8tc+ horror i mój Anioł
#1
Dwa dni...bez ludzika mojego kochanego...płaczemy z mężem leżąc razem w cichym domu...ja co jakiś czas po trochu opowiadam mu o horrorze ze szpitala, o lekarzu - potworze, o najgorszej nocy w moim życiu...on wtedy siedział w aucie pod szpitalem potem w domu z telefonem - boże, kontakt z nim pozwolił mi to przeżyć...jeszcze przed wyjazdem do szpitala siedziałam oniemiała w łazience z moim dzieciątkiem na ręce...wszystko tak szybko, bezboleśnie, myślałam,że będę się zwijać z bólu, skurcze...a tu nic, krwawienie i tak szybko się stało...Po 22.00 w szpitalu, nie bardzo pamiętam ogólnie co się działo, za to niektóre szczegóły niezwykle wyraźnie...tego nie-człowieka lekarza, który krzyczał na mnie nie wiem o co, był chamski, a badał mnie z takim impetem, że aż ciemno przed oczami mi się robiło...na USG mówił \"no, nic tam już nie ma, resztki jakieś...\" Mąż pojechał do domu po rzeczy dla mnie, bo w ogóle o tym nie pomyśleliśmy...a mnie w szpitalnej koszuli posadzono na korytarzu na zimnej ławce i prawie godzinę nikt się mną nie interesował...wreszcie jakaś pielęgniarka przyszła \"a co tu siedzi jak sierota?\" i wprowadziła mnie do sali...miałam czekać ok.2h na zabieg. Mężuś przyjechał, ja sparaliżowana strachem on nie mniej, ale taki dzielny, załatwiał wszystko, jakoś lepiej mi się oddychało już jak był blisko...Ale wyrzucili go. Bo późno, bo zabieg...to czekał pod szpitalem...zabieg - jak za mgłą pamiętam pomieszcenie, koszmarne, obdrapane, jakąś deskę wpychali pod siedzenie fotela, żeby mi rękę położyć z welflonem do znieczulenia...myslałam, że to film jakiś, szybko się skończył, znowu sala, noc, bez snu, inne kobiety na sali więc godzinami ciche rozpaczliwe smsy z mężusiem...i płacz, płacz, myślałam, że nie przestanę...do teraz nie przestałam...rano już był u mnie, mogłam wyjść, jeszce przed wyjściem...nie, nie mam już siły pisać o tym, jacy ludzie pracują w szpitalu, jak mnie potraktowali, jak do mnie mówili...ale jedna pielęgniarka była miła, w nocy przyszła zapytać czy boli...jak tak leżałam patrząc w nocne niebo chciałam poukładać sobie myśli, ułożyć plan co teraz, ale....do dziś nie udało mi się tego zrobić...nikt mi nic nie powiedział, co przyszło mi do głowy to zapytałam, a tak nic, dopiero w domu miliony pytań, wątpliwości...ach - mam telefon do szpitala w razie czego! - dzwonimy, raz, drugi - nic, nikt nie raczy odebrać, na drugi dzień też...sami zostaliśmy z tym, sami sobie poradzimy...Poradzimy?
Mam najlepszego męża na świecie, teraz wiem to z całych sił, czuję to każdą komórką ciała...tylko jak się do niego przytulę mogę zasnąć...i nic mi się nie śni. Nic. Tu też martwa pustka...
On też płacze...ja wtedy jestem przerażona, nie wiem co robić...
W nocy pisał do mnie list. Jak ja patrzyłam w niebo nad szpitalem. Dał mi go. I znalazłam w nim miłość całego świata. I ta miłość należy do mnie. Więc jak mam tego nie przetrwać?
Odpowiedz
#2
Pashmina tak bardzo mi przykro że i Ciebie to spotkało że musiałaś przechodzic ten koszmar w szpitalu tak mi przykro.Nie napisze że wiem co czujesz bo tak naprawde nie wiem każdy czuje inaczej, może podobnie ale jednak inaczej. Kochana ja też przezyłam koszmarną noc w szpitalu jak odchodził Michałek i nie potrafiłam zrozumieć pielęgniarki która krzyczała, nie potrafiłam i czasami dziś też sie zastanawiam dlaczego tak postąpiła. Daj sobie czas na żałobe smutek żal i płacz, jesteśmy tu, jesteśmy też dla Ciebie. Dobrze że masz wsparcie w swoim mężu to bardzo ważne mieć obok siebie kogoś kto rozumie Twój ból.
Przytulam Cię bardzo mocniutko dziś.
[*] dla Twojego Aniołka
Odpowiedz
#3
Pashmino, przykro mi bardzo, aż mnie serce boli, gdy czytam takie rzeczy. Ja miałam więcej szczęścia, bo choć szpital, w którym robiono mi zabieg, był obleśny, to lekarze a zwłaszcza pielęgniarki, okazali się być mili. Tylko pani w izbie przyjęć była nienormalna, ale mój mąż na nią nawrzeszczał i trochę spokorniała.
Dziękuj Bogu, że masz przy sobie kochającego człowieka- to bardzo bardzo ważne.
A jeśli chodzi o to, co robić dalej- na szpital raczej nie masz co liczyć. Powinnaś znaleźć jakiegoś sensownego lekarza. Nie wiem skąd jesteś, jeśli z Łodzi, to mogę Ci polecić najlepszego ginusia na świecie.
Jak tylko będziesz czuła taką potrzebę- to pisz. Jesteśmy tu po to, by Cię wysłuchać i, w miarę możliwości, pomóc.
A póki co- przytulam Cię mocno i zapalam świeczkę....(\')
Odpowiedz
#4
Pashmino....tak bardzo mi przykro z powodu smierci Twojego Aniołka...tak bardzo mi przykro...
co do szpitala i tego jak Ciebie i meza potraktowali to brak mi słów...rzeźnicy...
wiem ze zadne słowa nie ukoją Twojego bólu teraz ale wiem ze masz przy sobie wspaniałego meza i wierze ze razem dacie rade przetrwac te trudne chwile...zycze Wam duzo siły, miłosci i wiary w lepsze jutro, myslami bede blisko...
Odpowiedz
#5
Pashmino, jesteś bardzo Mądrą Kobietą, sama tak wiele rozumiesz...Ból jest straszny, wspomnienia straszne, ale jesteście razem...to teraz Wasza siła...Płaczcie...myślę o Was...nie jesteście sami...
Dla Waszego Aniołka{i}
Odpowiedz
#6
Pashmino,
brak mi nawet slow ktorymi moglabym wyrazic moje ogromne wspolczucie i zal z powodu tego co przezylas... nie jestes jedyna ktora wspomina pobyt w szpitalu jako koszmar- i to niestety nie jest wcale pocieszajace. chcialbym z calego serca zapewnic cie o mojej pamieci i modlitwie, za ciebie i twojego wspanialego meza.
radzilabym ci calkowicie odciac sie od szpitala i lekarzy w nim pracujacych. skoro nie potraktowali cie godnie podczas najtrudniejszych chwil, to nie masz co liczyc na ich pomoc teraz, kiedy szukasz przyczyn poronienia i dalszych wskazowek. niewiem skad jestes ale w swoijej miejscowosci napewno znajdziesz ludzkiego lekarza, ktory przeprowadzi cie przez twoje trudne doswiadczenia dajac swiatelko nadziei. na naszej stronie znajdziesz rowniez mnostwo wskazowek o poronieniu od strony medycznej, o zalobie a przede wszystkim ogromne wsparcie nas wszystkich piszacych na tym forum.
pisz do nas, jestesmy calym sercem z toba
Odpowiedz
#7
Pashmino,
przykro mi z powodu śmierci Twojego dziecka. Wiem, że minie dużo czasu zanim zaczną wysychać łzy, zanim wspomnienie o nim stanie się mniej bolesne.... Zapalam światełko dla Twojego Aniołka (*)

Przykre jest również to zachowanie personelu medycznego , które opiujesz... Brakuje słów i nadziei, że kiedyś może się to zmienić, bo jak mieć nadzieję czytając coraz to nowsze podobne historie z taką samą \"opieką medyczną\" ... ?
Szkoda, że w takiej chwili musiałaś doświadczyć takiej \"pomocy\" ze strony służby zdrowia.... ehh

Ściskam Cię kochana najmocniej jak potrafię. Życzę Ci dużo siły, której teraz tak potrzebujesz. Trzymaj się kochana i pisz do nas....
Odpowiedz
#8
Witaj kochana w tym szczegolnym miejscu.w miejscu stykania sie ogromnego bolu,lez,pytan i...wiary,nadzieji i milosci!witam Cie najcieplej jak potrafie choc dzis jestes przepleniona zalem do swiata i nikt nie wydaje sie wystarczajacy!ja swojego synka stracilam 8 lipca.odszedl tak cicho jak twoje dzieciatko.w lazience,w ciemna noc...trzymalam na rekach swojego syna!!byl malenki...mial 10 tygodni i nie powinien juz mnie opuszczac.ale zrobil to a ja do dzis nie wiem....DLACZEGO????kiedy byl we mnie obiecalam Mu ze jak tylko wyjdzie pokaze Mu tyle wspanialosci,ze bede plakac ze szczescia i mocno Go utule.zawiodlam!!stalam sie Jego grobem i zmiast smiechu slyszal moje rozpaczliwe wycie.pozniej zimny fotel i resztki...jak piszesz!!wyrzucic??-zapytal mnie lekarz!Boze kochana jestem z Toba myslami.wiedz ze kazda z nas rozumie Cie lepiej niz teraz moze Ci sie wydaje!!tak bardzo za Nim tesknie,tak Go kocham....wciaz nie moge Go pozegnac!!droga Pashmino pisz na forum i rozmawiaj z dziewczynami.one jak elfy nadzieji osuszaja lzy.one pomoga Ci wyjsc do ludzi i wszystkim odpowiedziec....nie do cholery,nie jestem juz w ciazy!!!tu sa nasze numery gg,maile i telefony.pisz kochana.jestem tu po to by dzielic z Toba ten koszmar!!
Odpowiedz
#9
Bardzo mi przykro! Przytulam cię z całych sił!!!! I cieszę się , że znalazłaś oparcie w mężu! Znam to z autopsji - gdyby nie mój mąż - nie przetrwałabym ani chwili!!! To cudowne, że są na świecie tacy mężczyźni...
Zachowania personelu nie skomentuję, bo nie można tu używać niecenzuralnych słów...Szkoda tylko, że dalej zdarzaja się tacy lekarze, położne, itd.

dla twojego aniołeczka!!! (*)(*)(*)
Odpowiedz
#10
Tak bardzo, bardzo mi przykro, Kochana...
Dla Twojego Aniołeczka [***]
Odpowiedz
#11
Kochane elfy...dziękuję za to ciepło, serce, za przytulenie mojej duszy...tak wiele z Was pochowało swoje dzieciątka, ale część z Was ma przecież też przy sobie swoje maleństwa!- właśnie TO gdzieś tam z głębi wyciąga na siłę moją nadzieję, że my też kiedyś utulimy w ramionach nasz Dar Od Losu...Wiecie, jestem psychologiem, niby powinnam lepiej niż inni wiedzieć, jak sobie z tym radzić...ale nie przeskoczę czasu, nie skrócę żałoby, nie wymażę tych przejść z myśli i snów...Los, Bóg, Przeznaczenie, Siła Wyższa, Natura - w cokolwiek wierzycie - to COŚ doświadczyło nas w jakiś celu...ja sobie pomyślałam, że może po to, żeby umieć potem komuś pomóc w takiej sytuacji, bo bez takiego przeżycia trudno zrozumieć TAKI ból serca, trudno usłyszeć czyjeś łkanie duszy, trudno pozbierać czyjeś rozsypane w drobiazgi serce...
Jeszcze nie wychodzę na ulicę. Jeszcze nie rozmawiam ze znajomymi. Jeszcze nie robię planów na jutro. Mój mąż poszedł już dziś do pracy...widziałam, jak się męczył, żeby wyjść...
Jestem z Gdyni, mordownia o której pisałam to szpital w Redłowie....

Kochane dziewczyny, przytulam do serca Was, pamięć o Waszych Aniołkach i Wasze Szkraby, które trzymacie w ramionach
Odpowiedz
#12
...po nieprzespanej nocy w szpitalu rano nie dostałam nawet nic ciepłego do picia, bo...nie miałam swojego kubka...
Ciekawe jak Los doświadzcza takich ludzi?
Odpowiedz
#13
Pashmino, tak bardzo mi przykro.......(*) dla Ludzika
Odpowiedz
#14
Współczuję Ci z całego serca. Tragedii straty Maluszka i tego jak nieludzko potrktowali Cibie inni ludzie.

Dla Dzidzi (*).
Odpowiedz
#15
Pashmina ja jeż jestem z Gdyni i tak samo jak Ty mam doświadczenie ze szpitalem w Redłowie. Wiem dokładnie co czułaś. Jest to straszne miejsce. Na jednym oddziale a nawet w jednej sali leżą kobiety które poroniły i te które oczekują maleństwa. Lekarze są chamscy.
Bardzo mi przykro, że trafiłaś akurat tam. Przytulam Cię bardzo mocno.
(*) dla maluszka
Odpowiedz
#16
Pashmino... bardzo mi przykro... Przytulam Cie z całych swoich sił...

Dla Twojego Okruszka... [\'][\'][\'][\'][\'][\'][\']
Odpowiedz
#17
Hej, Zielonamysz, Słonko, trzykrotnie umierałaś ze swoimi Maleństwami...bardzo mi przykro...serce się ściska, zamiera za każdym razem jak patrzę na Wasze dopiski...dla Maleństw ode mnie (*)(*)(*)...Powiedz, jest w Trójmieście jakieś miejsce, gdzie potraktują nas jak ludzi?
Odpowiedz
#18
DO WAS WSZYSTKICH, KTÓRE ZECHCIAŁYŚCIE ZAPALIĆ ŚWIECZKĘ DLA OKRUSZKA, KTÓRE PRZESŁAŁYŚCIE MI CIEPŁO - PRZESYŁAM WAM CAŁĄ DOBRĄ ENERGIĘ JAKĄ MAM W SOBIE, NAWET TĄ LEDWO TLĄCĄ SIĘ NADZIEJĘ - ONA PRZECHODZĄC OD JEDNEJ DO DRUGIEJ Z NAS ROŚNIE W SIŁĘ I NIE POZWALA POGRĄŻAĆ SIĘ W ZŁYCH CIEMNOŚCIACH NIEWIARY I ROZPACZY
DLA WASZYCH CÓRECZEK I SYNKÓW SŁODKICH, KTÓRZY UŚMIECHAJĄ SIĘ Z GÓRY I KOCHAJĄ WAS ZE WSZYSTKICH MALEŃKICH SIŁEK (*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)
Odpowiedz
#19
Kochana Pashmina. Po miesiącach poszukiwać znalazłam lekarza w Rumi, który zainteresował się moimi poronieniami. Babka jest naprawdę super. Po wielu badaniach i braniu wielu leków zaszłam w ciążę. Jestem obecnie w 10 tygodniu. Narazie jest dobrze ale jesli ja nie bede wierzyć to kto? Byłam we wszystkich szpitalach w Trójmieście i najlepsze są dwa: w Wejherowie i prywatny w Gdańsku SweesMed czy jakoś tak. Chociaż tak sobie myślę, że wszystko zależy od ludzi, którzy tam pracują. Trzymaj się kochana. Płacz i krzycz dowoli- masz do tego prawo.
Całuję gorąco
Odpowiedz
#20
Pashmino bardzo mi przykro kochana ... jestem z Tobą i przytulam cieplutko.
Dla Twojego Ludzika Aniołeczka [*]
Odpowiedz
#21
Pashmino, przytulam... Bądź dzielna... Dla Twojego Maluszka [*] [*] [*]
Odpowiedz
#22
ZIELONAMYSZ, dzięki bardzo, przyznam, że myślałam o Wejherowie, chyba jeszcze mnie w tym utwierdziłaś...A w Rumii co to za lekarka i gdzie przyjmuje? W sumie moja jest ok, nie mogę mieszać jej z tymi potworami z Redłowa, no i nikt pewnie nie będzie mnie już tak znał jak ona, ale może lepiej byłoby zmienić? Już sama nie wiem. Jej ufam, przejmuje się mną, ale też nie znam nikogo, kogo prowadziła przez ciążę...Mam mieszane uczucia...
Czekam na wyniki histo. Za 3 tygodnie będą. Co dalej? Może leczenie, może po prostu czekanie?
Odpowiedz
#23
Pashminko babka się nazywa Ostrowska i jest ginekologiem-endokrynologiem. Babka słynie z tego, że wyciąga kobiety na prostą i rodzą one zdrowe dzieciątka. Słynie również z tego, że oddzwania i odpisuje na twoje smsy, dzwoni i się pyta jak się czujesz, często odbiera wyniki za pacjentki, można do niej dzwonić o każdej porze dnia i nocy. Ja chodziłm kiedyś do lekarz w Wejherowie, był podobno dobry i pacjentki były zadowolone ale potem okazało się, że jest on dobrym lekarzem gdy ciąża przebiega prawidłowo bo gdy zaczynają się schody nie można na nim polegać. Ja szukałam lekarza, który ma dobrą opinię właśnie w wyciąganiu kobiet z różnych kłopotów. Ja po trzecim poronieniu sama wpadłam na pomysł aby zrobić sobie badania na prolaktyne i na tarczyce. Strzał okazał się celny. Po kilku badaniach zleconych przez moją ginkę mam jeszcze najprawdopodobniej zespól antyfosfolipidowy i dlatego codziennie biorę zastrzyki. Wynik histo najczęściej nie podaje przyczynę poronienia. Może np. u Ciebie maluszek miał jakąś wadę i organizm sam się oczyścił. Bardzo często kolejna ciąża jest zdrowa.
Chciałabym dać Ci jakąś gotową receptę na cierpienie i na to co można zrobić aby kolejna próba zakończyła się sukcesem ale jestem bezradna.
Wiem natomiast (z autopsii) że wsparcie męża jest bezcenne. Ja gdyby nie mój kochany mąż nie poradziłabym sobie z tym cierpieniem. Jedno jest pewne: czas leczy rany ale nie pamięć. Człowiek do końca życia będzie miał drzazgi w sercu. Przede wszystkim musisz mieć nadzieję. NADZIEJA CZASAMI CZYNI CUDA. Ale się rozpisałam :mrgreen:
Przytulam Cię bardzo mocno
Odpowiedz
#24
Pashmino bardzo mi przykro że ty straciłaś swoje dziecko przytulam Cię mocno do serca
Dla Aniołeczka (*)
Odpowiedz
#25
Zielona Myszko, dziękuję za informację, pewnie ta lekarka prywatnie przyjmuje?
Jak to dobrze, że jest takie forum, jak to dobrze...Jeśli jeszcze dwa dni temu byłam kompletnie rozbita, a dziś światełko nadziei z godziny na godzinę świeci coraz jaśniej...
A mój mąż w poniedziałek zabiera mnie...do Grecji. Nie wiem, jak takie \"wakacje\" będą wyglądać, ale może to i dobry pomysł? On też to bardzo przeżywa, ale staje na głowie, żeby mi było łatwiej...
Kochana, życzę Ci siły i szczęścia, mam nadzieję, że teraz jak znasz przyczynę trudności leczenie przyniesie skutek. Kiedy będziecie mogli się starać o maleństwo?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości