życie ludzkie zaczyna się od poczęcia
#1
ja wierze w to całym sercem
Odpowiedz
#2
mamokasiu,
ja również w to wierzę całym serduchem, uważam, że dziecko istnieje, żyje już od chwili zapłodnienia, nawet gdy jego rozwój dramatycznie przerywa się na formie podzielonej kilka razy komórki...ale to przecież jest już dziecko
Czytałam Twoje posty o Marysi. Strasznie mi przykro, że odeszła. Jestem teraz w podobnej sytuacji, bo mojego maluszka jeszcze nie widać na usg(miałam robione w 5,5tyg OM) domyślasz się pewnie co podejrzewają lekarze...kolejne usg, mam mieć za tydzień, boję się, ale jestem przygotowana, wiesz na co...
Wierzę jednak mimo wszystko, że to dziecko a nie pęcherzyk czy ...
Nawet gdy wszyscy będą mi wmawiali, już drugi raz że to nie nie było dziecko, to i tak będę twarda, choć to strasznie strasznie trudne.
Pozdrawiam cię gorąco
Odpowiedz
#3
dziękuje, Maja i modle się by Twoje dziecko było zdrowe
Odpowiedz
#4
Witajcie dolancza sie do was rowniez uwazam ze diecko jest w nas od poczecia.Maju tzrymam kciuki za ciebie i twoje malenstwo.Pozdrawaim i duzo sil i ufnosci zycze.
Odpowiedz
#5
ja tez tak uważam.Maju trzymam kciuki za ciebie.widzisz u mnie tez w tym czasie co u ciebie nie bylo widac zarodka jednak dwa tygodnie pozniej byl piekny zarodeczek i bijące serducho takze glowa do gory....
Odpowiedz
#6
Człowiek to istota duchowo-cielesna. Ani ciało ani dusza oddzielnie nie są człowiekiem. Zatem człowiek powstaje wtedy, kiedy zaczyna się jego życie, czyli od początku.
Wolę podejście judaistyczne od greckiego dualizmu dusza - ciało.
Dusza rozumiana jest tam jako tchnienie życia, ściśle związane z ciałem.
o.Marcin
Odpowiedz
#7
Ojcze Marcinie, to nie jest takie łatwe. Nie wiem czy czytałeś moją historie (forum ogólne Franuś i Karolek/Marysia a zwłaszcza Puste jajo płodowe). Wiem, że teologowie zastanawiali się od dawna (Ojcowie Kościołą) w którym momencie Bóg tchnie dusze i niektórzy byli zdania że od razu, niektórzy żę kilka tyodni po poczęciu. Doszli do wniosku (za Tertulianem), że to co człowiekiem się staje -człowiekim jest.
Problem aktualnie dotyczy więc ciała. Co jest ciałem człowieka? Bóg daje rózne ciała. Są różne anomalie, tj. fetus in fetu (płód w płodzie), puste jajo płodowe, bezmózgowie, itp. gdzie zoszło do zapłodnienia a potem coś się stało; rodzą się też dzieci-\"potworki\" z zdeformowanymi mocno ciałami, rodzą się dzieci-roślinki, gdzie mają uszkodzony mocno mózg, tak że nie mają samoświadomości (choć z teo co się doczytałąm to większość naukowców uważa że dziecko przy zapłodnieniu, poczęciu jej nie ma, a kształtuje sięona później).
Według mnie, skoro Kościól mówi, że człowiek jest od poczęcia jako byt duchowo-cielesny, to jest człowiekim od początku, a czasami tylko NA początku.
Odpowiedz
#8
mamokasiu, nie rozmiem tego co napisałaś powyżej. Znaczy, że człowiek ze zdeformowanym ciałem przestaje byc człowiekiem? Albo po śmierci, kiedy jego ciało rozkłda się albo zostaje skremowane to już przestaje być człowiekiem?

Dla mnie dany organizm należy do danego gatunku gdy posiada zestaw genów charakterystyczny dla tego gatunku. W przypadku ssaków zestaw ten powstaje w wyniku połączenia komórki jajowej z plemnikiem. I dla mnie to jest człowiek, bez względu na to co sie dalej z tymi komórkami stanie, czy zostaną wydalone z organnizmu, czy zaimplantowane w macicy, czy sie wchłoną, obumrą, nabędą wad rozwojowych etc. I zupełnie nie ma znaczenia czy dany organizm jest świadomy czy nie.

I ciekawi mnie niezmiernie skąd ci wszyscy naukowcy wiedzą, w którym momencie człowiek na duszę i świadomość, bo chyba empirycznymi badaniami nie da się tego stwierdzić. Przypomina mi się, że w pierwszych eksperymentach na niemowlętach, takich sprzed kilkudziesięciu lat, stwierdzono, że dzieci zaczynają myśleć tak około 6 miesiąca życia (!), bo zapomniano badanym zapewnić poczucie bezpieczeństwa podczas badań i dzieci tylko ryczały i ryczały, z czego wysnuto wniosek: nie myślą.

Tak więc podsumowując, zgadzam się z Tertulianem, że to co człowiekiem sie staje nim jest, ale nie mogę spokojnie przejśc nad stwierdzeniem, że to co człowiekiem jest, w określonych sytuacjach, jest tylko na początku.
Pozdrawiam
Odpowiedz
#9
Ja się wiele razy nad tym zastanawiałam, bo mnie wciąż dręczy mój przypadek: dziecka pozbawionego kompletnie główki.... dziecka, które się w ogóle nie ruszało i nic kompletnie nie mogło czuć, nie myślało i nie miało żadnej świadomości (i mam nadzieję, że nie macie co do tego żadnych wątpliwości). Moja Tamarka nie miała bezczaszkowia (tylko braku czaszki), ani bezmózgowia (braku mózgu przy obecności czaszki). Cierpiała na kompletne bezgłowie... Pamiętam, jak mi lekarz specjalista od USG powiedział, że to \"medyczny ewenement\", żeby płód bez głowy nie obumarł w pierwszym okresie ciąży, bo taka wada się zdarza, ale dzieci (powiedział \"zarodki\" albo \"płody\" ) z taką wadą obumierają samoistnie i kobieta nawet nie wie, że jej dziecko nie miało wykształconej główki..
Zawsze wierzyłam i wierzę, że życie zaczyna się od poczęcia, ale nie wiem co mam myśleć o swoim przypadku. Trzeba być największym pechowcem świata :\'(
Odpowiedz
#10
Beatko, ja wierzę, że Tamarka jest w niebie razem z innymi naszymi aniołkami. Nie napiszę Ci, że \"wiem, co czujesz\", bo obraziłabym Cię po prostu - nawet nie umiem sobie wyobrazić, co czujesz.
Wierzę głeboko, że wszystkie nasze dzieci(te mikroskopijne i te większe i te całkiem duże) są u Boga, żyją tam u Niego, mają świdomość, czują i wiedzą o nas - tak sobie po prostu wierzę, może trochę naiwnie, jak dziecko, lub jak lekko stuknięta kobita, ale tak właśnie sobie wierzę.
Mój synek umarł w wieku 11 tygodni ciąży, miał dwa centymetry, wszyscy mi mówią, że na pewno nic nie czuł, bo to fizycznie nie możliwe...ale duchowo??? Ja tłumaczę wszystkim, że to kwestia wiary, uwierzenia we własne dziecko w to, że istniało i istnieje. Ja już przestałam dawno analizować jak to jest z tą świadomością, kiedy się pojawia, kiedy wstępuje w ciało dusza, jakie to ciało musi być aby wogóle ta dusza wstąpiła.... po prostu wierzę, że wszystkie nasze szkraby są teraz w niebie u Pana Boga, kiedyś się z nimi spotkamy i nie chciałabym mieć poczucie winy, że zwątpiłam w istnienie mojego dziecka. A zwątpić można bardzo łatwo, choćby przez nastawienie rodziny, presję ze strony otoczenia i taki ludzki strach \"co by nikt nie pomyślał, że zwariowałam\". Strasznie trudno jest tak wierzyć, ale myślę sobie, że warto.
p.s. raz tylko zdarzyło mi się zapytać księdza, podczas spowiedzi, jak to jest z dziećmi, które umierają podczas ciąży(byłam wtedy około 4 tygodni po poronieniu w fatalnym stanie psychicznym). Powiedziałam księdzu, że straciliśmy dziecko, że poroniłam i czuję, że tracę wiarę i nie mogę sobie poradzić z tym, proszę o jakąś radę. Ksiądz zapytał: \"Czy chciałaś tego?\"czyt. czy chciałaś stracić dziecko? Zamurowało mnie na trochę, odpowiedziałam, że nie chciałam oczywiście, bo jakże można chcieć śmierci swojego dziecka???Ksiądz odpowiedział, że muszę głęboko wierzyć i nigdy nie stracić tej wiary, że dziecko jest z Bogiem oraz, że żaden człowiek na ziemi nie odpowie na pytanie co dalej? Te wszystkie teorie to tylko przypuszczenia, rozważania, najważniejsze to po prostu szczera, niezłomna wiara. I tak sobie wierzę cały czas...
Odpowiedz
#11
Maju, odezwij się w lutówkach....
Odpowiedz
#12
Cytat:[autor cytatu=mamakasia]
Według mnie, skoro Kościól mówi, że człowiek jest od poczęcia jako byt duchowo-cielesny, to jest człowiekim od początku, a czasami NA początku.

Magisterium Kościoła twierdzi, że:
- życie ludzkie rozpoczyna się w momencie zapłodnienia, jest od poczęcia
- człowiek jest istotą cielesno-duchową tzn. że ma ciało i duszę (czyli - to już moje rozumienie - w momencie śmierci patrząc w perspektywie \"czasu\" nie jest człowiekim bo dusza rozdziela się od ciała i czeka na zmartwychwstanie ciał, ale patrząc na to \"poza czasem\" bo u Boga czasu nie ma, nie da się powiedzieć że człowiek przestaje bądź nie przestaje być człowiekim gdyż nie ma zmartwychwstania ciał; nie da się tak powiedzieć bo po śmierci nie istenieje czas w którym człowiek czeka). Jest to bardzo trudne do wytłumaczenia. Można poczytać sobie o tym w ramach teologi : eschatologia i antropologia

Jest zatem kwestią bezsporną że życie ludzkie zaczyna się od poczęcia i to głosi Kościół (oraz wielu naukowców to potwierdza mówiąc o tzw. genomie ludzkim) i dlatego głęboko wierze i jestem przekonana, że nasze Maluszki są razem szczęśliwe w niebie!!!

O wiele, wiele trudniej jest z medycyną, bioetyką jeśli chodzi o określenie śmierci człowieka nienarodzonego, bo to napewno nie będzie śmierć mózgowa (a tak jest przy stwierdzeniu śmierci u człowieka narodzonego), czy też wydobycie/wydalenie z organizmu matki. Zobaczcie, że jest wiele mam na tej stronie, które dowiedziały się że serduszko Dzieciątka nie bije idlatego lekarz stwierdził, że nie żyje, ale czyto jedyne kryterium do ststwierdzenia że dziecko nie żyje? NIE!!, ponieważ życie ludzkie zaczyna się od poczęcia, a serce zaczyna bić ok 18 dnia od zapłonienia, więc za nim jest serce jest człowiek.
W wielu sytuacjach daty poronień nie są datami rzeczywistej, fizycznej śmierci dzieci. Moim zdaniem pozostanie to tajemnicą Bożą, kiedy Bóg zabiera w niektórych przypadkach życie ziemskie, a ciało pozostaje tzn.. ciało jeszcze jest np. w organizmie mamy, a dusza już u Boga.

Beatko, właśnie dlatego ja nie mam żadnej wątpliwości, że Tamarka jest takim samym dzieckiem jak Marysia, czy inne dzieci utracone w czasie ciąży. Różnią się one ziemskim ciałem, ale w niebie otrzymają nowe ciała, przemienione!!

Nie zawsze więc wiemy, kiedy nasze dziecko umarło!

Dlatego sądze, że skoro Kościól mówi, że [b]człowiek jest od poczęcia[/b] jako byt duchowo-cielesny, to jest człowiekim od początku, a czasami tylko NA początku, czasami krótki czas, różnie ponieważ bardzo szybko może dojść do tego, że ciało (niezależnie od tego jaki ma wygląd) dziecka pozostaje, a dusza jest już u Boga.Po śmierci następuje pewnego rodzaju oddzielenie duszy od ciała, bo ciało ziemskie umiera, a dusza się połączy z ciałem zmartwychwstałym.
Może teraz wytłumaczyłam dokładniej.

Do takich wniosków doszłam, gdy rozważałam \"fetus in fetu\" czyli płód w płodzie, gdzie po poczęciu powstają dwa zarodki, jest dwoje dzieciaczków, a rodzi się jeden, zaś drugi zostaje przez bliźniaka wchłonięty.
Odpowiedz
#13
Człowiek stworzony w chwili zapłodnienia nigdy nie przestaje być człowiekiem, nawet śmierć tego nie zmienia, choć czekamy na zmartwychwstanie ciał. Bóg stał się człowiekiem i nigdy nim nie przestał być, choć trzy dni Jego ciało spoczywało w grobie. Nie da sie tego w pełni wytłumaczyć ani zrozumieć. Zresztą śmierć czyli oddzielenie duszy od ciała nie jest zamysłem Boga. To katastrofa wbrew naturze.
o.Marcin
Odpowiedz
#14
Zgadzam się z tym co Ojciec pisze. Chodzi mi jednak o sytuacje śmierci dziecka nienarodzonego, zcasem jest tak, ze dusza na skutek śmierci została oddzielona od ciała i człowiek cieszy się już wtedy radością niebios, a ciało pozostaje dalej w łonie kobiety. Najlepszym przykładem, który pozwolił mi dojść do takich wniosków jest fetus i fetu, lub przypadek mojego dziecka: \"puste jajo płodowe\".
Dziecko zatem umarło wcześniej i nie wiemy kiedy, nie da się nawet tego określić w przybliżeniu.
Odpowiedz
#15
Mamokasiu, nadal nie rozumiem jakie to ma znaczenie, chyba zawsze w momencie śmierci dusza jest oddzielona od ciała, prawda? Więc, jak sądzę, nie ma znaczenia co się z tym ciałem dzieje ani jaka jest data zgonu.
Człowiek to człowiek, i tyle.
Odpowiedz
#16
Mi w tych rozwazaniach przyszedl na mysl przyklad ludzi, ktorzy zgineli w zamachach 11.09. Po wbiciu sie samolotu w budynek, byla tam taka temperatura, ze ci z samolotu i ci z najwyzszych pieter sie \'ulotnili\', wyparowali. Brak ciala nie przekresla tutaj czlowieczenstwa. ... i w proch sie obrocisz.... czasami nawet tyle nie zostaje.
Czlowiek jest od poczecia i jest na zawsze, na wieki. Moment smierci zostanie, szczegolnie w przypadku naszych dzieci, jakas tajemnica. Kiedys zobaczymy wszystko nie tak, jak w zwierciadle.

m
Odpowiedz
#17
Cytat:[autor cytatu=BeataZ]
Zawsze wierzyłam i wierzę, że życie zaczyna się od poczęcia, ale nie wiem co mam myśleć o swoim przypadku.

Beatko kochana, a ja Ci sie do czegos przyznam... Twoja coreczka zawsze kojarzy mi sie z jednym. Imie Tamara pochodzi z jezyka hebrajskiego i oznacza palme daktylowa. Piekne drzewo, zakonczone... korona? glowa? Dla mnie Tamarka ma najpiekniejsza glowke - w tamtym swiecie. I wierze mocno, ze na jej widok bedziesz plakac ze szczescia, choc tam podobno sie nie placze.

Mieszkam teraz \'pod palmami\', no bo przy domu palma i w otoczeniu tez wiele tych drzew i zawsze, gdy widze te drzewa (a czesto, sila rzeczy) to mysle o Tobie, Yaco, Sarze i Waszej Tamarce.

A nawiazujac do innego watku, sa jeszcze inne imiona \'pasujace\': Klara, Dagmara.

Dla mnie Tamarka jest jak najprawdziwszym czlowiekiem.
Usciski,
Monika
Odpowiedz
#18
Małgosiu, właśnie jest tak jak pisze wuchowa. Wszystko jest jasne i piękne dla tych którzy wierzą (i wiedzą bo nauka to potwierdza), że życie ludzkie zaczyna się od poczecia, ale przy róznych dziwnych anomaliach człowiek zadaje sobie czasem pytanie o człowieczeństwo dziecka nienarodzonego.
Skoro tak się podkreśla że człowiek to dusza i ciało.... nie zastanawiamy sie kiedy Bóg tchnął dusze bo wierzymy że od poczęcia ale gdy ciało jest jakieś inne niż zazwyczaj, np. gdy zostanie wchłonięte (ciało ludzkiego zarodka), gdy ma dziwne kształty tj. przy fetus in fetu, albo ma jakiś brak np. główki. Ludzie wtedy wątpią a niepotrzebnie bo człowiek jest od poczecia!! To jest ciężki temat takich ciał. Fetus in fetu, myślę że umiera zanim zostaje wchłonięty przez bliźniaka, tzn. dusza idzie do nieba a z ciałem zaczynają się dziać dziwne rzeczy.

Bóg zabiera dusze naszych dzieci do nieba (w to wierze) w chwili śmierci, ale czasem nie wiadomo kiedy ta śmierć nastąpiła.
Odpowiedz
#19
Piękne jest to, co mi napisałaś, Moniko (wuchowa). Bardzo Ci dziękuję.
Jak przywrócą palmę na Rondzie de Gaul\'a, to będę na nią patrzeć i myśleć o mojej Tamarce Wink
Wierzę, że moje dziecko jest gdzieś w przestworzach, tylko tak strasznie boli, że nie mam jej tu na ziemi...
Ostatnio ktoś mnie zapytał jakie mam marzenie i pierwsza rzecz, która mi przyszła do głowy: \"Chciałabym wreszcie móc zacząć oddawać upchane po całym domu ubrania (zebrane przez ponad pięć lat) i zabawki, z których zacznie wyrastać moje drugie \"ziemskie\" dziecko...\"
Odpowiedz
#20
BeataZ, mój Franuś jeszcze jest malutki w porównianiu do twojej Sary, ale pomyślałam o tym co napisałaś o Tamrce i zabwakach, ciuszkach.... Nasze córeczki urodziłyby się w podobnym czasie: na przełomie czerwca/lipca. Pomyślałam sobie wtedy o nich razem i jakoś mi się lżej zrobiło że mają siebie w niebie do wspólnej zabawy; pomyślałąm jak Marysia z Tamarką razem szaleją pełne radościSmile
Oj dziewczyny, cieżka jest ta tęsknota za naszymi dziećmi
Odpowiedz
#21
we \"Frondzie\" sprzed kilku miesiecy jest opisana w formie opowiadania smutna historia malzenstwa ktore stracilo malenstwo w 10 tc i ktore musialo borykac sie, tak jak wiele z nas, z bezdusznoscia szpitala i ksiezy. zacytuje wam framgent ktory pasuje do problemu ktory rozwazamy w tym watku
\"Ja, matka, z której dziecka zrobiono preparaty, leki, kosmetyki, a może wsadzono je w formalinę, by stało na jakiejś półce w jakimś instytucie, lub, w najlepszym wypadku, spalono wraz z „innymi odpadkami organicznymi pochodzenia ludzkiego\", pytam - Matkę Moją - Kościół - dlaczego odmawia memu dziecku prawa do pogrzebu. Pytam obrońców życia - jak chcą przemieniać światopogląd niedowiarków i maluczkich - skoro odmawiają mi prawa do żałoby, a mojemu dziecku miejsca na cmentarzu.
Ktoś mi powie, że ząb albo ręka to też ciało, a nikt nie żąda dla nich takich ceregieli. Ale ani ręka, ani ząb nie są człowiekiem - a oto był człowiek - cały. Integralny. Z duszą i ciałem. Będący Osobą. Ten, za którego umarł Chrystus.\".
OSOBA ZA KTORA UMARL CHRYSTUS. jest nia kazdy z nas, jest nia kazde nasze dziecko- i to ktore zyje i rosnie przy nas, i to ktore odeszlo majac kilka tygodni zycia w naszym lonie, i to ktore sie poczelo a potem odeszlo prawie nie pozostawiajac po sobie sladu.
Odpowiedz
#22
ten list jest bardzo trafny!!! Niestety strasznie smutny!
Ta stona uświadomiła mi coś czego dotąd nie dostrzegałam. Zawsze uważałam że życie ludzkie jest od poczęcia niezależnie od tego czy dojdzie do poronienia (moja mama poroniła a ja odkąd o tym wiedziałam myślałam wciąż o mojej siostrze w niebie), czy do aborcji (tych dzieci mi zawsze jest zal, bo tak wiele wycierpiały) czy człowiek się narodzi. Poczęcie jest poczatkiem człowieka!!
Ta strona uświadomiła mi jednak że świat widzi w dzieciach aborcyjnych dzieci a w poronionych to już nie bardzoSad
Trzeba temu światu przypominać że każde życie ludzkie jest jednakowo cenne i że jego poczatkiem jest akt poczęcia!

Popełnia się czasem taki błąd jezykowy że kobieta w ciąży mówi: \"będziemy mieli dziecko\", albo znajomi tak mówią że \"będziecie mieli dziecko\"; \"zostaniesz mamą\" itp.
A przecież to nie prawda bo już jestem tą mamą bo od poczecia mam dbać, kochać pielęgnować maleństwoSmile
Odpowiedz
#23
Kasiu, to moze nie do konca tak...

Jesli sie siegnie do dokumentow Kosciola, wypowiedzi dostojnikow, zwyklych ksiezy, roznych ludzi zaangazowanych w dzialania pro-life\'owe, to wszyscy zgodnie beda twierdzic, ze zycie kazdego czlowieka zaczyna sie od poczecia, ze dzieci zmarle w wyniku poronienia to tez dzieci...
Tylko, ze nie o teorie tu chodzi... a o te praktyczna strone zycia.

Bo to w praktyce odbiera nam sie prawo do zaloby, mowienia o dziecku, bycia mama. Nigdy, ale to nigdy nie slyszalam na Mszy modlitwy za zmarle dzieci w wyniku poronienia, chyba ze sama o takie wezwanie prosilam... za rodzicow, ktorzy stracili dzieci. I wiem, ze sa wyjatki - znam, co najmniej dwoch ksiezy, ktorzy, jesli jest okazja, to pamietaja tez o takich wezwaniach.

Przykro mi to mowic, ale dla wielu ksiezy, gdy slysza \'zmarle dziecko przed narodzeniem\', to w swiadomosci maja tylko dzieci zmarle w wyniku aborcji. A moje dzieci tez sa wazne! Dla mnie i dla mojego Kosciola. I to milczenie o nich po ludzku mnie boli. Kiedys na 15.10 byla Msza za dzieci i ich rodzicow. Pelen kosciol ludzi. Niektorzy przyszli po raz pierwszy po wielu latach. A ksiadz w zakrystii przed Msza sie upewnia: tu chodzi o dzieci zmarle w wyniku aborcji, tak? A potem bylo takie sztampowe, pogrzebowe kazanie...

Podobnie jak mowienie o dzieciach w wyniku poronienia tylko po to, zeby mowic o aborcji. Eh...

Monika
Odpowiedz
#24
Za 1,5 tygodnia mam bronić pracę magisterską z teologii (moralnej i duchowości) o poszanowaniu życia nienarodzonego... Jak ja bym chciała żeby ci księża z komisji dobrze mnie zrozumieli, żeby słuchali, że każde poczęcie jest początkiem człowieka!!

Moniko, zgadzam sie z Tobą że dokumenty kościoła mówią prawdę o życiu dziecka nienarodzonego (choć niektórzy sprzeczali się kiedy jest dusza) a życie życiem.
Kilka księży wie że poroniłam i staram się o rejestracje Marysi. W sobote spotkałam jednego wykładowce (którego lubie i szanuje) i powiedział mi że dzięki mojemu świadectwu, dzieci mojej walce o człowieczeństwo dzieci zmarłych przed narodzeniem zrozumiał na nowo słowa które często mam na opisie gg: \"Czyż może niewiasta zapomnieć (...) ta która kocha (...)\" (Iz 49,15-16)

Lubię te słowa bo wiem że ja nie moge zapomnieć o Marysi bo ją kocham, ale po tym jak powiedział mi ksiądz że na nowo je odkrył, zaczęłam je rozważać...:
Bóg każdego człowieka wyrył na swoich dłoniach od momentu gdy zaistniał jako człowiek, każdego człowieka, o żadnym nie zapomniał...

\"Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu,
ta, która kocha syna swego łona?
A nawet, gdyby ona zapomniała,
Ja nie zapomnę o tobie.
Oto wyryłem cię na obu dłoniach (...)\"
Odpowiedz
#25
wita serdecznie wszystkich szanijących życie ludzkie od poczęcia nowy mgr teologii- czyli jaSmile
Jeśli byloby jakieś zainteresowanie moją pracą magisterską pt.: POszanowanie życia dziecka nienarodzonego miarą duchowego rozwoju człowieka w świetle encykliki \"Evangelium vitae\" Sługi Bożego Jana Pawła II (uff jaki długi ten tytuł) to jestem otwartaSmile
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości