Dwie ciężkie straty i obwinianie siebie:(
#1
Straciłam dwoje dzieci. Jedno obumarło w 10 tyg. ciąży. Drugie miało letalną wadę układu moczowego i po specjalistycznych konsultacjach medycznych trzeba było indukować poród. I właśnie z tym najbardziej nie mogę sobie poradzić. Dziecko miało bardzo rozległe komplikacje spowodowane wadą ukl. moczowego, lada moment obumarłoby w moim łonie stąd decyzja o indukcji, jednak w momencie indukcji jeszcze żyło, tak mi ciężko. To był 15 tyd. ciąży. Mam już jedno zdrowe dziecko, córeczka, dla niej muszę żyć. Minął rok od tamtej tragedii myślimy o kolejnym dziecku ale czy Pan Bóg pozwoli nam mieć jeszcze to szczęście. Obwiniam siebie, że tak się stało może powinnam czekać do obumarcia dziecka jednak moja psychika wtedy była na skraju wyczerpania, podjęłam z mężem taką decyzję teraz nie wiem czy to nie był największy błąd mojego życia. Jak z tym żyć i odpokutować swoją winę... Pragnę mieć dziecko ale w tej sytuacji czy będzie mi dane. Jak się modlić i o co prosić? Dopiero teraz po takim czasie przełamałam się żeby o tym napisać. Błagam nie potępjajcie mojej decyzji...Sad :\'(
Odpowiedz
#2
Orbit,
bardzo współczuję śmierci obu Twoich dzieci.

Każda z nas ma za sobą podejmowanie trudnych decyzji, choć większość nie tak dramatycznych jak Twoja, np. czy pochować dziecko, czy walczyć o rejestrację. Wszystkie trzeba podjąć w momencie, gdy dowiadujemy się o tym, że nasze dziecko nie będzie żyć lub że już nie żyje, gdy świat się wali, gdy najprostsze decyzje wydają się ponad siły. I wiele z nas zmaga się potem nie tylko z żałobą, ale także z poczuciem winy.

Pozwolę sobie zacytować tu wypowiedź o. Marcina z innego wątku:
Cytat:[autor cytatu=omarcin]
Najgorszym sposobem działania szatana jest to, że występuje on jako oskarżyciel. Oskarża nas przed nami samymi i przed Bogiem. Próbuje wzbudzić w nas niszczące poczucie winy, która docelowo ma doprowadzić do rozpaczy. U świętego Pawła czytamy, że Bóg posyła nam swojego Ducha - Paracleta (Obrońcę), który przekonuje nas, w naszych sercach, że jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga, godnymi Jego miłości (...)

Orbit, nikt nie jest w stanie zagwarantować Ci (jak żadnej z nas), że kolejne dziecko będzie żywe i zdrowe. Ale wierzę, że \"Bliski jest Pan tym, których serce jest złamane\" (Ps 34:19, BW).

A Twoje zmarłe dzieci na pewno czują Twoją miłość do nich.
Pozdrawiam
Odpowiedz
#3
Orbit 20 na forum \"Dlaczego\" istnieje podforum \"Terminacja ciąży\". Pisze tam wiele osób, które są po terminacji. \"Terminacja ciąży\" to podforum zamknięte.Żeby wejść na nie, należy napisać do Malomi. Ona wpuszcza na forum.
http://www.dlaczego.org.pl/forum/view.ph...1113300952
Orbit 20 , ja sama, co prawda nie zdecydowałam się na terminację(indukcję) ciąży(w 20 tyg. dowiedziałam się, że moja córka nie ma mózgu i kości czaszki), ale rozumiem jak ciężko, było Ci podjąć decyzję. Zarówno ta na tak, jak i na nie, niesie za sobą wiele bólu, żalu i smutku. Absolutnie nie zamierzam Cię potępiać. Wiele osób \"wie\", co by zrobiło, gdyby taka tragedia ich spotkała. Ale tak naprawdę, wiedzą to tylko te osoby, które przeżyły na własnej skórze przymus podejmowania tak poważnej i obarczonej wielką odpowiedzialnością decyzji. :\'(
Orbit 20, przepraszam, w tej chwili nie wiem, co mogłabym Ci jeszcze napisać. Ale jeśli w jakikolwiek sposób mogłabym pomóc, albo jeśli masz jakiekolwiek pytania, możesz pisać tutaj, albo na prywatny adres: agi-k@tlen.pl
Odpowiedz
#4
Orbit,
ja również jestem mamą po terminacji ciąży. Podjęłam tę decyzję prawie dwa lata temu wraz z mężem, kiedy diagnoza wykazała, że moja córeczka nie ma główki. Walczyłam z różnymi rozterkami natury moralnej i innej, byłam w bardzo głębokiej depresji i nerwicy, usłyszałam od jednej osoby jaką jestem grzesznicą, ale dziś mogę powiedzieć, że decyzji nie żałuję i nie pozwolę nikomu pluć mi w twarz, zwłaszcza w imię religii i miłości do Boga.

Jestem też moderatorem na zamkniętym podforum Terminacja ciąży, funkcjonującym na forum Dlaczego. Jeśli napiszesz do mnie na adres terminacja@wp.pl, to wpuszczę Cię na nasze forum. Najpierw jednak musisz się zalogować na forum ogólnym. Tam są tylko matki, które usłyszały diagnozę o wadach letalnych dzieci i podjęły decyzję o terminacji. Są też takie, które takiej decyzji nie podjęły. Wspieramy się wszystkie. Na naszym forum wyznajemy zasadę, że nie potępiamy i nie oceniamy nikogo, bo każda z nas dobrze wie, co to znaczy usłyszeć, że dziecko żyć nie będzie. Mam nadzieję, że zajrzysz tu jeszcze i że się do mnie odezwiesz. Bardzo chciałabym Ci pomóc.

Widzę, że Agik też Ci już napisała, więc znasz już dwie mamy dziewczynek z wadami letalnymi, z czego Agik ciążę donosiła, a ja zdecydowałam się na terminację....
Odpowiedz
#5
Orbit, serdecznie Ci współczuję tego, co przeszłaś i tego, co Cię teraz dręczy. Uwierz, proszę, że Pan Bóg Cię nigdy nie \"skreśli\" i nie daj się zabić wyrzutom sumienia! Pytasz, o co się modlić, jak się modlić. Myślę, że najprościej - znaleźć sobie spokojną chwilę, powiedzieć wprost o tym, co w Tobie siedzi, co przeżywasz, co Cię boli. Wykrzyczeć to nawet i wypłakać, jeśli tego potrzebujesz. Może spróbuj też w poczytać Biblię, zwracając szczególną uwagę na te fragmenty, które mówią o przebaczającej miłości Boga. Jeden fragment mogę Ci już teraz podrzucić:
Cytat:A Ty widzisz trud i boleść,
patrzysz, by je wziąć w swoje ręce.
(Ps 10, 14)
On czeka, żebyś się z Nim podzieliła swoim bólem i żalem.

Dla Twoich Dzieci (*) (*)
Odpowiedz
#6
Orbit, jestem mamą po stratach, nie stałam nigdy przed dylematem jaki Ty musiałaś rozważyć. Wiem, że jest Ci ciężko ale trafiłaś na nasze forum i tu znajdziesz zrozumienie, więc pisz kiedy czujesz taką potrzebę. ze swej strony jeśli mogę coś doradzić to zawierzenie Bogu wszystkich swoich radości i rozterek. wiem że dziwnie to brzmi ale opiszę Ci sytuację, która mnie osobiście spotkała kilka tygodni temu. Będąc w ciąży po raz ósmy, w 11 tygodniu zaczęłam krwawić, pojechaliśmy do szpitala gdzie skierowano nas na usg, czekałam dłuższą chwilę na lekarza, w ręku ściskałam różaniec i nie znajdywałam słów modlitwy, nawet pacierza nie pamiętałam, tak bardzo się bałam i w pewnym momencie przypomniały mi sie słowa pewnego rekolekcjonisty: Bóg poniesie Twój ciężar, jeśli tylko mu zawierzysz. i tak zrobiłam, swoimi słowami prosiłam Boga, żeby poniósł za mnie ten ciężar bo już nie daję rady sama. i poczułam ulgę, a w chwilę potem na usg zobaczyłam swoje dziecko żywe... dziś jestem w 14 tygodniu, wciąż zagrożona a jednak pewna że tym razem to Bóg prowadzi mnie przez tę ciążę i wszystko skończy się dobrze. Być może moje świadectwo nie wystarczy i nie poczujesz ulgi ale gorąco namawiam Cię do zawierzenia MU siebie i swojego bólu. RAZEM dacie radę. Tak jak napisała Ellen: (ps 10, 14) On czeka, zebyś się z Nim podzieliła swoim bólem i żalem.\" Zaufaj. Z całego serca przytulam, Renka
Odpowiedz
#7
Orbit20 - nie wiem czy to przeczytasz.

Nikt nie ma prawa Cie potepic. Staram sie tu odpisac jako teolog, nie jako mama to takiej stracie jakiej Ty doswiadczylas. Nie moge napisac, ze Cie rozumiem, bo nie przeszlam pez terminacje.
Rozumiem, ze skoro tutaj piszesz, potrzebujesz pomocy duchowej.

Napisze wiec jeszcze raz. Nikt nie ma prawa Cie potepic.
Jesli ktos ma inne zdanie, inny poglad lub inaczej postapil - nie znaczy ze bedzie na Ciebie zle patrzyl...
Rozumiem, ze kobiety po terminacji sie z tym spotykaja ze strony \"wierzacych\". Zapewniam Cie ze prawdziwie wierzacy predzej Cie przytula niz powiedza zle slowo.

Pytasz jak sie modlic... zapewne sie boisz... jesli zechcesz, napiszesz z jakiego miasta jestes - moge Ci podac gdzie odbywaja sie Msze z modlitwa o uzdrowienie. Nie chodzi tylko o choroby ciala ale tez duszy, a rozpacz jest jedna z nich. Reszte moge napisac na maila - znajdziesz go w moim profilu - nie chce tego podawac do dyskusji - za powazna to sprawa.
Pamietaj - nie chcialas smierci swojego dziecka - kochalas i kochasz je na zawsze. Prawda ? Bog to wie...

Z modlitwa
Eska
Odpowiedz
#8
Orbit jest już od dawna na Terminacji ciąży...
Odpowiedz
#9
Nie byłam nigdy w sytuacji takiej jak Twoja. Ja poroniłam samoistnie. Tęsknię za moim dzieckiem i wyrzucam sobie, że gdyby nie pewne decyzje być może dziś byłoby z nami... Że może za dużo pracowałam, za mało odpoczywałam, byłam zbyt pewna siebie w tej ciąży... Na dodatek na izbie przyjęć wyrzuciłam swoje dziecko do kosza-prawo zezwala na pochowanie takiego dziecka jak moje (9t.c.), są kobiety, które walczą o prawo do pochówku swoich dzieci a ja co zrobiłam? Kiedy szłam po schodach poczułam, że coś ze mnie wypada, jakieś skrzepy. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tam może być moje dziecko. Zmieniłam w łazience swoją podpaskę na tę, którą dała mi pielęgniarka. Bezradnie spytałam, co mam zrobić z tym co miałam w ręku. Powiedziała, żeby wyrzucić, ze jest mi przecież niepotrzebne. Do końca życia nie zapomnę huku kosza na śmieci. Wyrzuciłam moje dziecko... I nie cofnę czasu żeby cokolwiek zmienić. Ty też nic już nie zmienisz. Nie wiem, jak Ci pomóc. Nie wiem. Wiem tylko, że pewne rzeczy dzieją się wbrew nam. Że gdyby życie mojego dziecka zależało od mojej woli-ono by żyło. I gdybyś Ty mogła dać zdrowie Twojemu dziecku-też by było zdrowe. Decyzja, którą podjęłaś był trudna. Ale pamiętaj-Ty kochałaś swoje dziecko i kochasz je nadal. To jest najważniejsze. Trzymaj się tej miłości.Kochasz swoje dziecko tak, jak Bóg Ciebie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości