takie tam :(
Skoro już tak podpuściłam, to pozwólcie, ze poprowadzę swoje wewnętrzne rozważania na głos dalej. Kto nie chce niech nie czyta, może się okazać, ze podniosę ciśnienie wielu osobom i obudzę jakieś sumienie. Moje bowiem nie chce spać i prowadzi nudny i dość uciążliwy dla mnie monolog w mojej głowie, który staram się zepchnąć do podświadomości i udać, ze go nie ma. Bez skutku, w dzień wyciszony wraca nocą. Z racji, ze dział temu służy, a watek był założony przeze mnie, chcę tu dziś trochę pozadawać sobie pytania. Jakoś tak, jak mam je na piśmie, łatwiej mi analizować. Z gry ostrzegam, ze sensu to może nie mieć za grosz, ot burza mózgów i sumienia.
Tak myślałam o słowach Camilli, ze może ten ktoś od rozmowy jest blisko i nie trzeba szukać.
Może i jest, ale spotkanie wymaga wysiłku. Z drugiej strony nie chcę by to była spowiedź, właściwie nie mam koncepcji jak by to miało wyglądać.
Niedawno byłam na ślubie przyjaciół, spotkałam tam znajomego z czasów studiów, który wyszedł podobnie jak ja z orzechowej szkoły. Kto jest z Wrocławia wie o czym mówię.
Padły w rozmowie między nami takie słowa: Otworzyły mi się na wiele rzeczy tam oczy, w ruchu odnowy zobaczyłem swoją małość i miłość Boga i nic już nie było takie samo.
Znam to uczucie, ale teraz wolałabym nie widzieć. Potrafić zamknąć oczy i uszy, a przede wszystkim sumienie an wiele spraw. Ile rzeczy jest łatwiejszych jak można udawać, że się o tym nie wie. I tu się kłania nieświadomość zawiniona Smile. Już wyjaśniam. Palnęłam kiedyś do kogoś, ze wolałabym nie wiedzieć, że coś tam jest grzechem, bo można na głowę dostać w dzisiejszym świecie patrząc tak a nie inaczej na życie. Kłania się tu generalnie w dużej mierze sprawa ludzkiej seksualności. Masturbacji, miłości przedślubnej, seksu małżeńskiego lub jego braku , antykoncepcji itd. Wolałabym nie mieć swojej świadomości i tak ukształtowanego sumienia i potrafić sobie powiedzieć, ze tak można. No i usłyszałam, ze jeśli ktoś nie szuka, bo woli nie odkryć czegoś, na dobrą sprawę też nie jest fer wobec Boga.
Czego ja tak naprawdę chce. Nie daję rady żyć według przykazań, chcę być od razu idealna, a nikt taki nie jest. Uciekam od spowiedzi jak diabeł od święconej wody. Nie chce pogadać z kimś kogo znam, bo się boję, ze nie ucieknę od pewnych rzeczy. Z jednej strony chcę szczerości,z drugiej boję się wyłożyć karty. Skąd to się bierze, te mieszane uczucia, to rozdarcie.
Na ile we mnie odwagi by powiedzieć: zgrzeszyłam...
Na ile we mnie odwagi by wprost powiedzieć: nie chcę na razie poprawy. Bo tak wygodniej.
Mogę skłamać, ale jaki to ma sens?
Czy jestem gotowa odrzucić grzech? NIE, NIE JESTEM!
Dlaczego bezczelnie szukam usprawiedliwień, skoro wiem, ze to droga do znikąd, i duszę się w tym całym gnoju.
Czemu nie umiem przełamać fałszywego wstydu?
Czemu robię sobie na złość? Walczę ze sobą by udowodnić coś komuś.
Boże, czemu sprzedaję Cię za kilka srebrników, jak tak koszmarnie tęsknie??!!!!!!!!!
Czemu czuje się jak Pluto z dwiema istotami na ramionach, który nie wie której słuchać.
Dlaczego jestem takim tchórzem? Czemu moje relacje z ojcem, przekładam na Boga. Czemu udaję, że nie wierze jak wierze?
Czuję sie za mała w tym wszystkim. Za słaba by trwać i odbieram sobie szansę by spróbować.

Wiem, ze może ktoś to skomentuje, takie prawo, nie będę podejmować polemiki. To słowa, które rzucają się po mojej głowie, a które co raz częściej sobie zadaję, bo chwilami nie wiem czego chcę i czuje się jak wariatka. chcę powiedzieć TAK, mówię NIE Sad
Odpowiedz
Moje dylematy, Channach, są tak bardzo podobne. Wybieram często łatwiejszą drogę, bo tak wygodnie. A potem krzyczę do Boga: ELI, ELI, LAMA SABACHTANI? A później mam żal do siebie, że nie mam prawa Go o cokolwiek prosić, bo tylko biorę.
Myślę, Channach,( a czytam-obserwuję Cię od ponad roku), że jesteś wspaniałym człowiekiem.
Odpowiedz
channach.
Pan Jezus powiedział: Kto mówi, że jest bez grzechu jest kłamcą i nie ma w nim prawdy. Człowiek będzie ciagle dążył do tego by być doskonałym, ale tego nie osiągnie. Bóg wie o tym, ale chce by człowiek ciągle próbował. Tak jak człowiek myje się choć wie, ze jutro znowu się pobrudzi. Myjąc się niepozwalamy by doprowadzić się do stanu, w którym będzie nam wszystko jedno jaki jestem. Mogę chodzić brudny. I tak samo jest z naszą duszą. Potrzebuje tej Bożej miłości, która wyraża się w przebaczeniu. Przypomina mi się jawnogrzesznica pochwycona na cudzołustwie. Żydzi od razu chcieli ją ukamienować a Jezus podszedł do niej jak do człowieka zranionego. Przebaczył jej choć oto nie prosiła. Nie zapewniała, że załuje, nie obiecywała, że się poprawi. Jezus jej jedynie powiedział: Idź i nie grzesz więcej. Bóg czeka na człowieka, żeby dotknąć go miłością. Pomóc mu podnieść się i zobaczyć swoją godność. Jeżeli okrywamy wielkość Pana Boga to nie powinno nas to przytłaczać o poczucie małości. Przecież to Bóg zapewnił nas, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Jego Samego. Im większy Bóg tym większa tez i godność człowiekla. Szkoła Orzecha była dobrą szkołą. Musisz tylko poczuć swoją godność i skorzystać z pomocy Pana Boga, by to on Ciebie oczyścił i na nowo byś mogła poczuć się nie marnością ale kimś wyjątkowym, kimś kto jest dzieckiem Bożym, by poczuć bliskość Boga. W Pismie Świetym wiele razy możemy zobaczyć, że to Bóg przychodzi do człowieka ze Swoją łaską. On był w Kanie Galilejskiej, to On poszedł do zacheusza, on zagadnął Samarytankę. Życzę siły i mocy Bożej, bo to ona pozwala człowiekowi powstać. Pozwól Panu Bogu działać w Twoim życiu. To On Ciebie oczyści.
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=Mila]
Myślę, Channach,( a czytam-obserwuję Cię od ponad roku), że jesteś wspaniałym człowiekiem.
Nie mogę się niestety z tym zgodziSad.
Pamiętam wpis z mojego szkolnego pamiętnika: \"Idąc przez życie zostawiasz ślad. Czy inny człowiek idąc twym tropem dojdzie do Boga?\"
W życiu bym nie chciała by ktoś szedł moim śladem. Wątpię czy by doszedł do celu.
Będąc nastolatką walczyłam o każde wyjście na mszę z mamą. Teraz robię odwrotnie, by ją wkurzyć,nie idę.
Chyba staje okoniem, bo wkurza mnie dwulicowość pewnych osób, które mnie pouczają, a same nie widzą jak żyją. Wiem to głupie, ale taka jestem. Na przekór innym, całe życie.
Nie lubię fałszywej pobożności z serii: do kościółka by inni widzieli, a w życiu zero zmian. Jak było tak jest, ale inni widzą mnie w kościele. Na siłę nawracania, . Krzyżyka w wózku na czerwonej kokardce, Boga na ustach i pierścienia atlantów na palcu.
Taki \"gówniarski\" bunt. Nic nie zmieni, bo każda moja uwaga, powoduje wojnę.

Wiecie wracają słowa z dzieciństwa: jesteś niegrzeczna, nie wolno CI chodzić do kościoła- taka grzesznica nie ma prawa. Nie słuchasz mnie, powiem księdzu nie da CI rozgrzeszenia...
Grzeszę nie mam prawa być na mszy, wątpię nie mam prawa nawet myśleć o Bogu.
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=ks tomasz]
channach.
Tak jak człowiek myje się choć wie, ze jutro znowu się pobrudzi. Myjąc się niepozwalamy by doprowadzić się do stanu, w którym będzie nam wszystko jedno jaki jestem. Mogę chodzić brudny.
Pominąwszy chwilki kiedy mi troszkę to przeszkadza, to ja już doszłam duchowo do tego etapu.
Odpowiedz
Channach
Tak dokońca to chyba nie jest chwilka kiedy to przeszkadza, choć człowiek dla spokoju będzie tak mówił. Myśle, że bardzo byś chciała mieć ten wewnętrzny spokój, żeby poczuć się lepiej. Każdy ciężar człowiek czuje i ten fizyczny i psychiczny. Nie wiem czy niekiedy ten psychiczny nie jest gorszy. Tobie potrzeba kogoś kto pociągnie Ciebie żeby pójść i wyrzycić to z siebie w konfesjonale. Już pierwzy krok zrobiłaś i to duży pisząc publicznie. Widać pójście do konfesjonału wymaga jeszcze większej odwagi. Trzeba tylko wybrać dobre miejsce i odpowiedniego kapłana. Każdy jest indywidualny i potrzebuje trafić jak to się mówi na \"swojego\". Osoby tak mocne, ktre przezyły tyle co Wy poradzą sobie bez problemu. Bede modlił sie za Ciebie i kapłana, którego wybierzesz.
Odpowiedz
Wie ksiądz pisanie na forum nie wymaga odwagi. Tu nikt mnie nie zna, nie widzi nie rozpozna. Jest się anonimowym, bo mało komu by się chciało mnie szukać po IP. Ja zawsze wizualizację moich myśli w postaci tekstu traktowałam jak sposób na chaos w głowie. Widziałam co pisze, choć czasami były to rzeczy zaskakujące mnie samą. Pozwalałam myślą płynąć przez moje palce i czytałam się niekiedy z niezłym osłupieniem.
Konfesjonał, to mimo wszystko kontakt fizyczny z 2 człowiekiem. I budzi się zwykły ludzki wstyd i niekiedy strach.
Wbrew temu, jakie wrażenie mogę wywierać, nie jestem silna. Tak dziś myślałam nad tym wszystkim i zastawiam się co dalej. Nie umiem na razie przełamać się by chodzić do kościoła. Wpaść owszem na chwile siąść zebrać myśli. Msza chyba jeszcze jest ponad moje siły.
Z czasem może dojrzeję do najpierw rozmowy, potem zaś spowiedzi. Niby łatwa rzecz prawda? wyznanie win, gorzej z tym by to było dobre wyznanie win. Czasami niestety mam tendencję do szukania usprawiedliwień i wybielania się.
Odeszły bliźniaki, odszedł Rafał. Wcześniej czy później wrócę, bo z autopsji wiem, ze długo nie pociągnę. Dla mnie rok bez sakramentów to koszmarnie długo.
Nie obraziłam sie na Boga za ich śmierć, to była raczej ucieczka przed samą sobą, by gGo nie oskarżać o ich odejście.
Zastawiam się tylko jaki to miało sens. Mój mąż nie za bardzo wierzący, puki Rafał nie przegrał ze śmiercią wierzył, powoli dając mu świadectwo sobą uświadamiałam mu, ze walka o Boga z samym sobą ma sens i daje wiele. Teraz czuje się, jakby kilka lat poszło w niwecz... DlaczegoSad. To też bardzo boli.
Odpowiedz
Channach jak ja dobrze Cię rozumiem, wiele z Twoich słów to moje mysli....
Pozdrawiam cieplutko i pamiętam o WasSmile
Odpowiedz
channach,
czasami wydaje nam sie ze o wlasnych silach zrobimy to czy tamto, szczegolnie jesli chodzi o kwestie \"nawracania\" innych. wydaje nam sie ze jestesmy tak silni, ze naszym slowm i swiadectwem przyprowadzimy kogos do Boga. a dzieje sie tak, ze nagle upadamy tak nisko, ze sami potrzebujemy nawrocenia. po ludzku niewiele mozna osiagnac ale te upadki sa tez potrzebne bo one ucza nas pokory, wiary i same sa dla nas droga do nawrocenia.
nie mowie ze masz sie cieszyc z tego co cie spotyka. mysle jednak ze gdzies tam w srodku masz swiadomosc ze mimo pozornego uczucia opuszczenia nie jestes w tym wszystkim sama, ze Bóg jest z Toba.
podobnie jest z mlodlitwa.usilnie prosimy o cos konkretnego, nie tylko my ale i cale rzesze osob proszacych w naszej sprawie. wydaje sie ze tak potezne pukanie do Niebios nie moze nie zostac wysluchane. a jednak dzieje sie inaczej. Rafal odszedl mimo ze prosiliscie o cud. po smierci Ojca Świetego gdy modlil sie caly swiat, jeden z ksiezy powiedzil w telewizji ze te modlitwy sa wysluchane, zawsze. tylko nie zawsze Bóg daje to o co prosimy wprost. czasem poprzez modlitwe o konkretna rzecz, dostajemy cos zupelnie innego co jest dla nas wiekszym dobrem. mysle ze i dla was owoce tych modlitw objawia sie w czasie.
channach, nie wymagaj od siebie zbyt wiele na raz. pragniesz powrotu do Boga i od tego trzeba zaczac- od przyznania sie przed sama sobaze Go potrzebujesz. powiedzenia sobie otwarcie co jest dla ciebie wazne i dlaczego. potem przyjdzie czas na konkretne kroki- niech to nie bedzie od razu spowiedz czy Msza swieta jesli nie czujesz sie jeszcze gotowa, ale moze rozmowa z madrym ksiedzem, albo z jakas zaufana osoba ktora jest wierzaca. tak zebys czula sie swobodnie. potem przyjdzie czas na kolejne etapy. zapewniam cie ze ja i napewno wiele osob na tym forum bedzie cie wspieralo modlitwa.
jesli chodzi o problem z antykoncepcja i wogole problemy ze wspolzyciem i relacjami malzenskimi to goraco polecam ci ksiazke ojca ksawerego knotza \"seks jakiego nie znacie. dla malzonkow kochajacych Boga\". znajdziesz w niej kwestie anty rozpracowana na czynniki pierwsze w sposob bardzo jasny i zrozumialy. mysle ze rozwieje wiele twoich watpliwosci. zreszta nie tylko ta jedna kwestie ale i szereg innych istotnych dla malzenstwa.
trzymaj sie,pamietam o was od samego poczatku
Odpowiedz
Channach, Twoje słowa pobudzają mnie do myślenia, do zadawnia sobie własnych pytań, zwłaszcza o moją relację z Bogiem. Dziękuję.
Odpowiedz
Pamietam, ze gdy urodzila sie Tosia plakalam i blagalam Boga by mi jej nie zabieral...wierze w niego, wiem, ze jest...ale podobnie jak ty Asiu nie wiem dlaczego pozwoli mi pochowac moje dziecko...czy powinnm szukac sensu jego smierci? Czy powinnam widziec w tym cel...czy mam wierzyc, ze on odszedl po to by pojawila sie Tosia?
Ochrzcilam swoja corke, bylo to dla mnie metafizyczne uczucie, przezycie...drazalam cala msze, gdy podeszlam z dzieckiem do oltarza powstrzymywalam lzy...balam sie,z e wybuchne placzem...stalam tam gdy pochylal sie nad nia ksiadz...i mowilam do Boga...oddaje ci swoje zycie za nia, oddaje ci wszytko co tylko moge, by ona byla. Powierzylam ja jego opiece i ufam, ze nie pozwoli na jej krzywde. Nie jestem przykladna katoliczka, nie chodze do kosciola co niedziele, nie spowiadalam sie chyba od chrztu malej...nie potrafie...nie chce...nie chce tak jak to wyglada zazwyczaj. Pragne usiasc oko w oko z ksiedzem i powiedziec mu to co kryje gleboko w sercu...chce plakac i chce by lamal mi sie glos podczas tej rozmowy...chce zeby dal mi to cieplo, ktore odeszlo wraz z Mateuszkiem, a ktorego czesc odzyskalam po narodzinach Tosi. Chce tylko tego wsparcia, tego zapewniena, ze nie jestem zlym czlowiekiem...ze to nie byla kara. Zeby mnie ktos przekonal, ze Bog mnie kocha. Zeby mi powiedzil, ze Bog mi wybaczy...ze mi wybaczy te pretensje, te zale...te krzyki...te slowa, wszystkie slowa ktore padly pod jego adresem.
To nie jest tak, ze ja chce \"cos za cos\", ze wierze wtedy gdy potrzebuje, ze wierze bo sie boje jego gniewu...
Jak mam odnalezc w sobie poczucie szczescia za to co mnie spotkalo? Jak mam za to dziekowac? Jak dziekowac, za to ze mnie wybral abym niosla ten wlasnie krzyz? Czy o to chodzi?
Sama nie wiem co chcialam napisac i co przekazac...i czy wyrazilam sie jasno...chyba poprostu wyszedl caly ten mentlik, ktory mam w sercu i duszy...
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=Karolina22]
Jak mam odnalezc w sobie poczucie szczescia za to co mnie spotkalo? Jak mam za to dziekowac?

Ja nie umiem i nawet nie próbuję. Nie umiem dziękować za śmierć żadnego dziecka.
Ale jestem wdzięczna, za to, że moje, mimo, że zmarły, pojawiły się w moim życiu, za to, że je kocham, za każdą dobrą chwilę, której doświadczam, za to forum i dobre słowa, które nieraz przeczytałam, za wsparcie innych mam po stracie, za przyjaciół, za bliskich, za Boga samego.

Czy Bóg chce, żebym zawsze była miła? Czy mu przeszkadza, gy jestem na Niego wściekła albo płaczę albo nie odzywam się? Nie sądzę. Czytam u Szymona Hołowni, że On nie jest \"Wielką Pluszową Przytulanką\" i że \"Bóg nie jest wujkiem. Bóg nie jest miły. Bóg jest trzęsieniem ziemi\".
Odpowiedz
Kasiu mocno przytulam...

Bardzo Was przepraszam, że zrobiłam taki zamęt. Chyba niepotrzebnie wywołałam te tematySad, wiem jak to wszystko boli.
Odpowiedz
Channach, to, co napisałaś, poruszyło mnie. Czuję podobnie..Dziwi mnie to czasami, bo jestem po teologii i w zasadzie powinnam być prawie święta. Przynajmniej kiedyś mi się tak wydawało.. Teraz już tak nie myślę. Rozdźwięk między tym, co wiem, a tym jakie jest moje życie wywołuje czasami we mnie potworny ból. Chodzenie do kościoła, modlitwa - kiedyś to było dla mie bardzo ważne. Teraz do kościoła chodze w niedzielę, często mi się nie chce. I nie modlę się.
Kiedy umarlo moje dziecko, przeszlo mi przez myśl, że to kara za to. Nie mogłam tego znieść. Walczyłam z tą myśla. Wiem, że gdybym ją przyjęła, zeszłabym na dno piekła...
Mogłabym mieć do Boga wiele pretensji - o dysfunkcyjny dom, trudne dzieciństwo, wypadek męża, śmierć dziecka, trudne relacje z rodzicami, chorobę... Ale nie odzywam się do Niego. I to jest chyba najgorsze. Myślę, że wolałby, żebym na Niego nakrzyczała i bluźniła, niż milczała..
Czsami czuję się jak schizofreniczka. Powinnam się porządnie zachowywać, czy mogę się zachowywać jak chcę? Nie chcę udawać świętej, chcę być sobą! Ale z drugeij strony boję się, że moje zachowanie odciągnie kogoś od Boga. Tylko czy udając nie wyrządzam większej krzywdy innym? I sobie?
Ostatnio pozwoliłam sobie na to, by przyznać się, że jestem katechetką z wykształcenia i byc sobą. Nie wiem jak mnie odebarała ta druga osoba. Ale ja czułam się dobrze...
Wiem, że będąc przy Bogu, będę szczęśliwa. Ale nie mogę się zdobyć na to, by podjąc jakikolwiek wysiłek.. Przeraża mnie ta martwota. Dokąd mnie to zaprowadzi? Dlaczego tak jest?
Nie mam wątpliwości, że Bóg jest. Ale wydaje mi sie teraz tak strasznie daleki i obcy...
Kiedys na spotkaniu grupy charyzmatycznej ktoś miał jakąs wizję: widział czlowieka siedzącego obok źródła czystej i dobrej wody. ten człowiek wskazywał przechodzącym, że mają czerpać z tego źródła, ale sam usychał z pragnienia. Dzis wiem, że to było o mnie...
Nie chcę nikogo nawracać. Wskazywanie komuś drogi, której się samemu nie przeszło jest bezcelowe. A poszukiwanie zagubionych w takiej sytuacji doprowadzi mnie do przepaści. Tak więc nie szukam i nie wołam.

Mimo tego chaosu i bólu, jaki on wywołuje, w głebi duszy czuję, że z tego może wyjść wiele dobra. Myślę, że to, czego doświadczam, pozwoli mi kiedyś poznać Boga takiego, jakim jest naprawdę, a nie jak Go inni przedstawiają. Byleby tylko się nie zagubić w tym wszystkim i wiary nie stracić, nawet jeśli jest mniejsza od ziarnka gorczycy...
Mam nadzieję. Malutką, ale mam.

PS. Chyba trochę zeszłam z tematu.
Odpowiedz
czytam, myślę, wzrusza mnie szczerość Waszych słów.
Mnie często towarzyszy okropne uczucie odstawienia na bok przez Boga, przez ludzi. Staram się nie milczeć (choć wydaje mi sie że tak łatwiej czasem) i nie odwracać od ludzi i Boga ale co zrobić z poczuciem że jestem \'przypadkowa\'? Chcę nadal kochać, kochać bardziej niż kiedykolwiek ale nie moge powiedziec że jestem w tym bezintereowna ponieważ tym samym poszukuję ciagle miłości dla siebie od Boga i ludzi.... Nie mogę powiedzieć że jej nie mam, tak jak Wy - czasem nie wierzę...
Ściskam Was mocno dziewczyny i zapalam światło dla Naszych Aniołów (***)
Odpowiedz
ja tez czytam i sie wzruszam. Bo przeciez stracilam dwoje dzieci, i jak zaszlam z ciaze z Antkiem, to mowilam Bogu, czemu mi zabral dwoje dzieci , czemu to obecne jest lepsze od nich????Jak na razie nie mam na to odpowiedzi, mam nadzieje, ze kiedys sie dowiem. Po drugim poronieniu bardzo sie na Boga gniewalam. Pewnie tak jak wy, krzyczalam w duchu i ryczalam dlaczego. dalismy sobie z mezem troche czasu, i i tak po prostu bez zadnych staran, wyliczen pojawil sie Antos. Nie obylo sie bez problemow, plamilam zaraz na poczatku, w 5 tygodniu, i myslalam, ze to koniec. kazalam sie mezowi zawiezc na lampke wina. POczulam sie lepiej. na usg bylo plamienie, ale dziecko rozwijalo sie dobrze. Oczywiscie caly czas sie balam,ze cos pojdzie nie tak. Ale wielkimi strachami dotrwalam do konca, i teraz mam synka 10-miesiecznego. Na poczatku docieralismy sie, duzo plakal, mial kolke, nawet jak juz nie wytrzymywalam to krzyczalam na Boga, czemu on tak placze, czyba za nasza dwojke.


Do czego zmierzam, po tych wszystkich zawirowaniach, i kryzysie wiary, chyba
jestem madrzejsza. ochrzcilismy Antka i chodzimy do Kosciola. Patrze w jutro z nadzieja. Nigdy sie nie pogodze, ze moje dzieci odeszly, ale tez i nie mialam na to wplywu. Ja wierze w Boza Opatrznosc. Nie rozumiem, dlaczego sie to mnie przytrafilo, ale uwazam, ze nie ma sensu trwac w beznadziei. Nawet zanim zaszlam w ostatnia ciaze, to bylam pewna, ze nie jest mi dane byc matka, a jednak.....

pozdrawiam
Odpowiedz
Swięte słowa Kirkiola .... \"nie można trwać w beznadziei\" .... ja wierzę, że gdzieś tam mam takiego swojego anioła stróża, a to co się stało..... widocznie On nie mógł nic poradzic.... też ochrzciłam mojego synka.... i u komunii tez był.... Pozdrawiam ciepło
Odpowiedz
Izuma piszesz o szczerości...
Wiesz mam wrażenie, że nawet ja do końca nie mam odwagi napisać co myślę i czuje.
Wiem jedno: rozczulam się nad sobą i pewnie nie ja jedna. Poroniłam 1 ciążę, potem był Rafałek, nasze maleńkie cierpiące nie miłosiernie małe słońce(wolałabym Rafała też poronić niż urodzić i stracić i widzieć jego przeogromny ból. mimo, że to okrutne nie kryje się z tym. Uważam, że urodzenie go było szczytem mojego egoizmu). Teraz zaś użalam się nad sobą jaka to ja jestem biedna i chyba mam argument by poboczy się na Boga, a tak naprawdę jestem tchórzem, który boi się świętość, bo to nie popularne w obecnych czasach..
W chwili gdy urodziłam Rafała, wróciłam do Boga. Dziś spoglądam na siebie i widzę obłudę, choć wtedy zadziałał instynkt, trwoga wiec do Boga. Pewnie nie raz jeszcze będą wzloty i upadki, taki los
Boże przepraszam za mój strach
przepraszam za tchórzostwo
przepraszam za zamknięcie się na Twojego ducha, który chce pokazać te wszystkie śmieci zamiatane pod dywan.,
przepraszam, ze gram przed sama sobą, bo Ty wiesz jaka jestem.
Przepraszam, ze nie umiem powiedzieć wprost co myślę, bo boje sie osądu ludzi.

nie rozumiem dlaczego odeszłam,
Dlaczego stchórzyłam
Dlaczego moja prywata jest ważniejsza
Postawiłam człowieka przed Tobą i ponoszę tego konsekwencję, przepraszam...
Twój tchórz - Twoje dziecko.
Odpowiedz
\"Jak trwoga to do Boga\" - przywołałaś Channach to powiedzenie. Zazwyczaj wypowiada się je ironicznie, bo ma podtekst, który odczytujemy - TYLKO jak sie dzieje coś złego zauważamy Boga. A przecież..... do kogo można się zwracać jak nie do Boga, skoro jest najciężej w życiu?

Mnie to się wydaje, że my za dużo od Pana Boga wymagamy. Przepraszam za uproszczenie - modlimy się o pogodę (dobrą dla nas), o pracę (dobrą dla nas), o zdrowie (nasze), itd.itp. O życie (innych) też, ale na zasadzie - DAJ, bo możesz. A gdy cud nie nadchodzi to.... \"widocznie nie możesz, więc....\".

Wierzę, że Bóg jest. Wierzę, że może wszystko. Nie rozumiem, dlaczego dzieje się tak, jak się dzieje. Ale wierzę, że to wszystko MUSI mieć sens. Nie pytam już Boga, jaki. Ale dowiem się kiedyś. NA PEWNO. \"Wszystko tak będzie, jak ma być\".
Odpowiedz
Do Sylwii 84.Bardzo chciałabym \"powymieniać \"się z Tobą swoimi poglądami,ale prywatnie.Bardzo mi na tym zależy.Nie wiem tylko,gdzie mogę do Ciebie napisać i czy ewentualnie zgodziłabyś się.
Jeśli będziesz chciała,podam swój adres mailowy.
Odpowiedz
Agik, mój mail: sylwia.machniak@gmail.com
Odpowiedz
Sylwia,wielkie dzięki.
Odpowiedz
Myślę o Kasi.... moje problemy, przy jej walce to pikuś. Jednak to ja uciekam, krzyczę, okładam pięściami, rozwalam to co dobre.
Jest we mnie wielka chęć niszczenia i odrzucania tego co dobre, co kiedyś uświęcone.
Atak destrukcji a potem łzy... Z jednej strony pragnienie powrotu z drugiej myśl: nie ma sensu....
Odpowiedz
channach, przeczytałam dziś w spokoju cały ten wątek. Tyle w Tobie szczerości...!
Chciałam parę słów o spowiedzi, bo pisałaś, że tak Ci trudno. Ostatnio, bo bardzo długiej przerwie udałam się do zupełnie nieznanego księdza, uprzedziłam wcześniej, że chodzi o spowiedź generalną. Jeszcze dobrze nie weszłam a już beczałam jak dziecko. I tak całą tę spowiedź. Mając w pamięci wszystko co się zdarzyło czułam się tak strasznie niegodna, niedobra. Przeciskałam słowa przez łzy w duchu modląc się o jeszcze chwilę wytrwałości dla samej siebie. Jakoś poszło - myślałam i czekałam na gromy. A On był taki DOBRY. Pocieszający, miłosierny, ludzki. Wciąż jestem z Bogiem trochę pokłócona. Wciąż mnie zaskakuje stawiając przede mną rzeczy, którym nie potrafię sprostać. Ale z tamtej spowiedzi się cieszę i wiem, że jeszcze będę wracać w tamto miejsce. Za jakiś czas, kiedy się pozbieram. Kiedy uwierzę - ale bez TYLU pytań o sens. Channach - pozwól sobie na współczucie, dla samej siebie. Bądź dla siebie dobra, przytul siebie samą. I nie rezygnuj ze swojej szczerości. Jest potrzebna i dobra. Pozdrawiam.J.
Odpowiedz
PO raz kolejny zrodziła się myśl: o 10 w Licheniu msza, ponoć spowiadają wtedy - może zajrzeć?. Byłam rzut beretem, mam taką pracę, że jeżdżę dużo i w Licheniu jestem czasami nawet 2-3 razy w tygodniu. Przejechałam i uciekłam. Wiecie ja wiem, że nie pójdą na mszę w następną niedzielę, bo jeszcze do tego nie dojrzałam i to ZŁY wykorzystuje by mnie odgonić : po co iść jak nie będziesz dalej chodzić na mszę.... i przegrywa z tym myśl: choćby po błogosławieństwo...;(
Może kiedyś....
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości