???
#1
Hm...Czy pójdę do piekłą jeśli na izbie przyjęć osobiście wyrzuciłam swoje dziecko (9tc) do kosza??? Dopiero po zabiegu uświadomiłam sobie co zrobiłam i jakoś nie umiem się z tym pogodzić. A inni nadają imiona dzieciom, chodzą do USC po akty zgonu. A JA SWOJE WYRZUCIŁAM!!!!!!!!!! :\'(
Odpowiedz
#2
Mirko droga, czasu nie cofniemy. Jednak Bóg w swoim miłosierdziu może ze wszystkiego dobro wyprowadzać i leczyć każdą ranę. Pewnie ten moment po zabiegu był dla Ciebie trudny i bolesny. Bóg zna Twoje serce i wie co się w nim działo i co sie teraz dzieje. Spróbuj tak po prostu otworzyć Twoje serce przed Bogiem, szukając ukojenia i pocieszenia.
Bóg nikogo nie potępia, to człowiek może sam zamknąć się na Bożą miłość.
Warto też, abyś nawiązała duchową więź z Twoim dzieckiem, ono Cię zrozumie i przebaczy.
Jestem z Tobą i wspieram modlitwą
Z serca
o.Marcin
Odpowiedz
#3
Mirko, a więc i ja się \"wtrącę\" do tego wątku.

Moment, kiedy dowiadujemy się o śmierci naszych nienarodzonych Dzieci przychodzi zwykle jak przysłowiowy grom z jasnego nieba. Nikt nie jest w stanie się na niego przygotować, nikt nie planuje co wtedy zrobi, nie określa wcześniej co dobre a co złe. Najczęściej po prostu w którymś momencie trafiamy do szpitala, dowiadujemy się co się dzieje i tracimy głowę, bo przecież nie tak miało być. Często wtedy nie jesteśmy w stanie myśleć tak, jak myślimy na co dzień, nie jesteśmy w stanie podejmować racjonalnych decyzji, po prostu \"głupiejemy\" i żyjemy w otępieniu.

Ja sama, kiedyw szpitalu dano mi do podpisania dokument, w którym miałam określić czy zabiorę i pochowam swoją Córeczkę, czy też szpital ma się Nią \"zająć\", w pierwszym momencie wybralam to drugie. Teraz wiem, że wtedy potrzebowałam więcej czasu, że nie byłam w stanie myśleć. Dopiero w domu zaczął się szloch i wyrzuty, że \"porzuciłam\" swoje Dziecko, że tak po prostu się go \"pozbyłam\". Miałam na szczęście możliwość zmiany decyzji, bo moje Dzieciątko było jeszcze w szpitalnej lodówce (ach, jak to brzmi), ale gdyby nie to, byłabym w sytuacji podobnej do Twojej

Nie obwiniaj się, bo to NIE JEST TWOJA WINA. Najważniejsze jest to jak traktujesz, tzn. jak postrzegasz swoje utracone Dziecko, jak o Nim myślisz; nie to, jak postąpiłaś będąc w szoku i pod wpływem personelu medycznego, który - jak sądzę - skłonił Cię do takiego, a nie innego postępowania.

Ściskam Cię mocno, choć tylko wirtualnie

Magda
Odpowiedz
#4
Mirko,
odpisalam ci na ogolnym. tutaj chcialabym tylko podpisac sie pod tym, co wyzej napisal o.marcin. szukaj u Boga ukojenia i spokoju. On jest najlepszym lekarzem naszych serc.
czesto dzieje sie tak ze mimo iz mamy swiadomosc tego, ze nasze zachowanie jest \"normalne\" w danej trudnej sytuacji w jakiej sie znalazlysmy, to jednak czlowiek jakos nie moze pewnych rzeczy wymazac ze swojej pamieci, caly czas wracaja i zadaja ból. modlitwa, oddanie tego wszystkiego Panu Bogu przyniesie ci prawdziwy pokoj serca i nadzieje. wiem jak Jego pomoc jest niezbedna kiedy czlowiek jest zlamany na duchu bo sama wolalam do Niego z glebokosci cierpienia i zostalam wysluchana. gdyby nie On, niewiem czy nie oszalelibysmy z mezem z rozpaczy po stracie naszego dziecka.
tracac dziecko zyskalas skutecznego oredownika w Niebie. teraz jest ono blizej ciebie niz myslisz.

pozdrawiam
Odpowiedz
#5
Co do piekła, to często myślimy, że Bóg tam ludzi posyła. On jest czystą miłością, która zstąpiła do piekieł, aby nas ocalić. Piekło może być tylko ludzkim wyborem, a nigdy Bożą wolą. Dlatego ufam, że jest i będzie na zawsze puste.
Z modlitwą
o.Marcin
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości