Danielek
#1
Chciałabym opowiedziec moją historię. Chociaż minęły już 3 lata te wydarzenie odcisnęło piętno na moim dotąd poukładanym życiu rodzinnym. Jestem w małżeństwie juz 11 lat. Urodziłam troje dzieci. Dwie córeczki ( mają teraz 11 i 10 lat ) i kochanego syneczka którego nie dane mi było wychowywać ani zobaczyć ( nazywał się Danielek i miałby teraz 3.5 roku ) . Urodziłam go 8.03.2002 roku w 28 tyg. ciąży. w czasie ciąży było niby wszystko ok. Miałam robione USG co miesiąc ( państwowo ) i lekarz nie miał żadnych zaszczerzeń. Pamiętam to jak dziś 5.03 poszłam jak zwykle na badanie kontrolne . Po zrobieniu Usg lekarz zapewnił mnie że z dzieckiem jest wszystko w porządku i nie ma czym się martwić. Dowiedziałam się również że to jest chłopczyk którego tak długo wyczekiwaliśmy. Wróciłam do domu. Na następny dzień pojechałam do lekarza z młodszą córką ( jest chora onkologicznie ). Gdy wróciłam do domu poczułam lekki ból w dole brzucha ale pomyślałam że to przez tą wizytę z córką u lekarza u którego byłyśmy prawie cały dzień. Następnego dnia ból minął. Ale w piątek rano zaczął boleć bardziej i dczuwałam lekkie skurcze. Koło południa zaczęłam krwawić. Ubrałam się zadzwoniłam po męża który był w pracy i pojechaliśmy do szpitala. Pani na izbie przyjęć stwierdziła że nie ma się czym denerwować że to trzecie dziecko itp . I nagle chlusnęła ze mnie krew. Zawieżli mnie szybko na porodówkę. Tam zaraz przyszedł lekarz i zrobił USG które wykazało biecie serduszka ale po badaniu ginekologicznym stwierdził że odkleiło mi sie łożysko i niezbędne jest cesarskie cięcie. Zaznaczył również że może to być niebezpieczne dla mnie i dziecka. zawieżli mnie na salę operacyjną dostałam narkoze i zasnęłam. Gdy się obudziłam było juz po wszystkim. Dowiedziałam sie że mój mały synuś ma poważną wadę serduszka i zostanie przewieziony na kardiologię do Zabrza. Jego stan był poważny. Zawieżli mnie na salę. Mąż poszedł Go zobaczyć a ja byłam półprzytomna po narkozie i nigdy go nie widziałam. Następnego dnia dowiedziałam się że mój synuś zmarł. Żył tylko 1 dzień. Na pogrzebie nie byłam bo leżałam w szpitalu i ciężko to znosiłam że nawet nie pożegnałam Go w ostatniej drodze a tak go wyczekiwałam . Po szpitalu zaraz pojechałam na Jego grobek. I co dalej... Piszecie że mąż wam pomógł itp. U mnie było inaczej. Owszem miesiąc po pogrzebie było super a potem...Lepiej nie gadać. Miałam wrażenie że on zapomniał że miał dziecko. Naprawde.I nie myślcie że to tak przeżywał i się zamknął w sobie bo tak nie było. Znam go i już. Minęły już 3 lata . ja gdy widzę dzieci w wieku mojego synka wyobrażam sobie jak on by teraz wyglądał do kogo byłby podobny co robiłby i co lubił. Moje córki też to przeżywały i nadal przeżywają. Na każdym kroku go wspominają i chwalą się że mają braciszka ale w niebie. Ja już pomału się godzę że tak miało być. Odwiedzając Go na cmentarzu rozmawiam z Nim i proszę o opiekę nad nami. A mój mąż? Niby jesteśmy razem a jednak osobno. Czasami mam wrażenie że on ma mi za zle że tak się stało. Nawet raz gdy rozmawialiśmy jeden jedyny raz o tym to powiedział że on nie ma sumienia przez to co się stało. Ech.. szkoda słów. Co mnie jeszcze spotka nie wiem .Lepiej się czuję jak mogłam to napisać. Ok już nie zanudzam. Pamiętajcie zawsze idzie żyć po takiej tragedi tylko potrzeba czasu. Zawsze mój Danielek będzie u mnie w serduszku . Pozdrawiam Was serdecznie. Aga
Odpowiedz
#2
Witaj

Bardzo ci współczuję, że przeszłas przez to wszystko...Wiele jest kobiet na tym forum, które odczuwają tak samo ogromny ból. Będzie ci lepiej po tym jak nam to opowiedziałaś. ja zawsze czuję ulgę jak się tu wyżalę. Tu nikt nie traktuje cie jak niezrównoważoną histeryczkę, bo dokładnie cię rozumie i odczuwa podobnie jak ty...zawsze jest lżej...pozdrawiam martucha
Odpowiedz
#3
Witaj Agiczek!Twoja historia jest zbliżona do mojej ja urodziłam synka w 40tc,niestety już nie żył. STak jak u Ciebie przy każdej wizycie słyszałam wszystko wpożądku,zresztą sama tak myślałam, to była moje drugie dziecko. Pierwszy to Wojtuś ma prawie 3-latka.Cztery dni przed pamiętnym22.08.05 poczułam się bardzo żle.NIesamowity ból w dole brzucha i silne częste skurcze miałam też niewielkie krwawienie.Zgłosiłam się do lekarza po badaniu p.dr. uspokajała mnie,że wszystko jest w pożątku,wróciłam więc do domu.W nastepnych dniach silne bóle i skurcze ustały,czułam jeszcze ruchy maleństwa.POtem już niestety nie!Rodziłam naturalnie więć widziałam go przez sekundę!A i z tej sekundy niewiele pamiętam ból do tego stopnia przepełniał moje serce.Teraz też chodzę na grób mojego synka.To nie jest łatwe!Czułam się winna,że go nawet nie pożegnałam!Zrobiłam to w liście dzięki temu forum!I trochę ulżyło.A co do Twojego mężą,no cóż nie znam go ale faceci są naprawdę inni.Mają zupełnie inne podejście do niektórych spraw.Nie są zbyt wylewni.Myślę,że Twój mąż poukładał to sobie po swojemu w głowie i sercu zamkną w takiej złotej szkatułce i nie chce jej zbyt często otwierać żeby nie czuć bólu.Dlatego powiedział,że nie ma sumienia.To nie jest dobre dla niego, ale on nawet nie zdaje sobie z tego sprawy i to jest straszne!Twoim zadaniem jest dotarcie do niego w taki sposób, by otworzył tą złotą szkatułkę, byście mogli razem jej zawartość poukładać!Jutro Wszystkich Świętych może to dobry czas? Bęę za Waas trzymać kciuki,pozdrawiam.
Odpowiedz
#4
Dzięki za miłe słowa i wsparcie . Naprawde dużo mi dało jak napisałam to tu na tym forum. Lepiej się czuję. A co do mojego męża to niestety ale prubowałam z nim rozmawiać i to nie raz. Nie chcę się tu rozklejać bo to forum o naszych Aniołkach ale powiem tylko tyle że on jest chętny do pogadania ale nie ze mną tylko z inną i to by było na tyle. Jest poprostu między nami coraz gorzej on nie chce słuchać moich argumentów i twierdzi że to ja histeryzuję. Ale już dość. Jutro Wszystkich Świętych i czas spotkania z moim kochanym syneczkiem. Dzisiaj byłam sprzątnąć Jego grobek żeby na jutro był śliczny. Jak napisałam o tym tu na forum to jest mi naprawdę lżej. Jeszcze raz dzięki za słowa wsparcia. Pozdrawiam Was wszystkie Aga
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości