zawieszenie w próżni!!!
#1
Wlaśnie doznałam olśnienia. Wiem, o co mi chodzi... Jestem zła na świat, najbliższych mi ludzi. Szukałam pomocy, starałam się rozmawiać z bliskimi ludźmi i zaufanymi, o tym, co się stało - bezskutecznie. Znaczy się było kilka rozmów, po których mi jakoś lżej było. Ale zazwyczaj jak rozmowa się zaczynała, bardzo szybko się kończyła - jaky bali się o tym ze mną rozmawiać. Najczęściej słyszałam \"uda wam się następny razem\" – wiem, że mówili w dobrej intencji, ale to bolała. Dla mnie to znaczy jakby już nie pamiętali... Jakby nie rozumieli, że moja rozpacz jest najcięższa z możliwych.

Niestety ja muszę przez to przejść, a dzielenie się z drugą osobą moim bólem mi pomaga - a oni uciekają. Wszyscy udają, że nic się nie stało, momentami mam wrażenie, jakby bali się ze mną rozmawiać, bali się być ze mną sam na sam, jakby się czegoś obawiali. Przecież ja nic nikomu złego nie zrobię, tylko wołam o pomoc.

Czasem mam ochotę krzyczeć. Mam dosyć tej ciszy. Stanąć na jakiejś górze i krzyczeć, że moje dziecko umarło, że go już nie ma.

Moje utracone dziecko, to utracone nadzieje i marzenia. Całe moje życie było jemu podporządkowane. Teraz go nie ma i muszę się odnaleźć w otaczającej mnie rzeczywistości bez niego wszystko pozmieniać wszystko i próbować dalej żyć.

Mam wrażenia, że otoczenie nie rozumie tego, co przeżywam. Dla nich to temat tabu, o którym nie wypada głośno mówić. Czuję się jak osierocona matka zawieszona w próżni.

Dla ludzi to oglądana tragedia, a ja jestem w jej centrum. Oni mają czasem potrzebę powiedzenia czegoś mądrego, a wystarczyłoby \"przykro mi \" i przytulić mnie.

PRZECZYTAJ TO CZŁOWIEKU…

Kobiety, które przeżyły takie piekło potrzebują życzliwości, współczucia i wysłuchania. Kochani nie unikajcie tych zranionych przez życie kobiet. Gdy nikt nie dzwoni, nie pisze - taka niewidzialność jest najgorsza dla nas. Wiemy, że ludzie boją się swojego niezręcznego zachowania, nie wiedzą co powiedzieć, ale teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy waszego ciepła. Jeśli boicie się zadzwonić to przynajmniej napiszcie maila, smaa.Potrzymanie za rękę, bycie obok - to elementy naprawdę bardzo ważne dla nas.

Z czasem nasza rozpacz zblednie, będziemy znowu się uśmiechać i mieć plany na przyszłość. A na razie człowieku! Pozwól, nam poczuć się przy tobie bezpiecznie, pozwól nam się wypłakać, gdy tego potrzebujemy lub pomilczeć. Wiem, że to trudne, ale po prostu bądź przy mnie.

My musimy opłakać swoje marzenie związane z dzieckiem, które utraciłyśmy.

Kasia


Odpowiedz
#2
Kasiu, naprawdę mi przykro że i Ciebie spotkała ta tragedia. Gdy 1,5 roku temu poroniłam działo się ze mną dokładnie to samo, co z tobą, jakbym to ja pisała twoje słowa, straciłam tak mnóstwo znajomych, myślałam, że mnie zawiedli, zawiodłam sie tez na rodzinie! Chyba to równie bnardzo boli jak utrata maleństwa, że najbliżsi z braku pomysłu jak nam pomóc odsuwają się! Mam jednak nadzieję że to się zmieni, dzięki temu że o tym mówimy. Uważam że najważniejsze, że nie jesteśmy same. Ja bardzo się ciszę że możemy o tym pogadać i że jesteśmy razem!

trzymaj się!
Odpowiedz
#3
Witaj !



Przeżyłam to co Ty: utratę upragnionego dziecka , ból, rozpacz, żal. Bolało niezrozumienie rodziny, znajomych, najbliższych.

Mineło trochę czasu i zrozumiałam .. .

Obarczałam wszystkich swoim cierpieniem. Byłam egoistką .

Nie zauważyłam że osoby kiedyś dla mnie bardzo ważne, bliskie, zaufane też mają swoje problemy , inne od moich, ale bardzo poważne. Nie pomogłam bo nie wiedziałam .Nie wiedziałam bo nie interesowało mnie nic oprócz mojego poronienia.

Mam wyrzuty sumienia, cieżko mi że nie porozmawiałam, nie wysłuchałam ... teraz jest już za późno. Straciłam przyjaźń , zaufanie , szczerość- coś co dla mnie było ważne i potrzebne , bo ja nie dałam z siebie NIC.
Odpowiedz
#4
Dzięki dziewczyny. To miłe, że w moich odczuciach nie jestem osamotniona. To znak, że jestem zdrowa. Bo zaczynałam się o siebie obawiać.

Kilka dni temu próżnia zniknęła. Zaczęłam czuć ziemię pod stopami. Wczoraj wszystko wróciło, złe wspomnienia, lęk, łzy. Kiedy nadejdą znowu normalne dni. Radość z danego dnia. Jeszcze w pracy się jakoś trzymam, aczkolwiek momentami ciężko. W domu nie wiem czego mam się chwycić, mam robotę a nie chce mi się. Czy ktoś zna jakie jest antidotum na ten stan???

kasiab
Odpowiedz
#5
Ciężko powiedzieć czy to minie, wydaje mi sie ze nie, ale sie zmieni będzie inaczej, ja do tej pory (minęło 1,5 roku) mam raz lepsze raz gorsze dni - pomagają mi bardzo wizyty tutaj! Ja krótko po zabiegu wyjechałam na obóz naukowy w Bory Tucholskie - to było rewelacyjne antidotum na ból, byłam bardzo zajęta. Moze warto spróbować sie oderwac i wyjechac choc na 4, 5 dni? trzymaj sie!
Odpowiedz
#6
Inak dzięki za radę. Wiem, że wyjazd to dobra rzecz. Ja z mężem po poronieniu od razu wyjechałam na tydzień nad morze i było świetnie. Ale powrót był tragiczny. Myśli i rzeczywistość wróciły. A teraz z miłą chęcią bym wyjechała, ale fizycznie nie jest to możliwe. Pracuję w szkole i nie dostanę urlopu. Wiem że to z mojej strony jest dziwne zachowanie, ale nienawidzę rozmów o ciąży i małych dzieciach. To jest moment i humor mi się psuje. Więc pozostaje mi żyć z tym wszystkim, pogodzić się ze zmiennymi nastrojami i mieć nadzieję. Tylko dlaczego to jest takie trudne???

kasiab.
Odpowiedz
#7
RATUNKU! Próżnia wraca. Wapomnienia wracają jak bumerang. Czy ktoś zna sposób na odgonienie ich. Boję się strasznie 1 listopada, wiem że w tym dniu będę myślała tylko i wyłącznie o jednej osobie, której już ze mną nie ma na tym świecie. Mojego słoneczka, które zgasło w 8 tyg. ciąży. Moja dusza i serce znowu zaczyna krzyczeć z bólu...

kasia
Odpowiedz
#8
kasiu

mi cały dzien towarzysza łzy jestem spuchnieta jak balon Sad tak ten 1 listopad Sad
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości