takie tam :(
#26
Channach kochana, tyle uczciwości płynie z Twoich listów. Może pozwól sobie na przeżywanie relacji z Bogiem właśnie w pytaniach i matczynym bólu? Bóg pragnie być lekarzem w naszych chorobach i cierpieniach. Otwórz Mu serce, takie jakie jest, nic nie musisz wygładzać i upiększać.
Jestem przy Tobie w modlitwach
o.Marcin
Odpowiedz
#27
Najważniejsze to nie ulec stagnacji, rozpaczy, niewierze, starać się choć troszkę zbliżać do Boga, małymi kroczkami... Bóg wszystko może, pomaga nam przemieniac nasze serca, nasze postępowanie, ale tylko wtedy, gdy Mu na to pozwolimy, niczego nie zrobi wbrew nam...

Niedawno w modlitewniku, z którego codziennie się modlę, napisanym przez ks. Malińskiego znalazłam takie słowa, które bardzo mnie wzruszyły, a które dziś chciałabym zadedykować Tobie Channach, i innym dziewczynom, które przeżywają teraz bardzo trudne chwile

\"Wtedy gdy pada deszcz bez końca i dzień za dniem wstaje zapłakany, tonący w
wodzie i błocie - musisz wierzyć, że wreszcie kiedyś deszcz ustanie.

Wtedy gdy trwa niepogoda, jest wietrzno, ponuro, chociaż od rana do wieczora
widzisz świat w tych samych kamiennych barwach i choć twój wzrok natrafia na
ten sam szary sufit chmur - musisz wierzyć, że wreszcie kiedyś wyjdzie słońce.

Wtedy gdy wszystko oblepia mgła i możesz widzieć tylko na odległość kilku
kroków - musisz wierzyć, że ona wreszcie kiedyś podniesie się lub opadnie i
zobaczysz dalekie perspektywy.

Wtedy gdy tkwisz w ciemności, gdy minuty wloką się beznadziejnie i zdaje ci
się, że noc nigdy się nie skończy - musisz wierzyć, że wstanie dzień.

I tak będzie, i doczekasz się, i znowu będziesz chodził w słońcu, cieple i
kolorach; otworzy ci się świat w całej wspaniałości - jesli uwierzysz.\"


Kwestia druga, którą poruszyłaś - antykoncepcja i rozmowy z mężem o staraniach - co do pierwszej, wskaźnik Pearla dla prezerwatyw jest na tak niezadowalającym poziomie, że w życiu nie zdecydowałabym się na nie jako jedyną metodę zapobiegania ciąży (pomijając już fakt, że wg mnie przy prezerwatywach i w ogóle sztucznej antyk. umniejsza się to, co powonno być w każdym akcie - całkowite, bezgraniczne oddanie się drugiej osobie). Do stosowania NPR nie jest potrzebna ani Persona, ani żadne inne drogie urządzenie, wystarczy termometr (rtęciowy, specjalny owulacyjny albo dobry elektroniczny, np. Microlife), zeszyt do prowadzenia obserwacji (zwykły w kratkę), dobre materiały, z których można uzupełniać informacje, rozwiewać swoje wątpliwości (np. opracowania Roetzera lub Kippleyów), a przede wszystkim dobre chęci. To, że NPR nie jest skuteczne, to mit, przy prawidłowym stosowaniu, rzetelnym prowadzeniu obserwacji i nienaciąganiu reguł naprawdę się sprawdza. My stosujemy NPR od początku małżeństwa - z zamiarem odłożenia ciąży najpierw przez 3 lata, później od poronienia 14 mcy, więc łącznie w sumie ponad 4 lata. Nie twierdzę, że zawsze jest lekko, ale nie ma metody idealnej, a ta daje mi skuteczność i świadomość, że nie szkodzę sobie - ani ciału, ani duszy. W razie problemów można też korzystać z forów pomocy, np. tych http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=14906 (tutaj obszerna linkownia ze stronami poświęconymi NPR)
http://www.npr.pl/forum/

Nie namawiam Cię do niczego na siłę, ale zawsze warto myśleć perspektywicznie; wierzę w to, że prędzej czy później doczekacie się dziecka tutaj na ziemi, warto pomyśleć, jak kierować swoją płodnością później, to sprawa do rozwiązania na długie lata, nie tylko na ten czas teraz do następnych starań.
I starania właśnie... nie naciskaj na męża, daj Mu czas. Mężczyźni, choć często tego nie okazują, też muszą przeżyć żałobę i wzmocnić się psychicznie, po to, by być silnymi w czasie następnej ciąży, by być dla nas oparciem... Ja sama po stracie długi czas nie byłam gotowa do kolejnych starań, pierwszy raz pomyślałam o nich pół roku po poronieniu, ale zdecydowałam się na cykl szczepień przeciw WZW A+B, co trwa ponad pół roku (plus okres karencji po ostatnim szczep. ok. 3-4 mcy). To sprawa bardzo indywidualna, jak długo się czeka po, ale ja cieszę się, że czekałam (i niestety ze względów życiowych muszę poczekać jeszcze trochę) - tak naprawdę dobrze poczułam się po roku od straty, myślę o kolejnej ciąży bez lęku, czekam z niecierpliwością i radością na czas, gdy będziemy mogli już się starać...

A ciąże koleżanek i wśród rodziny, rodzące się dzieci... każda z nas ma swoją drogę, porównywanie się z innymi do niczego nie prowadzi. Kiedy ja straciłam dziecko, w ciążę zaszła bliska mi koleżanka. Cieszyłam się Jej szczęściem, ale czułam w sercu jakieś kłucie, nie zazdrość, a jakiś żal...Wszystko u Niej było w porządku, aż do początku 9 mca...Jej Maleństwo umarło z niewyjaśnionych przyczyn...
Podobnie wiele rodziców cierpi z powodu chorób dzieci, także nowotworowych... Wydaje mi się, że kobiety po stracie albo bezskutecznie starające się o dziecko często zapominają, że szczęśliwa ciąża nie oznacza, że wszystko ułoży się dobrze, że ci, którym się udaje, nie mają potem problemów, że cierpienie może dotykać nas na milion sposobów...

Channach, przytulam Cię bardzo mocno, życzę Ci choć iskierki nadziei i wiary. Niech Cię pocieszy nasz Pan, który jest naszą ucieczką, który ociera łzy z oczu płaczących, niech Cię utuli Matka Bolesna, która doskonale zna ból matki tracącej dziecko...
Odpowiedz
#28
nie mam cierpliwosci na npr w wydaniu termometrowym, tak było na poczatku,a włąsciwie kilka mieisęcy przed slubem, bo chciałam po slubie wiedziec co i jak, mając już jakies podstawy. teraz nie mam cierpliwosci i ochoty...
Chciałabym pójśc na łatwiznę mysląc o PERSONIE i wkońcu ja kupie, moze nie teraz moze za kilka miesięcy,a le kupie. i jeden problem będzie z głowy... Co do prezerwatyw..... sa wspomaganiem, bo i tak kochamy sie przewaznie wtedy gdy ja wiem, ze mam dni niepłodne. Troszkę swój organizm znam, nawet bez mierzenia temperatury. w cyklu kiedy poczęły się nasze dzieci, doskonale wiedzielismy keidy mozna się starac jak widac z \"sukcesem\" nawet nie mierzyłam temperatury.

Mąz twierdzi,mz ę nie zachodzenie w ciąże, jest dobre dla mnie: JA BYM BARDZO CHCIAŁ , ALE LEPIEJ DLA CIEBIE ..... czy aby napewno??;(
jednego nie umime mu wybaczyc i niestety staje to między nami: tego,z ę nie wybłagał u szefa wolnegow dniu kiedy szłam na zabieg. wiecie do dziś czuje sie tak jakbym je zabiła i nie było go obok, jak płakałam.....




Spotkała mnie dziś dziwna historia, która pomaga wierzyc w ludzi...
Badania okresowe w pracy,z racji, zę byłam chora, znów robie je sama i ganiam od lekarza do lekarza. dzis ostatni dzień. wpadłam jak zwykle zziajana do gabinetu lekarza, które z wrodzona szarmancja cmoknał mnie w ręke. Starszy cżłowiek, dość orginalny. Usiadłąm pogadał pogadał zbadał i stwierdził, ze cos mu niegra.... Pani jakas zmieniona, nerwowa nie usmiechnieta.Pani Joanno?? Powiedziałam Mu.... Pocieszął tłumaczył, wysze4dł ze mną z gabinetu, az na dwór, ludzie dziwnie sie popatrzyli,a on zyczył odwagi.... poczułam się jakbym spotkała swojego dawno zmarłego dziadka, potraktowął mnie jak wnuczkę dajac przy okazji dobre rady lekarskie.... dziwnie się czuje... niewielu zauwazyło, ze mój usmiech, będący zawsze moją wizytówka w chwili obecnej jest po prostu wymuszony,a on widuje mnie raz w roku.....
Odpowiedz
#29
Channach - przykro mi, że dołączyłas do naszego grona... I w pełni rozumiem twój bunt przeciwko Bogu, to chyba normalna reakcja na strate i odejscie naszych dzieci, wiele z nas tak samo reaguje...
Kiedy sama, niespełna dwa miesiace temu, leżałam w szpitalu z sączącymi sie wodami i czekałam na odejscie mojego synka - wierzyłam, że bóg go chroni przed czyms złym, ze chroni mnie przed jeszcze wiekszym bólem..Kiedy Michas odszedł pojawił sie we mnie bunt, bunt na Boga, tez przestałam wierzycw cokolwiek, nie ogarniam tego i nie rozumiem..Dlaczego zycie daje, a potem je odbiera? Kiedys leżąć wieczorwm i patrząc na mojego synka, który spał - pomyslałam, że to życie jest takie nieodgadnione, że w tej chwili, kiedy ja patrzę na moje najwieksze szczęście - w tym samym momencie na świecie umiera tysiace dzieci, ludzi, tysiace kobiet roni, przytula nieuleczalnie chore dzieci, nie ogarniam tego, nie rozumiem...
Byłam ostatnio w kościele, modliłam się...ale i tak mi trudno to zrozumieć...

Przytulam cie mocno i życze dużo sił!!!
Odpowiedz
#30
chanach dlugo myslalam, czy sie w ogole dopisywac... ale wlasnie tyle szczerosci w Twoich wpisach...

Prosze nie traktuj wprost do siebie tego, co napisze, bardziej jako przemyslenia i to, co sie nasunelo po lekturze watku.

\"A mysmy sie spodziewali...\" - jest to okrzyk uczniow idacych do Emaus, czy raczej uciekajacych. \"Ze On przywroci krolestwo Izreala\", a tu wszystko skonczylo sie klapa i to calkowita - smiercia krzyzowa.
Pytanie, czego my sie spodziewamy? Czy nie ma w nas (pisze ogolnie, nie wprost do Ciebie) myslenia, ja bede \'grzeczny\' Boze i spodziewam sie w zamian \'spokojnego\' zycia?
Znam wiele par, ktore uszanowaly malzenstwo i poczekaly ze wspolzyciem do slubu... i przezyly poronienie czy smierc dziecka w pozniejszym etapie ciazy.
Znam wiele par, ktore nie uszanowaly i ciesza sie szczesliwie posiadaniem potomstwa.
Sa pary, ktore czekaly i rowniez nie umarlo im dziecko.
Sa pary, ktore nie czekaly i dotknela ich tragedia.
W Polsce nikt takich badan nie przeprowadzal i nie badal korelacji pomiedzy dziewictwem w dniu slubu a strata dziecka w malzenstwie (sorry, skrzywienie zawodowe sie odzywa, jestem statystykiem). A nawet jesli jakies korelacje by byly, to Pan Bog ma swoje wlasne spojrzenie, niekoniecznie zgodne z ludzkimi obliczeniami.

\"Slonce wschodzi nad dobrymi i zlymi.\" Tu nie ma logiki. Wszyscy kroczymy po tej samej ziemi, wszyscy uczestniczymy w jej prawach - zepsutych grzechem, a tym samym smiercia.

To, ze swiat taki jest - pelen cierpienia, smiertelny - to nie wina Boga. Buntuj sie, ale przeciw temu, ktory go popsul...
Wylewaj zale - bo masz o co - ale to nie Jego wina.

Poronienie nie jest kara za grzechy, dlatego tez nie ma odwrotnej sytuacji: brak poronienia nie jest nagroda za \'dobre zycie\'. Stoimy przed jakas tajemnica, dlaczego tak sie stalo (choc z medycznego punktu widzenia, mozemy znac odpowiedz).

Gdy moje serce krzyczalo \'umarly mi dzieci\', to w odpowiedzi slyszalam: Moje jedyne Dziecko tez umarlo. Czasami trzeba po prostu uwierzyc, mimo ciemnosci, ze Bog kazde cierpienie przeszedl za nas, dla nas i z nami. Pierwsze poronienie bylo w Wielkim Poscie, wtedy Droge Krzyzowa przezywalam jakos inaczej, do dzis jest mi bliska. Poszukaj siebie na tej drodze... Kim jestes - czy niewiasta placzaca, czy Weronika, czy Szymonem, ktorego przymusili do pomocy, czy Janem, Magdalena, Pilatem, zolnierzami...
Nie pytalam \'dlaczego ja?\', bo jak echo wracalo podobne pytanie \'a dlaczego nie ja?\' Tym bardziej, ze na forum pojawialy sie dziewczyny po trzech poronieniach, czterech, siedmiu... Wobec nich milczenie wiazalo mi usta.

Jednym z odkryc po poronieniach bylo to, ze Pan Bog NIE ZABIERA dzieci. Predzej sie zgodze na to, ze je smierc zabrala - ale, ze On je ratuje. Poprzez wlasna smierc. One zyja i kiedys spotkamy sie twarza w twarz, teraz widzimy niejasno jak w zwierciadle, wtedy, tam wszystko bedzie jasne...

Mieszkam teraz w kraju, gdzie katolicy stanowia mniejszosc. Zawsze b. przezywam, gdy na Mszy katechumenom zostaja przedstawiane kolejne modlitwy. Doroslym katechumenom... w Polsce to rzadki widok. Zadziwia mnie czasem poziom wiedzy religijnej ludzi, bo tutaj, w kraju protestanckim, trzeba umiec wytlumaczyc, dlaczego nalezy sie wlasnie do Kosciola Katolickiego.
Masowosc katolicyzmu w Polsce z jednej strony jest darem, z drugim niesie ze soba niebezpieczenstwo wejscia bardziej w obrzedowosc niz religijnosc. Uczestnicze w tym, bo taki jest zwyczaj a nie dlatego, ze to dla mnie cos znaczy...
Wiele prawd Bozych - i pisze tu o sobie - \'znam\' z przyzwyczajenia, dopiero jakies wydarzenia pokazuja mi ich prawdziwe piekno i to, co rzeczywiscie znacza. Mysmy sie tak \'przyzwyczaili\' do smierci Jezusa dla naszego zbawienia, ze zbyt czesto jest to tylko pusty frazes... Ktos umarl za Ciebie, za mnie... Co wiecej - zmartwychwstal. Przeszedl ze smierci do zycia, ze smutku do radosci, z bolu, ktory zwija do niewypowiedzianego szczescia, z klamstwa do prawdy, z ciemnosci do swiatla... przeszedl podajac kazdemu z nas reke, Ja Ciebie tez tam moge zaprowadzic.

Zycze Ci duzo sil, wiary i nadziei.
Monika

ps. i zupelnie na marginesie, czy wspolzycie z prezerwatywa, nawet w dni, ktore WYDAJA sie nieplodne nie jest zlamaniem szostego przykazania?
Odpowiedz
#31
wuchowa zaczne od Twojego P.S. . Jest grzechem mam tego świadomośc, o czym tez napisałam troszkę wczesniej. Zostawie jednak ten temat bez komentarza, wiem na co się zdecydowalismy i jakie są tego konsekwencje.

Pierwsza reakcja na Twój post to bunt: TO NIE TAK. Może wygląda to wszystko na postawę roszczeniowa wobec Boga...... Nie jest. NIe liczylismy na nic za czystośc przed slubem, dla nas największa nagroda była noc poslubna i łzy radości jakie wtedy płynęły po twarzy....

Nie wierze, nie chce wierzyć.... Nie chcę szukać, nie chcę dopatrywac się BOga we wszytskim, nie chcę.....
Miałam pisac więcej, ale chyba nie ma sensu.... Moze za duzo szczerości było w tym wsyztskim? MOże powinnam trwac w swoim kokonie i wiarę w Boga odrzucic raz na zawsze, choc moze nie do końca tak powinno być
Odpowiedz
#32
Channach jestem z Tobę, ciepło cie przytulam i doskonale rozumiem TWÓJ bunt... Jesli masz ochote napisz do mnie na adres: kjozwiak15@wp.pl

pozdrawiam ciepło
Odpowiedz
#33
....wuchowa ....

2002 rok smierc mojej mamy . ja na dnie . wyrzuty sumienia ze to przeze mnie . nie wazne z jakiego powodu i tak nie zrozumiesz .... kosciol ja ojciec wlokacy mnie orawie do komunii bo sama nie bardzo moge isc i slowa ksiedza na kazaniu... JA PAN BOG DAJE ZYCIE I JA JE ODBIERAM . nie wiem z jakiego to czytania cytatu czy ksiegi i NIE CHCE WIEDZIEC . ale to wszystko nie jest takie proste . i czasem ciesze sie ze nie bylam az tak szczera w swoim pisaniu jak chanach , samotnosc do dna w watku ogolnym . ja tez dlugo sie zastanawialam czy odpisac Ci na Twoja odpowiedz . moze nie powinnam . moze nie mam prawa .

to wszystko nie jest takie proste
czasami poprostu potrzeba nam zrozumienia niz moralizatorstwa ....
bardzo Cie przepraszam ale w takim tonie Cie ostatnio odbieram . aga .
Odpowiedz
#34
Chanach - jestesmy bezradni wobec ubierania w slowa to, co naprawde czujemy. Rozumiem, naprawde rozumiem, Twoj gniew, wscieklosc... Dlatego odpisujac na Twoj post prosilam, zebys nie brala tych slow do siebie, bo wiem, ze to wszystko moze byc nie tak...

Cytat:[autor cytatu=channach]
.... przestałam wierzyc. nie wierze w to, ze istnieje Bóg.
Nienawidzę siebie, ze wierzyłam. Że zaufałam, do czego mnie to doprowadziło?

Do czego? Myslisz, ze wiara prowadzi do tego, ze dzieci umieraja? albo nie umieraja? Nie rozumiem Twoich wypowiedzi. Nie wiem, co sie pod nimi kryje. Pewnie napisze, ze to nie tak, ze Cie nie rozumiem. Prawda - nie rozumiem Twoich slow.

Cytat:[autor cytatu=channach]
wszelkie normy i zasady okazały sie idiotyzmem.....
Dlaczego idiotyzmem?

Cytat:[autor cytatu=channach]
Potępicie mnie teraz?

Nie. Nikt Ciebie tu nie potepia.

Duzo sil.
Monika
Odpowiedz
#35
Cytat:[autor cytatu=aga36]
to wszystko nie jest takie proste

Nigdy nie mowilam, ze zycie, smierc dzieci, codziennosc jest prosta.

Monika
Odpowiedz
#36
możemy skończyc ten temat? nie rozumiem, czmeu poszedł on tak, a nie inaczej. nie rozumiem skad i co to za cytaty. Nie chodziło o przepychankę słowną.
Ojcze Marcinie.... Dziękuje, mozę kiedyś będe miała tyle sił by napisac na e-mail, za co.
dziekuję za wszystko - wszystkim i chyba zniknę.... Po raz kolejny wywołałam burzę
Odpowiedz
#37
Channach - cytowalam Twoje wypowiedzi. Mi tez nie chodzi o przepychanke slowna, prosze - uwierz.

I zgodnie z prosba znikam z tego watku.

Dobrze Ci zycze, z modlitwa -
Monika
Odpowiedz
#38
chanach czasem poprzez burze odnajdujemy siebie . ja odkrylam tyle w nas emocji ze nie radzimy sobie . i trudno sie do tego przyznac . ja przyznaje . nawet jesli czujesz ze to burza to moze wyniknie z niej cos pozytywnego .... tez nie wiem jeszcze co .... ale nie znikaj .

koniec tematu . sily nam wszystkim zycze . aga .
Odpowiedz
#39
Channach, jestesmy wszystkie tylko cierpiącymi matkami, które próbują w różny sposób poradzic sobie z rozpaczą i bólem. Każda z nas, bez względu na to ile czasu minęło od smierci naszych dzieci, szuka sposobów na przetrwania i tu, na tym forum, próbuje dzielic się tym co jej pomaga.

Każda z nas inaczej reaguje, jak juz pisałam: niektóre traca wiarę, inne zbliżają się do Boga, niektóre małżeństwa czy związki się rozpadają, inne zbliżają do siebie.
Jestesmy też wszystkie bardzo wrażliwe, takie chodzące \"bomby emocjonalne\" - ja mam dni w które wkurza mnie wszystko: jak ktoś coś powie i jak wszyscy milczą. Jeśli ktoś bezskutecznie próbuje zajść w ciążę - denenrwuje go każda wzmianka o antykoncepcji, jeśli ktoś wie, że nie chce już więcej przeżywać strachu i bólu i nie chce juz być w ciąży - irytuje go każda wzmianka tych, które się starają zajść w ciążę.

Ale uwierz mi - wszystkie tu przeżywamy to samo: najbardziej okrutne i straszne doświadczenie jaki może spotkać człowieka.

I wszystkie chciałybysmy jakoś pomóc sobie i innym, pisząc o własnych przeżyciach, myślach, choć wiem, że z ogromna pustką i osamotnieniem każdy musi zmagać się sam.

Przykro mi, że poczułaś się oceniana czy nawracana. Nie takie były nasze intencje.
Nie odchodź stąd, na pewno są na forum dziewczyny, z którymi znajdziesz porozumienie, podobny sposób przeżywania.

Życzę Ci dużo siły
Odpowiedz
#40
jezeli ktoras z Was urazilam to przepraszam . chodzaca bomba emocjonalna to ja . czasem wybucha .......
Malgosiu prawda to co piszesz . ja tylko jestem ciekawa czy po naszych doswiadczeniach mozna byc jeszcze kiedys zrownowazona emocjonalnie bo ja zaczynam w to watpic .....
Odpowiedz
#41
Channach, nie wiem czy jeszcze tu zaglądniesz i to przeczytasz, ale bardzo dziękuję za ten wątek. Jest taki... prawdziwy... szczery... i bardzo wartościowy. Każdy post coś wniósł...

Przekonałyśmy się poraz kolejny, że:
- żadna z nas nie może powiedzieć, że w 100% wie co czuje i przeżywa druga mama po stracie dziecka, bo każda z nas jest inna...
- każda z nas przeżywa to po swojemu..., ale wszystkie uczucia, które budzą się w nas po śmierci dzieci są zupełnie naturalne i normalne...
- każda z nas te same emocje może nazwać w różny sposób...
- każda z nas pisząc tu przedstawia SWÓJ punkt widzenia... odczuwania... po to aby inni mogli znaleźć w nich swoje myśli i uczucia... aby inni mogli znaleźć potwierdzenie, że nie jestem nienormalna czując to co czuję... czując to samo co inni...

Nie zawsze udaje się nadawać na tych samych falach, ale myślę, że każda z nas odpisując ma na celu pomoc ze szczerego serca.
Nie zawsze się udaje... no cóż jesteśmy tylko ludźmi...

Każda z nas daje z siebie to co ma najlepszego... każdy ma inne talenty... i bardzo dobrze - dzięki temu możemy się uzupełniać Smile
Proszę channach nie uciekaj z forum... pisz do nas...
:\'(


***

Pierwsza moja reakcja po poronieniu była taka, że nie widziałam sensu modlitwy... nie chciało mi się myśleć o Bogu... o wierze... o zasadach... o staraniu się o cokolwiek... Takie podejście miałam ogólnie do życia i również do wiary... Poprostu straciłam nadzieję...

Nie chciałam już nigdy wierzyć - przynajmniej już nigdy się nie rozczaruję...
Nie chciałam już nigdy ufać - przynajmniej już nigdy nie przeżyję zawodu...
Nie chciałam już nigdy kochać - przynajmniej już nigdy nie doświadczę straty miłości...
Nie chciałam już nigdy być szczęśliwa - przynajmniej już nigdy nie poczuję bólu utraty szczęścia...
Taki system obronny przed zranieniem...

Mój stan mogłabym porównać do zawieszenia między ziemią a niebem w chmurze smogu... i tak właściwie nie wiedziałam czy bardziej chcę zostać na ziemi czy iść do nieba za dziećmi...

Nadal wiele moich dni tak wygląda... jeszcze nie potrafię wierzyć w to, że będzie dobrze... boję się w to wierzyć... po co... żeby przeżyć kolejne rozczarowanie... kolejny ból...? Taka egzystencja... Wir pracy... Na szczęście jest to forum... Wiem że nie jestem jedyna po stracie dziecka... nie jestem sama...

Pozdrawiam WSZYSTKICH cieplutko
Odpowiedz
#42
Kochane Mamy, piszecie szczerze i prosto z serca, choć ból każdej z Was inaczej dotyka Waszych serc. Dlatego nie ma potrzeby odnoszenie wszystkiego do siebie. Dzielenie się swoją bezradnością i cierpieniem jest jednocześnie okazywaniem sobie współczucia i dawaniem wsparcia. Czasami może to kogoś zaboleć lub poruszyć świeżą ranę, ale proszę nie rezygnujcie z forum. Szczerość i uczciwość są wielką wartością w tym miejscu. Módlmy się za siebie nawzajem.
Z serca
o.Marcin
Odpowiedz
#43
Aga mnie napewno nie obraziłaś....
Odpowiedz
#44
Channach,
dobrze Cię widzieć...
Odpowiedz
#45
chanach ...... duzo sil zycze .... nie umiem wiecej napisac .... ostanio mi tej sily troche przybraklo ....

przytulam ... aga . i rowniez ciesze sie ze jestes .... nawet nie wiesz jak rozumiem Twoj bunt ...
Odpowiedz
#46
Życzę Wam obu sił do zmagania się z podwójnym ciężarem: rozpaczy po śmierci dzieci i zmagania się z doświadczeniem ciemnej nocy duszy.
Ściskam serdecznie
Odpowiedz
#47
Channach bardzo cieszę sie, że jesteś...
Myślami jestem z Tobą... Życzę dużo sił...
Pozdrawiam
Odpowiedz
#48
Channach

dobrze, że jesteś...chciałabym moć Ci obiecać, że znajdziesz światło w ciemności, ale mogę obiecać tylko moją pamięć o Tobie...
Odpowiedz
#49
Dziękuję Wam za to, że dzielicie się radością z pozostania Channach na forum. To niesamowite. Ile w Was empatii i dobroci. Jak mi tego w relacjach z ludźmi brakuje. Pomódlcie się o taką łaskę dla mnie.
Z góry dziękuję i też was wspieram i cieszę się, że jesteście, bo to dla mnie też wielkie wsparcie.
o.Marcin
Odpowiedz
#50
Nie wiem co dalej.... Wiecie opadam z sił. Zaczełams ię modlic, od tak, po prostu zaczełam i zaczelismy sie po raz kolejny starac o dziecko. iw tym samym czasie zaczeło sie sypac... Wczoraj wyrzucił nas ojciec z 2 pokojowego mieszkania z kuchnia i łązienka do małego pokoiku, bo miał takie widzimisie. Musielismy sie na gwałt przeprowadzać, bo on wyprowadził się od mamy do mieszkania po dziadkach,a my musielismy wyniesc się do mamy, bo na wynajęcie nawet pokoju nas po prostu nie stac. Zaczelismy w mieszkanku remont, chcac uwic sobie gniazdko i wszystko zostało. Bałam się dziś jechac do pracy, jestem nie wyspana, zmęczona koszmarnie i ledwo patrze na oczy. Mam tak serdecznie dosc wszystkiego. przy zyciu trzyma mnie chyba tylko mysl o męzu.... nie mam siły!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! CZEMU ZNóW SIE WSYZTSKO WALI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości