Nie wiesz, co to prawdziwe cierpienie - Różnicowanie straty
#26
Agik i pauli04 miło mi, że uważacie że mamy prawo do przeżywania straty, że wiecie że nas też to boli mimo,że straciłyśmy swoje dzieci bardzo wcześnie. U mnie w otoczeniu to jak ta opowieść na placu przecież byłaś tylko w 10 tc, 32 tc to tragedia i ja nawet z tym się zgadzam, ale mnie moja strata synka też boli i wcale mi nie jest dobrze z tym, płacze w ukryci co jakiś czas to pomaga i oglądam zdjęcia usg. są dni normalne, są dni kiedy nawet czuję się dobrze i są dni kiedy mi ciężko i źle. Niedługo miną 3 mc od zabiegu. dla wszystkich to dużo czasu oni zapomnieli, ja pamiętam boli mnie oglądanie ciąży swoich znajomych i słuchanie o małych dzieciach.
Odpowiedz
#27
Czy 3,czy 10,czy 20,czy 30,czy 40 itd......tydzień ciąży.Każda strata Dziecka jest ogromna tragedią .Nie ma mniejszej i większej...Stracić swoje ukochane,wyczekiwane Maleństwo to wielka trauma.Nie większa,bądź mniejsza.Nie zgadzam się na różnicowanie straty.....Żadne i nigdy!
Odpowiedz
#28
wiecie co tak sie teraz zastanawiam nad tym dlaczego tak ludzie do tego podchodzą starają sie umniejszac strate wzgledem wieku i wydaje mi sie że głównie są to osoby ktore tego po prostu nie doswiadczyły, a sama sie juz spotkałam z tekstami wez sie w garsc czy tez jeszcze bedziesz miec duzo dzieci ale tak na prawde przeciez nie o to chodzi kazda ciaza to nadzieje plany i indywidualny przypadek to sa nasze dzieci ze ich nie ma z nami fizycznie ale w naszych sercach sa, ja nie potrafie przejsc nad tym do porzadku dziennego a nawet nie chce bo wiem ze jesli bede udawac to i tak do mnie to wroci, nosilam to dziecko przez osiem miesiecy pod sercem mam zdjecia usg i ono bylo ze mną kopało wiercilo sie a kto probuje to zignorowac to po prostu moim zdaniem tego nie przeżył i niech sie z tego cieszy i nikomu tego nie życze choc by wygadywał najwieksze brednie ze nic sie nie stało.
Odpowiedz
#29
Moim zdaniem każda strata dziecka boli jednakowo. Nieważne, czy to początek ciąży, czy koniec. Jednak wydaje mi się, że im więcej jest pamiątek po dziecku, kupionych rzeczy i wspomnień tym trudniej się pozbierać. Ja też miałam już kilka rzeczy dla mojego Aniołka i kiedy na nie patrzę łzy cisną mi się do oczu. Jak wróciłam ze szpitala nawet widok gazet dla przyszłych mam wywoływał u mnie wybuchy płaczu. Nie umiem sobie wyobrazić co czuje matka, która dowiaduje się, że ma martwe dziecko tuż przed porodem. Jak wrócić do domu, gdzie czeka łóżeczko i cała wyprawka? Myślę, że to właśnie w tym aspekcie jest trudniej w bardziej zaawansowanej ciąży.
Nie zmienia to jednak faktu, że od momentu gdy na teście ciążowym pojawiły się dwie kreseczki każda z nas pokochała swoje dziecko, jedyne, często wyczekiwane i nie można umniejszać jego straty. Dla nas bez względu na wiek ciąży to były i zawsze będą nasze dzieci.
Odpowiedz
#30
Nie lubię takiego licytowania się na tygodnie i miesiące ciąży. Faktycznie kiedy ciąża dobiega końca strata dziecka jest większym zaskoczeniem. Wydawać by się mogło, że już niewiele dzieli matkę od spotkania z dzieckiem, że to, że znamy płeć dziecka i mamy skompletowaną wyprawkę zwala z nóg i potęguje ból. Ale... miłość do dziecka i świadomość jego istnienia pojawia się w momencie kiedy widzimy dwie kreski na teście. Dla osób postronnych to tylko płód i wczesna ciąża, dla matki to zawsze dziecko, jej kropeczka, maleństwo itd. Ja straciłam ciążę w 9 t.c. Zdawałam sobie sprawę z tego, że jest to ciąża wczesna i że w każdej chwili mogę poronić, tym bardziej, że od początku bardzo bolał mnie brzuch. Kiedy zaczęło się poronienie myślałam: no tak, można było się tego spodziewać. A szok nadszedł później. Każdy dzień i miesiąc uświadamiał mi że nie mam dziecka - nie ma tego, które miało mieć 20, 30, 40 tc, tego, które miało się narodzić, tego, które miało płakać, biegać, denerwować i cieszyć. A dziś nie mam dziecka które miałoby 19 miesięcy. Dlatego wg mnie strata to strata. I tyle.
Odpowiedz
#31
masz racje Magdo25l że pozostale pamiątki wywołuja ogromny ból i żal my mielismy juz wszystko dla naszego aniołka ale kiedy bylam w szpitalu mąż wszystko posprzątał chcial mi oszczedzic tego bolu ale kiedy wrocilam do domu sam widok szafki w ktorej mielismy te rzeczy wywolywal ogromny wybuch placzu, w tamtym tygodniu dokonczylam te porzadki i posegregowalam rzeczy po starszym synu i te ktore dostalam od kolezanki i kiedy jej oddawalam pęklam jak małe dziecko rozplakalam sie i nie moglam sie uspokoic i az boje sie pomyslec co czul mąż sprzatajac ubrania i kolyske ``na świeżo`` ale jego odreagowanie pewnie zaskoczy nie jedna osobe poniewaz wszystkie te rzeczy po prostu spalił teraz juz po czasie twierdzi że mogl tego nie robic ale wtedy to bylo jedyne co przyszlo na mysl.
Odpowiedz
#32
Szczerze przyznam sie, ze zupelnie nie wyobrazam sobie, jak przezylabym strate dziecka, ktore juz bylo tak \"fizyczne\", ale nie znaczy to, ze moj bol jest \"gorszy\", \"mniejszy\" i latwiejszy do przetrawienia. 6.05 minie 5 miesiecy, ale pamietam wszystko, jak dzis, miewam zle sny i codziennie mysle, ze juz tak niedlugo malenstwo byloby z nami...Bo przeciez nie chodzi wylacznie o \"rozmiar\" dziecka. chodzi o plany, nadzieje, radosc, wyobrazenia, jak to bedzie, do kogo bedzie podobne itp.,oczekiwanieSmile. Niewatpliwie trudniej jest wrocic do domu, w ktorym juz stoi lozeczko, pachna ubraneczka, ale przeciez my tez juz mielismy pomysl, gdzie lozeczko stanie...kiedy miesiac pozniej powiesilismy tam polki na kompakty, zwyczajnie sie rozplakalam...
Kiedy wrocilam ze zwolnienia po poronieniu uslyszalam od szefa, ze zawiodlam...bo \"wzielam sobie\" AZ 3 tygodnie zwolnienia, praca leżała. Że zawiodłam, bo na zwolnieniu przyszlam do pracy w niedziele, a nie w poniedzialek (nie dalabym kiedy wszyscy byli w biurze)...i w dodatku nie zrobilam wszystkiego....oraz, ze \"przeciez nie jest to taka tragedia, zeby histeryzowac miesiac w domu\". a przeciez wraz z tym dzieckiem umarlo cale moje przyszle zycie - bo ono bylo juz \"przestawione\". i na zawsze takie pozostanie.
Odpowiedz
#33
Jutro mój synek miałby urodzinki, skończyłby 7latek...
i nie dość że zawsze środowisko w którym żyję bagatelizowało moją stratę i cierpienie to właśnie usłyszałam że po TYLU latach to już dawno powinnam zapomnieć o \"tym\", mam przecież dzieci \"normalne\", i jestem histeryczka....
ale jak zapomnieć????
Dla Ciebie Synku(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*) (siedem promyczków na jutro-bo nie wiem czy będę w stanie tu zajrzeć 29kwietnia)...
Odpowiedz
#34
Właśnie to chyba jest najtrudniejsze w śmierci dziecka - o czym pisze Mirka: że nasze niebieskie dzieci umierają dla nas codziennie, coraz starsze.
Odpowiedz
#35
Jak mądrze to powiedziałaś Małgosiu. dokładnie tak się czuję. Zaglądam do wózków i myślę: \"Tak by wyglądała\"
Odpowiedz
#36
Moja niedoszła tesciowa tez stwierdziła \'\'TO NIE DZIECKO TO BYŁ PŁÓD\'\' dobrze ze ja tego nie słyszałam, powiedziała to mojej mamie-mama jej na to ze widac jaką jest matką skoro stwierdziła tak i ze po płodzie dwa tygodnie to za długo płakac!! i ze dla mnie to było całe zycie-moje dziecko-i ze do konca zycia matki pamiętają...spusciła głowe..ale ja wiem ze ona i tak nie zrozumiała
Odpowiedz
#37
zresztą jej córka ma na 10 czerwca termin i tez ma ją gdzies i ciągle maltretuje psychicznie, nie zwracając uwagi na ciąze- bo jak stwierdziła to tez płód
ZE TEZ SĄ TACY LUDZIE
Odpowiedz
#38
Hooligangirl ja podobne słowa usłyszałam od lekarki w szpitalu. Powiedziała: Dziecko to za dużo powiedziane, to był tylko płód. To była ostatnia moja wizyta u tej lekarki. Nie wiem co o moim poronieniu myślała rodzina męża, ale akurat moja rodzina rozumiała co czuję. Szczególnie moja mama, mąż (choć nie od razu) i szwagierka, która też ma za sobą kilka poronień. Miałam to \"szczęście\", że mogłam przeżywać swój ból, nie musiałam udawać, że jest wszystko dobrze, przynajmniej przed kilkoma osobami. Ale cóż minie chyba jeszcze sporo czasu zanim społeczeństwo zrozumie co czuje kobieta,która traci swoje dziecko...
Odpowiedz
#39
Ja ze swoimi rodzicami pracuje do dziś. Mama już uznała Michałka za wnuka a nie płód tacie niestety to przychodzi trudniej ale już szanuje moje uczucia a dla mnie jest to najważniejsze. Dziewczyny tak naprawdę nie ma znaczenia który to tydzień..... i jak to napisała Małgosia dla nas nasze dzieci umierają co dziennie, każdego dnia zastanawiamy się co by zrobił jak wyglądał i jak śmiał. Każda z nas ma inną wrażliwość i inaczej przeżywa dla mnie mój Michaś zawsze będzie moim pierwszym dzieckiem, kochanym i malutkim Michałkiem Aniołkiem. Nigdy nie przestane Go kochać i szczerze chyba przestało mnie interesować czy ktoś to zaakceptuje czy nie.
Odpowiedz
#40
myślę że to nie ważne iak duże było dziecko...ważne jest jak je Kochaliśmy i jak go oczekiwaliśmy..
Odpowiedz
#41
Czytałam ten wątek i czytałam… i mam mieszane uczucia. Ja moją Kruszynkę straciłam bardzo wcześnie, nie zdążyłam nawet zrobić testu czy pójść do lekarza, bo odkładałam to i odkładałam… A później było za późno. Przez jakiś czas odmawiałam sobie prawa do żałoby, wmawiając sobie że lepiej że to się stało teraz niż później i tym podobne bzdury. A jednocześnie szalała we mnie burza, tym większa im bardziej zaprzeczałam. Którejś z kolei bezsennej nocy trafiłam na to forum i dużo się tu nauczyłam... nareszcie pozwoliłam sobie na płacz, na żałobę, na pożegnanie mojego Dziecka. Wiem więc, jak może boleć utrata ciąży na samym jej początku.
Ale mam teraz kolejnego Maluszka w brzuchu (11tc) i im więcej czasu mija, tym bardziej się boję… Myślę że coś w tym jest, co pisze Magda 25l i Evita – nie chodzi o to, ile dziecko miało w chwili śmierci: dziecko jest zawsze dzieckiem, a jego śmierć bolesną stratą – ale też te oczekiwania, plany, nadzieję, o pamiątki i nasze wspomnienia po nim: im więcej ich, tym trudniej się pogodzić ze śmiercią naszego dziecka…
Odpowiedz
#42
tłumaczyłam mojemu kuzynowi lekarzowi to samo- powiedzial ze to jeszcze nie bylo dziecko, powiedzialam mu zeby nigdy nie powiedzial tak do pacjentki a on na to ze wlasnie tak trzeba im mowic zeby mniej cierpialy, moj kuzyn to bardzo dobry i wrazliwy czlowiek , a i tak popełnia ten błąd! ten kto tego nie przezyl nie powinien sie wypowiadacSad dziecko rodzi się w glowie, ja juz poczułam się matką, to było moje dzieckoSad
Odpowiedz
#43
W mojej ścisłej głowie urodził się taki to oto dowód niemalże matematyczny, który moim zdaniem pozwala zrozumieć ludziom takim jak Twój kuzyn Malinko, że strata dziecka nienarodzonego jest ogromnym cierpieniem dla ludzi, którzy czekali na tą istotkę. Oto on.

Twierdzenie: Śmierć (poczętego) dziecka jest tragedią.

Dowód:
Umiera dziecko np: w wielku lat 15. Nikt nieśmie zaprzeczyć że rodzice cierpią. (Aksjomat) nikt, nie mówi matce NIE PŁACZ.....a gdyby dziecko zmarło o JEDEN DZIEŃ WCZEŚNIEJ.....czy owych rodziców mniej bolałaby śmierć ich dziecka????? odejmij jeszcze jeden dzień i jeszcze jeden .....itd. Taką drogą indukcyjną można dojść do momentu w którym uzymsławiamy sobie, że pod naszym sercem rośnie nowe życie.
c.k.d.
Odpowiedz
#44
piękny dowód - moja matematyczna głowa to rozumie Wink niemniej dla filozofów to jak paradoks łysego, czy coś w ten deseń. no, ale żarty, żartami, a tak naprawdę chodzi tylko o to, że od poczęcia to są nasze dzieci i strata kiedy by nie nastąpiła, boli bardzo.
Odpowiedz
#45
Nie ma czegoś takiego jak limit cierpienia po stracie dziecka/dzieci .I nieważne w ,którym tygodniu odejście nastąpiło.U mnie były to rożne okresy począwszy od 8 tygodnia do 24 /25 i dwójka dzieci walczyła o życie /widziałam Je,dotykałam / i tak samo odczuwam ból za każdym razem .Dla mnie wszystkie dzieci są równe już od początku ,gdy dowiaduje się o ciąży. Zawsze ludzie znajdą powód by coś dodać jak sami przez to nie przeszli i nie życzę Nikomu .Każda tu z Nas wie jaki to ból i jak jeszcze ludzkie gadanie potrafi ranić.Na czym się brzydko napisze,,łapie" i nie wiem dlaczego tak się dzieje .Nawet o tym rozmawiałam z psychologiem.Dlaczego tak mało pisze,mówię o najstarszym dziecku/synku/ ,które umarło w 35 tygodniu a drugie przeżyło z 1 pkt Apgar w 1 minutach /bliźniaki/ .Przecież kocham jednakowo ,ale patrząc na córkę i dzień zbliżających się urodzin wszystko wraca /Może w córce widzę to drugie też jest mi łatwiej nie rozumiem siebie .
Odpowiedz
#46
Kazdy musi zmierzyć się se stratą sam i po swojemu. Mi samej to wartościowanie pomaga, ja moje 3 ciąże straciłam wcześnie 6-10 Tc i tłumaczę to sobie ze utraciłąm szanse na dziecko, a nie dziecko, bo przestały się rozwiajac bardzo wczesnie... nie było bicia serca... nie było sladów zycia . ale to moj własny sposób na odcięcie się od cierpienia na pozorną równowagę.
Myslę ze jest mi łatwiej bo ani razu nie widziałam bicia serca. W moim odczuciu wiele trudniej jest jak już ma się "dowód " ze to życie jest i ono później umiera ...
Odpowiedz
#47
Z uwagą przeczytałam ten wątek. Myślę że to takie trudne rozróznienie ze względu na to, że każdy przeżywa przy okazji utraty dziecka także inne straty których doświadczył w swoim życiu. Wracają one z żywą siłą mimo że wcześniej wydawało się, że już je gdzieś poukładałyśmy. Relacje z rodzicami. Tatą - Mamą. relacje, które zbudowaliśmy przez lata pomagają nam uporać się z emocjami, albo świadomość ich braku staje się przyczyną dodatkowego cierpienia. Stąd to licytowanie, które do niczego nie prowadzi, bo każdy cierpi w obrębie swojego kosmosu.
Odpowiedz
#48
Nie ma sensu rozróżnianie na tygodnie, miesiące czy lata. Pustka zawsze zostaje taka sama.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości