wszystko znów będzie dobrze. Ale okazuje się, że wcale nie jest dobrze, że jak juz zaczynamy czuc sie lepiej fizycznie, dopada nas coraz większa rozpacz. A jeszcze do tego chcemy byc dzielne, bo rodzina, dzieci, praca, bo wszyscy wokół oczekują, że z upływem czasu będziemy znów \"normalne\". Ale śmierć dziecka zmienia nas i długo trwa zanim same do tej zmiany się przyzwyczaimy.

To nie jest też tak jak sądzą niektórzy, że my tylko płaczemy i rozpaczamy. Przecież wszystkie funkcjonujemy w miarę normalnie. Ja przez długie tygodnie, nawet miesiące zyłam w takim poczuciu rozdwojenia: mogłam wykonywac różne czynności, a nawet wygłupiac się z dziećmi, ale wewnątrz cały czas czułam smutek i cała moja osoba była skoncentrowana na tym synku, który odszedł. Dopiero po pewnym czasie zaczęły sie pojawiać okresy (najpierw krótsze, potem coraz dłuższe) takiej wewnętrznej równowagi. Ale to naprawdę wymaga czasu i nic się nie da tu przyspieszyć.

Podziwiam też dzieci za to, że traktują poronienie w tak naturalny sposób, nie maja oporów by mówić o swoim zmarłym rodzeństwie (niedawno spotkałam znajomą, ktora ma dwie corki i syna, ja mam dwie córki, potem dwoje anielskich i pod sercem prawdopodobnie syna, znajoma: O, to u Was też do trzech razy sztuka? Na co moja córka: Nie, u nas do pięciu). Pamiętam tez opowieść jednej z nas, o tym jak jej synek prosił swoją anielską siostrzyczkę, żeby mu pomogła w grze komputerowej...
Odpowiedz
#7
U mnie minęło 7 miesięcy (aż nie chce mi się wierzyć, że to tyle czasu).
Wczoraj urodziłby się mój syn. I znów płacz, gdzieś w środku ściska rozpacz.
Moja rodzina była wczoraj ze mną na cmentarzu. I wiecie co, ja pogrążona w rozpaczy, nie mogąca powstrzymać łez, a oni (rodzice, ciotka, kuzynka) byli w dobrych humorach, zrobili sobie spotkanie towarzyskie nad grobem mojego dziecka, ze złości ledwo się powstrzymałam, żeby powiedzieć im by poszli sobie na kawę. Boże jaka jestem wkurzona. Nikt nie uszanował godnie pamięci o moim dziecku, nie uszanował moich uczuć. Dlaczego oni w takim dniu tego nie czuli, dlaczego tak łatwo przychodzi im się śmiać w takim miejscu i chwili.
Pragnęłam ciszy i spokoju, skupienia, połączenmia duchowego z moim dzieckiem, a oni wszystko zepsuli. Jestem zła, że Mariusz ich powiadomił o wczorajszym dniu. Nie skonsultował tego ze mną.
Miało być inaczej w tym dniu. Żałuję, że tak się stało. Nie chcę ich wszystkich widzieć.
Mama dość już wszystkich ludzi. Nie znoszę ludzi śmiejących się, a już zwłaszcza tych co uchodzą za dusze towarzystwa. Irytują mnie.
:evil: :x :twisted:
Odpowiedz
#8
sorry, że się tak rozpisałam na tym wątku, poniosło mnie. Chciałam cię Agulasz też wesprzeć, a wyszło inaczej.
Tylko dodam, że mnie ta największa rozpacz dopadła w trzecim miesiącu, wtedy najwięcej sobie zaczęłam uświadamiać. Wcześniej bez przerwy ryczałam.

dużo sił, daj sobie czas, właściwie to czas staje w miejscu, a Ziemia przestaje się kręcić
Odpowiedz
#9
Magdo,

do nas rodzina przyszla dwa dni po drugim poronieniu, na Pelciowe imieniny. Otworzylam drzwi i... oniemialam. Nic nie mialam poszykowane. W ogole mialo nas tego dnia nie byc w domu, mialam byc na wakacjach u mojej Mamy. Pamietam, jak oprowadzalam kuzynke po naszym mieszkaniu i sie czulam jak w jakims matrixie, Boze, co ja tutaj robie. Najcheteniej bym siedziala i plakala, czego nie robilam tylko ze wzgledu na dziecko, a oni przyszli, jak gdyby nigdy nic... Nie zaproponowalam nawet herbaty. Tylko, ze to byla taka kropla, ktora przelala kielich. Z jakas cala moca wlasnie ta wizyta uswiadomila, w jakim powazaniu, jest poronienie - jakby nie dosc wczesniejszego szpitala, pytania pielegniarki, ktora pobierala mi krew na badania \'jest pani w ciazy?\' - \'juz nie\' - ..........
Wieczorem, jak Pawel zasnal, usiadlam do kompa, zalogowalam sie na bocianie i zalozylam watek \'Poronienie po ludzku\'.
Moze, gdyby nie ta wizyta, nie byloby mnie teraz tutaj.

Przytulam Cie mocno. Tylko moge sie domyslac, jak Ci bylo trudno na cmentarzu. Pomysl, ze Twoj partner mowi o dziecku, przezywa z Toba to wszystko i widzi sens dzielenia sie tym bolem z innymi. To tez jest jakies dobro. To, ze inni nie potrafili uszanowac Waszej straty, to jest inna sprawa.

Monika
Odpowiedz
#10
magdo - ja tak jak Monika uważam, że to że Twój mąż poinformował rodzinę o spotkaniu na cmentarzu bo chce dzielić się bólem z innymi i celebrować pamięć po dziecku. Na pewno zranienie Ciebie było ostatnią rzeczą jaka mogłaby przyjść mu do głowy. To nie jego wina że wyszło źle. Masz wspaniałego męża.
Odpowiedz
#11
bardzo dziękuję za te słowa

Oboje dziś z partnerem doszliśmy do wniosku, że teraz już nie chcemy innych w to \"wciągać\", potrzebujemy teraz wspólnej, tylko we dwoje żałoby, chcemy teraz być razem tylko my z naszym dzieckiem, jego duszą, wspomnieniami o nim, bo inni już nie rozumieją, to dla nich już nieosiągalne. Poczuliśmy, po tym wszystkim, potrzebę takiej samotności we trójkę, poczucie tej więzi i miłości, jakby wejście w głąb siebie, jak w medytacji.
Może za jakiś czas będziemy w stanie innym o tym znów mówić, ale teraz mamy ich dość.
Odpowiedz
#12
Mireczko, tak, wiem że chciał zrobić wspaniałą rzecz, lecz moja rodzina nie stanęła na wysokości zadania. Stąd ta złość, na wszystko i wszystkich. Mój parter jest naprawdę wspaniały, jest kimś nalepszym kto mógł mi się trafić.
Odpowiedz
#13
To tak jak my. Jesteśmy w trójkę i tak nam dobrze. Próby rozmowy z innymi źle się kończą. Mój brat (naprawdę bardzo wrażliwy młody człowiek) zarzuca mi że nie chę z nikim rozmwaiać na temat tego co czuję (z mamą, tatą, babcią, z nim). A kiedy kilka razy coś tam wspominałam, że tęsknię że wyobrażam sobie jak by mogło być albo że zazdroszczę innym kobietom zdarzylo mu się powiedzieć że nie takie tragedie mają ludzie. Ale w sumie utrzymuje, że rozumie co czuję. Chyba jednak nie Sad Albo na przykład zdarzyło mu się namolnie namawiać mnie na psychologa, nawet z moim mężem na ten temat rozmawiał. Paweł delikatnie mu wytłumaczył że RAZEM sobie z tym radzimy. Bo tak jest. I wiemy że już nikt nie rozumie światełka palonego tylko we dwoje, tęsknoty za tym który nigdy nie będzie z nami itd... Ale w sumie tak jest mi dobrze. Skoro inni mają gorsze tragedie to niech je sobie mają-ja swoją mam z kim dzielić. I już. Dobrze, że mamy naszych mężów, Magdo Smile
Odpowiedz
#14
Agulasz
Kiedy dowiedziałam się, że moje dzieciątko nie żyje,a nic tego nie zapowiadało (czułam się rewelacyjnie, żadnego plamienia, żadnego znaku, ono cichosieńko umarło) to wydawało mi się, że świat zwariował. Jak to? noszę martwe dziecko, kobiety rodzą życie nie śmierć, co dalej, jak dalej żyć, czemu to się w ogóle zdarzyło - miliony myśli napływały mi do głowy. I też tak jak Ty myślałam, że im dalej tym będzie lepiej. Po 4 dniach od zabiegu piersi wypełniły mi się pokarmem, jakoś nikt nie pomyślał w szpitalu, że to się może zdarzyć i można mnie uprzedzić. Miałam wtedy najbardziej puste ręce w życiu. I ten pierwszy tydzień bolał strasznie, rozpacz i potrzeba nieistnienia. A najgorszy był ten moment kiedy uświadomiłam sobie, że to się stało, że nic się nie da zrobić, że trzeba się nauczyć żyć z tą pustką, osieroceniem, samotnością. Różne trudne momenty w moim życiu mijały, wtedy zrozumiałam, że ten nie minie. Myślałam, że żałoba jest liniowa - coś się przerobi, przetrawi, przeboleje, przepłacze, koniec. Teraz już wiem, że tak nie jest, dla mnie ona jest spiralna. Wchodzimy coraz dalej, albo wyżej, mamy coraz szerszą perspektywę, a;le wracamy ciągle do tych samych rzeczy tylko z nieznacznie innego punktu. Przytulam Cię mocno.
Odpowiedz
#15
Dziękuję dziewczyny za taki odzew, naprawdę nie wiem jakbym sobie teraz poradziła bez tego forum. Dzięki Wam zrozumiałam, że to co czuję jest normalną reakcją. Jak wychodziłam ze szpitala pielęgniarka powiedziała że teraz mogę mieć wzloty i upadki emocjonalne, ale myślałam, że to będzie kilka dni, a nie tygodni czy miesięcy. Myślę, że za bardzo się starałam zachowywać tak jak tego oczekuje ode mnie społeczeństwo. Rodzice, rodzeństwo, przyjaciele oczekiwali, że wrócę do \"poprzedniego stanu\", że oswoję się z poronieniem, więc udawałam że wszystko jest ok, że dochodzę do siebie, ale w pewnym momencie psychika, każe zrzucić maskę którą się nałożyło bo inaczej oszaleje. Wiem, że każda z Was przeżywała to samo co ja, może dlatego lepiej jest tu pisać o swoich uczuciach bez maski, bez udawania jaka to ja jestem silna.
Kilka dni po stracie moich trzech Michałów (kiedyś tak sobie rozmyślałam o moich dzieciach i przyszła mi do głowy piosenka tańcowały dwa Michały, u mnie było ich trzech) mój kolega napisał mi, że może Bóg ma w tym jakiś cel, że może kiedyś ja pomogę komuś w takiej sytuacji. Byłam na niego zła za te słowa, ja nie chciałam pomagać innym, nie chciałam taiej misji. Potem pomyślałam, że może faktycznie ma racje, może powinnam pomagać innym, pomagać dziewczynom które są w takiej sytuacji jak ja, teraz wydaje mi się że jednak nie mam tyle siły aby przeżywać to znowu i znowu od początku.
Dziękuję Wam za rady, mam nadzieję że jeszcze mam wystarczająco dużo energii by je zastosować.

Pozdrawiam
Agnieszka
Odpowiedz
#16
Droga Magdo!
Bardzo mi przykro, że musiałaś znosić dodatkowy ból na grobie swojego dziecka. Szczególnie ciężko zrozumieć to, gdy zawodzą osoby Ci najbliższe. Prawdą jest też, że najbardziej potrafią zranić osoby z którymi chciałaś dzielić swój ból. Szalenie ciężko jest patrzeć na śmiech, kiedy w sobie mamy tylko smutek. Życzę Ci, żeby takie sytuacje nigdy więcej nie miały miejsca, a pamięć o Twoim synku nie była tylko bólem. Wiesz ja czasami sobie myślę jak mogłyby wyglądać moje maluszki, może miałyby oczy taty, mój nos, a śmiech ... śmiech miałyby najcudowniejszy na świecie. Czasami z takimi wizjami jest łatwiej, stają się wtedy bardziej \"realne\", ale czasami niestety jest trudniej bo niestety żadnej z tych rzeczy nie zobaczę.
Wiem jedno, Twój synek bardzo Was kocha a jak go wspominacie to Jego śmiech jest najgłośniejszy w całym niebie.
Odpowiedz
#17
Cytat:[autor cytatu=agulasz]
mój kolega napisał mi, że może Bóg ma w tym jakiś cel, że może kiedyś ja pomogę komuś w takiej sytuacji. Byłam na niego zła za te słowa, ja nie chciałam pomagać innym, nie chciałam taiej misji.

Nie Agnieszko, Pan Bog nie ma celu w tym, aby nasze dzieci odchodzily. Wierze w Boga, ktory nie \'zrzuca\' na nas cierpien, aby nas czegos nauczyc, sprawic, zebysmy byli bardziej wrazliwi, pomocni.

Mowi sie, ze cierpienie uszlachetnia. Tez mi trudno sie z tym zgodzic. Cierpienie bywa destrukcyjne. Gdy dotyka nas cierpienie, potrzebujemy wsparcia - w szpitalu, od wspolmalzonka, rodziny, czasami specjalisty. To nie jest lekcja, ktora mamy przerobic. Sa naprawde inne metody, aby byc dobrym czlowiekiem.

To, jak przezyjemy cierpienie - zalezy od nas. I co z nim zrobimy - rowniez.

Byc moze czesc osob po przezytej tragedii staje sie lepsza, bardziej wrazliwa na cierpienie innych. Do momentu, gdy nie doswiadczylam poronienia, wydawalo mi sie, ze to \'tylko\' poronienie, oczywiscie, kobieta cierpi, ale ze szybko dochodzi do siebie. Dopiero dwukrotne przezycie poronienia uswiadomilo mi skale pojawiajacych sie problemow. Rozumiem tez lepiej kobiety, ktore przeszly wiecej niz jeden raz przez strate dziecka. Ale, gdybym mogla wybierc pomiedzy ta Monika, jaka jestem teraz i bez dzieci, a ta \'stara\', ale z dziecmi, to moj wybor bylby prosty. Z dziecmi, zyjacymi dziecmi. Tylko, ze nie nikt wyboru mi nie dal.

Zycie nie jest proste. Po stracie - szczegolnie. Na nasze pozornie proste pytania, nie zawsze mozna dac odpowiedz, ktora miesci sie w jednym zdaniu.

Monika
Odpowiedz
#18
Słowa o których piszemy Moniko powiedział mi mój przyjaciel, który jest księdzem.

Zgadzam się z Tobą, że być może po stracie niektórzy stają się wrażliwsi na cudze cierpienia, ale z drugiej strony jakże okrutna jest ta lekcja, nieprawdaż?

Gorąco pozdrawiam
Agnieszka
Odpowiedz
#19
Czuję się dziś bardzo źle. I piszę tu, bo wśród tak wielu ludzi, którzy mnie otaczają jestem sama... Myślałam, że już jest lepiej, a tu znowu takie załamanie. Przyjechał z zagranicy mój mąż na tydzień na urlop. Ostatnio miałam wrażenie, że mnie rozumie, dużo rozmawialiśmy przez internet. Myliłam się jednak, ciągle się kłócimy, a on bardziej zaabsorbowany jest pomaganiem innym niż własną rodziną. Przyjechał tylko na kilka dni a tu co chwile dzwoni telefon, żeby przyjechał do mamy, do braciszka, bo jest coś do zrobienia. Najbardziej denerwuje mnie to, że Ci wszyscy ludzie, którzy teraz oczekują od niego pomocy, przez 1,5 miesiaca po poronieniu nawet nie zadzwonili, nie mówiąc o odwiedzinach... Ja byłam zbyt dumna żeby prosić o pomoc, raz tylko zadzwoniłam i sie zawiodłam... Byłam sama, potrzebowałam wsparcia i pomocy. Nikt się nie zainteresował, że nie mogę dźwigać i może potrzebna jest mi pomoc. A teraz mają tupet prosić o nią sami. A mój mąż jakby był szczęśliwy, że może się wyrwać z domu, wyjść gdzieś daleko ode mnie. A tak na niego liczyłam. Mam wrażenie, że nie mam już nikogo, z kim mogę porozmawiać. Jest mi bardzo ciężko...
Odpowiedz
#20
Po pięciu latach kiedy poszłam do pedagoga szkolnego na rozmowe w sprawie mojej córki, stało sie oczywiste,że te całe zamieszanie jest najbardziej zwiazane ze mną. Ja poprostu zamknełam się w sobie, nie przeszłam okresu żałoby i wszystko wróciło ze zdwojona siłą. A ja myslałm że już mam to za sobą. Bol jest ogromny, niezapomniany, i wraca, zawsze inaczej i w innym momencie wcale nieoczekiwanym. Czasami byle głupstwo potrafi wpędzić mnie w dół na cały tydzień a nawet dłużej. Więc AGULASZsama widzisz że trzy tygodnie to nie wszystko. Ja juz piąty rok nie jestem w stanie pozbierać się, najgorsze jest te poczucie winy.... Ale jestem z Tobą i powiem Ci że jeśli nachodzi Cie ta nieogarnieta rozpacz, zagladaj tu. Jesteśmy od tego by sie wspierać.
Mi jest o wiele lzej wiedzac ze nie jestem sama
Odpowiedz
#21
Mnie dopadło tydzień temu i w dalszym ciągu mnie trzyma. Nie płaczę, ale nie mogę sobie poradzić sama ze sobą. Jak mąż jest w pracy zmuszam się żeby się uśmiechać, żeby Martynka widziała mnie uśmiechniętą ale jest coraz gorzej. Jest ciepło więc widać więcej kobiet w ciąży a mi się chce krzyczeć na ich widok. Czasami nie wiem co robić. ..
Po poronieniu rozmawiałam z wieloma osobami, bardzo dużo z nich radziło mi próbować od razu, nawet się nad tym zastanawiałam, ale stwierdzila że może nie, może poczekam aż będę miała pierwszy @, nadal czekam, lekarz powiedział że może się pojawić 4-6 tygodni zobaczymy, ale najgorsze jest to, że z każdym następnym dniem bardziej się boję ciąży. Nie chcę po raz drugi przeżywać tego co teraz.
Rozumiem cię Joanno ja obwiniam się niemalże każdego dnia, może jakbym zrobiła wcześniej badania, może jakbym nie kochała się z mężem, może jakbym nie podnosiła Martynka, może jakbym ... mogę wymyślać bez końca ... Czytam mnóstwo na temat poronienia, na temat żałoby, wyjaśnienia że to nie była moja wina, że to ...
Dzisiaj byłam w przedszkolu z moją córeczką i jedna znajoma powiedziała że może się to stało bo jestem za chuda, ale ja zawsze taka byłam, jem za troje ale jakoś nie odbija się to na wadze, ale przecież odżywiam się zdrowo. Wcale mi nie jest lepiej jak się zastanawiam nad przyczynami, nie jest mi lepiej gdy zastanawiam się co mogłam zrobić, jest mi lepiej tylko wtedy jak moja córeczka mówi mi że mnie kocha. Przykro tylko, że mogłabym kiedyś to usłyszeć od czwórki moich dzieci.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości