widocznie tak było najlepiej
#51
Dziś mam dziwny wieczór... Nie płaczę, ale tyle uczuć w środku, we mnie. Żal, pustka i jednocześnie taki straszny ciężar. Powinnam mieć coraz cięższy brzuszek - a mam coraz ciężej na plecach. Przygniata mnie ta sztanga, albo raczej krzyż. Nie wiem co dalej robić... Przestałam być w ciąży ponad 3 tygodnie temu, a czuję się jakbym nadal w niej była.... Oczywiście emocjonalnie, nie fizycznie.... Liczę tygodnie, \"gdybam\" jak by to teraz było... Ktoś bardzo mądry napisał mi niedawno, że dla kobiety często przerwana ciąża i tak trwa do końca - do daty planowanego porodu. Chyba coś w tym jest... Ja już widziałam siebie jako mamę 4 dzieci - i choć wiedziałam, że ciąża jest zagrożona - i tak mimowolnie planowałam... I wciąż myślę, czy spróbować jeszcze raz - tak bardzo pragnęłam tego dziecka - mimo, że było dla nas wielką niespodzianką...
Podobne stwierdzenie pojawiło się na innym wątku - ja słyszałam to w takiej wersji: \"Jeśli myślisz, że masz wszystko zaplanowane to Pan Bóg się śmieje\" - i chyba coś w tym jest...
Odpowiedz
#52
Coś w tym jest, że przerwana ciąża i tak trwa do końca, ciągle odliczam dwa okresy - od straty - 3 tygodnie i 17 tydzień ciąży... Też mam problem z planami, ja mam tylko Piotrusia obok siebie, tak marzyliśmy o rodzeństwie dla niego, a teraz po prostu się boję. Czułam się nietykalna - przecież jestem okazem zdrowia, świetne wyniki, nic nie może się stać...a jednak może, więc skoro zdarzyło się raz, to co jeśli jest mi pisane jeszcze raz?? Nie mam w sobie tyle siły....
Pamiętam o Tobie i Twoich Aniołkach...
Odpowiedz
#53
Cytat:[autor cytatu=kosiek20]
Nie mam w sobie tyle siły....
Może dziwne, że piszę to ja... i że właśnie teraz...
ale nawet nie wiesz ile tej siły masz...
Jak napisała kiedyś Wisława Szymborska \"Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono\"....
Odpowiedz
#54
Jest amerykańskie powiedzenie, brzmi jakoś tak: \"Nie wiesz ile masz siły, dopóki siła nie będzie jedynym wyborem, jaki masz\".
Dużo sił dziewczyny.
Odpowiedz
#55
Cytat:\"Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono\"....

A ja mam już dość tego sprawdzania!!! Już nie chcę wiedzieć ile mam jeszcze siły, ile muszę jej mieć... Dziś zabrano mi mój największy azyl. W pracy koleżanka przyznała się, że jest w ciąży - rodzi miesiąc - może półtora po moim terminie. A to znaczy, że przez jakiś miesiąc - może półtora chodziłyśmy razem w ciąży. Rozmawiałyśmy o różnych sprawach, ale do ciąży żadna się nie przyznała. A teraz ona dziś powiedziała pani dyrektor no i oczywiście wiadomość rozeszła się lotem błyskawicy... radość, gratulacje - a ja musiałam mocno zaciskać zęby. Szlak!!!! Nie chodzi o to, że źle jej życzę - przeciwnie, wrogowi nawet poronienia bym nie życzyła, a co dopiero koleżance. Ale praca to było jedyne miejsce, gdzie prawie w ogóle o tym nie myślałam - nie miałam czasu, tyle się zawsze tu dzieje, a i tematy różne inne - nikt nie mówił o ciąży... (no może czasem, ktoś o swoim wnuku maleńkim coś wspomniał ,albo o tym, że chciałby już babcią zostać, albo któraś z młodych, że może za jakiś czas na macierzyństwo się zdecyduje - ot takie wzmianki czasem...) aż do dziś... Szlak!!! Teraz w pracy będę miała ten widok i temat na co dzień, potem w domu słyszę noworodka piętro niżej, albo mijam tą sąsiadkę spacerującą w pobliżu bloku. A z najbliższymi znajomymi, z którymi spędzaliśmy wiele weekendów (piątkowy lub sobotni wieczór lub niedzielna kawka, wspólne wypady itp.) teraz też za często nie chcę się spotykać, bo ona jest w 6 miesiącu ciąży. Praca, dom, weekendy - wszędzie ciąże lub noworodki - i jak ja mam wrócić do normalności??????? Jestem przerażona!!!!!!!
Odpowiedz
#56
freeq

moja koleżanka też zaszła w ciąże mniej więcej w tym czasie jak ja Maluszka straciłam ...wszyscy wiedzieli, ja nie..trochę mi było przykro, że dowiedziałam się przypadkiem... ale cieszyłam się razem z nią, choć w sercu... sam wiesz... ptem w maju druga z koleżanek też straciła Maluszka.... od 1.03 ta pierwsza wróciła z macierzyńskiego... ta druga jest w ósmym miesiącu, a ja ....


nie mniej jednak cieszę się, że im się udało....


ciężko Ci...boli... przytulam chciaż wirtualnie... kiedyś dziewczyny na frum częstowały się wirtualną czekoladą... jaką lubisz ?
Odpowiedz
#57
Cytat:[autor cytatu=freeq]
Teraz w pracy będę miała ten widok i temat na co dzień, potem w domu słyszę noworodka piętro niżej, albo mijam tą sąsiadkę spacerującą w pobliżu bloku. A z najbliższymi znajomymi, z którymi spędzaliśmy wiele weekendów (piątkowy lub sobotni wieczór lub niedzielna kawka, wspólne wypady itp.) teraz też za często nie chcę się spotykać, bo ona jest w 6 miesiącu ciąży. Praca, dom, weekendy - wszędzie ciąże lub noworodki - i jak ja mam wrócić do normalności??????? Jestem przerażona!!!!!!!
A jest jeszcze coś takiego jak normalność????
Moja bratowa urodzi w podobnym do naszego tp... więc będę miała bratanicę, która mi stałe będzie przypominała Małgosię... i cała reszta maluszków w okolicy...
Ja też nie chciałam być \"sprawdzana\"... ale nikt mnie nie pytał o zdanie... wydarto mi serce... zdeptano... a teraz to ja muszę jakoś odbudować wszystko od nowa... :|
Odpowiedz
#58
nigdy już nie będzie normalnie.... trzeba poukładać wszystko od nowa.... pomalutku....
Odpowiedz
#59
Cytat:... kiedyś dziewczyny na frum częstowały się wirtualną czekoladą... jaką lubisz ?
marzewo - kiedyś lubiłam bardzo bardzo bardzo mleczną - a teraz żadna mi nie smakuje...

Dziś jak tylko weszłam do pracy zobaczyłam ją - stała jeszcze w kurtce i nawijała o ciąży. Nie mam jej tego za złe. Od dawna już mówiła, że chce mieć drugie dziecko. Ma prawo się cieszyć. Życzę jej \"nudnej\" książkowej ciąży i ślicznej zdrowej córeczki (bo synka już ma). Mojej bliskiej znajomej też dobrze życzę i cieszę się, że im się udało. Ale sam ich widok teraz sprawia taki straszny ból. A na dodatek pojawiło się też takie dziwne uczucie...nie wiem.... bycia gorszym, mniej wartościowym.... Chodziłam w ciąży równolegle z bliską znajomą, koleżanką z pracy i sąsiadką. Im wszystkim się udało (i oby tak dalej), a mi nie. Wiem, że to absurdalne uczucie, że nie jestem niczemu winna, że nie jestem gorsza, ale ten ból........
A dziś na dodatek dostałam pierwszy okres po zabiegu - narazie takie lekkie plamienie, ale jutro już się pewnie rozkręci. Plamiłam przez jakieś 7 tygodni ciąży, potem prawie 2 tygodnie po zabiegu - potem niecałe 2 tygodnie przerwy i znów... ta krew...wspomnienia wracają jeszcze wyraźniej... codziennie nowy kop Sad
I jak tu budować nową normalność???
Kiedyś przeczytałam takie zdanie - już nie pamiętam gdzie, ale bardzo utkwiło mi w pamięci:
\"Wczoraj podcięli mi skrzydła - dziś każą mi latać\"
Mi nie tylko podcięto skrzydła, one są docinane bardziej każdego dnia - tak, że nie mają nawet szansy zacząć odrastać....
Odpowiedz
#60
Dziś ciężarnej w pracy nie było - i czułam się tam swobodniej. Co innego świadomość, że ktoś znajomy jest w ciąży, a co innego widok tej osoby.... Chociaż tak naprawdę to nie czyjaś ciąża boli, tylko nasza strata... Czujemy pustkę, ból, tęsknimy, a czyjaś ciąża w pobliżu potęguje ból, bo uświadamia nam jeszcze wyraźniej, że my nasze dziecko straciliśmy... chociaż i tak cały czas mamy tego świadomość... Piszę my, bo sądzę, że mniej więcej tak to jest z nami wszystkimi - że moje uczucia nie różnią się zbytnio od uczuć każdej z was, mimo różnic w szczegółach naszych historii. Oczywiście nie chcę nikomu wciskać uczuć i poglądów - tak mnie tylko jakoś wzięło na rozważania....
Ja dziś czuję się fatalnie - fizycznie i psychicznie. Pierwszy okres rozkręca się pełną parą. Pojutrze minie miesiąc od zabiegu. Mam doła...
Odpowiedz
#61
Freeq, ja czułam i w dalszym ciągu czuje podobnie. Mimo, że mam swojego ziemskiego skarba, to widok kobiety w ciąży już zawsze będzie powodował zakłucie w sercu i przypomnienie o stracie. Ja nie zapomnę tych pierwszych tygodni po zabiegu. Tego bólu i rozpaczy. Chyba te pierwsze tygodnie były najgorsze, ale i teraz nie jest łatwo. Już każdy dzień w życiu nie będzie taki sam, już każdego dnia będziemy musiały żyć z pustką w sercu.

Wirtualnie przytulam

Dla Twoich Aniołków (*)(*)
Odpowiedz
#62
freeq skoro czekolada nie podziała to mocno przytulam i cieplutko pozdrawiam...



ja wczoraj dowiedziałam się o trzech nowych ciążach w pracy.... diw ekoleżanki dość bliskie też są... ni i właśnie to uczucie takie kłujące, dlaczego.... może już tak nie boli, ale jest..... ta tęsknota ...

pomalutki układam sobie, życie na nowo....
Odpowiedz
#63
ja dzisiaj uciekłam z laboratorium prawie z igłą w żyle. Byłam tylko ja i dwie ciężarne, takie radosne takie zadowolone. Czułam jak bym się dusiła. Nawet nie zdążyłam się ubrać, tylko wzięłam kurtkę i wyleciałam. Ja świadomie unikam towarzystwa ciężarnych i udaje mi się to już ponad rok. Tolerowałam ciąże jedynie mojej ukochanej kuzynki, która też nie miała lekko, ale nie umiałam jej okazać więcej uczuć niż przed ciążą i to nie z zazdrości. Nie potrafiłam tego ogarnąć to było i jak na razie jest dla mnie takie nie osiągalne.
Nie obrażając nikogo, ale jak przebywam z ciężarną w jednym pomieszczeniu to po prostu mnie mdli, nie wiem jak długo tak będzie.
to taka moja reakcja na duży stres i napięcie.
Odpowiedz
#64
te wszystkie uczucie tak dobrze mi znane, miałam wrażenie że ciężarne są wszędzie, najgorzej było w poczekalni u mojego doktorka, w najgorszych momentach myślałam sobie, że przecież nie wiem ile ta kobieta musiała przejść aby teraz cieszyć się tym brzuszkiem, może też straciła dziecko, może długo walczyła o ten cud i to czasami pomagało, trochę wyciszało, ale niestety nie zawszeSad
freeg ja trafiłam na zabieg do szpitala razem z moją koleżanką, tylko ona jechała do porodu, obie nas położyli na patologi, mi założyli tabletkę i czekałam, moja koleżanka siedziała ze mną i czekała aż zaczną się skurcze, trzymała w ręku długopis i notowała ruchy swojej córeczki, a mnie coraz bardziej bolało, coraz więcej krwawiłam, moje dziecko odchodziło na zawsze, jej się w tym dniu urodziło. Zosię widziałam tylko raz choć minęło 1,5 roku, kiedy widzę jej zdjęcia na fb płaczę za każdym razem, myślałam że po urodzeniu Tosi będzie inaczej...nie jest i choć mała Zosia nie jest niczemu winna, przypomina mi tylko o jednym i już chyba na zawsze tak zostanie. Miesiąc to bardzo mało, ja w tym czasie rozsypywałam się chyba najbardziej, musiałam wziąć zwolnienie bo nie dałam rady wysiedzieć w pracy bez płaczu...życzę ci siły, dużo siły...
Odpowiedz
#65
Dziękuję Wam za te wszystkie słowa. Trochę to przerażające - część z Was jest już wiele miesięcy albo i lat po poronieniach, a nadal Wam trudno. Mimo to, dzięki Wam wiem, że nie jestem sama...
Często wracam myślami do drugiego dnia świąt, kiedy po raz ostatni trzymałam takie maleńkie dziecko. Wtedy myślałam, że ja już swojego takiego maleństwa nie będę miała, ale myślałam o tym bez żalu, bez zazdrości, bez smutku - bo przecież mam swoją trójeczkę, a najmłodszy synek jeszcze taki malutki... Tamtą dziewczynkę nosiłam, tuliłam... i czułam się lekka, szczęśliwa....Ja zawsze uwielbiałam dzieci, cieszyłam się z każdej ciąży, nie tylko swojej ale i wśród bliskich, chętnie odwiedzałam znajomych z maleńkimi dziećmi - a teraz unikam ich, odwracam głowę i boję się, że tak będzie już zawsze.... to taki straszny ciężar...
Odpowiedz
#66
Minął miesiąc.............................
Miesiąc temu o tej porze myślałam, że skoro dotrwaliśmy do 12 tygodnia to już wszystko będzie dobrze. A tego samego dnia tuż przed północą obudziłam się już po zabiegu. Pusta - w brzuchu i w sercu Sad
Kilka dni później poznałam Was - obce osoby, a jednak tak bliskie, z którymi tak wiele mnie łączy...
Za maleństwem tęsknię...... a Wam dziękuję za bycie ze mną w tym trudnym czasie....
Odpowiedz
#67
faktycznie od straty mineło kilkanaście miesięcy..... tez zmyslałam, że już tak blisko, że 11tydzień, już miało być wszystko dobrze.... niestety nie było... to był wrzesień....

każda kolejna ciąża, dziecko wśród znajomych to było jak czymś ciężkim w głowę.... ale w lipcu pojechaliśmy do znajomych, Marysia urodziła się trzy tygodnie po nasztm tp.....

i wzięłam ją na ręce.... i było tak jak piszesz bez żalu, bez żazdtości, bez smutku, tylko z wielką tęsknotą, że nie będą się razem bawić....

freeq dużo sił.... będzie lepiej, inaczej, ale na to potrzeba czasu.... dbaj o siebie.....
Odpowiedz
#68
Nie wiem jak będzie... To znaczy teoretycznie wiem na temat żałoby bardzo dużo, praktycznie też niestety sporo, a jednak tym razem są chwile, że myślę sobie, że ja już chyba nigdy nie poczuję się lekka....
Miesiąc temu o tej porze byłam już w szpitalu. Miałam założone leki, czekałam na nasilenie krwawienia, skurcze i zabieg.....
Teraz znów krwawię - tym razem to @, ale tak bardzo przypomina o tamtych strasznych chwilach... jakby to było wczoraj........
Znajomi, którzy spodziewają się dziecka, nie odwiedzają nas, nie dzwonią... Może jak się ostatnio widzieliśmy, ona wyczuła moją niechęć.... Kiedyś jej to wytłumaczę, kiedyś.... ale narazie nie mam siły... Sad
Odpowiedz
#69
Zaczyna się kolejny dzień - i zaczyna się piąty tydzień beż mojego maleństwa.... byłabym w 16tc......
Mały coś tam sobie układa na dywanie, podśpiewuje, taki jest radosny....
Uśmiecham się do niego, ale w sercu nadal ból....
Szukam tu ukojenia..... znajduję życzliwość, współczucie.... to tak mało i tak wiele zarazem.....
Odpowiedz
#70
Cytat:[autor cytatu=freeq]
(...) myślę sobie, że ja już chyba nigdy nie poczuję się lekka....
...ja to wiem, że już nigdy i nic nie będzie takie jak było...
Odpowiedz
#71
Cytat:[autor cytatu=freeq]
Zaczyna się kolejny dzień - i zaczyna się piąty tydzień beż mojego maleństwa.... byłabym w 16tc......
Mały coś tam sobie układa na dywanie, podśpiewuje, taki jest radosny....
Uśmiecham się do niego, ale w sercu nadal ból....
Szukam tu ukojenia..... znajduję życzliwość, współczucie.... to tak mało i tak wiele zarazem.....
Tylko moje dzieci są w stanie wzbudzić we mnie uśmiech...
...a ukojenie...? można znaleźć...?
Odpowiedz
#72
meggi, Twój Mateuszek jest w wieku mojego synka (sierpień 2010). To prawda, że taki słodki, radosny maluszek potrafi wywołać uśmiech, nawet gdy w środku boli...
A ukojenie??? Wiesz, myślę, że jeśli nikt i nic nie może nam pomóc, to życzliwość, współczucie, zrozumienie, proste ciepłe słowa - to najlepsze co możemy dostać. Oczywiście bólu to nie ukoi - ale przecież nic go nie ukoi...
Niektórzy mówią, że czas leczy rany - ja słyszałam inną wersję, z którą bardziej się zgadzam: Czas nie leczy ran, ale przyzwyczaja do bólu.... Zobaczymy...
Odpowiedz
#73
Dziś rano w kościele nagle zaczęły mi lecieć łzy... tak po prostu... ogarnęła mnie tak wielka tęsknota, tak wielki smutek... Ja nigdy nie płaczę przy ludziach, ale dziś nie umiałam powstrzymać tych łez...
Jeszcze tak niedawno modliłam się o zdrowie dla mojego poczętego Dzieciątka... i dziękowałam za tą wielką-maleńką niespodziankę..........
A teraz już go nie ma pod moim sercem... jest tylko w sercu... albo może aż w sercu...
Odpowiedz
#74
Cytat:[autor cytatu=freeq]
meggi, Twój Mateuszek jest w wieku mojego synka (sierpień 2010).
(...)
Niektórzy mówią, że czas leczy rany - ja słyszałam inną wersję, z którą bardziej się zgadzam: Czas nie leczy ran, ale przyzwyczaja do bólu.... Zobaczymy...
Matuś miał się urodzić na początku sierpnia... a \"zdążył\" jeszcze w lipcu...

Tak, z czasem uczymy się żyć z bólem i tą dziurą w sercu... zastanawiam się tylko ile teraz będzie musiało go minąć abym mogła powiedzieć, że wróciłam do życia...
Odpowiedz
#75
Cytat:[autor cytatu=freeq]
Dziś rano w kościele nagle zaczęły mi lecieć łzy... tak po prostu... ogarnęła mnie tak wielka tęsknota, tak wielki smutek... (...)
Jeszcze tak niedawno modliłam się o zdrowie dla mojego poczętego Dzieciątka... i dziękowałam za tą wielką-maleńką niespodziankę..........
A teraz już go nie ma pod moim sercem... jest tylko w sercu... albo może aż w sercu...
mnie dziś też długo płynęły łzy... znów się rozszlochałam...
... i też dobrze pamiętam jak jeszcze niedawno dziękowałam za Malunią, za jej serduszko, które okazało się zdrowe, za to, że już coraz bliżej do dnia naszego spotkania... nie sądziłam wtedy, że będzie ono jednocześnie dniem pożegnania...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości