po stracie
#1
jestem z Wami po raz pierwszy. STraciłam mojego Aniołka w sierpniu. Byłam w 13 tyg. ciąży.Wszystko było w porządku, aż zaczęłam plamić.Poszłam do innego lekarza, bo mój był na urlopie.Diagnoza była straszna.Serduszko dziecka nie bije. Ciąża obumarła 3 tyg. temu.Nie pamiętam jak wyszłam z gabinetu,nie pamiętam jak mąż wiózł mnie do szpitala.Ryczałam z bólu, na usta cisnęło się pytanie DLACZEGO?? Cały czas był ze mną mój mąż.Siedział przy moim łóżku. W szpitalu potwierdzili diagnozę.Wtedy pierwszy raz w życiu widziałam jak mój mąż płacze.Do dzisiaj nie pogodziłam się ze stratą Aniołka.Płaczę kiedy nikt nie widzi...
Odpowiedz
#2
placz to lekarstwo,na poczatku zdziwisz sie ze twoje oczy kryja oceany lez,ale wiedz ze ta rana nigdy sie nie zagoi musisz poprostu nauczyc sie z nia zyc,ja zyje z nia rok i caly czas jest,obie mamy cos wspolnego mamy w niebie swojego prywatnego aniolka stroza ktory sie nami opiekuje.on powroci musisz w to wierzyc
Odpowiedz
#3
Rozumie cie i wiem co przezywasz...ja takze placze choc juz minelo tyle czasu...to tak jakby ktos sila wyrwal mi serce...moj numer gg3561648 gdybys chciala pogadac...pozdrawiam
Odpowiedz
#4
Jolu strasznie mi przykro... mocno cie tule i wiem (i ty w to uwierz) ze ten ból będzie coraz łatweij podźwignąć, bo na razie to jesteś jak Syzyf, ale wytrzymasz to tak jak my wszystkie! Trzymam za Ciebie kciuki!
Odpowiedz
#5
straciłam moje dzieciątko dokładnie 13 sierpnia 2004 r. Przez kilka tygodni nosiłam w sobie martwą istotkę. Przez kilka dni między jednym a drugim badaniem potwierdzającym błagałam, modliłam się i płakałam i wierzyłam, ale stało się inaczej, bo straciliśmy nasze dziecko. Nie pogodziłam sie z tym do dzisiaj i myślę, że to dzieciątko będzie już zawsze we mnie. Ale dowiedziała sie też, że tak naprawdę spotkał mnie w życiu największy cud, bo kiedy była młoda urodziłam dziecko. Cudownego, kochanego Igora, który, wydawało mi się przez króciótką chwilę,zjawił się nie w porę i nagle dowiedziałam się,że z medycznego puinktu widzenia miałam niewielkie szanse na zostanie matką.

Tużą po Igorze zaszłam w ciążę i stało się to samo, ciąża obumarła, ale wtedy nie było to dla mnie takie straszne jak teraz. Najbardziej boli mnie to, że już nie przytrafi mi się ten cud. Ale ja przynajmniej mam Igor.
Odpowiedz
#6
Jolu, chciałabym Ci tyle napisać, ale wszytsko w jednej chwili wylecialo mi z glowy. Moze dlatego, ze jedna mysl goni druga, jedna lza zaciera slady innej... Dzis mija tydzien, jak dowiedzialam sie, ze nie zobacze juz mojego Malenstwa... Od piatku swiat nie potrafi mnie zrozumiec... Moze poza moim mezem, bo On tez cierpi... Piatek, potem poniedzialkowy zabieg i powrot do domu. Niby nic sie nie stalo, nie ma przeciez zadnego sladu po tym, ze Malenstwo bylo. Ale Ono jest w mojej glowie, sercu, kazdej mysli. Podzielam Twoja rozpacz, moja jest taka sama. Malenstwo mialoby skonczony dzis 13 tydzien...
Odpowiedz
#7
Dominiko! bardzo Ci współczuje,jedyne co mogę Ci poradzić to to, żebyś nie kryła w sobie tego smutku i żalu. dobrze że masz oparcie w mężu, wypłacz się na jego ramieniu. Przeczytałam niedawno, że my kobiety po stracie dziecka zostałyśmy wyróżnione, bo nie każdy może mieć swojego Aniołka w niebie... trzymaj się. Gdybyś chciała porozmawiać - mój nr GG 7489949
Odpowiedz
#8
Jolu, ciagle placze, choc lez brakuje... Dziekuje, ze rozumiesz.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości