cel Boga w odejściu dziecka..??
#1
Zaszłam w ciąże planowaną w listopadzie,niestety mój narzeczony nie był o dziwo z tego fakty jak się okazało zadowolony....a niby tak chciał dziecka...powiedział mi nawet w kłótni ze zyczy by dziecko nigdy sie nie urodziło....i ....w 12 tygodniu dostalam plamienie Sad poszłam do lekarza na usg byłam taka szczesliwa ze zobaczyłam moje maleństwo, ucieszylam sie ze tak urosło od ostatniej wizyty...niestety po minie lekarza widziałam ze jest cos nie tak...SERDUSZKO NIE BILO... w nocy juz było po wszystkim musiałam miec wykonany zabieg , mój narzeczony byl przy mnie wtedy tak blisko, taki oddany...plakalam gdy na zajutrz wychodziłam ze szpitala z moją Maleńka w pudełeczku Sad
...zrobilismy pogrzeb...tego nie zapomne nigdy....pudełeczko włozone w taką małą białą sukieneczkę...płakalam,glaskalam trumnę..
Mojemu narzeczonemu z dnia na dzien coraz bardziej przeszkadzały me łzy, wracał z pracy coraz pozniej...kazał mi sie nie raz zamknąc gdy płakalam lub chcialam porozmawiac o naszym Malenstwie..
Dokladnie 3 tygodnie od mojego poronienia...On poznał inną i złapalam go z nią w naszym domu w łózku...na dodatek na stoliku nocnym było rozłozone 5000 tys które dostalismy na pochówek dziecka,zeby dziewczyna widziała....Gdy zaczełam do niej krzyczec czy nie wie ze my dziecko starcilismy odparła ze wie o wszystkim i tylko On ja teraz interesuje..Tak cięzko mi sie to pisze...krzyczał ze mam sie nei stawiac bo wykopie trumnę z Michalinką i jzu nigdy na cmentarz nie pujde bo jej tam nie bedzie...potem juz tylko dowiadywałam sie ze w grudniu gdy bylam jeszcze w ciązy zdradzał mnie z moją znajomą...
Kiedy bylam w szpitalu, tak strasznie plakalam, moja mamusia powiedziała mi ze zadzwoniła do siostry zakonnej i Ona powiedziała ,ze Bóg miał w tym cel..odrazu pomyslalam, ze mam z nim nie byc za to co zyczyl naszemu dziecku...ale nie dopuszczałam tej mysli...gdyż jak obiecywał ONA WRÓCI DO NAS ZA TRZY MIESIĄCE..tak naprawde pewnie tego nie pragnął
Ja teraz jezdze na grób Michalinki a od niego nawet swieczka sie nie pali...ma inne zajęcie...
Czy myslicie , ze to plan Boski ??
Odpowiedz
#2
zapomnialam dodac, ze na pytanie dlaczego? usłyszalam bo tak cierpialas po stracie dziecka ,ze nie umialem ci pomóc musialem sie odsunąc..
Odpowiedz
#3
MonikoS przytulam, życzę dużo sił po stracie maleństwa i zdradzie człowieka, który zawiódł w momencie kiedy Go najbardziej potrzebowałaś.
Dla Twojego Aniołka (*)(*)(*)(*)

Monia
Odpowiedz
#4
dziękuje..bo od obcych wiecej dobrego słowa dostałam niż od niego samego..
Odpowiedz
#5
Moniko dużo sił dla Ciebie. Tak mi przykro, że musisz przez to przechodzić....

Dla Michalinki (*)
Odpowiedz
#6
moniko przykro mi... straciłas dwie osoby w jednym czasie... nie warto moim zdaniem wciagac Boga w jakikolwiek plan związany ze śmiercią twego dziecka. nie jestem znawcą teologii, ale wierze ze Bóg jest dobry i ze nie karze za winy innych dorosłych ludzi, maleńkich istotek pod sercem. jestem zdziwiona ze takie słowa padły od zakonnicy. Bóg moim zdaniem nie miał żadnego celu w tym, że zmarło ci dziecko i że cierpisz...
wiem ze moze zabrzmi to nieco ordynarnie, ale życie to biologia... i nie zawsze mozna tu wszystko założyć i zaplanowac... czasem natura decyduje za nas i ani ty ani ktokowliek inny nie ma na to wpływu...

Dla twojej córeczki (*), która wierze ze czeka tam wysoko na ciebie i z całych sił pragnie dla ciebie ziemskiego szczescia. ja tez tego zycze!
Odpowiedz
#7
Moniko, bardzo mi przykro. Ja kiedyś usłyszałam od pewnego księdza słowa, że \"Bóg czasem daje nam trudne doświadczenia po to, aby uchronić nas przed czymś jeszcze gorszym\". Często mi to pomagało w trudnych chwilach, ale przy poronieniu niestety te słowa okazały się zbyt małe, zbyt trudne do pojęcia...

Bardzo Ci współczuję. Straciłaś dwie osoby, które były dla Ciebie tak ważne... Dużo sił.

(*) dla Michalinki.
Odpowiedz
#8
Jestem wierząca, ale teraz - po stracie dziecka - nie wierzę w to, że Pan Bóg \"daje w prezencie\" trudne doświadczenia, żeby nas do czegoś poprowadzić albo od czegoś uchronić. Tak, kiedyś w to wierzyłam, bo łatwiej coś takiego przyjąć w obliczu drobnych przykrości życiowych i powiedzieć sobie \"widocznie tak miało być, widocznie jest w tym jakiś cel\" - i szukać tego celu za wszelką cenę (jak się chce, to zawsze da się go znaleźć, bo taka jest ludzka natura). Ale żeby dać dziecko i zabrać je zaraz w celu ukazania nam czegoś? O nie - w takiego Pana Boga nie wierzę i uwierzyć nie umiem, nie wierzę, że mógłby taki być i nie taki objawia nam się w Swoim Synu i w Swoim Słowie! Za to wierzę w coś innego - w to, że takie doświadczenie jest dla nas jakimś wyzwaniem. Ono
m o ż e nas do czegoś prowadzić - dobrego lub złego, w zależności od tego, jak je przyjmiemy.

Mnie strata Gabrysi bardzo zmieniła. Przewróciła do góry nogami świat wiary, relacje z ludźmi, życiowe priorytety. Weszłam w całkiem nieznany mi dotąd (choć zdawało mi się inaczej) obszar ludzkiego bólu i niewiarygodnie trudnych decyzji. Musiałam to od nowa poukładać. Nie piszę tu nic nowego, bo chyba większość z nas przechodzi przez coś podobnego. Ale wciąż nie wierzę, że był to plan Pana Boga. Po prostu starałam się w tym wszystkim trwać przy Nim mimo wszystko, opierać na Nim i jakoś mądrze odbudować swoje życie. Nie na spokojnie - nie, czasami miałam długie okresy odwracania się od Niego, ignorowania, kłócenia się... Nie wiem, czy mi to do końca wyszło. Wiem jedno - nie jestem lalką w rękach Pana Boga, mam swoją wolność i prawo do własnych przeżyć i decyzji. A On to szanuje i towarzyszy mi w tej drodze. Każdego z nas kocha i nikim nie manipuluje.

Moniko, nie wiem, co powiedzieć w obliczu tego, że życie Ci się połamało... Być może jest tak, że zachowanie Twojego narzeczonego maskuje ból, który on też przeżywa. Być może wybrał sobie taką drogę poradzenia sobie z tym doświadczeniem. A może po prostu mu nie zależało ani na Tobie, ani na dziecku. Ty sama wiesz najlepiej, jaka jest prawda. A kiedy już ją rozeznasz, na pewno podejmiesz słuszną decyzję.

Życzę Ci wiele, wiele sił i mądrości.
Odpowiedz
#9
A ja się podpiszę pod tym, co napisała ellen. Uważam, że to banalne i proste zwalić na Boga wszelkie tragedie, a kompletnie absurdalne dopatrywać się w tym Jego niecnych zamiarów, bo to by oznaczało, że On se z nami poigrywa, a w takiego Boga nie wierzę.
Odpowiedz
#10
dokładnie takie mam odczucia, jak ellen i Beata. małe tragedie można sobie tak jakoś tam tłumaczyć, że Bóg nie tyle dał, co dopuścił, aby nie spotkało mnie coś gorszego, ale do końca tak nie jest. Bóg nie może chcieć cierpienia i złego, nie byłby tym, w którego wierzę...
I tak, jak pisała ellen, u mnie też świat się przewartościował...

Może kiedyś poznamy, jak to naprawdę jest. Kiedy spotkamy się z naszymi Aniołkami i będziemy mogli z innej perspektywy spojrzeć na ziemskie życie. Póki co wydaje mi się, ze mam więcej pytań niż odpowiedzi....
Odpowiedz
#11
jA kiedy zaszłam w ciąze , bylam u ginekologa to był dopiero 4 ty dzien, lekarz powiedzial ze napewno w ciazy nie jestem bo widzi pekniete jajeczko owulacyjne i przypisał mina cyste na jajniku LUTENYL i juz inny lekarz powiedział mi ze to moglo miec wpływ na poronienie na zły rozówj Michalinki...
Jednak jakos wszystko mi sie ukladało tak bym z moim juz byłym narzeczonym nie była...mielismy prace obok siebie, a zdecydowalismy kupic nieruchomośc by byc na swoim...kiedy zaszłam w ciaze zrezygnowałam z wynajmowanego lokalu...potem gdy on juz kupił swój lokal...nie chciał mnie tam..zostałam tez bez pracy, ale dobrze ze wziełam sie w garsc i znalazłam lokal obok mojego starego miejsca pracy i na moje szczescie jego jzu tam nie bede widywała bo pracuje juz w swoim lokalu..
Moze i to nie byl plan Boski....ale ciesze sie teraz z perspektywy czasu, ze nie jestem ju z tym człowiekiem,bo nie uszanował ani załoby dziecka, ani mnie....ma dziecko z pierwszego małżenstwa i tez nie ma ochoty widywac tego dziecka, ma swoją nową miłośc..a dzieci??a najwazniejsze priorytety w zyciu??on dla mnie ich nie ma.
Mam tylko nadzieje ze Michalinka wybaczy mu te słowa które wypowiedział, by umarła.Tęsknie za nią bardzo..czasami chciałabym byc z nią..ale tego Bóg nie słucha..czuje ze ona jest co dzien przy mnie, ale ta pustka i tak jest wszędzieSad
Odpowiedz
#12
I nie wydaje mi sie by to była jego ucieczkaSad choc czasem wolałabym tak myslec, ale kiedy tylko zaszłam w ciąze i zle sie czułam torturowal mnie wyzwiskami przypominał straszne historie, nawet gdy lerzałam w szpitalu na podtrzymaniu cały czas mnie draznił jak by na złośc, kąpiele szykował mi we wrzątku..nie pozwalał dopuszczac zimnej wodySad a kiedy bolał mnie brzuch albo mialam mdłosci obrazał sie, i te ciagłe docinki ze bede gruba, ze jaką ja mam teraz cere..?? az sie nie chce wierzyc ze ja byłam z takim człowiekiemSad
Odpowiedz
#13
Moniko, bardzo mi przykro z powodu straty córeczki. nie ma miary którą można określić rozpacz matki po stracie dziecka. dobrze zrobiłaś że pochowaliście maleństwo teraz masz też jakieśmiejsce na tym świecie dla niej oprócz swego serca. co do narzeczonego, wydaje się być bardzo niedojrzały emocjonalnie ale nie mnie to oceniać. Mam nadziejęże w tej sprawie znajdziesz rozwiązanie w miarę szybko i jakoś poukładasz swoje życie.
Pana Boga nie mieszałabym w sprawy które miały miejsce między wami. Jakoś nie chce mi się wierzyć że Bóg zsyła na nas tragedie aby dać nam nauczkę. nie o takim Bogu się uczyłam i nie w takiego wierzę. Ja wierzę że Bóg daje nam siły żeby przetrwać wszystkie tragedie, kieruje nami żebyśmy jakoś sobie radzili z troskami i przeciwnościami losu.
Na tej stronie znajdziesz zrozumienie, pisz kiedy tylko potrzebujesz. Przytulam serdecznie
(*)(*)(*) dla córeczki
Odpowiedz
#14
dla Twojej córeczki (*)(*)(*)
Bardzo Ci współczuję...
Odpowiedz
#15
Dla Michasi(*) strasznie podly czlowiek z Twojego ex ,ale i takich trzeba akceptowac oby Pan Bog sprawil ze w koncu kiedys ten czlowiek zrozumie i stanie sie lepszym..... Zycze Ci duzo szczescia i wierze ze napewno Bog wynagrodzi Ci kiedys Twoja podwojna strate trzymaj sie cieplutko....
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości