pustka
#1
Nie mam siły opisywac moją historie. Ale jest mi tak zle i ciężko że muszę coś z tym zrobić. Może pisząc choc troche mi ulży.

Straciłam dwie ciąże w przeciągu 4 miesięcy. Obydwie w 8 tygodniu w potwornych skurczach.

I pozostała ta potworna pustka we mnie i naokoło mnie. Nawet telefon milczy bo \"to takie straszne i nie wiadomo co powiedzieć\"

Mam 40 lat.........
Odpowiedz
#2
Tu nie jesteś sama... Tu każda z nas ma wyrwę w sercu więc rozumiemy co czujesz
Odpowiedz
#3
annina pamiętaj, że tu nie jesteś sama- każda czuje podobnie. Bardzo mi przykro, że i Ciebie to spotkało Sad

Ja forum śledziłam przez 3 miesiące zanim odważyłam się napisać. Nie wiem czy dla mnie cokolwiek jest teraz w stanie przynieść ulgę, ale tutaj przynajmniej wiem, że nie jestem odludkiem przeżywającym uczucia z kosmosu. Tutaj każdy wspiera i służy pomocą choćby wirtualnie.

Wiem o co chodzi gdy piszesz o pustce- ludzie są obok, ale gdy spotyka nas taka tragedia to nagle znikają i już nie mają nic do powiedzenia.

Dużo sił, a dla Twoich Aniołków [*] [*]
Odpowiedz
#4
Annina tak bardzo mi przykro z powodu Twoich strat! Rozumiem tez ta pustke - ludzie nie rozumieja i boja sie ze slowem moga zranic bardziej - wiec milcza. Taka tragedia to sprawdzian rowniez dla ludzi wokol nas. Duzo sil.
[*] [*]
Odpowiedz
#5
witam annina. tak jak piszą dziewczyny tu nie jesteś sama. Bardzo mi przykro, że w tak krótkim czasie musiałaś sie zmierzyć z podwójną stratą. Ja również czytam forum nawet kilka razy dziennie, ale pisuje rzadko bo nie umię o mojej stracie jeszcze rozmawiać.
Odpowiedz
#6
Dużo sił dla Ciebie
Odpowiedz
#7
Annina, przykro mi bardzo.
Rozpacz, pusta i takie poczucie, że minął nasz najlepszy czas.
Jeżeli chcesz to pisz, nie jesteśmy w stanie zabrać Ci rozpaczy, ale wysłuchamy.
Odpowiedz
#8
Dziękuje bardzo za wszystkie odpowiedzi. Jesteście kochane!

Pierwsza ciąża i ja dumna,szczęśliwa,piękna,spełniona.Gratulacje ,telefony od znajomych , od moich przyjaciółek ktore od dawna mają dzieci.Ze teraz poczuje się spełniona , kochana ,że teraz moje życie nabierze innego sensu i rytmu.
Czułam bardzo mocno że wszystko jest w porzdku.Miałam tak silną intuicje ( tak mi się wydawało).
Pierwsza wizyta u ginekologa.Ja pewna siebie,spokojna.Nawet przez myśl mi nie przeszło że może być coś nie tak !!!
Było bicie serca,piękny zarodek.Lekarz zakłada mi karte ciązy.Zleca badania.
A ja, zakochana w moim dziecku od samego początku,szczęśliwa.Czułam się taka piękna. Młoda.
Mija tydzien,jeszcze tylko odbiore wyniki i wizyta u lekarza.Ma dać mi zwolnienie bo pracuje w szpitalu na oddziale na którym są szkodliwe warunki dla mnie i dla dziecka. Zostaje przeniesiona na tydzien do papierkowej pracy i któregoś dnia poczułam sie żle.Tachykardia,niepokój,ogólnie żle.
Na drugi dzien lekkie plamienie.Dzwonie do ginekologa.Uspokaja mnie że mam leżeć i iść na izbę przyjęć tylko w przypadku krwawienia.Był piątek. Mam przyjść na wizyte w poniedziałek.

Nie doczekałam tej wizyty.Krwawiłam caly weekend .Powroty na izbę przyjęć.Krwawienie,skurzeI względny spokój bo bije srduszko.Tak się bałam.
W poniedziałek rano poroniłam na izbie przyjęć.Na szczęście lekarki i położne były bardzo taktowne i ciepłe.
Od samego pocztku \"bombardowały\"mnie ,jedna po drugiej ze to nie moja wina.Ze nie mam się czuć winna bo zrobiłam wszystko co powinna zrobić kobieta w mojej sytuacji.I że możliwe że za dwa miesiące spotkamy się znowu i będę w szczęśliwej ciąży.
Nie mogłam uwierzyć w to co mówiły.Powtarzałam w kółko ,że mam 40 lat i że to była moja ostatnia szansa. A one że zaszłam teraz w ciąże i moge zajść jeszcze raz a moze dwa.Dwie z nich urodziły dzieci po 35roku życia.

Zostałam przewieziona na ginekologie. Tutaj usg,badania krwi i mam czekać bo muszą zrobić wszystkie zabiegi planowane i póżniej zrobią mi łyżeczkowanie.Pada propozycja ,ponieważ wyczysciło sie prawie wszystko,pomogą mi oksytocyną i jutro rano pójde do domu.
Zgodziłam się ,twierdzili że to lepiej bo to bardziej naturalna metoda itp. Całą noc skórcze i ból który nie przechodził po przeciwbólowych.Nie wspomne o pani położnej i jej asystentce.Żenada. Nie chce mi się nawet tego opisywać.

Nie wiedziałam że mam tyle łez.Bolało mnie wszystko.Gardło,głowa,brzuch od płaczu i skórczy.
I ten ogromny żal.Tak bardzo chciałam przytulić moje dziecko.Tak bardzo sie o nie bałam.Gdzie teraz jest,co się z nim dzieje.
Czy gdzieś teraz jest czy zniknęło wraz z biciem serca.
Poprosiłam dziadka żeby sie zaopiekował moim dzieckiem ,żeby nie było samo.I wtedy sie troche uspokoiłam.

Nie robiłam badań bo mój lekarz twierdził że tak się często dzieje i po pierwszej ciązy następna bedzie ok.
Płakałam jeszcze miesiąc codziennie.
Wyzywałam Boga że jest okrutny , pytałam czy sie dobrze bawi widzc mnie w takim stanie?

Po dwóch miesiącach przed wyjazdem w góry zrobiłam test bo spożniała mi sie miesiczka.Pozytywny!!!
Ale....nie było radości,tylko strach,strach,strach....
Milion razyw ciągu dnia sprawdzałam wkładke.Czułam ogromny niepokój , nie mogłam się uspokoic.
Po tygodniu pojawiły się plamienia.Tym razem progesteron,odpoczynek.
Niestety w 6 tygodniu nie było widać zarodka.
Po tygodniu znowu krwawienie ,ale nie było jeszcze bicia serca.
Kolejny tydzien ósmy- poroniłam w domu.Byłam sama.Spokojna,zamrożona.
Spełnił się mój najgorszy sen. Ubikacja.

29.01 drugie poronienie dzien imienin mojego dziadka.Tym dzieckiem tez sie zaopiekuje......?

Nie płaczę tak często jak za pierwszym razem.Czuje smutek i żal który się pogłębia z dnia na dzien.
Jest mi tak żle bo nie zakochałam się w tym dziecku jak w pierwszym,co ze mnie za matka???

Moja najbliższa przyjaciółka nie odpowiedziała przez dwa dni na mojego smsa,odrzucala rozmowy i po dwoch dniach napisala ze miala ciężki dzien i że jest jej przykro że tak sie skonczyło.A pozniej opisała mi jak dobrze rozwija się jej 1.5 roczna córka i że wszyscy są nią oczarowani.O niczym innym nie marzyłam jeden dzien po poronieniu jak o relacji wlaśnie w tym momencie o rozwoju małego dziecka...

Zjednej strony czuje że moje serce robi sie z kamienia,czuje chłód,i głęboki smutek. A z drugiej strony mimo mojego wieku,gdzies w srodku głęboko tli sie nadzieja.
Tym razem nie obwiniam Boga.Nie wyzywam go.Mam w sobie wiecej pokory.
Odpowiedz
#9
Annina wyrazy współczucia. Serce się kraje,że nasze grono z każdym dniem się powiększa. Piszesz o pokorze to ważne,bo z nią łatwiej przyjąc stratę i przeżyc żałobę.Niemniej jednak wszystkie inne emocje typu ból,żal,pretensje do Boga,smutek,obwinianie są naturalne.Każda z nas takie miała.Tobie jest ciężej,bo dzwigasz podwójną starę w tak krótkim czasie.Koszmar ubikacji jest mi znany.Staje się tak ,bo nie mamy innej możliwości,nie mamy wyboru,nie możemy nic zrobic.Twoje dzieci są w sercu i pamięci.Nie wyrzucaj sobie,nie oceniaj.Daj sobie czas.
Odpowiedz
#10
Annina bardzo mi przykro, ze musiałaś przejść przez to wszystko.
Daj sobie czas na żałobę...
Dla Twoich Maluszków [*]
Odpowiedz
#11
Około tygodnia po pierwszym poronieniu poczułam takie ogromne pragnienie żeby zacząć próbować jak najszybciej.
Tak chciałam uleczyć moje zranione ,puste serce ale byłam jescze na etapie rozpaczy.I ta druga ciąża od początku z problemami uświadomiła mi że nie byłam gotowa.
Czuje że nałożyła się jedna tragedia na drugą a ja nie potrafię tego unieść,udzwignąć.
Mój wewnętrzny głos mówi mi : powoli małymi kroczkami.
Jeżeli jest mi dane być mamą to nią będę.
A jeżeli nie...
Odpowiedz
#12
Dziękuje Wam bardzo za tyle słów wsparcia i otuchy.Nie znam Was.A tyle już dla mnie zrobiłyście.Dziękuje
Odpowiedz
#13
Annino, nie mów sobie takich okrutnych słów \"Co ze mnie za matka\". Kochasz obydwoje swoich dzieci, tylko paniczny strach sparaliżował tę drugą miłość, nie byłaś w stanie pozwolić sobie na radość i zakochanie. To zrozumiałe. Jesteś wspaniałą, kochającą mamą!
Odpowiedz
#14
Dziękuje agn68 . Mam takie wyrzuty sumienia że byłam taka zimna że nie czułam takiej miłości jak we wrześniu.
Od wczoraj płacze i coś emocjonalnie do mnie dociera,taka bomba z opóznionym zapłonem.
Odpowiedz
#15
Bądź dla siebie teraz dobra, daj sobie czas, a potem przyjdą lepsze momenty i może za jakiś czas serce Twoje będzie znowu do połowy pełne.
Niestety puste do połowy już zawsze pozostanie.

Poczytaj też za jakiś czas na wątkach o badaniach. Warto przynajmniej się z tym zapoznać. Skoro pracujesz w szpitalu, to będziesz miała trochę ułatwione zadanie. Przytulam.
Odpowiedz
#16
Przykro mi że do nas dołączyłaś. Płaczę razem z Tobą . Tu znajdziesz zrozumienie ,co być morze choć troszkę ulży.
Odpowiedz
#17
Juz po pierwszym poronieniu czytałam o badaniach. Niestety to że pracuje w szpitalu nic nie zmienia.Mieszkam we Włoszech i tutaj musi być skierowanie od ginekologa ktore zanosi się do lekarza rodzinnego i on wystawia to właściwe z którym mogę zrobić badania. Mój ginekolog nie chciał mi nic wypisać bo twierdzi ze dwa poronienia są jeszcze w normie. A ja chce zrobić badania .Zapisałam sie do innego gine ktory pracuje w centrum zajmującym sie\" częstymi poronieniami\".
Badania darmowe i wizyty w tym centrum przysługują po 3 poronieniu.
Ale pomyślałam że jak dostanę się na wizyte prywatną do jednego ze specjalistow z tego centrum to będę bliżej tych wszystkich badań i może otrzymam odpowiedz na moje pytania.
Nie chcę próbować trzeci raz bez żadnej kontroli i ryzykować trzecie poronienie.
Odpowiedz
#18
kinia 56 czuję to zrozumienie od pierwszej odpowiedzi na mój post.Chociaż dzisiaj nie czuje się sama.
Odpowiedz
#19
annina, strasznie mi przykro z powodu Twoich strat.
Bardzo dobra jest ta metoda małych kroczków, trzeba mieć nadzieję, że wszystko powolutku się ułoży.
Teraz daj sobie czas na żałobę, zatroszcz się o siebie, a jak poczujesz, że jesteś gotowa, to dąż uparcie do celu.

Dla Twoich Maluszków [\'] [\']
Odpowiedz
#20
Wczoraj wieczorem mój K zaprosił mnie na koncert.Muzyka na żywo zawsze była i jest dla mnie chwilą relaksu , rozluznienia ,oderwania od rzeczywistości.
I tak było tym razem. Muzyka która dotyka i rozwesela moje smutne serce,choć na chwilke. Widziałam jak szczęśliwy był mój mężczyzna . On robi wszystko żebym choć na chwile się roześmiała. Po pierwszym poronieniu byłam zła na niego.Krzyczałam że nic nie rozumie,że nie uronił jednej łezki,że dziwi się że mijają dni i tygodnie a ja jeszcze płacze itp.
Po przeczytaniu tego forum zrozumialam ze mężczyzni często tak reagują.Nie do konca rozumieją nasze łzy.Często nastawieni są na działanie. Kobieta płacze to on musi coś zrobić żeby pomóc,działać.
Teraz bardzo doceniam to jego działanie i staram się skorzystać z tych propozycji kino,koncert,góry itp bo wiem że to jest jego sposób żeby mi pomóc. On nie potrafi płakać ze mną i przechodzić żałobę tak jak ja. Jest na innym etapie i jak to mówi cierpi bardziej niż mi sie wydaje.
Odpowiedz
#21
Boże jak pusto we mnie i naokoło mnie. To tak boli ze zostałam sama z moim bólem.Telefon milczy.Nikogo nie obchodze.
Po poronieniu usłyszałam od dwoch osób : zadzwon jak się uspokoisz.Jedną z tych osób był mój ojciec.
Nie,zadzwon kiedy potrzebujesz wsparcia czy pomocy ,tylko wtedy kiedy będzie już dobrze.
Tylko po co wtedy.Kiedy uporam się z pierwszym bólem poradze sobie dalej.
Może oczekuje zbyt wiele.Każdy ma swoje życie ,swoje problemy.
Ja zawsze byłam ta silna.Ale teraz nie jestem.Nie potrafie.
Czy to możliwe że przez tydzien nikt się nie zastanowił jak czuje sie przyjacióla,siostra,córka po drugim poronieniu.
Zawsze w chwili ciężkich doświadczen w moim życiu próbowałam nadać sens,zrozumieć. Dwoch strat moich dzieci nie ogarniam.
Po pierwszym poronieniu bałam sie nadchodzących dni,tygodni. Wędrowałam w myślach do przodu,myślałam że za 3-4 miesiące bede już na innym etapie,nie bedzie tak bolało.Powoli sie poskładam.Nawet przez myśl mi nie przeszło ze stracę drugie dziecko i że tym razem zostanę z tym sama.
Byłam tak zuchwała i żyłam w przekonaniu że jeżeli zajdę w drugą ciąże to bedzie wszystko ok.Jak bardzo się myliłam.
Dzisiaj nie spałam w nocy.Modliłam sie chaotycznie.Za moje dzieci i za siebie samą.Chyba pierwszy raz w życiu jest mi siebie żal
Odpowiedz
#22
Droga Annina to nie prawda że nikogo nie obchodzisz, mnie obchodzisz . Wiem co czujesz , jak z resztą każda z nas na tym forum. To przykre, że rodzina Cię nie wspiera właśnie wtedy kiedy tak bardzo ich potrzebujesz. Czasami jak przyznały mi moje przyjaciółki milczały, bo co powiedzieć zrozpaczonej matce. Wiem żadne słowa nie ukoją bólu. Przytulam Cię w twoim bólu. Napisz jak bym mogła zrobić coś więcej. Tak bardzo chcę Ci pomóc. Dla Twoich aniołków (*) (*)
Odpowiedz
#23
annino, teraz nie musisz być silna, teraz masz czas na żałobę i czas dla siebie.
Niestety czasem tak bywa, że zawodzą najbliżsi. Niekiedy wolałybyśmy żeby nic nie mówili, a czasem im po prostu brak słów.
I jak już nie raz czytałam tu, kolejne dziecko nie zastąpi tego utraconego. Daj sobie czas a może wszystko powolutku jakoś się ułoży.
Odpowiedz
#24
Dziekuje Kinia.
To że jesteś i mnie rozumiesz to bardzo dużo a może nawet za dużo.
Ja również przytulam Cie mocno.
Od rana palę świeczke w małej latarence dla wszystkich dzieci nienarodzonych, nieprzytulonych,niezobaczonych.. upragnionych.
Odpowiedz
#25
mgj próbuje ,mam wzloty i upadki.Wzloty są chwilowe a te upadki...to są na prawdę upadki.Pisanie tutaj bardzo mi pomaga bo czuję że wszystkoze mnie wychodzi.To jak rozmowa z ukochaną przyjaciółką ...
Dziekuje Ci.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości