Brak nadziei...
#1
Ojcze Marcinie, mam pytanie związane z nadzieją, a raczej z jej brakiem.

Spotkałam się z takim stwierdzeniem, że \"poddawanie się smutkowi, rozpaczy i depresji jest grzechem i należy się z tego spowiadać tak jak z braku nadziei\".
Czy to prawda? Jak to odnieść do żałoby po stracie bliskiej osoby?

Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
#2
malgos,
zaloba jest naturalna reakcja czlowieka na smierc drugiej osoby, nawet Pan Jezus płakal po smierci Łazarza. my mamy jedynie nie dac sie tej rozpaczy, nie pozwolic aby skierowala ona nasze mysli przeciwko Bogu i Jego milosierdziu. jesli watpimy w milosierdzie Boże, wtedy popelniamy grzech.
chrzescijanska nadzieja nie polega na tym aby nie przejmowac sie tym co nas spotyka przykrego ale na tym,aby pozwolic Bogu dzialac rowniez w tych wszystkich trudnych i bolesnych sytuacjach zyciowych. Bóg nie zabrania nam plakac i cierpiec bo to jest czescia naszej natury. chce nam za to pokazac ze nawet w tej ciemnosci jest z nami i wspiera swoja silna reka.
duzo nadziei
Odpowiedz
#3
Madness bardzo dobrze to opisałaś. Małgoś, Bóg stał się ludzki, aby ludzie byli bardziej ludzcy. Żałoba, to ludzki ból, konieczność opłakania straty ukochanej osoby. Rozpacz zamyka na Boga, na Jego miłosierdzie, jest kapitulacją i brakiem nadziei. Żałoba może przerodzić się w rozpacz, dlatego nie traćmy z perspektywy prawdy o zmartwychwstaniu i życiu wiecznym.
Można powiedzieć w skrócie, że żałoba jest ludzka, a rozpacz diabelska, bo to szatan kusi nas przeciwko nadziei, on sam jej nie posiada. Rozpacz jest przedsmakiem piekła. Jezus na krzyżu pokonał rozpacz, zawierzył Ojcu. Nie pozwolił odebrać sobie nadziei, choć przeżywał ciemność. Pokonał śmierć. ZMARTWYCHWSTAŁ!!!
Z modlitwą
o.Marcin
Odpowiedz
#4
Bardzo dziękuję za odpowiedzi. Cieszę się, że mogę sobie czasem pobyć smutna... Chyba to też czasem jest potrzebne...

W sumie to w życiu nigdy nie możemy być pewni, że nie spotka nas i naszych bliskich jakieś nieszczęście (choroba, kalectwo, śmierć).
Z jednej strony trzeba cieszyć się każdą chwilą, wykorzystywać ją dobrze, kochać wszystkich napotkanych ludzi, a z drugiej strony nie można za bardzo kochać tych wszystkich ziemskich wspaniałości, aby umieć przeżyć ich stratę. Jak zwykle potrzebny złoty środek... Trudne to wszystko...

Pamiętam o Was w modlitwie.

Pozdrawiam
Odpowiedz
#5
malgos,

gdybysmy patrzyli na ten swiat tylko \'po ludzku\', to zadne dzialanie nie mialoby sensu, \'nic tylko sie powiesic\' - i to bylaby wlasnie rozpacz.
Ale patrzymy z nadzieja, ktora wyplywa z faktu zmartwychwstania, z naszego chrztu, z calego dobra, ktore wierzymy, ze bedzie trwac, bo nasze zycie zmienia sie, ale sie nie konczy.

Lubie ten fragment o wskrzeszeniu Lazarza, ktory przypomniala Madness... Jest tam jedno zdanie, na ktore zwrocilam uwage dopiero po poronieniach: \"i wielu Żydow przybylo przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyc po utracie brata.\"

Malgos - smutek po smierci osoby jest naturalna rzecza. Sa dobre lzy. Pieknie, jesli obok nas sa ludzie, ktorzy spiesza z pocieszeniem.

We wczorajszych czytaniach bylo o Bogu, ktorzy otrze wszelka lze. Wierze, ze czyni to nieustannie, albo przez innych, albo sam, w nieznany, niezauwazalny sposob. \"Blogoslawieni, ktorzy placza, albowiem oni beda pocieszeni.\" O wszystkim przekonamy sie, gdy bedziemy przechodzic na druga strone. Big Grin Malgos - nie boj sie smutku, lez, trzeba tylko umiec madrze plakac.

Monika
Odpowiedz
#6
Dziękuję Ci Moniko za Twoje słowa. Bardzo lubię czytać Twoje posty Smile

Ja również zwróciłam uwagę na słowa, które mówiły, że Bóg otrze każdą łzę. Szczególnie dlatego, że moje oczy były wtedy pełne łez. Ostatnio w Kościele trudno mi powstrzymać płacz...
Odpowiedz
#7
Znalazłam modlitwę, która w lała w me serce dużo spokoju.

Modlitwa matki po poronieniu dziecka

Boże, nasz Ojcze, czas upływa, a mnie łzy napływają do oczu, w sercu mam jakby ciężar…

Ty dobrze wiesz, jak bardzo chciałam urodzić to dziecko, które nosiłam w sobie. Świadomie i dobrowolnie nie robiłam niczego przeciwko niemu ani przeciw jego życiu, a jednak… stało się…! Umarło, zanim mogłam je zobaczyć, przytulić, nakarmić; zanim ono mogło zobaczyć świat i twarze swoich rodziców.

Wierzę jednak, że to dziecko żyje u Ciebie i jest szczęśliwe. To powinno mnie uspokajać, tym bardziej że nie było w tej śmierci mojej winy, bo nie miałam złej woli.

Jednak szatan korzysta z mojego smutku, próbuje uderzać w moje serce i wchodzić między mnie a Ciebie, mój Ojcze Niebieski! Chce koniecznie wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia, że może coś zaniedbałam, za mało się oszczędzałam, mogłam coś jeszcze robić. Przez to chce wejść między Ciebie i mnie, wzbudzić lęk, rozgoryczenie, poczucie życiowej pustki, chce mnie odciągnąć od modlitwy. Boże, nie pozwalaj mu na to!

Przezwyciężając tę „chmurę”, która mnie otacza i dusi, z pewnym wysiłkiem modlę się do Ciebie:

Dziękuję Ci, Boże, za tak krótkie życie ziemskie tego maleńkiego dziecka, przez które zdążyło sobie ono zasłużyć na szczęście wieczne! Wielbię Cię w wypełnieniu się Twojego Ojcowskiego planu wobec niego i w Twojej decyzji, by właśnie w tej, a nie w innej godzinie, posłać Anioła Śmierci po jego duszę. Ty wiedziałeś, co jest dla niego najlepsze, i to właśnie otrzymało z Twej dobroci. Umierając, uniknęło okazji do grzechu i pokus szatana.

Pozwól mi, Boże, spotkać moje dziecko w chwale Nieba, a teraz wysłuchaj jego modlitw, które zanosi do Ciebie za swoimi bliskimi. Na jego prośbę napełnij moje serce swoim pokojem. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.


https://www.poronienie.pl/teologia_modlitwy.html

Czasem trudno samemu wyrazić słowami to co nosi się w sercu...

Pozdrawiam
Odpowiedz
#8
Znalazłam wypowiedzi pewnego kapucyna ojca Mateusza Hinc OFMCap, wykładowcy psychologii i psychoterapeuty na temat nadziei.

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IP/...dzicn.html

W życiu mistyków pojawiały się pokusy przeciw nadziei. Było to bardzo wyraźne zwłaszcza w życiu św. Franciszka, kiedy stawiał dramatyczne pytanie: Czy Bóg do mnie rzeczywiście przemówił? A przecież pytał o to człowiek, który założył zgromadzenie zakonne i prowadził za sobą setki duchowych dzieci. W jego życiu pojawił się kryzys, który nie był chorobą, ale próbą mającą pomóc mu ukształtować w sobie heroiczną cnotę nadziei...

Boję się słowa „próba”, bo czasem zawiera ono wypaczony obraz Pana Boga. Bo czy Pan Bóg mnie nie zna i musi mnie jakoś próbować? On mnie kocha i ja wcale nie muszę zasłużyć sobie na Jego miłość.

Niemniej jednak w kryzysach momentalnie dotykamy problemu nadziei, zwłaszcza jeśli dotyczą one wiary, życia zakonnego czy małżeńskiego. Trzeba je zatem świadomie przeżywać, nie uciekać od nich, ale poddać refleksji. Czasem odbieramy kryzys jako coś negatywnego. W psychologii natomiast jest to słowo bardzo pozytywne, tak jak w medycynie. Oznacza ono, że dochodzi wówczas do apogeum w naszym życiu i albo się umrze, albo wyjdzie z choroby.

Katechizm Kościoła Katolickiego definiuje nadzieję jako cnotę teologalną, która sprawia, że pragniemy królestwa Bożego i życia wiecznego, ponieważ jawi się nam jako szczęśliwe. Przekładając tę definicję na język psychologiczny, powiemy, że jeśli posiadamy w życiu cel i widzimy możliwość jego osiągnięcia, wówczas nosimy w sobie nadzieję.

Pięknie o nadziei mówi ewangeliczna przypowieść o ubogiej wdowie, która do skarbony wrzuciła wszystko, co posiadała. Wynika z niej, że dzielić się potrafi ten, kto wie, co znaczy odczuwać brak. Analogicznie rzecz ujmując, dawać nadzieję potrafi ten, kto wie, co znaczy bez niej żyć. Dlatego według mnie ważne jest, aby wychowawcami młodzieży byli ludzie, którzy sami przeszli w życiu choć jeden kryzys. Dopiero na tej podstawie można zrozumieć kryzysy innych. Nie da się bazować tylko na optymizmie, marzeniach i ideach. To wszystko jest potrzebne, ale niewystarczające.

Tu pośrednio dotyka Ojciec wielkiej popularności świętego Ojca Pio. Bo człowiek, który przez kilkadziesiąt lat nosił na swoim ciele otwarte rany, a mimo to potrafił być aktywny i wybiegać w przyszłość z marzeniami, jest znakiem ogromnej nadziei. To chyba najbardziej ujmuje Jego czcicieli.

Myślę, że gdyby Ojciec Pio nie miał w sobie nadziei, nigdy nie powstałby pierwszy szpital w San Giovanni Rotondo, a potem Dom Ulgi w Cierpieniu. Definicja nadziei zakłada, że człowiek pomimo porażki potrafi patrzeć w przyszłość. Ojciec Pio właśnie taki był. Ale jednocześnie proszę zobaczyć ten jego bój o wypełnienie woli Bożej. Przez cały czas słał do swojego kierownika duchowego, ojca Agostina, listy, w których zastanawiał się, czy to, co robi, podoba się Panu Bogu. Z jednej strony nadzieja ofiarowana wielu ludziom, z drugiej zaś wielki znak zapytania w stosunku do siebie samego. Ale to doświadczenie wielkich ludzi.
Odpowiedz
#9
[quote][autor cytatu=malgos]
Bardzo dziękuję za odpowiedzi. Cieszę się, że mogę sobie czasem pobyć smutna... Chyba to też czasem jest potrzebne...

W sumie to w życiu nigdy nie możemy być pewni, że nie spotka nas i naszych bliskich jakieś nieszczęście (choroba, kalectwo, śmierć).
Z jednej strony trzeba cieszyć się każdą chwilą, wykorzystywać ją dobrze, kochać wszystkich napotkanych ludzi, a z drugiej strony nie można za bardzo kochać tych wszystkich ziemskich wspaniałości, aby umieć przeżyć ich stratę. Jak zwykle potrzebny złoty środek... Trudne to wszystko...

Smile Dziekuję Małgosiu za te słowa.
Cieplutko sciskam i jestem z Tobą
Odpowiedz
#10
Małgoś, nie wiem czy moja nadzieja jest taka jaką chce Bóg.... patrze na życie bardzo realnie. Chciałąbym być bardziej optymistycznie nastawiona do życia. Mam nadzieje że Pan Bóg mnie poprowadzi w dobrym kierunku. Od lipca chcemy zacząć się starać o dziecko, a mi jakoś brak nadziei że się uda, że zdrowo je urodze- żywe!! Modle sie o to i mam nadzieje, oddaje to woli Bożej i proszę Chrystusa by pozwolił mi rozeznać czy dla mnie macierzyństwem ma być adopcja. Mój Franuś żyje, ale chce by miał więcej rodzeństwaSmile Marysia jest jego siostą w niebie, ale proszę BOga by dał mu jeszcze brata/siostre na ziemi. Mam nadzieje, ufam, oddaję to Bogu, ale pewności nie mam
Odpowiedz
#11
Pan Jezus mówił: \"Nie troszczcie się zbytnio...\" z akcentem na zbytnio.
Czasami wybiegając za daleko do przodu gubimy perspektywę Bożej Opatrzności. Zaczynamy się czuć, jakby wszystko spoczywało na naszych barkach, czujemy się obciążeni ponad siły.
Pewności nie mamy, nawet, co do pogody. Jednak wiara daje coś więcej niż pewność (!) Bóg ma moc i wolę ze wszystkiego wyprowadzać coraz większe dobro, w Jego zamyśle nie ma ostatecznej klęski czy porażki:\"Bóg z tymi, którzy Go miłują współdziała we wszystkim dla ich dobra\".
Zawierzenie mimo wszystko, chociaż czasami grunt się usuwa spod nóg. Dzisiaj święto Maryi Matki Kościoła. Dana nam za matkę pod krzyżem, kiedy wszystko po ludzku się waliło. Ta, która zawierzyła swoje życie Bogu i pomimo ciemności wiary wytrwała w zawierzeniu do końca, umacnia nas i pociesza. Prośmy ją o wsparcie i opiekę.
Pozdrawiam z modlitwą
o.Marcin
Odpowiedz
#12
Ze strony
http://www.katolicki.net/wsparcie_duchow...ajmij.html

Jezu, Ty się tym zajmij!

Jezus mówi do duszy:

Dlaczego zamartwiacie się i niepokoicie? Zostawcie mnie troskę o wasze sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę mówię wam, że każdy akt prawdziwego, głębokiego i całkowitego zawierzenia Mnie wywołuje pożądany przez was efekt i rozwiązuje trudne sytuacje. Zawierzenie Mnie nie oznacza zadręczania się, wzburzenia, rozpaczania, a później kierowania do Mnie modlitwy pełnej niepokoju, bym nadążał za wami; zawierzenie to jest zamiana niepokoju na modlitwę. Zawierzenie oznacza spokojne zamknięcie oczu duszy, odwrócenie myśli od udręki i oddanie się Mnie tak, bym jedynie Ja działał, mówiąc Mi: Ty się tym zajmij.

Sprzeczne z zawierzeniem jest martwienie się, zamęt, wola rozmyślania o konsekwencjach zdarzenia. Podobne jest to do zamieszania spowodowanego przez dzieci domagające się, aby mama myślała o ich potrzebach gdy tymczasem one chcą się tym zająć same, utrudniając swymi pomysłami i kaprysami jej pracę. Zamknijcie oczy i pozwólcie Mi pracować, zamknijcie oczy i myślcie o obecnej chwili, odwracając myśli od przyszłości jak od pokusy.

Oprzyjcie się na Mnie wierząc w moją dobroć, a poprzysięgam wam na moją miłość, że kiedy z takim nastawieniem mówicie: „Ty się tym zajmij”, Ja w pełni to uczynię, pocieszę was, uwolnię i poprowadzę.

A kiedy muszę was wprowadzić w życie różne od tego, jakie wy widzielibyście dla siebie, uczę was, noszę w moich ramionach, sprawiam, że jesteście jak dzieci uśpione w matczynych objęciach. To, co was niepokoi i powoduje ogromne cierpienie to wasze rozumowanie, wasze myślenie po swojemu, wasze myśli i wola, by za wszelką cenę samemu zaradzić temu, co was trapi.

Czegóż nie dokonuję, gdy dusza, tak w potrzebach duchowych jak i materialnych, zwraca się do mnie mówiąc: „Ty się tym zajmij”, zamyka oczy i uspokaja się! Dostajecie niewiele łask, kiedy męczycie się i dręczycie się, aby je otrzymać; otrzymujecie ich bardzo dużo, kiedy modlitwa jest pełnym zawierzeniem Mnie. W cierpieniu prosicie, żebym działał, ale tak jak wy pragniecie... Zwracacie się do Mnie, ale chcecie, bym to ja dostosował się do was. Nie bądźcie jak chorzy, którzy proszą lekarza o kurację, ale sami mu ją podpowiadają. Nie postępujcie tak, lecz módlcie się, jak was nauczyłem w modlitwie „Ojcze nasz”: Święć się Imię Twoje, to znaczy bądź uwielbiony w tej moje potrzebie; Przyjdź Królestwo Twoje, to znaczy niech wszystko przyczynia się do chwały Królestwa Twego w nas i w świecie; Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi, to znaczy Ty decyduj w tej potrzebie, uczyń to, co Tobie wydaje się lepsze dla naszego życia doczesnego i wiecznego.

Jeżeli naprawdę powiecie Mi: „Bądź wola Twoja”, co jest równoznaczne z powiedzeniem: „Ty się tym zajmij”, Ja wkroczę z całą moją wszechmocą i rozwiąże najtrudniejsze sytuacje. Gdy zobaczysz, że twoja dolegliwość zwiększa się zamiast się zmniejszać, nie martw się, zamknij oczy i z ufnością powiedz Mi: „Bądź wola Twoja, Ty się tym zajmij!”. Mówię ci, że zajmę się tym, że wdam się w tę sprawę jak lekarz, a nawet, jeśli będzie trzeba, uczynię cud. Widzisz, że sprawa ulega pogorszeniu? Nie trać ducha! Zamknij oczy i mów: Ty się tym zajmij!”. Mówię ci, że zajmę się tym i że nie ma skuteczniejszego lekarstwa nad moją interwencją miłości. Zajmę się tym jedynie wtedy, kiedy zamkniesz oczy.

Nie możecie spać, wszystko chcecie oceniać, wszystkiego dociec, o wszystkim myśleć i w ten sposób zawierzacie siłom ludzkim albo – gorzej – ufacie tylko interwencji człowieka. A to właśnie stoi na przeszkodzie moim słowom i memu przybyciu. Och! Jakże pragnę tego waszego zawierzenia, by móc wam wyświadczyć dobrodziejstwa i jakże smucę się widzę was wzburzonymi.

Szatan właśnie do tego zmierza: aby was podburzyć, by ukryć was przed moim działaniem i rzucić na pastwę tylko ludzkich poczynań. Przeto ufajcie tylko Mnie, oprzyjcie się na mnie, zawierzcie Mnie we wszystkim. Czynię cuda proporcjonalnie do waszego zawierzenia Mnie, a nie proporcjonalnie do waszych trosk.

Kiedy znajdujecie się w całkowitym ubóstwie, wylewam na was skarby moich łask. Jeżeli macie swoje zasoby, nawet niewielkie lub staracie się je posiąść, pozostajecie w naturalnym obszarze, a zatem podążacie za naturalnym biegiem rzeczy, któremu często przeszkadza szatan. Żaden człowiek rozumujący tylko według logiki ludzkiej nie czynił cudów. Lecz na sposób Boski działa ten, kto zawierza Bogu.

Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi oczami duszy: Jezu, Ty się tym zajmij! Postępuj tak we wszystkich twoich potrzebach. Postępujcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie, nieustanne i ciche cuda. To wam poprzysięgam na moją miłość.

(Z pism sługi Bożego ks. Dolindo Ruotolo)
Odpowiedz
#13
Małgoś, to naprawdę piękny tekst. Jestem poruszony. Dotarł do centrum mojego serca. Dziękuję.
Z modlitwą
o.Marcin
Odpowiedz
#14
Małgoś, dziękuję. Tego właśnie dziś potrzebowałam.
Odpowiedz
#15
Dla mie nieustannym i cichym cudem jest ta strona i to wszystko, co sie z nia wiaze, ludzie, ktorzy sie pojawili, czesto przypadkowo, ktorzy zostali, ktorzy dokladaja swoje cegielki.
Odpowiedz
#16
Małgoś ja też Ci dziękuję za ten tekst będę się nim kierować w życiu i zawierzę wszystkie swoje troski i problemy Panu Bogu
Odpowiedz
#17
Bardzo się cieszę że tekst się podoba Smile Mnie też on poruszył i dlatego chciałam się nim z Wami podzielić :mrgreen:
Pozdrawiam ciepło
Małgosia
Odpowiedz
#18
Dziękuję Ci po prostu za to, że Jesteś
za to, że nie mieścisz się w naszej głowie, która jest za logiczna
za to, że nie sposób Cię ogarnąć sercem, które jest za nerwowe
za to, że Jesteś tak bliski i daleki, że we wszystkim inny
za to, że jesteś już odnaleziony
i nie odnaleziony jeszcze
że uciekamy od Ciebie do Ciebie
za to, że nie czynimy niczego dla Ciebie,
ale wszystko dzięki Tobie
za to, że to, czego pojąć nie mogę - nie jest nigdy złudzeniem
za to, że milczysz.
Tylko my - oczytani analfabeci
chlapiemy językiem
(Ks. Jan Twardowski)
Odpowiedz
#19
U mnie ostatnio kiepskie dni. W poniedziałek moja ciocia (60lat) miała operację i prawdopodobnie ma nowotwór na jajniku który się już rozsiał po jamie brzusznej :\'( i rokowania są niepewne. A lekarze wcale nie chcieli jej przyjąć do szpitala, choć wynik merkerów rakowych był około 1600... eh ta służba zdrowia a szpital w naszym mieście to szkoda gadać... Tak mi smutno bo ta ciocia jest bardzo ciepłą i serdeczną osobą...

Ta smutna wiadomość podcięła mi skrzydła... Nie mam ochoty na starania ani na ciążę... Nasze życie to taka sinusoida, a w zasięgu wzroku znowu mam pod górkę... Sad Modle sie o siły aby dotrzeć na szczyt... żeby znów zobaczyć nadzieję...

Do posłuchania...
http://pozytywny.wrzuta.pl/audio/l59hnop..._poprowadz


Ty tylko mnie poprowadź


Gdy drogi pomyli los zły
I oczy mgłą zasnuje
Miej w sobie tę ufność
Nie lękaj się

A kiedy gniew świat ci przesłoni
I zazdrość jak chwast zakiełkuje
Miej w sobie tę ufność
Nie lękaj się

Ty tylko mnie poprowadź
Tobie powierzam mą drogę
Ty tylko mnie poprowadź
Panie mój

Poprowadź jak jego prowadzisz
Przez drogi najprostsze z możliwych
I pokaż mi jedną
Tę jedną z nich

A kiedy już głos twój usłyszę
I karmić się będę nim co dzień
Miej w sobie tę ufność
Nie lękaj się
Odpowiedz
#20
Malgos dziękuję..... Przypomniałaś mi tą pieśń.... Pamiętam ją głównie z pieszych pielgrzymek na Jasną Górę....

Wszystkiego dobrego
Odpowiedz
#21
Ja tez pamiętam tę piosenkę z pielgrzymek na Jasna Górę. Tamten okres mojego życia wydaje mi się tak odległy... pełen marzeń i planów do zrealizowania. Dziś już sama nie wiem czy warto o czymś marzyć, coś planować... chyba już nie potrafię....
Odpowiedz
#22
Kiedy ponad dziewięć miesięcy temu pisałam ten ostatni post nie wiedziałam, że pod moim sercem jest już nowe życie...
Ta kolejna, czwarta już ciąża oczywiście okupiona była strachem i lękami, ale skończyła się szczęśliwie urodzeniem zdrowej córeczki Martynki...

19.08.2008 r. przyszło na świat moje piąte pierwsze dziecko...

A jednak marzenia się spełniają... może nie wtedy, kiedy tego chcemy i nie tak, jak tego chcemy, ale jednak się spełniają...

Wszystkim czekającym życzę, aby się doczekali.
Trzymam kciuki!

Pozdrawiam
Odpowiedz
#23
Malgos
Jak cudownie przeczytać takie optymistyczne słowa szczególnie kiedy ... nie do końca jest tak jakby się chciało
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości