czy to juz czas????
#1
Witam.....

Jestem juz prawie 3 miesiace po zabiegu,zastanawiam sie kiedy moge zaczac myslec o kolejnej ciazy.Moj lekarz powiedzial zebym dopiero w styczniu do niego przyszla,ale dla mnie to za dlugo tyle czekac.Slyszalam ze starac moge sie zaczac jak bede miala ok 3 okresy za soba.Nie wiem czy lepiej poczekac, gdyz dalej mam strach czy ta sytuacja sie nie powtorzy.Myslalam zeby w listopadzie wybrac sie do mojego lekarza zeby mnie zbadal czy jest wszystko ok i czy moge planowac kolejna ciaze.Zaznacze ze zadnych badan nie robilam bo moj lekarz powiedzial ze nie ma sensu,ze co 2 ciaza kaczy sie poronieniem, a czekanie do stycznia to powiedzial mysle tylko tak na odczepnego,mowil ze pol roku trzeba odczekac.Nie wiem co mam robic,czy korzystac z porady lekarza czy zaczac z mezem kolejne starania.Tak bardzo chce miec dziecko, a boje sie ze sytuacja sie powtorzy!!!!!!!!
Odpowiedz
#2
Smutna,

Trudno powiedzieć kiedy jest ten dobry czas na kolejną ciążę. To zależy od Twojego zdrowia i tego czy jesteś już emocjonalnie na nią przygotowana... Przeczytaj może o tym kiedy podjąć starania na stronie: https://www.poronienie.pl/czekajac_kiedy.html

a moja \"droga\" to: https://www.poronienie.pl/czekajac_kiedy_hist1.html



Jeśli nie ma żadnych przeciwskazań medycznych, nie planujesz badań i czujesz się gotowa, to może czekania do stycznia nie jest potrzebne. Myślę, że pownnaś skonsultować to z lekarzem, któremu możesz ufać... Ja czekałam chyba \"najpopularniejsze\" trzy miesiące i wiem, ze obojętnie ile bym czekała to pewnie i tak by to nic nie dało. Co innego jeśli jest jakieś uzasadnienie medyczne - zdiagnozowana przyczyna poronienia, wskazane badania, wdrożone leczenie. Po tym wszystkim co sama przeszłam nie jestem zwolenniczką odkładania starań na np. pół roku i \"nicnierobienia\"...



Życzę powodzenia i podjęcia własciwej decyzji Smile

Monika
Odpowiedz
#3
Witam!!!wiesz wydaje mi sie ze jesli psychicznie i fizycznie jestes na to gotowa to mozesz probowac!!!ostatnio rozmawialam z innym lekarzem i zadajac mu pytanie po jakim czasie moge sprobowac uslyszalam odpowiedz ze 3-4 miesiace to min jak trzeba odczekac ale potem ze spokojem!!wiec jesli chcialabys juz to prosze idz do lekarza powiedz mu ze wlasnie tego chcesz i zobacz co ci odpowie ja tez chce odczekac 3-4 miesiace i sprobowac!!wiec zycze Ci powodzenia i mam nadzieje ze wszystko sie ulozy po twojej mysli!! tzrymam kciuki i jestem z TOBA!!!
Odpowiedz
#4
ja jestem dopiero miesiac po zabiegu. Pracuje z lekarzami i znam ich kilku ale wyobraźcie sobie że kazdy mówi coś innego!!! od od razu bo najlepsze warunki do zagnieżdzenia przez 3 miesiące do pół roku... co o tym myśleć?? ja poczekam bo po zabiegu miałam zapalenie, 3 tyg sie leczyłam...Myslę że każda z nas wie kiedy jest gotowa.... to sie czuje...
Odpowiedz
#5
Witam i dzieki za te wwszystkie odpowiedzi.Czuje sie gotowa na kolejna ciaze,ale strach zostaje.Chyba poczekam do 3 okresu,ktory powinien pojawic sie w ciagu dwoch tygodni.Sa juz prawie 3 miesiace od zabiegu.Moj lekarz kazal mi czekac do stycznia,ale ja nie potrafie,ze mna wszystko ok,tak czuje,lecz z drugiej strony boje sie ze jezeli bedzie cos nie tak gdy bede znow wciazy,bede sobie zarzucac ze to moje wina ze nie czkalam.Powinnam isc sie skonsultowac z lekarzem,czy zostawic przyszlosc w rekach losu??Jest moze ktos kto tak szybo zdecydowal sie na kolejna ciaze??
Odpowiedz
#6
ja zaszlam w ciaze 5 m-cy po poronieniu (obecnie 18 tc).mialam \"pozwolenie\" na starania 3 miesiace po zabiegu.rzeczywiscie,zdania lekarzy na ten temat są podzielone,wielu uwaza ze te 3 misiace wystarcza jesli nic zlego sie nie dzieje.doskonale rozumiem twoje pragnienie aby zaczac starania jak najszybciej jednak na twoim miejscu posluchalabym rad lekarza.skoro zaleca ci poczekac to widocznie widzi jakies przeciwskazania aby zaczac starania juz teraz.spytaj go o powody,niech wyjasni ci wszystkie twoje watpliwosci.jesli to czekanie ma byc dla dobra twojego i zdrowego przbiegu przyszlej ciązy to warto poczekac nawet dluzej.sciskam
Odpowiedz
#7
Chcialam napisac,ze z moim lekarzem kontaktowalam sie ostatnim razem dwa tygodnie po zabiegu,a swoja wersje dotyczaca czekania az pol roku utrzymywal juz przed zabiegiem.Chcialam zeby zrobil mi dodatkowe badania czy ze mna ok,to nie chcial,gdyz co 2-3 kobieta jest w takiej sytuacji co ja.Troche bylam zawiedziona.Ale moze jednak lepiej odczekac,choc czas mi sie tak dluzy ze czuje jakby minelo juz przynajmniej pol roku.Moze najlepszym wyjsciem bedzie gdy wybiore sie do niego niedlugo i porozmawiam,tylko on kazal mi w styczniu przyjsc.Oj juz sama nie wiem.....
Odpowiedz
#8
Czesc,



jesli czujesz, ze juz czas, to spytaj sie lekarza, dlaczego kaze czekac do stycznia? Niektorzy lekarze maja po prostu swoje \"standardowe odpowiedzi\" i ich bez zastanowienia sie trzymaja. Prawde mowiac, co lekarz, to inna odpowiedz.



Ja tu nie jestem najlepszym przykladem, choc moze w polowie tak.



Po pierwszym poronieniu, lekarz pozwolil od razu. Zaszlam, ku zaskoczeniu, w drugim cyklu (po pierwszej miesiaczce od poronienia). Niestety, szczescie trwalo tylko 11 tygodni. Wszyscy lekarze, ktorzy badali mnie w trakcie ronienia podkreslali, ze z macica wszystko w porzadku.



Po drugim, na wizycie kontrolnej nawet nie pytalam, kiedy bede mogla sie starac, to byly 4 tygodnie po, nie myslalam o staraniach, wrecz przeciwnie, na razie mowie pas, ja juz nie chce wiecej przez to przechodzic... I tak siedzialam dlugo w gabinecie i rozmawialam z lekarzem o \"ronic po ludzku\". Po jakims czasie to moje nastawienie na \"nie\" mi przeszlo.



Odczekalam trzy cykle. Zrobilam kilka badan po ktorych czulam sie spokojniejsza. I znow udalo sie za pierwszym razem. Tym razem skonczylo sie po 41 tygodniach, szczesliwym finalem.



Zalezalo mi, zeby moc jak najszybciej zaczac starania, bo w pierwsza ciaze zachodzilam przez rok. W kolejne trzy w 1-2 cyklu. Gdyby historia sie powtorzyla i \"zaciazenie\" zajeloby nam rok, dodatkowo odczekanie dluzszego czasu po poronieniu, np. 6-12 miesiecy, to bylabym dopiero na etapie pierwszych miesiecy po pierwszym poronieniu bez zielonego swiatelka... I choc trzy razy pierwszy trymestr w ciagu 11 mies. to nie byl najlatwiejszy czas w moim zyciu, to nie zaluje takich decyzji.



Pozdrawiam,

Monika
Odpowiedz
#9
Witam Moniko!!!

Dzieki Ci bardzo za to co mi opisalas,naprawde duzo mi to pomoglo z moimi rozmysleniami.Jezeli moj lekarz nie ma zamiaru robic nic w tym kierunku,jaka przyczyna bylo to ze stracilam dziecko,to niezaleznie od tego czy bede czekala z kolejna ciaza 3 miesiace czy 6 to chyba nie gra duzej roli,skoro i tak czuje sie dobrze i gotowa na kolejna ciaze.Strach i obawy zawsze pozostaja,ale trzeba byc dobrej mysli.

Pozdrowienia!!!!
Odpowiedz
#10
niestety 4 raz to samo ja już nie wiem co mam robić mój lekarz też. pomocy gdzie ja mam iśc do kogo ja mam wszystkie wyniki ok a tu za każdym razem to samo błagam was o rade monika
Odpowiedz
#11
Witam Cię smutna! Widze ze jestes w podobnej sytuacji do mojej. Ja mojego Aniołka straciłam 29.08.05 (8 tc) przestało mu bić serduszko, a przyczyny nie znaleziono, gdyz jak stwierdzil lekarz poronienie było samoistne, a zabieg polegal tylko na oczyszczeniu tego co zostalo. W polowie listopada byłam na kontroli, niestety mam mala infekcje ktora musze w tym cylku wyleczyc, poza tym jest wszystko ok. Na pytanie dlaczego nie robimy badan (zaraz po zabiegu dostalam skierowanie na toxo) powiedzial mi ze w 99% jest to po prostu eliminacja słabego zarodka (natura) no i badania nie daja odpowiedzi, wiec szkoda niepotrzebnie sie denerwowac i wydawac pieniadze (gdyz jest to dosyc kosztowne) a poza tym prawdopodobienstwo 2 poronienia jest minimalne. Moj lekarz powiedzial mi tez zebym odczekala do stycznia wtedy mam przyjsc zrobic cytologie i po wyniku dostane zielone swiatelko, myslałam ze nie mowi mi calej prawdy,jak sie go spytalam czy cos jest nie w porzadku lub gdybym zaszla w ciaze wczesniej to czy ryzyko byloby wieksze to zaprzeczyl, powiedzial mi ze ryzyko jest takie same niezaleznie czy to bedzie 3 czy 6 miesiecy.

Ja tez sie caly czas zastanawiam czy nie zaryzykowac w cyklu grudniowym (bede po 3@), ale wydaje mi sie ze to poparcie ze strony lekarza pomogloby mi, bo w przypadku ewentualnego niepowodzenia mialabym do siebie zal ze jednak czegos nie dopilnowalam. Moja droga wydaje mi sie ze kazda decyzja jaka podejmiesz bedzie dobra, ja tez mam zamiar troszeczke to przyspieszyc i umowie sie na cytologie zaraz po @ i troszeczke ponegocjuje z moim lekarzem.

Pozdrawiam cie i zycze podjecia slusznej decyzji.
Odpowiedz
#12
Witajcie Dziewczyny



Osobiście mogę się już starać, ale ... No właśnie, lekarze mówią, że pierwsze poronienie to jest \"taka norma\" nie trzeba robić badań, tak bywa. Ja się tylko tak zastanawiam, jak odnieść się do dzieci, które nagmiennie rodzą się w rodzinach patologicznych, gdzie matka pije, pali, do lekarza idzie przed rozwiązaniem i co natura jest taka ślepa i nie widzi, że warunki bytowe tego maluszka są nie najlepsze. Wybaczcie, ale nie chce mi się wierzyć w stwierdzenie, że czasem tak bywa. Ja jestem przekonana, że gdybyśmy były zdrowe, to tego forum by nie było. Tylko u nas z diagnostyką jest do bani. Oni - lekarze dają nam zielone świtło i pewnie sami się \"modlą\" żeby nam się udało. Powiem Wam szczerze, że nie wiem, czy to zielone światło które ja dostałam już jakiś czas temu, gwarantuje mi większe szanse, niż gdybym zaszła w ciąże po 1 miesiącu od poronienia.



Mimo wszystko narodziny to cud. I bardzo chce wierzyć, że i ja tego cudu doświadczę.
Odpowiedz
#13
Witajcie Dziewczyny



Osobiście mogę się już starać, ale ... No właśnie, lekarze mówią, że pierwsze poronienie to jest \"taka norma\" nie trzeba robić badań, tak bywa. Ja się tylko tak zastanawiam, jak odnieść się do dzieci, które nagmiennie rodzą się w rodzinach patologicznych, gdzie matka pije, pali, do lekarza idzie przed rozwiązaniem i co natura jest taka ślepa i nie widzi, że warunki bytowe tego maluszka są nie najlepsze. Wybaczcie, ale nie chce mi się wierzyć w stwierdzenie, że czasem tak bywa. Ja jestem przekonana, że gdybyśmy były zdrowe, to tego forum by nie było. Tylko u nas z diagnostyką jest do bani. Oni - lekarze dają nam zielone świtło i pewnie sami się \"modlą\" żeby nam się udało. Powiem Wam szczerze, że nie wiem, czy to zielone światło które ja dostałam już jakiś czas temu, gwarantuje mi większe szanse, niż gdybym zaszła w ciąże po 1 miesiącu od poronienia.



Mimo wszystko narodziny to cud. I bardzo chce wierzyć, że i ja tego cudu doświadczę.
Odpowiedz
#14
przede wszystkim pomyśl czy to ten lekarz.

zastanów sie , czy słucha co do Niego mówisz. Ja w pierwszej ciaży miałam tego zaufanego, do którego chodziłam od zawsze i zawiódł mnie. potem zmieniłam na poleconego, najlepszego, i znowu to samo. Przygotuj się z tej strony jak najlepiej. Ja jestem dopiero tydzień po i czuje ogromny żal.
Odpowiedz
#15
witaj smutna!!! muszę ci powiedzieć,ze moja kuzynka poroniła 5 miesiecy temu,1 miesiac po poronieniu zaszła w ciaze, teraz jest wszystko ok. ja urodziłam dzidzię w 7 miesiącu niestety martwą, teraz panicznie boję sie ciązy... pozdrowienia i buziaczki
Odpowiedz
#16
asiek27



jak ja \"lubie\" takie stwierdzenia lekarzy, ze na 99% zadzialala matka natura...



Z wyksztalcenia, zamilowania jestem matematykiem, specjalizujacym sie wlasnie w statystyce i... medycyna to nie matematyka, a prawdopodobienstwo wieksze od zera oznacza, ze \'wszystko moze sie zdarzyc\'. Nawet jesli szanse sa rzedu setnych czy tysiecznych...



Lekarze najczesciej powoluja sie na wady dziecka. Ale... podaja rozne liczby, jesli idzie o to, jakiego procentu strat dotycza, spotkalam sie od 40-70%... I tak malo kto precyzuje, czy mowimy o wszystkich dzieciach (takze tych poronionych przed implantacja czy przed uplywem 14 dni od zaplodnienia), czy tylko o tych, o ktorych wiemy, ze byly.

Na stronach Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego pisza (jest to w Badaniach, link do ichniejszego artykulu), ze mimo wykonania licznych badan w 30% nie wiadomo, dlaczego tak sie dzieje.



Na forach dziewczyny pisza o badaniach i co rusz niektore \"znajduja\" chlamydie, cytomegalie, toxo, mycoplazme, przeciwciala kardiolipinowe, niedomoge hormonalna itd. itp. Zazwyczaj \"nie odpuscily\" i robily te badania na wlasna reke.



Po moim pierwszym poronieniu nie zrobilam zadnych badan. \"Taka statystyka, najprawdopodobniej dziecko bylo z wadami...\" Poniewaz mialam juz synka, to moje szanse na poronienie wynosily 5% - zalapalam sie... Pamietam, jak siedzialam w gabinecie na kontrolnej wizycie po i opowiadalam lekarzowi o koszmarze szpitalnym... \"Jesli jeszcze raz bede w takiej sytuacji, panie doktorze, to ja zostane w domu i poronie w domu. - Nie bedzie pani.\" Trzy miesiace pozniej kolejny raz musial mi przekazac informacje, ze nastepny maluszek \"odlecial\". Prawdopodobnienstwo drugiego poronienia choc wzroslo, to jednak bylo nadal male (po drugim nie znalazlam przyczyny)...



Pozniej byla kolejna ciaza, tym razem zakonczona szczesliwie.



Prawda jest taka, ze lekarz NIE WIE, dlaczego dziecko zmarlo. I nie ma 100%, ani 99% pewnosci, ze byla to wada genetyczna. A bez wykonania badan jest to wrozenie z fusow. Decyzja, czy robic badania, czy nie zalezy juz od rodzicow... i nadaje sie na inny watek.



Usciski, mam nadzieje, ze nie zdolowalam...

Monika (wuchowa)
Odpowiedz
#17
Witam!

wuchowa! troche ostro mnie potraktowalas (tzn moze nie mnie ale mojego lekarza) ale ok, wiesz co na pewno masz sporo racji i piszesz to dla dobra nas wszystkich, ale wez tez pod uwage, ze przynajmniej z tego co wyczytalam na forum i do czego ty tez sie przyznalas pomimo przeprowadzenia setki roznych badan przyczyn odejscia swojego Aniolka nie ustaliłas, tak samo jak inne dziewczyny, więc jakos do mnie nie przemawia popadanie w paranoje. Moze patrze na to zbyt optymistycznie o ile mozna w ogole mowic o optymizmie po takiej tragedii, ale jakos wierze w to gleboko ze nastepnym razem bedzie dobrze. wiesz co nie wiem czy takie podejscie lekarzy swiadczy o tym ze to sa zli specjalisci czy po prostu biorac pod uwage swoje doswiadczenie nie chca nas narazac na stres i zycie od badania do badania. Bo ja osobiscie nie wiem czy byłoby mi łatwiej zrozumiec strate malenstwa, gdybym usłyszała po zrobieniu miliona badan ze wszystko jest ok, chyba nie! Byłoby to dla mnie rownie trudne!!! Pozdrawiam
Odpowiedz
#18
Cześć,



A ja \"po cichutku\" poprę Monikę-wuchową. Lekarze zwykle nie wiedzą dlaczego nastąpiło poronienie - zwłaszcza pierwsze. Bo tak wskazują badania statystyczne, bo standardy polskie/światowe nie zalecaja badań po pierwszym poronieniu, bo Matka Natura wie lepiej...



Każdej z nas życzę wiary w zalecenia lekarza i pewności w podejmowaniu decyzji o kolejnej ciąży. Ale ja już w optymizm lekarza typu \"to się zdarza za pierwszym razem i na 99% nigdy wiecej\" nie uwierzę. I nie mam zamiaru być mądrzejsza od lekarzy, nie chcę nikogo straszyć czy namawiać do życia w stresie \"od badania do badania\".



Pewien medyczny podręcznik podaje, że 0,4% kobiet doświadcza aż 3 kolejno po sobie następujących poronień. Ktoś powie (lekarz?) - to mało... A jednak mnie się zdarzyło...



Pierwsze poronienie - przypadek???

Drugie poronienie - badanie genetyczne zarodka wykazało zD (łatwiej żyć?, bo jest przyczyna...)

Trzecie poronienie - wada macicy? niedomoga lutealna?



Większość badań mam w normie, a te które wyszły trochę nie tak, podobno nie przekreślają mojej szansy na macierzyństwo... A jednak jestem w grupie 0,4% kobiet... To dla mnie bardzo trudne, ale czy łatwiej byłoby mi żyć bez wykonania tych wszystkich badań? Nie, ja w Matkę Nature przestałam wierzyć po drugiej obumarłej ciąży... Może z racji techniczno-medycznego wykształcenia a może dlatego, że \"nic nie dzieje sie bez przyczyny\".



Nie zapomnę wyrazu twarzy lekarza, ani jego słów kiedy okazało się, że moja druga ciąża obumarła. A miało być na 99% dobrze... - nie jestem zwolenniczką \"nicnierobienia\" miałam już wykonane podstawowe badania po pierwszym poronieniu.



Miałam spróbować jeszcze raz... Lekarze namawiają?/dają szansę?, ale znowu coś z moim organizmem się porobiło i robie kolejne badania... Nowy trop? Oby nie, przecież nie mogę mieć wszystkiego naraz?



Trochę mało optymistycznie mi się napisało Smile Życzę samych właściwych decyzji i dobrych lekarzy.



Pozdrawiam,

Monika
Odpowiedz
#19
Kiedy zaszłam w ciążę byłam przekonana wręcz pewna, że co jak co, ale ze mną będzie OK, żadnych problemów, całe życie byłam zdrowa, bez nałogów i jak pojawiłam się u lekarza rozmawialismy o takich dalekich planach typu poród - mój lekarz tez stwierdził, że wyniki ciążowe mam fantastyczne.



Dzisiaj chce mi się śmiać i płakać z samej siebie. I niestety obie Moniki mają rację, jeżeli tu wogóle mozna o jakiejś racji mówić. Nie wierzę w lekarzy tak do końca, bo wiem, że żaden nie da mi gwarancji na piśmie, że drugim razem będzie OK.



Po poronieniu badania porobiłam od razu i co i nic jestem zdrowa wszystko w porządku, ale ja niestety nie wierze, że to przypadek. I choć najbliżsi mówią mi, że juz czas zapomnieć i pomyśleć o dziecku i mam zielone światło. Moja dusz krzyczy BOJĘ SIĘ, boję się, że stanę się jak obie Moniki prawie ekspertem medycznym z bagażem niemiłych doświadczeń i pęknietym sercem. Nie wiem skąd bieżęcie siłę, a może nieszczęście hartuje - a ja nie chciałabym się o tym przekonać.
Odpowiedz
#20
OSTRZEZENIE: OSOBY PO JEDNYM PORONIENIU CZYTAJA TEN POST NA WLASNA ODPOWIEDZIALNOSC Wink



asiek27,



ja nie pisalam o badaniach. Ani o sensie ich robienia. Nie wiem, kiedy i jakie badania powinno sie robic. To znaczy w teorii wiem, ale w praktyce - to nie mam odwagi powiedziec ani \"nie rob, bo statystyki\" ani \"rob, no bo zawsze to wieksza pewnosc\"... Zadne z tych sformulowan nie jest prawdziwe, statystyka statystyką a życie życiem. Wiem na własnym przykładzie. Monika-magic wie jeszcze boleśniej. Zadna ilosc zrobionych badan nie da zadnej pewnosci, gwarancji, ze po zajsciu w ciaze urodzi sie szczesliwie dziecko.



Po pierwszym poronieniu, wspolnie z lekarzem, zdecydowalismy, ze nie robimy badan - dlaczego? - no bo statystyka itd. Kolejnego poronienia mialo nie byc. Gdy zaszlam w ciaze nawet przez mysl mi nie przeszlo, ze moge poronic. Limit nieszczesc wyczerpalismy, w koncu te 10-15% to sporo, na kogos trafia, dlaczego nie na nas. W swoim otoczeniu mialam tylko dziewczyny, ktore poronily a pozniej wszystkie urodzily dziecko. Po jednym poronieniu. I tak w przewazajacej wiekszosci sie dzieje. W wiekszosci... ale nie we wszystkich przypadkach. Teorie znalam, ale myslalam, ze \"nas nie dotyczy\". Nie zagladalam na fora poronieniowe... nie chcialam sie \"nakrecac\". To byla moja tragedia i chcialam ja przezyc bardziej w sercu, nie mialam potrzeby, zeby o tym mowic. Staralam sie normalnie przezyc ciaze - pamietnik z listami do dziecka, znow powiedzielismy wielu osobom (choc bylo ich mniej niz przy poprzedniej) itd. Gdy pod koniec 11tc szlismy na usg, to nie spodziewalismy sie uslyszec tej najgorszej informacji.



Po drugim poronieniu zrobilam niewiele badan - a nie setki :-) - toxo, cytomegalie i przeciwciala kardiolipinowe. Wszystko ok. Pozniej, gdy zaczely sie starania, to powiedzialam, ze do ciazy bede robic jedno, dwa badania z listy az do momentu zaciazenia. Zdazylam zrobic tylko cytologie i posiew, bo wyszly dwie kreseczki. Te badania mialy byc \"dla glowy\" a nie dla ciala. Balam sie, ze wpadne w paranoje z iloscia badan - bo mozna wpasc. (Wkladajac teksty na strone dotyczace badan zastanawialam sie, czy je dawac, czy nie... bo ta wiedza niektorym osobom moze zaszkodzic... niektorym pomoze... sa tez stronki z zaleceniami, ktore badania kiedy. Ale jak juz pisalam o sensie badan to by sie przydal inny watek.)



Przyznam sie bez bicia, ze boje sie opisywac swoja historie osobom, ktore sa po pierwszym poronieniu i sa pelne wiary...

Boje sie, ze to, co kruche zniszcze, a wiem, jak potrzeba wsparcia i z zewnatrz i ze srodka - ze bedzie dobrze...



Po pierwszym poronieniu wierzylam... ani razu nie pomyslalam o najgorszym... statystyki mielismy miec wyczerpane... Nie udalo sie.



Chcialabym mimo wszystko powiedziec poprzez to, co przeszlam, ze dwa poronienia nie przekreslaja jeszcze szans na macierzynstwo... Po poronieniach urodzila sie sliczna coreczka.

Ktora jest tu... Nie jest lekiem na to, co sie stalo. Nie jest zastepnikiem. Jest soba.



Gdy po raz trzeci w ciagu 9 miesiecy wpatrywalam sie w dwie kreseczki na tescie, to... bylo we mnie wiele sprzecznych uczuc. Radosc - taka na jeden dzien. No bo jak tu planowac przyszlosc, myslec o porodzie, kiedy... Wiary - jak na lekarstwo. \"Boze, dzieki Ci za ten dzien, pozwol zeby to dziecko dozylo jutrzejszego...\" O wiecej nie bylam w stanie prosic. Pamietnika juz nie napisalam - mam 6 wpisow i nie dalam psychicznie rady. \"Co ja zrobie, jesli trzeci raz w ciagu roku poronie...\" To byla moja najczestsza mysl... Lekarza spytalam sie, ile mial pacjentek, ktore trzy razy zachodzily w ciaze w ciagu roku. Z pewna mina odpowiedzial, ze wiele. Ale - moze to przeczyta, moze nie - nie uwierzylam, do dzis nie wierze... (Za to w ~80 kobiet po poronieniu w jego praktyce jestem w stanie uwierzyc.)



\"Bedzie dobrze\" - mowili niektorzy, \"nie wolno ci sie denerwowac\"... A ja bylam wdzieczna \"moim\" dziewczynom wlasnie poznanym przy \"poronieniach\", ze nie powtarzaja frazesow, widzialam, ze sie baly razem ze mna... ze odliczaja tygodnie do 24tc, kiedy mozemy mowic o realnych szansach dla dziecka... ze czekaja razem... ze oddychaja z ulga, gdy okazywalo sie, ze JEST dobrze.

\"Bedzie dobrze\" - ta wiara innych z jednej strony dawala sile, ale tez irytowala, bo nikt nie da gwarancji, ze BEDZIE dobrze.



Pamietam lipcowa niedziele... Juz bylam po terminie porodu... Poszlam do zakrystii po... \"obrzedy pogrzebu\", coby spisac modlitwy na strone. Ksieza pracujacy w parafii znaja moja historie. Nerwowo zaczeli szukac, nie znalezli, dali do reki za to inne \"pogrzebowe\" opracowania. Siedze i wertuje, czy cos moze sie przydac, nagle dosiada sie jeden z nich i... strasznie powaznie sie pyta, czy cos sie stalo. I dopiero wtedy dotarlo do mnie, co oni sobie pomysleli, gdy poprosilam o \"obrzedy pogrzebu\". \"Bedzie dobrze\"... slysze. A ja mysle o ludziach, ktorzy robili nam ulotki na prezentacje, ktora odbyla sie rowno miesiac wczesniej. Ich Laurka zasnela ostatniego dnia 40tc. Po kilku poronieniach nikt - ksiadz, psycholog, lekarz - nie da nam gwarancji. Moze dac nadzieje, moze wlac wiare...

Na drugi dzien rano wyladowalam w szpitalu, bo sie zaczelo. \"Bedzie dobrze\" powiedzialam poloznej przy pelnym rozwarciu... 10 minut pozniej Julka byla na swiecie. Wtedy po raz pierwszy powiedzialam w tej ciazy, ze \"bedzie dobrze\".



I przepraszam Was wszystkie... zadna kobietka w ciazy nie uslyszy ode mnie \"bedzie dobrze\". Bo nie wiem tego, czy bedzie dobrze... Moge trzymac kciuki, obiecac modlitwe, wyszukiwac historie ze szczesliwym zakonczeniem na dowod, ze sie udaje itd. itp. ale nie dam gwarancji i to \"bedzie dobrze\" nie przejdzie mi przez gardlo.





A teraz do agi:

Wiele, bardzo wiele daly mi spotkania, rozmowy z Emily... I te \"najwazniejsze\" slowa, pytania padaly, gdy trzymalam reke na klamce i trzeba bylo \"uciekac\"... O tym tez kiedys mowilysmy... jak to jest z cierpieniem przy wielokrotnych poronieniach. Na szczescie nie ma miernika, ktory by zmierzyl, pokazal nasze cierpienie. Kazda niesie w sobie inna wrazliwosc... Czy kobieta, ktora stracila dziecko w 8tc cierpi mniej niz ta, ktora stracila w 9tc? Rozumiem, ze strata dziecka na pozniejszym etapie wiaze sie z innymi doswiadczeniami, ale czy cierpi mniej? Czy jest gdzies ta granica, ze sie nie cierpi? ze to nie jest tragedia? Dla mnie nie ma...

Czy kobieta, ktora traci ciaze kolejny raz cierpi mniej, bo sie przyzwyczaila(?) do poronien, bo juz wie(?) jak to jest... Czy cierpi mniej? Czy nieszczescia spadajace jedne po drugim jeszcze bardziej przygniataja do ziemi, czy mniej - no bo sie przyzwyczailismy... Nie wiem... po drugim poronieniu bylo mi o wiele trudniej niz po pierwszym... Drugie poronienie zabralo mi wiare w to, ze bede miec jeszcze dzieci... zabralo pragnienie posiadania dalszych dzieci i choc po pewnym czasie mi przeszlo, to...



Trzy miesiace po porodzie sni mi sie... piata ciaza trzecie poronienie. Sen jest taki realny, ze gdy sie budze, to pierwsza mysl: musze zadzwonic do Emily albo Aniao3, ze poronilam (tylko ze jedna wlasnie w usa, a druga na wyjezdzie na zdjeciach)... Dopiero po chwili dociera, ze to tylko sen, ze w ogole to ja w ciazy nie jestem.



Juz sie pogodzilam z tym, ze pewne sprawy pewnie nie skoncza sie nigdy. Albo beda wracac dlugo.



jeszcze do asiek27:

\"przyczepilam\" sie tylko do tych 99% dotyczacych wady genetycznej dziecka. Po prostu dla mnie nie jest to prawda... Zreszta kazdy \"specjalista\" powie Ci cos innego (wszystkie przytoczone dane cytuje z konkretnych opracowan, wywiadow):

* Lekarz: 40-70% wada genetyczna, 30% niewyjasnione, ....% infekcje, immunologia, hormony, wady anatomiczne...

* Psycholg: 50% strat spowodowanych jest lękiem, ze sie ciazy nie donosi

* Psycholog zwiazany z \"pro-life\": 90% kobiet, ktore poronily mialy wczesniej aborcje lub stosowaly srodki hormonalne...



Za nic mi te procenty nie chca sie sumowac do 100%. Czyzby kazda z nas miala miec wszystko naraz? Albo chociaz po kilka \"powodow\"... Nie oczekuje od lekarza, ze bedzie mial odpowiedzi na wszystkie pytania, zwlaszcza na to najczesciej zadawane: dlaczego? I choc bezradnosc medycyny dobija, to wole takie - uczciwe - postawienie sprawy.





Usciski dla wszystkich czytajacych wateczek,

Monika (wuchowa)




Odpowiedz
#21
Hej,



\"Wszystko będzie dobrze\" - powiedział mój lekarz, przy trzeciej ciąży, kiedy już było wiadomo, że coś z pęcherzykiem jest nie tak... Bo miałam pozytywnie myśleć...?, nie takie rzeczy w jego praktyce się zdarzały. Nie mam żalu za te słowa. Przecież miało być dobrze... takie były wyniki badań.



Starałam się pozytywnie myśleć, od momentu zrobienia testu ciążowego powtarzałam sobie w myślach \"w grudniu urodzę zdrowe i śliczne dziecko\" (z kilka dni TEN grudzień). Przeczytałam w jakiejś psychologicznej książce, że takie określeni celu i częste powtarzanie pomaga - nie pomogło...



Kilka dni później nad moim usg stało kilku lekarzy i nic nie mogli zrobić... \"Nie wiem co pani powiedzieć...\", \"najbliższe dni bedą dla pani ciężkie\", \"...musimy czekać...\"



Tak praktykę to ja w poronieniach mam niezłą: podszkoliłam się w słownictwie medycznym, metodach diagnostycznych, ciągle \"doszkalam się\" w nowych jednostkach chorobowych, które mogą/ale nie muszą wpływać na występowanie poronień. Kiedy z ust lekarza pada słowo \"celiakia\" mam jedną myśl - poszukać informacji. Może nie ja to wykorzystam (mam cichą nadzieję...), ale może komuś się przyda, ktoś się zastanowi. Jestem \"ekspertem medycznym ... z pękniętym sercem\". Nie chciałam nim być... nie w tej dziedzinie...



Czasami boję się odzywać na forum, bo mam za duży bagaż doświadczeń... Wiem, że po pierwszym poronieniu jesteśmy pełne wiary i optymizmu, że to był ostatni raz. I niech tak będzie... Przepraszam, że podobnie jak Monika-wuchowa, nie będę potrafiła powiedzieć \"będzie dobrze\", albo \"nie szalej z badaniami, zaufaj Naturze, Bogu,...\", \"nie czekaj przepisowych 3 m-cy\", itp.



Obecnie trwa moja najdłuższa przerwa \"w staraniach\" - do wyjaśnienia?. Po histeroskopii przyszła lekarka, powiedziała o wyniku i: \"w ciąży podamy pani zastrzyki...\" W ciąży? W tej czwartej? Nie dam rady, boję się, nie wierzę...

Miałam zacząć od grudnia, ale mój organizm się zbuntował... Rośnie we mnie cichy żal - jeszcze nie będę mogła???



Wybaczcie czasem \"weterankom\"...

Pozdrawiam,

Monika
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości