invitro -dlaczego to grzech??
A ja bluźnierczo modlę się do Boga: Boże, daj mi, proszę począć dziecko w sposób naturalny, bo inaczej zdecyduję się na in vitro.
I nie jest to forma szantażu. Wiem, że nie jestem na tyle silna aby nie uśmiercać swoich dzieci w probówce.
Odpowiedz
Mamm, w ten sposób można by usprawiedliwić niejedną wojnę, ale chyba nie o to chodzi, bo cel nie uświęca środków.
o.M.
Odpowiedz
Wiem, Ojcze Marcinie Smile Trochę wstyd mi moich słów. Ale... Boję się że przyjdzie właśnie taki dzień że po prostu nie oprę się in vitro. I dlatego pozwalam sobie zadręczać Boga modlitwą. A nuż się zlituje...
Odpowiedz
Co sądzicie?
Anioły in vitro

Cytat:Wierzę w Boga, którego ulubionym tworem jest rozum ludzki. Bóg nie jest zwodzicielem, lecz gwarantem naszej szansy poznawania rzeczywistości. Poniekąd dzięki wsparciu tej wiary mam podstawowe zaufanie do nauki. Zdobycze nauki to dary Opatrzności, a nie pułapki demona. (...) Z lektury \"Apologii\" kardynała Henry\'ego Newmana zaczerpnęłam cenną, niezbędną perspektywę: w swoim sumieniu katolik może niekiedy odwoływać się do \"Kościoła-lepiej-poinformowanego\" - który (jak to już nieraz czynił) z czasem zgodzi się na coś, w czym widział niebezpieczeństwo, na przykład, by jego wierni samodzielnie czytali Pismo Święte we własnym języku.

Mam więc nadzieję, że Kościół lepiej poinformowany kiedyś rozróżni to, czego teraz nie rozróżnia w kwestii in vitro.
Odpowiedz
Najlepszy artykuł w tym temacie, jaki od lat czytałam, nie prezentujący stanowiska Kościoła, a dylematy biologiczne, \"Skrupuły biologa\" w Tygodniku Powszechnym\"
http://tygodnik.onet.pl/4577,1462366,dzial.html

Fragment, który mnie najbardziej zaintrygował:
\"Badania genetyczne potrafią wykryć uszkodzone kopie jeszcze przed implantacją zarodka do macicy. Tak więc: przygotowuje się kilka zarodków, z których niektóre będą miały obie kopie genu uszkodzone (z tych zarodków urodziłyby się dzieci chore), niektóre – tylko jedną kopię uszkodzoną (dzieci byłyby zdrowymi nosicielami), inne z obiema kopiami prawidłowymi(...)

okazuje się, że defektywny gen może być korzystny dla nosiciela (tj. tej osoby, która posiada jedną kopię defektywną i jedną prawidłową). Tak się właśnie dzieje w przypadku anemii sierpowatej – nosiciele są bardziej odporni na malarię. Na malarię wciąż umiera na świecie ponad milion ludzi rocznie, a na anemię sierpowatą? Podobnie jest z innymi genami, np. jedna osoba na 25 jest nosicielem defektywnego genu odpowiedzialnego za mukowiscydozę, ale jednocześnie jest bardziej odporna na infekcje przewodu pokarmowego. Tak więc to cholera, tyfusy i czerwonki wzbogaciły naszą pulę genetyczną o te defektywne geny. Czy jesteśmy pewni, że takie choroby nam już nie zagrożą i możemy te geny usunąć z puli genetycznej człowieka?

Jest jeszcze inny efekt, trudniejszy do prześledzenia. Układ: defektywny/prawidłowy gen nie musi być lepszy od układu dwóch prawidłowych genów; może się bowiem zdarzyć, że defekt wystąpi w genie, w którego bliskim sąsiedztwie znajduje się gen lub układ genów dający osobnikowi dużą przewagę (zdrowszy, mądrzejszy, silniejszy). Wtedy ten defektywny gen „wozi się” razem z korzystnym układem.\"
Odpowiedz
Przeczytałam z zainteresowaniem, ale dla mnie artykuł jest kontrowersyjny, bo zbyt jednostronny - czekając na opinię genetyka, spodziewałabym się bardziej wyważonych argumentów, a to jest publicystyka contra IV. Dane liczbowe miejscami jakoś nieścisłe (nie wiadomo, czy chodzi o cały świat, czy jakiś kraj), relacje przyczynowo-skutkowe też (np. jak się ma liczba zabiegów IV do aborcji?). Denerwujący dla mnie jest argument o ukrywaniu danych przed społeczeństwem (np. \"Niestety, danych nie ma. Przypuszczam, że jeśli byłyby sprzyjające laboratoriom przeprowadzającym FIVET, opublikowano by je.\" - dlaczego tak często w publikacjach katolickich wraca taki sposób myślenia?) i sugestia, że trzeba by było dokładnie badać dzieci poczęte wskutek IV. Na to musieliby się zgodzić rodzice, a przypuszczam, że mają już dość robienia za króliki doświadczalne. Gdzieś dalej jest też sugestia, że skoro jest ryzyko, że osoby po IV (tak matki, jak i dzieci) mogą wymagać bardziej specjalistycznej opieki lekarskiej, to może trzeba pobierać od nich większe składki na opiekę zdrowotną?

Ale za to dowiedziałam się też nowych rzeczy - np. czemu służą i skąd się wzięły niektóre anomalie chromosomowe (to przytacza Małgosia powyżej). Ważna konkluzja, jaką bym z tego wyciągnęła, jest taka: w sumie mimo wszystko tak niewiele wciąż wiemy o funkcjonowaniu naszych organizmów, że lepiej się z nimi tak ryzykownie nie bawić. To pewnie prawda...
Odpowiedz
Witam, pozwolcie ze sie wlacze ...

Czy w sumie to nie jest tak, ze medycyna idzie na przód, ludzie dokonuja odkryc, jak leki, respirator, sztuczne serce lub nerka ... czy to nie jest ten sam worek?! Czy to nie jest tak, że to Bóg obdarza ludzi rozumem, który pozwala im odkrywać co raz to co Bóg stworzył, bo stworzył wszystko przecież.
I czy nie jest tak, że gdyby się sprzeciwiał (jak robi to zawsze) jakimś działaniom to by je zwyczajnie uniemożliwił?

Czy lekarze ratujący zycie tez sa narzedziem i grzesza!?

Pytanie moim zdaniem jest: jak tego sie uzywa?

Bo z tego co ja rozumiem metoda in-vitro polega na pomocy ludziom, ktorzy z roznych przyczyn nie moga na normalnej drodze zajsc w ciaze i w idei (założeniu) - Nie chodzi o zabijanie tylko o dawanie zycia.

Tyle tylko ze w danym momencie rozwoju tej sztuki idzie sie na latwizne i generuje sie kilka embrionow i wybiera najsilniejszy lub najpiekniejszy a reszta do kosza.
Moze zamiast nazywac to grzechem nalezaloby sie zastanowic jak nie zabijac, czyli zamiast robic masowke, pracowac nad pojedynczym embrionem.

Zatem dochodzimy do zasadniczego pytania:

Gdyby podczas in-vitro nie zabijano pozostalych embrionow - to czy nadal bylby to grzech!?

To troche jak z atomem, moze zabijac ale moze tez dawac wiele dobrego ...

Pewne kwestie sa nazwane po imieniu w Biblii o reszcie mamy sami badac jak sie rzeczy maja ...
b.Artur
Odpowiedz
enzo,
problem tkwi nie tylko w zabijaniu nadliczbowych embrionow, przytocze tu kilka innych argumentow jakie Kosciol wytacza przeciw IV ktore zebralam w swojej pierwszej wypowiedzi w tym watku.

- istota problemu polega na rozumieniu niezbywalnej godności człowieka. Człowiek ma prawo do poczęcia w ludzkim akcie miłości małżeńskiej. Oczywiście, Kościół rozumie problem małżonków, którzy nie mogą cieszyć się darem własnych dzieci, ale przypomina też, że dziecko nie jest rzeczą, którą można i trzeba mieć za wszelką cenę. Małżonkowie mają prawo do podjęcia leczenia, w celu poprawy płodności, mogą też otworzyć się na przyjęcie jako dar dziecka adoptowanego. Trzeba jednak wiedzieć, że korzystanie z metod „in vitro” z powodu zamachu na godność ludzką mieści się w kategoriach grzechu ciężkiego.

- małżeństwo nie daje prawa do posiadania dziecka, lecz do podejmowania współżycia, w wyniku którego dziecko może się począć. Małżonkowie stwarzają odpowiednie \"warunki\" do poczęcia, natomiast to czy dziecko pocznie się, czy nie, to już od nich nie zależy. To jest \"decyzja\" Boga-Stwórcy i Jego wolę trzeba przyjąć (nawet jeśli jest bolesna). Dziecko jest dla małżonków darem i jako taki należy je przyjąć; nigdy nie jest rzeczą, która się małżonkom należy. Dziecko jako dar (i to dar wielki), będąc osobą ma niezaprzeczalne prawo do szacunku, co dotyczy również \"sposobu\" poczęcia.

- Małżonkowie dotknięci bolesnym doświadczeniem niepłodności fizycznej winni upatrywać realizacji swego macierzyństwa i ojcostwa w inne formie jaką jest np. adopcja. Otoczenie opieką rodzicielską i miłością dzieci, które już są i tego potrzebują jest na pewno szlachetniejsze niż próby poczęcia dziecka \"swojego\" (lub częściowo \"swojego\" poniewaz nie zawsze sztucznym zaplodnieniu wykorzystuje sie nasienie meza) za wszelką cenę.

Kościół zachęca do ciągłego podejmowania i kontynuacji badań leczących niepłodność, idących jednak w kierunku poczęcia dziecka w sposób godny, a nie za pomocą technicznych manipulacji.
rowniez w tym przypadku sa pewne granice moralnosci wykonywanych badan, chocby np. wspomine juz pozyskiwanie nasienia mezczyzny do badan droga masturbacji. na szczescie sa inne sposoby ppzyskiwania nasienia, poprzez stosunek o czym niestety para zglaszajaca sie na badanie najczesciej nie jest informowana.

Kosciol nie wymyslil sobie tego wszystkiego zeby nam utrudnic zycie ale zwyczajnie chroni naszej godnosci jako malzonkow, jako ludzi a takze godnosci naszych dzieci, ktore maja rowniez sowje prawa, poczynajac od sposobu w jaki sa poczete.

pozdrawiam
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=Enzo]

Zatem dochodzimy do zasadniczego pytania:

Gdyby podczas in-vitro nie zabijano pozostalych embrionow - to czy nadal bylby to grzech!?

Odpowiem TAK
1. Inny jednak jest grzech gdy ktoś zabija, czy wstrzymuje, zatrzymuje życie dziecka poczętego - a na tym polega teraz metoda in vitro że część dzieci poczętych nie dostaje możliwości rozwoju i życia (konkretnie in vitro, a nie np. in vivo) - czyli to grzech przeciwko życiu ludzkiemu
2. Na czym innym polega grzech w ogóle wejścia na drogę sztucznego zapłodnienia tzn. nieposzanowania aktu małżeńskiego w którym mogłoby się począć nowe życie ale pomimo pragnienia i miłości małżonków do poczęcia niestety nie dochodzi. - to grzech przeciwko czystości
Odpowiedz
Zasadniczo
- moim zdaniem o wiele lepsza jest decyzja o adopcji maluszka niz zadawanie sobie calego tego zamieszania w celu poczecia.
- zgadzam sie ze dzieci sa darem.

Nikomu jednakze nie chce odmawiac prawa do tego aby sam decydowal o tym co czyni, ze wzgledu na to iz sam poniesie konsekwencje: dobre i zle.

A moze IV bedzie dla kogos droga do poznania Boga!?

Mam jedna zasadnicza kwestie w tym punkcie. Czy okreslanie tego czy owego grzechem ma spowodowac zeby ludzie czuli sie gorzej myslac o swojej sytuacji!? A czy to Bóg wartosciuje grzech - lekkie v. ciezkie? czy to nie tak, że Bog raz na zawsze odpuszcza tym ktorzy narodzili sie na nowo? Czy nie jest tak, ze czlowiek musi sam odpowiedziec co jest sluszne w oczach Boga i tylko i wylacznie z tego odda Jemu sprawe!?

Jedna rzecz mnie jeszcze zastanawia - moze nie do konca w temacie - jak to jest z grzechem ludzi odmawiajacych szacunku dzieciom z poronienia oraz ich rodzicom? Nie rozumiem, jak można reprezentowac w jedym miejscu kochajacego bezgranicznie Boga a zaraz potem odmawiac uczestnictwa w ofierze Jezusa?
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=Enzo]
A moze IV bedzie dla kogos droga do poznania Boga!?

Zasadniczo można tak powiedzieć o każdej sytuacji, o wszystkim co nas w życiu spotyka. Także o grzechu (którego rozumienie w ujęciu rzymsko-katolickim znaleźć mozna np. w Katechiźmie Kościoła Katolickiego). Ale też o wszystkim co nas w życiu spotyka można powiedzieć odwrotnie - że zasłania nam obraz Boga.
Ale bez względu na wszystko, chyba zawsze lepiej przyglądać się uważniej własnym grzechom niz cudzym.
Pozdrawiam
Odpowiedz
Enzo, każdy ma \"prawo\" a w zasadzie możliwość czynienia zła i dobra. Bóg dał człowiekowi prawo i wolną wolę od początku kiedy człowieka stworzył - można to przeczytać w księdze rodzajuSmile Łamanie prawa ma swoje konsekwencje i Kościół ma obowiązek stać na straży prawa.

Nie wiem czy nazwanie czynu grzechem ma mieć skutek złego samopoczucia, bo widzimy ze dla niektórych to ma znaczenie a dla niektórych nie.
Wiele z twoich pytań znajdzie odpowiedź w Katechizmie Kościoła Katolickiego gdzie wielokrotnie wypowiedzi Kościoła są oparte o fragmenty Pisma św.
Grzech ciężki (Kościół nazywa go śmiertelnym) to popełniony świadomie, dobrowolnie, w rzeczy ważnej. Żeby to ocenić trzeba wziąć pod uwagę także sumienie człowieka a to nie jest już takie łatwe.
Odnośnie prawa i stawania przed Bogiem: jest PRAWO BOŻE
(naturalne) i inne np. kościelne które jest na nim oparte. Prawo naturalne jest nadrzędne a wśród tego prawa jest np.: nie zabijaj
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=Enzo]
Jedna rzecz mnie jeszcze zastanawia - moze nie do konca w temacie - jak to jest z grzechem ludzi odmawiajacych szacunku dzieciom z poronienia oraz ich rodzicom? Nie rozumiem, jak można reprezentowac w jedym miejscu kochajacego bezgranicznie Boga a zaraz potem odmawiac uczestnictwa w ofierze Jezusa?

Dziecku nalezy się szacunek od poczęcia, szacunek nalezy się też zmarłym. Enzo, jak też nie rozumiem dlaczego ludzie sa czasem tacy ślepi względem zmarłych dzieci nienarodzonych.
O szacunku do nienarodzonych pisałam prace mgr na teologii i niektórzy doznali szoku że rzeczywiście nie mówi się za wiele na ten temat podczas gdy o aborcji się trąbi.
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=Malgosia]
... ale bez względu na wszystko, chyba zawsze lepiej przyglądać się uważniej własnym grzechom niz cudzym.

Malgosiu, dokladnie tak. I dlatego kazdy czlowiek przed Bogiem musi sobie zadac pytanie co jest grzechem a co nie, nie mamy wgladu w ludzkie serce i nie nam osadzac a tym bardziej oskarzac ... bo a nuz zgrzeszymy pycha ... Sad
Pozdrawiam
Artur
Odpowiedz
ja szukam jednak odpowiedzi wprost w Slowie Bozym jako niepodwazalnym autorytecie - przynajmniej dla ludzi wierzacych - w kwesti zycia czlowieka, gdyz jest swoista instrukcja do zycia czlowieka stworzona przez jednostke wytworcza - Boga Stworzyciela.

czy kosciol ma prawo stac na strazy ... ? Kosciol z tego co jest napisane w Biblii ma glosic dobra nowine o zbawieniu z Jezusie i odpuszczeniu grzechow wszelkich - przedewszystkim? Lepsze jest mowienie o zyciu z Bogiem, co skutkuje ochronna tarcza wobec swiata i grzechu niz o grzechu samym w sobie.

Bog jest w stanie uczynic z bezplodnej matke wielu dzieci, jezeli ta ufa Jemu we wszystkim nie tylko w tej jednej kwestii. I w takim kontekscie pojawia sie kwestia grzechu, bo grzech to oddalenie od Boga, to sprzeciw wobec Jego słowa, to nieposluszenstwo. Trzeba byc bardzo ostroznym na drodze okreslania co jest grzechem a co nie, zeby nie popasc w legalizm. Byly takie czasy, kiedy ludzie znajacy Slowo Boze doszli do wniosku ze nie nalezy jesc miesa a inni nadal maja problemy z transfuzja krwii ... podkreslam, znaja Slowo Boze, a byc moze zapomnieli o Bogu i Jego milosci i naszej dobrze rozumianej wolnosci wobec suwerennosci Boga w zakresie planowania naszych losow i swiata.

Pozdrawiam
Artur
Odpowiedz
w newsweeku artykuł :
http://www.newsweek.pl/wydania/artykul.a...ykul=21967
Odpowiedz
Gubię się w tym wszystkim. A czy inseminacja to też grzech? Zakładam taką z pobraniem nasienia od partnera bez współżycia. Bo to przecież in vivo, ale o akcie małżeńskim nie ma mowy...
Odpowiedz
Eledhwen, dość dobry ten artykuł. Oczywiście podchodze do niego jak do artukułu gdzie są wypowiedzi tylko jednej osoby ale znającej się na temacieSmile

Mirka, sam czyn sztucznego zapłodnienia jest grzechem. Grzechów jest jednak mnóstwo bo ludzie - my po prostu grzeszymy. Ważne jest byśmy unikali przede wszystkim grzechów śmiertelnych!! są wytyczne co to grzech śmiertelny (popełniony świadomie, dobrowolnie, w rzeczy ważnej) ale ocena czy coś jest grzechem śmiertelnym czy powszednim jest bardzo ciężka (pewnie czasem niemożliwa)

Myśle że dobry teolog może by nie porównywał ale ja jestem zwykłym teologiem więc troche porównam, np.:
- współżycie to grzech i nie grzech tzn. poza małżeństwem grzech, a w małżeństwie czasem grzech.
Wniosek: sam czyn nie mówi czasem czy to grzech i jakiego typu a jeśli coś nazywamy grzechem trzeba odpowiedzieć na pytanie kiedy jest to grzechem i dlaczego.
Inseminacja:
1. dla niektórych to będzie wołanie: Boże tak pragnę kochać dziecko, wybacz mi że nie potrafię być duchową matką że potrzebuje fizycznego macierzyństwa....
2. dla niektórych to będzie egoizm i gniew: modliłam się o dziecko a ty to Boże zlekceważyłeś więc i ja teraz zlekceważe
ciebie

Żadnej z osób bym nie przekreśliła - bo nie moim zadaniem jest ocena ludzi. chce podkreślić że robią to samo ale jakby inaczej. Dlatego inseminacja jest grzechem
ale dla niektórych nie większym niż używanie prezerwatyw.

Przepraszam za to, ze porównuje ale nie jestem profesjonalistą :roll:
Odpowiedz
Przede wszystkim w tym artykule jest bardzo ważne stwierdzenie:
Cytat:Nauczanie bez empatii jest bez sensu.
I to chyba niektóre osoby reprezentujące KK i wypowiadające się publicznie - nie tylko w tej sprawie - powinny sobie wziąć do serca.

Ale także inne, które mnie zastanawia:
Cytat:Jeśli ów naturalny akt małżeński zmieni się w rodzaj wytwórczego procesu, to trudno w takim procesie dopatrzyć się wyrazu osobowej miłości. (...) Nowe istoty ludzkie w momencie powoływania ich do życia stają się przedmiotem manipulacji i arbitralnych decyzji w pewnym procesie wytwórczym.
Kiedy tak dyskutuję z różnymi osobami o IV, często myślę o swoim dziecku, którego poczęcie było także w pewnym stopniu wspomagane medycznie (monitoring, leki, zastrzyki, testy...). Gdzie jest ta granica, poza którą wychodzić nie należy? Czy w moim przypadku to już był \"proces wytwórczy\" czy jeszcze nie? Czy wymusiliśmy działanie na Panu Bogu? Oczywiście, nie spodziewam się od Was odpowiedzi - tak tylko głośno myślę, bo mówienie o \"procesie wytwórczym\" jest bardzo nieścisłe i może do różnych wniosków prowadzić. Mam poczucie, że granicy nie przekroczyłam, ale takie teksty wywołują we mnie dyskomfort, zwłaszcza, jeśli pochodzą od osób, które problem niepłodności znają tylko pobieżnie z widzenia lub słyszenia - od osób, którym poczęcie dziecka nigdy nie sprawiało kłopotów, a z taką lekkością potrafią powiedzieć: \"No to adoptujcie, o co chodzi?\"
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=ellen]
, ale takie teksty wywołują we mnie dyskomfort, zwłaszcza, jeśli pochodzą od osób, które problem niepłodności znają tylko pobieżnie z widzenia lub słyszenia - od osób, którym poczęcie dziecka nigdy nie sprawiało kłopotów, a z taką lekkością potrafią powiedzieć: \"No to adoptujcie, o co chodzi?\"

Ellen, nie wiem czy to była uwaga do mnie czy nie.
Nerwy rozumiem. Empatia nie wymaga jednak doświadczenia identycznych, czy bardzo podobnych przeżyć, doświadczeń.
Gdyby tak było, nie mogłabym np. rozmawiać o poronieniu z dziewczynami które nie mają ziemskich dzieci (a ja mam), z dziewczynami które wielokrotnie doświadczyły straty (a ja raz); nie brałam nigdy narkotyków; nigdy się nie rozwodziłam. Moim zdaniem nie skreśla mnie to do wypowiadania się na dany temat. Każdy ma prawo mieć swoje zdanie ale oprócz własnego zdania mamy wiedze na różne tematy (bo mamy jakieś wykształcenie czy pasje popartą wiedzą).

Odnośnie adopcji:
- moi znajomi czekają na dziecko z adopcji już 1,5 roku i szlag mnie trafia że jest tyle dzieci w domach dziecka ale nie można
wielu z nich adoptować;
- inni moi znajomi są 9 lat po ślubie, bezdzietni, ale nie potrafią się na razie zdecydować na adopcje bo to dla nich emocjonalnie za trudne.
NIE UMIEM ŁATWO MÓWIĆ O ADOPCJI ale jednocześnie mam wielki szacunek dla tych którzy się jej podjęli
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=mamakasia]
Ellen, nie wiem czy to była uwaga do mnie czy nie.
Ależ skąd!!! Przecież nic takiego nie mówiłaś. Przypadkowo umieściłam to po Twoim poście. Ale ja takie teksty słyszałam - i w necie, i w realu, także na ambonie (ostatnio w liście na Dzień Rodziny).
NB. to, co napisałaś jest moim zdaniem bardzo trafne, bo zwracasz uwagę na bardzo ważną rzecz - motywację do zrobienia czegoś i związaną z tym nieco inną ocenę czynu. To myślenie jest mi bardzo bliskie, choć nie mam nic wspólnego z teologią.

Cytat:[autor cytatu=mamakasia]Nerwy rozumiem. Empatia nie wymaga jednak doświadczenia identycznych, czy bardzo podobnych przeżyć, doświadczeń.
Oczywiście. Wymaga jakiejś podstawowej chęci zrozumienia, uznania racji drugiej strony, próby postawienia się w jej sytuacji... No i jeszcze powinna być to chęć obustronna.
Zgadzam się całkowicie z diagnozą z Newsweeka - słowa biskupów o tym, że IV to \"wyrafinowana aborcja\" bardzo mnie zabolały. Nie tylko jako kobietę, matkę, ale także jako członka Kościoła, którego oficjalni reprezentanci takich mocnych, ostrych, niesprawiedliwych (chcę wierzyć, że nieprzemyślanych) słów użyli.

Cytat:[autor cytatu=mamakasia]NIE UMIEM ŁATWO MÓWIĆ O ADOPCJI ale jednocześnie mam wielki szacunek dla tych którzy się jej podjęli
Ja również. To jest bardzo trudna droga, może nawet trudniejsza niż biologiczne rodzicielstwo pod wieloma względami. Może Pan Bóg dlatego obdarzył mnie teraz oczekiwanym dzieckiem, że wie, że byłabym na tę drogę zbyt słaba. Kiedy po raz pierwszy - i to bez żadnego uprzedzenia - stanął przed nami wybór między bezdzietnością (bo alternatywą było tylko IV, a na to nie byliśmy absolutnie gotowi) a adopcją czułam, że tego po prostu nie uniosę. Być może ten wybór wróci jeszcze kiedyś i trzeba się będzie z nim zmierzyć...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości