takie tam :(
Mila, kochanie jak najbardziej masz prawo sie ze mną nie zgadzać, ilu ludzi . tyle \"prawd\" i każda jest dobra, jeśli nie szkodzi innym; natomiast myslę, że troche zle mnie zrozumiałaś, jestem panią\"pod czterdziestke\" i raczej wydaje mi się, ze jestem jak najbadziej świadoma i daleko mi od \"życia w kłamstwie\"..... po prostu mi się juz nie chce....
Ja nie chodzę do kościoła, ponieważ nie czuję takiej potrzeby, mój syn chodzi.... narazie; ale to jego wybór i staram mu się niczego nie narzucać ani nie sugerować, bardziej zależy mi na tym aby nauczył się tolerancji i szacunku do inności niz kolejnej \"zdrowaśki\" ale.... on jest odrębną jednostką, moze wybierać; ochrzciłam go między innymi po to, aby mu jakiejś tam dróżki nie zamykać ,,,,,, z wieloma rzeczami się w zyciu nie zgadzmy, a jednak postępujemy często \"wbrew\" swoim przekonaniom i zgodnie z \"normami społecznymi\"... bo tak jest i juz.... Ja kiedyś byłam wielką buntowniczka i chciałam zmienic świat .... teraz mogę powiedzeć, że \"nie żyję w kłamstwie ... po prostu \"idę na łatwiznę\".....gorsze bywają problemy.pozdrawiam cieplutko
Odpowiedz
channach,,, dużo goryczy w Twoich słowach .... mówią... Bóg Ci wybaczy, a co jesli to my musimy wybaczyc Bogu... ja nie wiem czy dam radę, zabrał mi troje dzieci ....nie modlę się, nie potrafię; ochrzciłam mojego synka, ale momo to nie czuję abym była \"dwulicowa\' ... on jest innym człowiekiem... to był mój obowiązek; poza tym nie chciałam sprawiac zawodu mojej śp babci... była umierająca i bardzo chciała dozyc jeszcze chrzcin prawnuka... właściwie tylko na to \"czekała\" ....Channach ... musisz nabrac trochę dystansu do ludzi, do życia ... do samej siebie ....Dużo siły !!!całuję
Odpowiedz
Channach, a nie myśleliście o przeprowadzce do innego miasta/kraju?
Dużo sił.
Odpowiedz
Channach. Bardzo mi przykro i przyjmij wyrazy współczucia. Trudno jest dzisiaj powiedzieć coś takiego co byłoby pocieszeniem dla Ciebie i Twojej Rodziny. Bóg mówi: Kto uwierzy we Mnie będzie zbawiony\". Chciałbym mieć tak wielką wiarę jaką Ty masz, bo ona w Tobie przerodziła się w pewność. Żadne słowa nie są dobre, żeby ukoiły Twój ból. Byłabyś bez uczuć gdybyś po stracie dziecka przeszła normalnie jakby się nic nie stało. Ja jedynie, joko wierzący mogę powiedzieć, że Bóg przyjął Twoje dziecko do Swojego Królestwa. Ileż osób Bóg zbawił choć nie mieli chrztu, bo przecież dopiero Jezus przyniósł sakrament chrztu. Wszyscy żyjący wcześniej go nie mieli. Bóg kocha każdego człowieka. Świat jednak ofiarował człowiekowi, żeby człowiek mógł byc podobny do niego w swojej wolności i miłości. Trudno nam zrozumieć Pana Boga, bo jak sama widziś człowiekowi trudno jest zrozumieć drugiego człowieka. Przykro mi, że Twoi bliscy zamiast pomóc Tobie wniesieniu krzyża i cierpienia dołożyli go jeszcze. Bądź mocna i ufaj. Pozdrawiam serdecznie! Jeżeli coś w mojej wypowiedzi jest nie taktem to wybacz.
Odpowiedz
To dobrze, że ksiądz tu jest,bardzo dobrze; mnie osobiście ksiądz kojarzy się z kimś kto \"poucza\' i \"karci\" .... trzeba chodzic do kościoła, spowiadać się i prosic Boga o wybaczenie..... ale dla mnie instytucja kościoła nie ma nic wspólnego z wiarą ...... kiedyś nawciskałam Bogu od najgorszych, i od tej pory On dla mnie nie istnieje; Chciałabym mu wybaczyć..... nie wiem jak to się robi.......
Odpowiedz
Jak można nawciskać komuś kogo nie ma? Dość często Ci, którzy mówią, że są niewierzący potwierdzają, że Bóg jest. Wybaczyć Bogu to proste tak jak w ludzkim życiu. Jeżeli kogoś się kocha to mu wybacza się wszystko. Pokochaj Boga a Sama zobaczysz jakie to proste. Ja wiem, że to tak najczęściej tak jest, że instytucja Kościoła i księdza źle sie kojarzy, ale ksiądz nie jest tylko aby upominać, pouczać i karcić. Choć Jezus i o tym mówi, lecz to nie całe zycie księdza. Ksiądz ma prowadzić do Boga, a Bóg jest Miłością. A do Miłości prowadzi jedna droga. To miłość. Bóg przecież mówi zło dobrem zwyciężaj. Nie tylko kapłan ale każdy ma swoim życiu kierować się tymi słowami. Twoja wypowiedź ma trochę sprzeczności. Napisałaś \" to dobrze, że ksiądz tu jest\" a później odnosisz się negatywnie. Trzeba odróżnić kapłaństwo od człowieczeństwa. Myślę, że w Twoim życiu musiałaś zaznać czegoś co przyczyniło się do takiego zdania o kapłanach. Dla mnie kapłana, ale i chrześcijanina najlepszym nauczycielem przebaczania jest sam Bóg. Camillo zobacz jak Bóg dokonał odkupienia człowieka z jego grzchów. Zesłał Swojego Syna Jezusa. Pewnie znasz przypowieśc Jezusa o synu marnotrawnym, choć bardziej trzeba byłoby nazwać o miłosiernym ojcu. Bóg jest taki jak ten ojciec, gdy widzi człowieka przygniecionego życiem i grzechami, wybiega aby na nowo obrzyć go gonością. Tak jak w przypowieści ojciec wybiega do syna ubiera go w najlepsze szaty i daje pierścień, który mówi jesteś moim synem. Kocham Ciebie.
Odpowiedz
Ja nie określam siebie jako osoby \"niewierzącej\" ... rzeczywiście, miałam w życiu parę nieprzyjemnych sytuacji z kapłanami, ale wierzę , że sa \"dobrzy\' i \"zli\" księża, tak jak są też dobrzy i zli lekarze; nie kazdy powinien robić to co robi..... chciałabym wierzyć . że Bóg jest miłością, tak jak wierzyłam kiedys... dawno, .... to jest cholernie trudne..... ale może jest w tym jakiś sens... jestem na etapie \"godzenia się\" .. to dlatego napisałam , ze dobrze że ksiądz tu jest.... pogodziłam się już ze sobą, ..... chciałabym kiedyś pogodzić się z Bogiem , zbyt wiele mi zabrał, nie wiem czemu....
Odpowiedz
Moja wiara pewnością? Ja wiem, że ON jest. Ale nie umiem uwierzyć, że chce dobrze. Nie umiem zobaczyć sensu. Odszedł Rafała i coś pękło. Może to było potrzebne, byśmy dojrzeli? Nie wiem. Wiem, ze 3 dzieci jest TAM, a tu jest Tyśka, my zaś wychodzimy na złych rodziców.
Pisałam, że tęsknie za spowiedzią, ale jednocześnie pytam siebie: czego po niej oczekujesz? Nie wiem czy pragnę przebaczenia czy zrzucenia z siebie wielu rzeczy.
Chyba niestety to drugie.
Do wiary w Boga dochodziłam bardzo długo. Wiem jednak jedno, że nie uznaje postawy \"letniej\". Nie szukałam od długiego czasu usprawiedliwień dla swoich zachowań:\"inni tak robią\" Dlatego między innymi tak we mnie boleśnie tkwi antykoncepcja.
Dla publiki nie będę chrzcić dziecka. Uważam, ze zrobiłabym jej tym większą krzywdę.
Nie mówię, ze kiedyś tego nie zorbie, ale nie teraz. Teraz z mężem jesteśmy zbyt poranieni by w pełni przyjąć to co dane by było w tym sakramencie także nam. Nie sprostamy.
Jest mi wstyd za moje zachowanie i postawę.
Cóż moja pycha została ukarana, widocznie to co budowaliśmy nie miało fundamentów, a może to miała być próba, której cel kiedyś poznamy? Nie wiem.
Marze o konkretnej i szczerej rozmowie z kimś o tym wszystkim co we mnie siedzi. Takiej do bólu. O odkryciu kart, bez grania udawania wybielania się.
Może kiedyś..... Liczę, że stanie na mojej drodze ktoś, kto znajdzie czas i cierpliwość i siłę w sobie by nam pomóc.
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=camilla]
mnie osobiście ksiądz kojarzy się z kimś kto \"poucza\' i \"karci\" .... trzeba chodzić do kościoła, spowiadać się i prosić Boga o wybaczenie.....
Ja na szczęście miałam w tej materii trochę inne doświadczenia. Rozumiem Cię jednak, bo ostatnimi czasy si,ę nacięłam. W dniu kiedy załatwialiśmy pogrzeb, ksiądz usłyszawszy, ze to już 2 ciąża, a my nie mamy dzieci wypalił: to adoptujcie...
Cóż, nie każdy rodzi się z wrodzonym taktem.
CO do spowiedzi: Gdyby nie to, ze wiem (wiem, nie są to moje domysły), że w obecnej postawie, którą nie bardzo umiem zmienić nie dostanę rozgrzeszenia, pewnie bez wahania bym poszła. Co prawda na dziś dzień, nie wiem czego po niej oczekuję. Póki ma być to psychoterapia z błogosławieństwem na koniec chyba nie ma sensu. Choć może byłby to jakiś początek?
Camilla wiesz napisze CI coś co kiedyś mnie zwaliło z nóg.
Właśnie w czasie gdy tak walczyliśmy ze sob.ą z Bogiem spowiadałam się u młodego kapłana, który sporo o mnie wiedział. Na koniec zadał mi pytanie: czy chcesz przyjąć Jego przebaczenie.... Wiesz powaliło mnie, nie wiedziałam co powiedzieć. Nie wiedziałam czy chcę, nie wiedziałam czego oczekuję po spowiedzi. Przyjęcie przebaczenia Boga to łaska. On nam je chce dać, nie trzeba Go błagać nie wiadomo jak.
Pytanie czy m chcemy i jesteśmy gotowi by je przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z łaską idzie obowiązek pracy nad sobą.
Ja wiem, z nie jestem w stanie go teraz przyjąć odrzucić swoje życie, zmienić wszystko. Po raz kolejny wychodzi ze mnie moja małość.
Odpowiedz
chyba namieszałam już całkiem. ;( Czasami bycie na pół gwizdka jest łatwiejsze, czemu tak nie umiem ;(
Odpowiedz
Justynko pamiętam czas gdy umierał mały. Gdy nad inkubatorem płakałam i modliłam się o spokojną śmierć i egoistycznie o to by umierał przy nas, nie sam pod aparaturą, w nocy. Tak się stało jechaliśmy na badania genetyczne i wracaliśmy już z Poznania, czyli jakieś 100km, bo zadzwonili, ze odchodzi. Poczekał. osobiście stwierdziłam zgon i poszłam po lekarza, by potwierdził to z urzędu do dokumentacji. Mąż patrzył jak osłuchuje własne dziecko i liczył, na cud. Póki nie pokazałam mu, ze to już koniec. Chwile póżniej miałam go 2 raz w życiu \"moim życiu\" na rekach.
Dzień wcześniej powiedzieliśmy mu z mężem: jesteśmy gotowi, odejdź. Jakby na to czekał, chwile później zaczęła się powolna śmierć, której my nie byliśmy świadomi.
Siedzę teraz i płacze, po twarzy płyną mi łzy.
Odpowiedz
Channach...
Odpowiedz
Ja niestety nie byłam przy śmierci Stasia bo sama byłam w ciężkim stanie. zrobiono mi cc żeby ratować mnie bo dziecko miało być zdrowe . On odszedł a ja dostałam jeszcze jedną szansę... Była tylko chwila kiedy mogłam synka jeszcze żywego dotknąć i pogłaskać a ciepełko Jego ciała czuję do dziś i za tą chwilę też dziękuję Bogu bo to jedyny czas który mogę wpominać mile. Wiesz chanach może życie na pół gwizdka jest łatwiejsze ale ja się z Tobą zgadzam letnia postawa jest czymś najgorszym . Myślę że trzeba być czytelnym. A w ogóle to czytając Ciebie odkrywam jak bardzo jesteś dojrzała. Jesteś rozgoryczona - bo masz do tego prawo ale nie ma w Twoich słowach jadu i nienawiści. Jesteś poraniona ale nie \"chlapiesz\" językiem a To co piszesz jest przemyślane i głębokie. Trzymaj się ( cokolwiek to znaczy w Twojej interpretacji) masz męża i córkę \"TU\" i wasze dzieciątka \"TAM\" i trzeba nauczyć się z tym żyć chociaż sama wiem jakie to trudne...
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=channach]
Marze o konkretnej i szczerej rozmowie z kimś o tym wszystkim co we mnie siedzi. Takiej do bólu. O odkryciu kart, bez grania udawania wybielania się.
Może kiedyś..... Liczę, że stanie na mojej drodze ktoś, kto znajdzie czas i cierpliwość i siłę w sobie by nam pomóc.
Channach, to może spróbuj ...... odkryj karty, oczyść się..... moze ten ktoś jest .... nie musisz na niego czekać .....
Odpowiedz
Pewnie to znacie , może \"coś\' w tym jest ....

Pewnego dnia, Bóg zaprosił do siebie człowieka. Wprowadził go do wielkiej sali, następnie poprosił go, żeby usiadł. Na wprost nich, na ścianie umieszczony był wielki ekran. Bóg powiedział :

- Pozwól , że obejrzymy film jaki nagrałem specjalnie dla ciebie.

- Dobrze- odrzekł człowiek.

Wówczas, na ekranie pojawił się obraz. Dwie pary stóp przemierzały przez świat. Człowiek nagle uświadomił sobie, że był już we wszystkich tych miejscach, które widzi na ekranie. Scenariusz był mu doskonale znany. W pewnym momencie ślad jednych ze stóp urwał się. Człowiek oburzony zwrócił się do Boga :

- Zobacz !...widzisz ? …teraz idę sam… - Wtedy było mi najciężej, wtenczas najbardziej Cię potrzebowałem . A Ty zniknąłeś z mojego życia, jakby to wszystko co mnie spotykało, z czym walczyłem, z czym nie mogłem dać sobie rady było Ci obojętne. Gdzie byłeś?!

- Człowieku-odpowiedział Bóg- przyjrzyj się dokładnie. Stopy, które widzisz na ekranie są moimi stopami. ...bo ja wtedy niosłem Cię na rękach...
Odpowiedz
Channach, Justynko, płaczę czytając Wasze słowa...
Dla Waszych dzieci (*) (*) (*) (*)
Odpowiedz
Ja nie wiem kim dla mnie jest Bóg w tym momencie... Wiem, że był czas, że był najważniejszy, ale teraz nie wiem. I choć nie ma we mnie już takiej złości, gniewu, rozgoryczenia i żalu, jak tuż po odejściu Jasia, to jednak nie ma już tej ufności, jaka kiedyś była. I przyznam, że tęsknię za tym i chciałabym to znowu kiedyś poczuć, tylko nie bardzo wiem jak. I mnie też złości bycie \"letnim\"- zastanawiam się tylko czasami, czy sama nie zmierzam trochę w tą stronę? Sama nie wiem! Chyba tak jak Ty Channach, bardzo bym chciała o tym wszystkim szczerze porozmawiać, tylko nie wiem do końca z kim tak naprawdę?
Życzę pokoju mimo wszystko...
Odpowiedz
Ale przecież nasze relacje z bliskimi są takie sinusoidalne. Nie macie tak z mężami i przyjaciółmi, że czasem mamy ich dość, irytują nas albo po prostu potrzebujemy samotności? I te stany przpelatają się z takimi, w których tęsknimy, pragniemy ich bliskości razem nam dobrze. Ja tak mam i tak samo mam też z Bogiem. Nie czuję wcale, żeby moja wiara wzrastała z wiekiem Wink. Ale mimo moich wątpliwości (bo też nie umiem połączyć Bożej Miłości z okrucieństwem świata) wierzę, że dzięki Niemu istnieje dobro, a to, że nie wszystko rozumiem, kładę na bark ograniczoności języka i mojego pojmowania.
Odpowiedz
Wiecie poczytałam ten watek od początku.... jaka ja jestem niedojrzała emocjonalnie. Koszmar
Odpowiedz
Channach, chyba raczej nie niedojrzała emocjonalnie tylko \"rozchwiana\" emocjonalnie....to jak najbardziej zrozumiałe w Twojej sytuacji, ale może juz czas o tym z kimś porozmawiać.... powoli zwalniać tą rozbujaną huśtawkę.....
Odpowiedz
Moja sinusoida ma od kilku lat wartości ujemne, niech wreszcie wyłazi powyżej zera!!!!!!!!!!! Camillo nie wiem czy da się zatrzymać. Przeszłość dowaliła swoje.
Wiem jedno, bez Boga jest ciężko, bo nagle wszystko traci sens....
Odpowiedz
Channach, przeszłość dowaliła nijednemu, każdy ma swojego \"mola\" , który go gryzie; A Bóg.... ja juz sama nie wiem co mam o Nim myśleć !!!!
Odpowiedz
Ale włożyłam kij w mrowisko.... Chyba trochę wyszedł z tego taki wyrzut sumienia. Robię za mola duchowego Sad Tak dobrze się siedzi w swojej skorupie, co mnie podkusiło by zacząć w niej wiercić? Ekshibicjonizmu duchowego się mi zachciało Sad. Przepraszam
Odpowiedz
Nie przepraszaj channach, nie masz za co... posiadasz bardzo dobrą umiejętnośc, która mi też nieraz w zyciu pomogła.... to się nazywa \"autoironia\" .....jak już pęknie trochę ta Twoja skorupa, to wystaw chociaż głowę.....
Odpowiedz
Nie wiem, ale chyba zawsze popełniamy ten sam błąd w relacji do Boga co robimy do ludzi. Dość często próbujemy zobaczyć drugiego człowieka takim jakim go sobie wyobrażamy. Sami jestesmy dość często krzywdzeni przez innych, gdy oni opisują nas jak nas widzą a niestarają poznać się nas jakimi jesteśmy. My też dość często patrzymy na Boga jak Go sobie wyobrażamy zamiast starać się Go poznac jaki On jest. Dyskusja jest dobra bo pozwala zrzucić część ciężaru z siebie. Myslimy też dość często, że inni nas zmienią, a to wszystko zależy od nas. To ja muszę się zmienić sam. Inni tylko mogą pomóc lub zaszkodzić, ale i tak wszystko zależy od nas. Czytając Wasze wypowiedzi odczuwam pewien wewnętrzny smutek, jak bardzo człowiek może być zraniony i jaki wielki ból musi nosić w sobie. Modlę się by Bóg dodał Wam sił do niesienia go, aż na golgotę by wreszcie go tam zostawić, by stał się znakiem zbawienia. Dla mnie krzyż to nie hańba ale znak nadziei, znak odkupienia. Wiele rzeczy, które robimy są dla nas samych niezrozumiałe, a co dopiero dla innych. Niekiedy jest to krzyk rozpaczy, że nie znajduję znikąd pomocy i zrozumienia, ale czy wszystko zawsze musi być zrozumiałe? Sam już nie wiem. Może lapiej nie wiedzieć niż kroczyć po omacku.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 5 gości