nauczyć się przebaczać
#1
Wczoraj powiedzieliśmy teściom, że spodziewamy się drugiego maleństwa. Oczywiście, dostałam \"dobre\" rady i dowiedziałam się, że ich zdaniem przyczyną naszej tragedii było to, że za lekko ubrałam się na ślub brata :evil: . No i pewnie jeszcze to, że poszłam na USG za wcześnie (a ich zdaniem należy nie chodzić wcale...). Wydawało mi się, że jestem przygotowana na takie komentarze, ale nie wiedziałam, że aż tak zaboli. Przecież ja też ciągle zadaję sobie pytanie: \"dlaczego?\"; \"czy mogłam coś zrobić inaczej?\". Okropnie jest słyszeć od kogoś, że uważa mnie za winną śmierci dziecka, za które oddałabym życie :\'( W sumie żałuję, że im powiedzieliśmy. To dobrzy ludzie, kochani, ale pewnych rzeczy nie rozumieją i nie zrozumieją nigdy. Jeśli teraz znowu coś będzie nie tak, to znowu znajdą jakieś racjonalne wyjaśnienie...

Odkrywam ostatnio z pewnym przerażeniem, że coraz trudniej mi wybaczać i zapominać o takich sytuacjach czy słowach. Zawsze byłam zdania, że chowanie urazy najbardziej krzywdzi tego, kto ją żywi. Widziałam, jak taka nieumiejętność przebaczania uderza w całe rodziny. A teraz sama nie umiem przebaczyć - tego bólu, choćby nieświadomie zadanego, braku wyczucia, zrozumienia, ludzkiej głupoty... Wracają do mnie wciąż raniące słowa, o których wolałabym nie pamiętać i sprawiają, że nie mam ochoty widzieć ludzi, którzy je wypowiedzieli ani rozmawiać z nimi, już nie mówiąc o podzieleniu się z nimi opłatkiem. Jak sobie z tym poradzić? Jest Adwent, zbliżają się Święta i bardzo chcę się pojednać z najbliższymi, ale chyba już nie umiem. :|
Odpowiedz
#2
Ellen a może w Adwentowych Rekolekcjach Internetowych znajdziesz rozwiązanie? Ja tego nie wiem, ale może warto spróbować?
Sama przecież założyłaś watek o tych rekolekcjach. Wink :roll:
https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=1747
Odpowiedz
#3
Kochana Ellen, dobrze wiem o czym mówisz...może pomoże Ci myśl, że oni wymyślają \"racjonalne\" powody dlatego, że chcą na czymś się zawiesić, w coś namacalnego uwierzyć...może to po prostu ich sposób radzenia sobie z tą sytuacją...wiem, że Ciebie to rani, nie dziwię się, sama czasem doświadczam takich sytuacji...ale pomyśl - tak jak pisałaś, to, że nie przebaczysz to najbardziej Twoja tragedia i ciężar będzie...A święta to właśnie może dobry czas na to, żeby złamać w sobie ten gniew, żal...może właśnie opłatek w te święta będzie bardziej symboliczny niż zwykle? Piszę tak do Ciebie ładując się siłą na zrobienie tego samego, bo mi coraz ciężej z tą ukrytą (mniej lub bardziej) złą energią...też chcę się jej pozbyć...a naprawdę, pomaga wiesz co? głęboki oddech i postawienie się na chwilę choć na miejscu tych innych ludzi. Tych, którzy w pewien sposób są pewnie ubodzy w takie doświadczenia jak nasze, w związku z tym nie mają zielonego pojęcia o naszych - Twoich emocjach. To, że Ty ich zrozumiesz, nie spowoduje, że oni zrozumieją Ciebie, ale TOBIE będzie lżej...uwierz kochana.
Trzymam kciuki za Twoją siłę i wysyłam moc tej jasnej energii...A poza tym...SŁONKO!!! masz pod serduszkiem nowy cud, z tego możesz czerpać siłę!! Big Grin
Odpowiedz
#4
Ellen, ja postanowiłam wszystkim wokół opowiadać o tym co przeżywam, przy różnych okazjach, czasem nie wprost, a np. przez artykuł w gazecie. I powoli, niektórzy przestali gadać głupoty, a mi złość na nich przeszła. Choć nadal zdarza mi się słyszeć różne \"kwiatki\"
Starałam się też porozmawiać z tymi bardziej bliskimi, o tym co mnie zraniło w ich słowach i dlaczego.
I miałam też dość tłumaczeń, że muszę zrozumieć, bo są w takiej trudnej sytuacji, bo nie wiedzą co powiedzieć i jak się zachować. To my, matki po stracie jesteśmy w trudnej sytuacji i naprawdę nie rozumiem dlaczego się od nas wymaga, żebyśmy oprócz zmagania się z własną rozpaczą, poprawiały jeszcze samopoczucie innym, bo nie wiedzą jak się zachować.

I też słyszę, że teraz to mam o siebie dbać, jakbym w poprzednich ciążach tego nie robiła, ech.
Odpowiedz
#5
Malgosiu, mysle ze to nie jest tak, ze osierocone matki musza na sile zdobywac sie na empatie dla wszystkich wokolo a oni maja prawo nas bezkarnie ranic. zgadzam sie z tym co pisze Pashmina- to ze nie przezyli tego co my,czyni ich \"ubozszymi\" o te doswiadczenia i stad wynika niewiedza jak sie wobec nas zachowac. to co mowia bliscy czesto boli i ciezko sobie z tym bolem poradzic ale mimo wszystko slowa te swiadcza o tym, ze bliscy chca dla nas dobrze, ze cierpia razem z nami, ze naprawde nam wspolczuja i chca pomoc mimo ze robia to bardzo nieudolnie.

ile ja sie nasluchalam tych dobrych rad- jestes mloda, bedziesz jeszcze miala dzieci, dobrze ze to sie stalo teraz a nie pozniej itp. to tak bardzo bolalo jednak w oczach moich bliskich wypowiadajacych te slowa widzialam lzy, ktore mowily mi o tym, ze cierpia razem ze mna, ze rowniez czekali na moje malenstwo, ze pocieszenia ktore do mnie kieruja sa proba pomocy rowniez im samym, ze sa proba jakiegokolwiek racjonalnego wyjasnieniu tego co sie stalo aby zlagodzic bol jaki sami nosza w sercach z powodu smierci ich wnuka i siostrzenca.

mowiac szczerze jest mi zal tych ktorzy sila sie na te wszystkie madrosci. im naprawde zalezy na tym aby nam pomoc a fakt ze te proby odnosza odwrotny skutek jest dla nich tym bardziej bolesny. nie znajduja nic co byloby skutecznym pocieszeniem.

moja metoda bylo szczere rozmawianie o tym co mnie boli, czesto byly to nieskladne zdania przerywane przez lzy alob sam placz. pamietam jak nastepnego dnia po poronieniu poszlam z mezem na msze a potem na cmentarz pochowac cialo naszego dziecka (poronilam w domu). w tym czasie w domu urywaly sie telefony zniecierpliwionej rodziny, ktora po moim powrocie \"objechala\" mnie za moja lekkomyslnosc- powinnam lezec bo mialam zabieg, grozi mi krwotok itp. nikt nie rozumial tego ze UMARLO MI DZIECKO i jego pozegnanie bylo dla mnie najwazniejsze. od mamy dostalam tylko krotkiego, bardzo przykrego smsa dotyczacego mojego nieodpowiedzialnego zachowania.
gdy nastepnego dnia przyszla do mnie zobaczyc jak sie czuje, nie potrafilam spokojnie wyjasnic jej tej oczywistej dla mnie sytuacji- powiedzialam tylko kilka nieskladnych slow przerywanych placzem. nie musialam mowic wiecej- mama plakala razem ze mna. dlatego ze dopiero wtedy zrozumiala ze jej corka stracila dziecko i dlatego ze zrozumiala jak niestosowne bylo to przedkladanie mojego samopoczucia fizycznego nad potrzeby mojego serca. nigdy wiecej potem nie uslyszalam od niej slow krytyki ani zadnych pocieszen. raz na zawsze sie zrozumialysmy.

wiem ze mowienie bliskim odnosi skutek,nawet gdy ich zachowanie sie nie zmienia. oni widza nasz bol i slysza to co im mowimy a z czasem zaczynaja tez to rozumiec. czasem jednak ich potrzeba aby nam pomoc jest tak silna, ze tworza coraz to nowe pocieszenia i madre rady ktore rania.

ellen, oddaj to Bogu, niech odbierze ci te wszystkie emocje, ktore cie obciazaja. bolesne slowa jakie kieruja do ciebie najblizsi nie sa ze zlej woli- oni rowniez cierpieli po smierci twojego dziecka a to ze cie tak \"glupio\" pocieszaja swiadczy o tym, ze sami potrzebuja jakos wytlumaczyc sobie to co sie stalo i sami potrzebuja pocieszenia.
niech ten czas adwentu bedzie dla ciebie czasem nauki przebaczania abys podczas lamania oplatkiem potrafila rozmawiac ze swoimi bliskimi z miloscia i spokojem. tego zycze kazdej z nas
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości