Nadzieja
#1
jestem mamą dwóch aniołków... tak bardzo na nie czekałam, tak się cieszyłam... czuję się samotna, zdruzgotana... urodziłam moich synków na podłodze w sali szpitalnej Tak bardzo się boję, że nie będzoe mi dane znowu być mamą... tylko nadzieja mnie trzyma przy zyciu
Odpowiedz
#2
bardzo bardzo ci wspolczuje. patrze na date odejscia twoich synkow- to radosny dla mnie dzien urodzin mojego ukochanego synka urodzonego po poronieniu...
wizardess, zycze ci duzo sil na najblizszy czas. wiem jak to boli ale przyjdzie czas, kiedy bol powoli ucichnie i pojawi sie swiatlo nadziei oraz sily do spotkania z kolejnym dzieckiem.wierze ze bedzie ci ono dane. poki co jestesmy z toba i postaramy sie pomoc ci niesc ten ogromny smutek, jakiego teraz doswiadczasz.bede cie polecac w modlitwie
Odpowiedz
#3
dziękuję... cieszę się, że tu trafiłam, po tym wszystkim wsparcie jest mi potrzebne jak powietrze... jestem na zwolnieniu, sprzątam, prasuję i wychodzę z psem... i czuję niesamowity bezsens tych wszystkich czynności... starałam się o dziecko 5 lat, nie mogłam uwierzyć że się udało i nie mogę uwierzyć że moi synkowie odeszli
Odpowiedz
#4
Witaj. Napiszę tylko, że jest mi przykro, że musiałaś do nas dołączyć. Przed Tobą trudny czas... Nie jest łatwo przejść przez żałobę po dziecicach... Pisz tutaj o swoich emocjach i kłopotach. Z czasem nabierzesz siły i nadziei na dalsze starania, ale na razie pozwól sobie na łzy po tych, którzy odeszli...
Odpowiedz
#5
Bardzo mi przykro. Przytulam Cie mocno.
Odpowiedz
#6
\"Nie łatwo jest pogodzić się z tym, czym czasem obarcza nas życie. Pozostaje mieć nadzieję i wiarę w sens tych doświadczeń\".


Bardzo Ci współczuję. Przykro mi...

Dla Twoich dzieci (*) (*)
Odpowiedz
#7
wierzę, że Bóg nie doświadcza nas niepotrzebnie, wierzę, że każde cierpienie ma jakiś sens, jakiś cel... Cieszę się, że udało mi się moje dzieciątka przytulić i godnie pochować, zawsze będę nosić medalik, taki sam jakie dałam moim synkom. Mimo oporów ze strony lekarzy, pukania się w czoło i pytań: po co to pani? cieszę się, że zwalczyłam biurokrację i bezduszność ludzi i nie zostawiłam moich dzieci na pastwę losu w szpitalnym prosektorium... Paradoksalnie najwięcej serca okazał mi technik prosektoryjny, który niczemu się nie dziwił, potrzymał mnie za rękę i zapytał: czy chce pani zobaczyć swoje dzieci? Nie mówił o nich per TO tylko właśnie - dzieci. Dla jednego to płód, dla mnie - moi najkochańsi synkowie, na kórych czekałam, których widziałam na usg i których urodziłam.
Odpowiedz
#8
bardzo mi przykro. (*)(*)
Odpowiedz
#9
Witaj wizardess. Bardzo ci współczuję utraty synków. Daj sobie czas na żałobę, na oswojenie się z nieszczęściem. Zobaczysz, z czasem nadzieja pojawi się sama... Na tym forum jest wiele dziewczyn, które przeżyły kilka poronień a teraz są szczęśliwymi mamami. Ja straciłam 2 dzieci a teraz kończę 8.miesiąc 3.ciąży- całkowicie, jak dotąd, bezproblemowej.
Pozdrawiam cię ciepło.
Odpowiedz
#10
Wizardess, przytulam się jak matka może przytulić matkę po stracie dzieci. Bardzo mi przykro. Data odejścia Twoich dzieci to dla mnie data odejścia mojego pierwszego dzieciątka (27.02.2007), a tydzień temu (03.03.2008) pożegnałam swoje drugie szczęście. Takie wyczekiwane i upragnione.
Życzę Ci wiele sił i wiary że Twoje bycie matką to tylko kwestia czasu.
Przytulam ciepło.
Monia
Odpowiedz
#11
tak mi przykro, płaczę razem z tobą Wizardess i z tobą Moniko, tak mnie to uderza kiedy czytam, że ktoś stracił dzieci znów, niedawno.
Dużo sił, wsparcia, pomocy bliższych i dalszych ludzi.
Odpowiedz
#12
Cytat:[autor cytatu=wizardess]
wierzę, że Bóg nie doświadcza nas niepotrzebnie, wierzę, że każde cierpienie ma jakiś sens, jakiś cel...

wizardness... bardzo ci współczuje... straciłaś dwoje dzieci... ja wierzę nie tyle w sens cierpienia, co w sens życia naszych nienarodzonych dzieci, i choć to ich życie krótkie, to niesie w sobie wiele dla nas - kobiet. naprawdę w to wierże, że ich życie nie było puste, wnisły w nasze serca wiele miłości, zrozumienia, współczucia dla innych, pozwoliły nam poczuć to co najpiękniejsze, smak macierzyństwa, choć na tak krótki czas! nikt nam tego nie zabierze!
Odpowiedz
#13
wizardess,
podziwiam twoja odwage i nieustepliwosc wobec szpitalnej znieczulicy, ze podjelas starania o godne pozegnanie swoich dzeci. wiele z nas niestety wlasnie przez ta znieczulice zaprzastalo walki, za bardzo bolalo. tak pieknie o nich piszesz i mimo ogromnego bolu jest w tobie tez duzo nadziei ktora przebija przez twoje slowa. wierze ze po smutku ktory przezywasz przyjdzie czas na wielka radosc, ktorej z serca ci zycze.
ja tez wierze, ze to co nas dotyka nie jest, nie moze byc bez przyczyny, bez sensu i celu. mysle ze ja poniekad sens mojej tragedii odnalazlam, tobie rowniez tego zycze
Odpowiedz
#14
Wizardess, bardzo ci wspólczuję z powodu odejscia Twoich synków. To co się dzieje teraz z Tobą, to najwiekszy bol, jaki moga przezyć rodzice....
I mozliwosc pozegnania ich, zobaczenia swoich dzieci- rzadko sie zdarza, by ktos z personelu szpitalnego byl przychylny w tej kwestii i zrozumial naturalne pragnienie rodzicow, ze chcą, ze muszą je pozegnac...
Gdy urodzilam Adasia, znieczulono mnie tuz przed porodem, zebym go nie widziala. Do dzisiaj mam zal do siebie, ze go nie zobaczylam, nie pozegnalam.Nikt z personelu szpitalnego nie wspomnial nawet o tym, nikt nie spytal sie, jakim imieniem chce go ochrzcić, zrobili to za mnie , nadali imie Adam, ktore dla mnie nic nie znaczy, bo to dziecko ma inne imie wybrane przez nas...
Gdy urodzilam Zosie, ( 25tc) ktora zmarla tuz po narodzeniu, pragnienie pozegnania jej bylo oczywiste. Ale do dzis widze pytanie w oczach personelu szpitalnego: po co? Nie potrafia zrozumiec, jak wazne jest dla nas rodzicow, to pozegnanie...Jej zdjęcia sa dla mnie najcenniejsza pamiatka po niej...

Nie potrafie zrozumiec, czemu nikt w szpitalu nie przygotuje rodzicow, którym zmarlo dziecko, na mozliwosc pozegnania się z nim. Wrecz przeciwnie, takie pragnienia sa traktowane jako dziwactwa...

Wizardess,
zadne pocieszenie nie wpłynie, ze bol po stracie synkow bedzie mniejszy. To uczucie pustki , nauczyc sie z nim zyc, patrzec na swiat poprzez dzieci, ktore mialy byc tu z nami- jest to ciezkie doswiadczenie.
Ale czlowiek zyje nadzieja, jak zatytulowalas swoj watek. I ty ja masz.....Bo kazdy z nas musi sobie poradzic indywidualnie z trauma straty dzieci. I trzeba miec tych sil o niebo wiecej, gdy sie traci niejedno dziecko....Ale jest w nas ta olbrzymia sila, ktora pozwala nam zyc i miec nadzieje....
Pozdrawiam
Beata
Odpowiedz
#15
Macie rację dziewczyny... tego chwilowego szczęścia bycia matką nikt mi już nie zabierze, tak jak i tego, że przez to doświadczenie, a może dzięki niemu? poczułam jeszcze silniej jak bardzo chcę być matką. Moich synków nikt mi nie zwróci, ale będą przy mnie na zawsze, i wiem, że czekają na mnie gdzieś po tej drugiej stronie.

Ja również nie mogę zrozumieć postawy personelu medycznego.. czemu usiłują zbagatelizować nasze cierpienie, nasze pragnienie pożegnania naszych dzieci... to powinno być oczywiste, przecież nosiłyśmy je w sobie, czekałyśmy na nie, widziałyśmy jak rosną na usg, czułyśmy je... są dla nas dziećmi i bez znaczenia jest tu który to był tydzień ciąży.

Betako, ja w pierwszym odruchu chciałam wyrzucić wszystko co mogłoby przypominać mi moich synków, badania usg, karty wypisowe, wszystko... teraz największym moim talizmanem są medalik, aniołek (dałam takie same synkom) i mój pierwszy w życiu dodatni test ciążowy. Noszę je ze sobą i będę nosić, wierzę, że przyniosą mi szczęście i wierzę, że dzięki temu moi chłopcy są blisko mnie. Całą dokumentację medyczną schowałam, zachowam, jako wspomnienie najszczęśliwszych 16 tygodni mojego życia, wierząc, że kiedyś będę mogła opowiedzieć moim dzieciom o ich starszym rodzeństwie. Bo bardzo wierzę w to, że będę miała dzieci, że one tam gdzieś są i czekają na mnie. Bo podobno to nie my chcemy mieć dzieci, tylko to dzieci wybierają nas. I ja żyję tą nadzieją, że mnie też kiedyś wybiorą.
Odpowiedz
#16
Wizardess, współczuje ci straty synków. Ciężko mi to czytać... bo boli!
Odpowiedz
#17
Boję się dziewczyny... krwawię nadal, po troszku, od dnia śmierci moich dzieciątek... nie wiem, powiedzcie, ile to powinno trwać, martwię się, że coś jest nie w porządku. Nie mam bólów ani nie czuję się szczególnie źle fizycznie, ale bardzo mnie stresuje to krwawienie...
Odpowiedz
#18
Nawet do dwoch tygodni. Jesli Ciebie to niepokoi, to:
- zadzwon do swojego lekarza i spytaj, czy tak powinno byc
- ew. w kazdym momencie mozesz jechac na izbe przyjec.
Jesli krwawienie juz sie zmniejsza i nie czujesz zadnych boli, to nie powinno byc nic niepokojacego. Stracilas Dzieci w 16.tc, kiedys nazywano to niewczesnym porodem, polog po porodzie o czasie trwa ok. 6 tygodni.

Choc zrozumiale jest, ze w tej chwili ani lekarzy ani szpitali mozesz nie chciec ogladac.

Duzo sil.
Monika
Odpowiedz
#19
Dzięki... mam nadzieję, że wszystko będzie ok... nastawiam się na leczenie in vitro w czerwcu i liczę na to, że wszystko wróci do normy.
Odpowiedz
#20
ja krwawienie i plamienie miałam 6tygodni,wiec to tez norma.ja byłam w 21tc.
Odpowiedz
#21
no tak, w sumie połóg trwa 6 tygodni... nic się nie da przyspieszyć
Odpowiedz
#22
Ja też krwawiłam kilka tygodni i jeszcze borykałam sie z problemem pokarmu,ech....smutne to wszystko.
Przytulam Cie mocno i współczuje, dla twoich synków zapalam światełko(*) (*).
Odpowiedz
#23
Wizardess, czemu uwazasz, ze tylko leczenie in vitro moze Tobie pomoc...Niestety, mam znajomych, ktorym na niepowodzenia zwiazane z niemoznoscia donoszenia ciazy proponowano invitro.A problem nie byl z zajsciem w ciaze tylko z donoszeniem.Nie zawsze te problemy sie pokrywaja.
Odpowiedz
#24
Wizardess... przykro mi ... Dla Twoich Syneczków... [\'][\'][\'][\'][\'][\'][\']
Odpowiedz
#25
Dzięki dziewczyny... u nas był problem z zajściem, jesteśmy po leczeniu.. w ostatnim badaniu był milion plemników, więc i tak pewnie skończy się na in vitro
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości