Urodziłam Świętego Mikołaja
#1
Już wysłałam do Was ten list na pocztę.Ale właśnie udało mi się wejść na forum, pierwszy raz! Pomyślałam, że tak będzie szybciej, ktoś może się do mnie odezwie?

PIsałam to wczoraj w nocy a raczej już dzisi bo o 4AM

Właśnie jestem po lekturze...pamiętnika po stracie.Czytałam go z zapartym

tchem i często ze łzami w oczach. Tak wiele z tego co czytałam wydawało mi

się moimi słowami, myślami i odczuciami.A to moja historia w

pigułce.22.08.2005 dokładnie 8 tygodni temu urodziłam martwego synka

Mikołaja,jeszcze się nie urodził a został Świętym,to był 40tc! Po porodzie

stwierdzono zawał łożyska obejmujący 1/3 jego powierzchni.Lekarz

powiedział,że musiało to już trwać od kilkunastu tygodni. Na pytanie

dlaczego usłyszałam, tak poprostu czasem się dzieje..Więc dlaczego na USG

niczego się niedopatrzono?Ostatnie miłam w 30 tc.Słyszałam tylko wszystko

jest w normie wyniki dobre.Nawet gdy 4 dni przed porodem zgłosiłam sie do

lekarza gdyż czułam silne bule w dole brzucha,skurcze i kropelkę

krwi,stwierdzono: rozwarcie na1-p, skurcze przepowiadające i odesłano mnie

do domu by czekać na te właściwe skurcze.Teraz wciąż zadaję sobie

nieustannie pytania,skoro było wszystko OK to dlaczego tak się stało?ON

mógł już się urodzić ważył 2900, to o wielę więcej niż niejeden

wcześniak!Dlaczego, skoro miało już tak być nie stało się to na początku

ciąży ?Dlaczego musiałam tak długo czekać? Teraz sobie myślę,że Maleńki

chciał być z nami chociaż te 40tygodni.A ból porodowy ten fizyczny i ten w

sercu,jaki czułam rodząc martwe dziecko,jast moją jedyną pmiątką po

NIM.Myślałam, że serce mi pęknie , to nawet nie był płacz tylko

skowyt!Mimo uspakajaczy,które mi zaaplikowano.Całe moje ciało drżało jak w

febrze,nikt nie mógł mnie uspokoić, zwłaszcza,że zaraz po porodzie

usłyszałam płacz nowonarodzonego,żywego dziecka.Dopiero gdy mnęło

standardowe 1,5 godz zabrano mnie z porodówki. Teraz (od 5 dni)mam jeszcze

jedną pamiątkę, zdjęcie z pierwszego USG w 13tc, które odważyłam się

odebrać ze szpitala.W szpitalu zabrano mi wszystkie moje badania łącznie z

tym zdjęciem Maleńkiego,(zoriętowałam się dopiero w domu).Pytam siebie

dlaczego gdy poczułam te skurcze nie zażądałam zrobienia USG lub chociaż

KTG?(ani razu w trakcie trwania ciąży nie zrobiono mi KTG,w poradni K

badano tylko tętno dziecka )Może wtedy urodzioby się zdrowe?Dlaczego nie

liczyłam skrupulatnie ruchów?Myślałam,że Maleństwo jest poprostu

spokojniejsze od pierwszego dziecka.Może to dlatego, że z mężem

traktowaliśmy TĘ ciążę zbyt rutynowo?Myśleliśmy, że już wiemy jak to

jest!Dlaczego tak zaufałam lekarzom?Jak widać niczego nie można być w

życiu pewnym!A może to dlatego, że nie chodziłam do prywtnego gabinetu

pana doktora, tylko do przychodni, nie jesteśmy zbyt zamożni. Wszelkie

oszczedności wkładaliśmy w wykańczanie swojego kątka na poddaszu u

teśców,by tylko zdążyć przed maleństwem, by miało już od początku swój

domek!Nie tak jak jego starszy braciszek 3-lata temu i jeszcze do niedawna

na 8m kw razem z rodzicami.To była moja druga ciąża.Finałem pierwszej jest

wspaniały,zdrowy synek Wojtuś(15.11.05 skończy 3 latka).Tak bardzo czekał

na DZIDZIĘ!Teraz już wie,że braciszek jest w niebie.Zaskakujące jak

niespełna 3-letnie dziecko potrafi urealnić w swoim myśleniu

śmierć.Poprostu spytał:to ja nie będę sie już z NIM więcej

bawił?-odpowiadam:nie synku-;JEGO już nie ma?-:jest w naszych serduszkach

i patrzy na nas z nieba-;i widzę łzy w jego oliwkowych oczętach.Wojtuś nie

chce czasami modlić się do BOZI bo(jest mu przykro O BRACISZKA)i zaczyna

płakać,że nie będą się już razem bawić.Bardzo żałuję, że nie trzymałm

mojego Aniołka w ramionach, nie pogłaskałam go po główce.Wtedy nie

wiedziałam, że moę, że chcę. W pamięci mam tylko czubeczek czarnej

czuprynki i zarys skulonego ciałka,który udało mi się zobaczyć gdy

wyskoczył ze mnie.Położna mocną ręką przydusiła mnie do łóżka mówiąc: nie

patrz,tak będzie lepiej! Poddałam się temu co mówiła, wiem, że chciała

dobrze.Ale tak wcale nie jest lepiej!Teraz mam do siebie pretensje, że

jestem wyrodną matką! Nie przyszło mi nawet do głowy, że mogę Go

przytulić, pogłaskać po główce!Moja ciocia (która była ze mną przy

porodzie i mama, która ubierała Mikłajka do trumienki) mówiły, że był

śliczny i podobny od Wojtusia.Na pogrzebie też nie byłam, chciałam żeby

się odbył zanim wyjdę ze szpitala, czy to żle? Nie wyobrażłam sobie jak

moje Dziecątko mogą grzebać w ziemi!Teraz chodze na grób ale to już co

innego. ,Jestem pedagogiem i na ironię losu pracuję w domu

dziecka.Codziennie widzę dziesiątki niechcianych dzieci a ja chcę tylko

Tego Jednego!Został mi jeszcze tylko miesiąc urlopu i paraliżuje mnie na

samą myśl o powrocie do pracy!Dzieci potrfią ranić bardziej niż dorośli a

te dzieci szczególnie!Komuś mogłoby się wydać okrutne,to co teraz

napisałam ale ktoś, kto na dłużej zetkną się z pracą w dd wie o czym

mówię.Zaczną wypytywać, żartować,ironizować! Wiem muszę być silna, to

takie profesjonalne! Może nawet nikt nie przeczyta tego co napisałam ale

mi troszeczkę ulżyło.Lektura -...pamiętnika.. uświadomiła mi, że nie

jestem jedyna z tym co przeszłam, przechodzę ale również co mnie czeka w

przyszłości.Jeżeli już będziemy z mążem gotowi pomyśleć o następnym,

trzecim dziecku,bo przecież dwójkę już mam.



Pozdrawiam, Agnieszka mama dwójki dzieci Wojtusia15.10 skończy3latka i

Aniołka(Mikołaj22.08.05)
Odpowiedz
#2
Agnieszko

Tak naprawdę to nie wiem co powiedzieć. Bardzo mnie wzruszył twój list i jest mi naprawdę bardzo bardzo przykro. Ja miałabym już 3 dzieci. Ale teraz jest ze mną tylko córka która w czartek będzie obchodzić 5 urodziny. Pozostałą dwójkę straciłam w 8 i 9 tc i nie jestem w stanie sobie wyobrazić urodzenia martwego dziecka. To musi być straszne przeżycie i naprawdę ci współczuję. Mogę ci tylko powiedzieć że przytrafiło się to mojej koleżance i bardzo jej pomogło po tym wszystkim rozmawianie z ludźmi. Bo wiadomo, widzieli że była w ciąży i pytali gdzie ma dziecko a ona wtedy odpowiadała. Po kilkunastu takich odpowiedziach przywykła do tego że swobodnie mówi o tym co sie stało.Teraz cieszy się macieżyństwem.Jak nie nasz z kim rozmawiać to wpadaj do nas na forum a jak masz to też wpadaj.Chyba dobrze by było (jeśli to możliwe) wziąść urlop, może jak minie trochę czasu to dzieci z dd zapomną i nie będą okrutne. Życzę ci z całego serca wytrwałości i bardzo mocno ściskam.I odezwij się jeszcze - INA
Odpowiedz
#3
Witaj

Ja tez nie wiem co napisac,to co sie Tobie przytrafilo nie potrafie sobie wyobrazic jaki to bol.Ja moje malenstwo stracilam w 9tc,to byl straszny bol,ale urodzic martwe dziecko musi byc czyms jeszcze okropnym,widziec swoje dziecko na wyciagniecie reki i nie moc go nawet przytulic.Mysle ze slusznie zrobilas ze go nie widzialas i nie ubieralas,gdyz uwazam ze byloby Ci wtedy trudniej.Trzymam za Ciebie kciuki bys umiala przetrwac te pustke i bol.
Odpowiedz
#4
Dziękuję Wam dziewczęta, że mnie wysłuchałyście, tego właśnie potrzebuję!To wypływa ze mnie naturalnie,choć znajomi na początku z dystansem podchodzili do tej otwartości.Szczególnie,że jak na ironie koeżanki dookoła mnie sż w ciąży i trochę je przerażam.Tylko nie myślcie, że mówię o tym co się stało cały czas,nabrałam już pewnego dystansu.Wojtuś mi pomaga,3-latki są bardzo frapujące. No i oczywiście kochany mąż,rozmawia ze mną gdy tego potrzebuję. Ale na początku dziwił się, że czytałam wszystko co mogłam znależć o podobnych przypadkach. A już jak zobaczył, że oglądam program o poronieniach w mama terz lekarz TVNstyle to stwierdził, że się torturuję.Dzięki temu programowi trafiłam na to forum. Jeszcze raz dziękuję,że ze mną jesteście.

Aga mama Świętego Mikołaja
Odpowiedz
#5
Agnieszko, ja też jestem z Tobą trzymam kciuki za Ciebie i całą twoją rodzinę.To okrutne,że los nas tak doświadcza.Ja straciłam dziecko 15 września w 12tc.Było i nadal jest mi strasznie ciężko, ale całe szczęście,że mamy dla kogo żyć. Ja też mam synka, ma 4,5 roku i to dzięki niemu i mojemu mężowi nadal jakoś funkcjonuję. Odpoczywaj i zbieraj siły. J też myślę, że dobrze by było wziąć urlop, albo zwolnienie lekarskie, ale nie uciekaj przed całą resztą świata, bo zamykanie się w sobie do niczego dobrego nie prowadzi- wiem z własnego doświadczenia. Ściskam Cię gorąco i pozdrawiam.
Odpowiedz
#6
Witaj Agnieszko, doskonale wiem, co czujesz. Ja także urodziłam martwe dziecko - dziewczynkę. Byłam wtedy na początku 9 miesiąca ciąży. We wrześniu minęło 7 lat. Na początku było mi bardzo ciężko, chociaż miałam już synka - wtedy miał niespełna 5 latek. Oleńki, bo takie imię dałam mojej malutkiej, brakowało mi ogromnie. Dziś, po 7 latach, także mi jej brakuje, ale już inaczej, spokojniej. Pamiętam o niej, bo nie sposób zapomnieć, ale tamten ból jest już inny, wyciszony. Wtedy, gdy urodziłam martwe dziecko, zrozumiałam bardzo dobrze jedno - człowiek jest bardzo silny, nawet sam nie zdaje sobie sprawy jak bardzo. Nie zdecydowałam się jednak na kolejną ciążę i kolejne dziecko. Boję się, że historia mogłaby się powtórzyć. Jestem silna, ale nie wiem, czy na tyle, by móc przeżywać taki koszmar raz jeszcze. Mój synek jest jedynakiem... Pozdrawiam Cię serdecznie. Trzymaj się!
Odpowiedz
#7
Witaj Gabi dziękuję,że się odezwałaś.Swiadomość, że ktoś jeszcze przeżywał podobny koszmar i teraz jakoś normalnie funkcjonuje dodaję otuchy. Niemniej jednak trochę mnie zasmuciłaś tym,że jednak Twój synek jest jedynakiem. Ja byłam jedynaczką przez 10lat i nie bylo fajnie. A jak pojawił się już mój brat to zbyd duża różnica wieku, niemieliśmy dobrego kontaktu.Dopiero teraz doceniam to,że mam brata gdy oboje jesteśmy dorośli.Wiem,że świąteczny stół będzie się stopniowo powiększał jeszcze o jego rodzinę.Mam taką nadzieję.Dlatego też pomyśleliśmy o rodzeństwię dla Wojtusia,niestety los zdecydował inaczej,może wybraliśmy zły czas?Nie wiem.Wiem napewno,że nigdy się z tym nie pogodzę, mogę dylko nauczyć się z tym żyć!Tak jak Ty.Mnie również paraliżuje myśl o następnej ciąży!Bo ja widać po naszych przypadkach czasem do samego końca nic się nie dzieje złego i ...następuje potworny koniec!Boję się,że gdyby coś takiego się powtórzyło, coś by we mnie pękło i nie wróciłabym już do normalności.I jak przetrwać te 9m-cy? zakładając, że wszystko byłby dobrze.Boję się myśleć o następnej ciąży a jednak to nieodparte pragnienie do mnie powraca, boję się go .Może z czasem wygaśnie?A może i Ty i ja znajdziemy w sobie tyle odwagi,że kiedyś...?Pozdrawiam odezwij się na moją skrzynkę,zakładając,że wogóle to ktoś przeczyta to innych też o to proszę!
Odpowiedz
#8
Agnieszko, Gabi!

Pięć lat temu w 24 tc urodziłam martwe dziecko. W przeciwieństwie do Was ja od początku wiedziałam, że mój synek jest bardzo chory i jest 1 % szans, że będzie dobrze. Wszystkie możliwe badania w ciąży i po niej nic nie wykazały. Też zadawałam sobie pytanie, dlaczego?Tak bardzo go pragneliśmy.Bardzo długo trwało, ale pozbierałam się po tej stracie.Nie ma jednak dnia, żebym o nim nie myślała.

Pogrzeb odbył się, gdy byłam jeszcze w szpitalu, nie czułam się na tyle siłna ,aby patrzeć na małą trumienkę. Też nie widziałam mojego synka, ciągle zastanawiam się, jak wyglądał. Długo nie mogłam wybrać się na cmentarz. Odsuwałam od siebie tą żałobę.Dopiero, gdy zobaczyłam maleńki grobik mojego synusia wszystko do mnie dotarło.

Gdy trochę ochłonełam zaczęłam myśleć o dziecku. Ustaliliśmy z mężem, że gdy badana genetyczne nie będą pomyślne adoptujemy.

Kariotypy okazały się ok. Dziś mamy zdrową córeczkę. Zbliża się Święto Zmarłych, a ja nie wiem co powiem jej gdy staniemy przy grobiku jej braciszka.

Nie chcę, żeby była jedynaczką, może za miesiąc będę wiedziała, czy znów jestem w ciąży. Boję się, ale muszę być silna.
Odpowiedz
#9
wiem co czuje kazda z was!!!te slowa i uczucia to samo ja odczuwam.Pół roku temu urodziłam juz martwego synka w 7miesiacu,ten bol ktory mi towarzyszy za kazdym razem kiedy ide na cmentarz,jest nie do opisania,moje kolezanki, ktore były w ciazy w tym samym czasie co ja teraz chodza z wózkami, ja moge tylko popatrzec i popłakac sobie bo nikt z bliskich nie wie i nie rozumie co ja czuje,co to za bol!!!zastanawiam sie dlaczego lekarze sa tacy malo wrazliwi,przez dwa miesiace lezałam w szpitalu zanim urodziłam,tydzien przed porodem odeszły mi wody, a oni tylko czekali,az ktoregos dnia stwierdzili,ze dziecko po prostu nie zyje...pozdrawiam
Odpowiedz
#10
kochanie ponoc kazdy ma swoj krzyz ktory niesie przez zycie,nie wiem jak wyglada twoje ale ja mam kochajacego meza a nie mam dzieci, moja kuzynka ktora kocham jak siostre ma trojke dzieci za to meza ktory pobil ja juz na wszystkie mozliwe sposoby,nikt ci nie jest w stanie pomoc bo taka rana nigdy nie jest w stanie sie zagoic´wiem ze to zabrzmi jak banal ale musisz nauczyc si z tym zyc ja sie ucze od roku i bede cale zycie,gdybys tu siedziala kolo mnie napewno wzielabym cie w objecia i mocno przytulila
Odpowiedz
#11
Dziewczyny, wszystkie jesteście wspaniałe!!!! To że przetrwałyście te wszystkie ciężkie chwile, że macie nadzieje na lepsze jutro!!!! nie martwcie sie że macie tylko jedno dziecko, to aż jedno dziecko, dla wielu z nas nawet to jest niemożliwe do osiągnięcia. Tak na marginesie bycie jedynakiem, czy jedynaczką,może być naprawde całkiem fajne (wiem z własnego doświadczenia)!!!! Wielkie buziaki dla wszystkich MAM, szczególnie tych od Aniołków!!!!
Odpowiedz
#12
dziwwczyny ja bym chciala byc tu zwami i nie wiem czy dobrze sie dostaje?
Odpowiedz
#13
No i znowu z Wami jestem...
Po stracie Mikołaja (22.08.05r.)Post \"Urodziłam Świętego Mikołaja\",myślałam, że nigdy więcej nie zdecydujemy się na kolejne dziecko..Mijały lata i myśl,że Wojtuś będzie jedynakiem nie dawała nam spokoju. I zaczęliśmy starania zdając się na naturę i.... i nic! a lata mijały... No cóż! pomyślałam, widocznie tak ma być! Pogodziłam się z losem choć na dnie serca pragnienie trzeciego dziecka, córeczki było nadal gorące..
38 lat, szkolenia, kursy, studia podyplomowe, kolejne wyzwania, działalność społeczna, decyzja o budowie domu, lekcje z synem, zajęcia dodatkowe dziecka itp. codzienna bieganina... Nagle orientuje się, że okres juz chyba dawno powinnam mieć, ale co tam pewnie przemęczenie? Na wszelki wypadek kupiłam test ale nie zrobiłam. 6 grudnia 2013r. mąż upomniał się o prezent mikołajkowy, kurcze zapomniałam... nagle myśl..przecież testu nie zrobiłam a @nadal nie mam, to byłby super prezent! Dwie kreski na teście!!! Nie mogłam uwierzyć, daje mężowi w zamkniętej dłoni test mówiąc\" Proszę Kochanie to jest prezent dla Ciebie!\". Zaczął drwić, jakim markerem tak dokładnie domalowałam drugą kreskę... Radość, radość nie do opisania. Pierwsza wizyta u gina, USG i znowu zaskoczenie \"dwa pęcherzyki..\", podejrzenie o ciążę mnogą! Szok! Tydzień później jednak okazało się, że jest jeden zarodek , ale cóż jeden ale serducho bije i jest OK. Zlecone standardowe badania i USG za miesiąc.Na Święta podzieliliśmy się Radosną Nowiną z rodziną i przyjaciółmi, gratulacjom nie było końca..
Po Nowym Roku przygotowałam dyr.,że na zwolnienie się szykuje, sprzeciwu nie było. Radość mnie rozpierała minął już 10 tydzień!Sprawdzanie w kalendarzu ciąży jak wygląda teraz maleństwo. Energia mnie rozpierała i w domu i w pracy. Jakie zwolnienie myślę sobie... Ale czego się nie robi dla dobra maleństwa, szczególnie, że dojeżdżam teraz do pracy 17 km. 10 stycznia w pracy poczułam jakby coś poleciało, jak przy okresie, w toalecie sprawdziłam,malutkie plamienie!!Natychmiast do lekarza mąż przyjechał po mnie zawiózł mnie do lekarza. Badanie gin mnie uspokaja nie widać żadnych oznak poronienia, uspokaja może to drugi pęcherzyk jednak byl i się naturalnie ewakuuje.. USG i .. wyrok!serduszko nie bije..z Usg wynika 7tydzień, Maleństwo usnęło 2-3 tygodnie wcześniej.. Szpital, zabieg... Myślałam, że będzie ok?Już przez to przechodziłam, nawet pozmyślam, że to lepiej , że teraz a nie później...
Na początku jakoś się trzymałam ale potem...Wielki żal, i złość! nawet do Pana Boga, jakie On ma kiepskie poczucie humoru... Dlaczego, gdy byliśmy już pogodzeni z losem dał nam nadzieje i ją odebrał?! Parę dni temu skończyłam 39lat!I co dalej.. :\'(
Lekarze twierdzą, że są jeszcze szanse tylko badania odpowiednie porobić, pól roku poczekać i próbować..
Tak próbować! Tylko , że ja już czasu nie nie mam i nie wiem czy jestem gotowa na kolejną stratę...
Wiem na pewno, że po śmierci Mikołaja za długo czekaliśmy.. Szkoda, że choć raz w życiu nie jest nam dane cofnąć czasu...
Odpowiedz
#14
Przykro mi... jak zawsze nie wiem co powiedzieć, ale chcę dać wsparcie, którego i tak dać nie umiem....
Dla Twoich Aniołków [*] [*]
Odpowiedz
#15
agawt strasznie mi przykro, że ponownie musiałaś przez to przechodzić
Światełko dla Twoich Aniołków [\'][\']
Odpowiedz
#16
Bardzo mi przykro - wyrazy współczucia.. A tak na marginesie 6 miesięcy nigdy bym nie czekała - co najwyżej 3...
[*][*] dla Twoich aniołków
Odpowiedz
#17
(*) bardzo mi przykro :-(
Odpowiedz
#18
Dziękuje Wszystkim za wsparcie.Tylko Ci,których łączą podobne przeżycia potrafią zrozumieć... Przy tej stracie powrócił żal i wyrzuty czemu osiem lat temu nie zaufalam intuicji tylko lekarzom. Może gdybym zrobiła dodatkowe USG to Mikołaj bawilby się teraz z Wojtkiem? Uswiadomilam sobie ,ze tak naprawdę to za Nim(*)tesknie,pragnę by On był z nami...
Tym razem kolejny Aniołek(*)był z nami tak krótko....cóż mialabym trójkę dzieci....
Nie wiem czy sprobujemy jeszcze raz..sama daje sobie dwa,trzy m-ce do namysłu...
Aga mama Wojtka11l,Mikołaja(*)- 9m-cy),Aniołek(*)-7tyg.
Odpowiedz
#19
Bardzo współczuję...
Światełka dla Twoich maluszków [**]
Odpowiedz
#20
Aga Wspolczuje Ci bardzo!
(*) dla Twojejgo Malenstwa

Przykre to bardzo, ze Los znow Was tak potraktowal. Kolejny cios, i to tylu latach...
Wiesz, z tym usg nigdy sie nie dowiesz jakby bylo. Jednak powiem Ci, ze ja mialam czesto robione usg, przy kazdej wizycie, na ostatnich wizytach mialam dokladnie robionego Dopplera, od 30tc mialam tez ktg robione. Opieka podczas ciazy w Niemczech (tu mieszkam) jest naprawde bardzo dobra.
Jednak nic nie odkryto, zadnych zmian w lozysku, moj Rafael byl duzym, zdrowym dzieckiem, rozwijal sie i rosl wrecz ksiazkowo.
Podobno trzeba miec ogromne szczescie, zeby wychwycic zmiany w lozysku, ze nie widac tego na usg.
(U mnie badanie histopatologiczne wykrylo niedoczynnosc lozyska, w dodatku chroniczna)

Nie wyrzucaj sobie, ze cos zle zrobilas, bo przeciez chcialas dac Mikolajowi zycie, chronilas go jak moglas w sobie, Ktos zadecydowal o jego zyciu i nikt nie mial na to wplywu.


U Ciebie minelo 8 lat, u mnie 8 miesiecy, czuje jednak, ze za 8 lat bede tak samo tesknic za Rafaelem, eh....


Przytulam Cie mocno i przesylam cieple mysli!
Odpowiedz
#21
Agnieszko, tak bardzo mi przykro..
Odpowiedz
#22
Agata, cholernie mi przykro... Sad(((
W zasadzie trudno to pomieścić w głowie.
Przykro mi, że jak większość spotkałaś na swojej drodze personel medyczny, który nie pomógł Ci pożegnać się z dzieckiem..
Jak długo będzie tak dalej w naszym kraju? To woła o pomstę do Nieba !

Jeżeli chcielibyście jeszcze spróbować to Waszą ciąże musi poprowadzić specjalista od poronień.
Taki zawał łożyska w późnej ciąży to może być oznaka trombofilii i przy kolejnej ciąży potrzebujesz po prostu różnych leków.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości