Proszę pomóżcie co znacza ciąża za nisko położona??:(
#1
Jakie są szanse na następną?Bo moją ukochaną Oliveczkę straciłam 10dni temu;(w 8 tyg bez żadnych uprzedzeń!u boku tatusia, który do dnia poprzedniego nie był zachwycony,ze przyjdzie na światSadikiedy wszystko zaczęło się układać...tragedia nie mam sił i nie wiem co dalej;(
Odpowiedz
#2
Za nisko, tzn. za blisko szyjki macicy, czyli zamkniecia macicy.

Dane liczbowe dot. szans na kolejna po poronieniu zaleza od badan, w dziale \"Informacje medyczne\" znajdziesz artykul na ten temat.

Ogromnie Ci wspolczuje, bo strata dziecka dla kazdej kobiety to tragedia, nawet jesli ciaza na poczatku nie zachwyca czy jest zupelna niespodzianka. Przed Toba trudne dni, tygodnie i miesiace. Cialo dochodzi do siebie stosunkowo szybko, w ciagu kilku tygodni, z dusza tak prosto nie jest.

Dla Twojego Aniolka (*)
Monika

ps. przenioslam Twoj watek z dzialu \'ciaza po poronieniu\' na \'ogolne\', tutaj chyba bardziej pasuje. m.
Odpowiedz
#3
szczerze współczuję, dużo sił i wsparcia

światełka dla Olivi (*)(*)(*)(*)(*)
Odpowiedz
#4
Przeraża mnie to,że jest nas tu tyleSad.Jezu..w życiu bym nie przypuszczała że kiedykolwiek odczuję potrzebe wygadania się na jakimkolwiek forum a tymbardziej juz na takimSad tymbardziej że tydzień przed utratą mojej malutkiej nawalczyłam się z jej tatusiem,chciał żebym ja usuneła;( a Ja wogóle jakiejkolwiek złej myśli nie mogłam dopuścić do siebie nawet głupiego przeziębienia.Agdy wszystko zaczęlo sie układać po dobrej myśli przynajmniej tak mi się wtedy wydawało,umarło moje dzieciątko.Obecnie nie moge liczyc na jego bliskość bo bawi sie w Meksyku a mi tu serce peka z rozpaczy że sraciłam dwie osoby...Kogoś komu ufałam i chciałam żeby był ojcem mojego dziecka a nie chciał i w najgorszym momencie mojego zycia jego nie ma;(.Czuje się jakby to był jakiś jeden wielki i okrutny koszmar i chviałabym jak sie obudzę mieć znów ochote na kiszone;(,ale jest na odwrót co noc sni mi się ze jestem w ciąży i jestem szczęsiwa tak jak byłam poczym budzę się i ...tak w kółko ,chyba nadal jestem w szoku tak mi jej brak;(.Przepraszam musiałam się trochę wygadacSad,pewnie bez składu i ładu.Dziękuje za przeniesienie i info mam nadzieję że chociaz na jedno pytanie znajdę odpowiedż,bo mam ich wiele.Oraz dziękuje za słowa otuchy i światełkaSad
Odpowiedz
#5
wyploszku - przykro mi, że nie masz wsparcia w partnerze. To bardzo ważne, żeby był ktoś, kto przynajmniej chce być obok... No cóż... obyś znalazła kogoś kto zasłuży na Twoje uczucia i będzie chciał być z Tobą tak po prostu...
Odpowiedz
#6
Wypłoszku, po to tu jestesmy, żeby się wspierać nawzajem. Dwa tygodnie to b. niewiele, żałoba po śmierci dziecka trwa długo. Ale ten żal jest znakiem naszej miłości do dzieci.
A dla większosci z nas chyba zaskoczeniem było, że tak dobrze nas rozumieją obcy ludzie na jakimś forum, którzy okazywali się bliżsi (a właściwie bliższe) niż ludzie obok nas; matki osierocone, takie jak my. I otuchy dodawał fakt, że nie jesteśmy same.
Odpowiedz
#7
Wypłoszku, straszne jest nie mieć oparcia w najbliższych. Ale czasem nawet najbliżsi, choć może chcą, nie potrafią nas zrozumieć, a niejednokrotnie nas i ranią. Dlatego jesteśmy tu i wspieramy się wzajemnie.
Bardzo mi przykro. Zapalam (*) dla Twojej malutkiej Olivki, która teraz bawi sie pewnie z naszymi Aniołkami w niebie i czuwa nad Tobą. To takie trudne... Dużo siły życzę i przytulam ciepło. Pisz tu do nas ilekroć nie będziesz dawała sobie rady. Z czasem, wierz mi, ból trochę ucichnie.
Odpowiedz
#8
Wyploszku, bardzo mi przykro że straciłaś Olivie, że twój partner jest daleko od Ciebie... Tak mi żal że ciagle czytamy o jakiejś stracie jakby z dodatkami. Czyż nie wystarczy to ze straciłyśmy dzieci a tu zawsze ktoś pisze jeszcze o wzmożonym bólu z towarzyszących stracie powodów.
Przepraszam że tak napisałam ale tak się poczułam jak przeczytałam ze twój partner \"bawi się w Meksyku\"
Odpowiedz
#9
Jestem z Tobą. Dla Twojego Aniołka (*)(*)(*)
Odpowiedz
#10
Przytulam ciepło , dla Aniołka(*)
Odpowiedz
#11
Przez ostatnie dni próbuję funkcjonować ,bo inaczej tego nie można nazwać ...niby robi się to co zazwyczaj ale tak nie jest,wyglądam w miare normalnie a w środku mam jakąś dziwną pustkę tzn miałam bo znów pękłam wyjechałam do pracy i w drodze powrotnej szefowa która siedział obok mnie(choć miała do wyboru inne siedzenia), miała atak najprawdopodobniej padaczki,niebyłam jej w stanie nawet pomóc tak mnie sparaliżowało i wpadłam w histerie bo wydawało mi się że umiera...ona poczuła się lepiej ja do dnia dzisiajszego nie,znów się boję nawet funkcjonowac,odcięłam się od wszystkich znajomych łacznie z rodziną nie potrafię z nikim rozmawiać o tym co mi się przdażyło ani tymbardziej widzieć spojrzenia ludzi którzy nie wiedzą co mi powiedzieć żeby mnie nie urazić.Jest tylko ze mną od początku moja psiapsióła i jej chłopak którzy dużo mi pomogli,ale też nie do końca potrafię się przed nią otworzyć i tez nie chce ją obarczać.A co do życia to boli mnie to że Ja z biegiem czasu wócę do \'normalnosci \',a moja Olivka nie żyje to chyba nie taka kolejność powinna byćSad.Czy któraś z was jest może z Łodzi ?w niedługim czasie chciałabym się umówić na wizytę i szukam dobrego ginekologa bo takich niestety mało,Ja też nie mam za dobrych wspomnień ze szpitalaSad.Płaczące noworodki obok,kobiety w ciązy oraz lekarz na obchodzi który krzyknął \"I czego pani tak ryczy i tak już było za póżno\",ordynator przed zabiegiem który miał pretensje że na badaniu pochlapał sobie spodnie itd...Dla Waszych Aniołków równiez zapalam(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości