takie tam :(
channach - daj sobie czas. Bóg czeka (ja żyję z tą samą nadzieją).
Odpowiedz
Znalazłam dziś taki fragment, u Katarzyny Miller:

\"Chrystusa można
wyrzeźbić
z bardzo cienkiego
patyczka\"

To tak tytułem nadziei.

Pozdrawiam. J.
Odpowiedz
Channach-Asiu,
po raz kolejny tak bardzo Cię rozumiem... chyba kolejny raz niszczę to, co miałam, a jaednocześnie czuję wielkie pragnienie pokoju, potrzebę obecności Kogoś większego ode mnie.... moze dlatego nieszczę, zeby zwrócić na siebie uwagę, na to, ze jestem i chcę żeby Ktoś tam wysoko mnie dostrzegł z tym wszystkim co we mnie i ze mną się dzieje... ściskam i pamiętam...
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=mama_kasia79]
moze dlatego nieszczę, zeby zwrócić na siebie uwagę, na to, ze jestem i chcę żeby Ktoś tam wysoko mnie dostrzegł z tym wszystkim co we mnie i ze mną się dzieje...
I chyba nazwałaś moje uczucia :\'(
Odpowiedz
Witaj Channach. Dużo z tego, co piszesz jest mi znane i bliskie. Jestem po półrocznej przerwie i wiem, że musiałem odejść, żeby móc wrócić. To trochę tak jak z synem marnotrawnym, zagubił się, żeby móc się wreszcie odnaleźć. Jak będziesz chciała, możesz napisać na mój adres mailowy mogiel@dominikanie.pl
Odpowiedz
Channach - Asiu,
nie wiem jak to sie dzieje, że w wielu sprawach mam wrażenie, że rozumiem Cię w pół słowa, a tu sie okazuje, że Tobie też się to zdarza....tak bardzo chciałabym coś dla Ciebie zrobić, ale nie wiem co i jak, to trochę tak jakby ślepy prowadził ślepego....Ojciec napisał do Ciebie, że czasem żeby wrócić trzeba odejść...pytanie jak daleko, na jak długo....czasem się boję, że są drogi, z których bardzo trudno się wraca i odejście staje się przekleństwem....ja mam tak teraz.... ściskam Cię mocno
kaś
Odpowiedz
channach - jeśli mogę Cię prosić, zostaw jakiś adres mailowy do siebie... jasia79@gmail.com

:* i pozdrawiam. J.
Odpowiedz
cosik22@interia.pl
Odpowiedz
Cały czas oni ważniejsi od NIEGO.
Bardziej się mimo wszystko liczy co ktoś pomyśli niż ja. Płacz duszy i wołanie do Boga przeplata się z poczuciem winy(!!!) że chcę wrócić. Nie wiem jak to wyjaśnić. Myśl: wracając do Boga zdradzasz ludzi, jest męcząca tak samo mocno jak głupia. Świadomość, ze gdybym wieczorkiem wyrwała sie z domu na godzinę by porozmawiać/wyspowiadać się, zakończy się gadaniem, ze ktoś zajmuje się moim dzieckiem, że zostawiłam męża z nią samego (mąż nie powiedział by nic, ale inni by mnie zjedli).
Proszę nie dyskutujcie ze mną na ten temat. Pisze co myślę, a sama często widzę bezsensowność mojego dumania.

Boże dziękuję za te bezsenne noce,w Twoich objęciach, za te chwile odwagi by przylgnąć.
Proszę Cię daj mi odwagę by wreszcie przejrzała, przygarnij mnie gdy płacze. Ty wiesz czego pragnę, Ty wiesz czego się boje. Błagam zabierz to bo się dusze.

ŻYCIE BEZ BOGA JEST 100 razy trudniejsze, niż trwanie. ;(
Niejednokrotnie będę jeszcze dreptać dzikimi ścieżkami, uciekać marząc, ze tak będzie lepiej. On czeka, ja to wiem. Mimo, ze pewnie nie podoba mu się moje życie, przygarnie. Jesli powiem, ze chcę. Na razie moje JA jest ważniejsze, ludzie są ważniejsi. Wbrew sercu, wbrew logice, wbrew wszystkiemu.
Tak wiem sama sobie dokopuje....
Powiem wam jaka jestem? Może ktoś zobaczy w tym też siebie?

Dorosłe dzieci alkoholików:

mają trudności z przeprowadzeniem swoich zamiarów do końca,
kłamią, gdy równie dobrze mogłyby powiedzieć prawdę,
osądzają siebie bezlitośnie,
mają kłopoty z przeżywaniem radości i z zabawą,
traktują siebie bardzo poważnie,
mają trudności z nawiązywaniem bliskich kontaktów i okazywaniem uczuć,
przesadnie reagują na zmiany, na które nie mają wpływu,
bezustannie poszukują potwierdzenia i uznania,
są nadmiernie odpowiedzialne
są lojalne, nawet gdy druga strona na to nie zasługuje, są impulsywne,
czują się winne, stając w obronie własnych potrzeb, i często ustępują innym,
boją się ludzi, zwłaszcza przedstawicieli wszelkiego rodzaju władzy i zwierzchników,
boją się cudzego gniewu i awantur,
lubią zachowywać się jak ofiary,
bardzo boją się porzucenia i utraty,
łatwo popadają w uzależnienia albo znajdują uzależnionych partnerów
(na podstawie nieoficjalnej strony DDA: www.dda.w.interia.pl)


Znasz to skądś?
Pytanie co dalej.... Nie umiem otworzyć się obcemu człowiekowi - najbliższym nie mogę
Odpowiedz
Asiu, myślę że każdy z nas widzi w tym część siebie chociaż na pewno bycie DDA jest zupełnie inną, bolesną historią i drogą.
Trochę brakuje mi odwagi, żeby odpowiadać na Twój post bo czuje w nim tyle rozżalenia, bólu i potrzeby pocieszenia, że aż nie umiem...
Odkrywasz \"temat\" DDA a to pole dla specjalisty i mam nadzieję, że może taki się wśród nas znajduje lub, że się znajdzie, że sama go poszukasz. Jestem przekonana, że byłby niezwykle ważny, potrzebny.
Chciałabym tylko... Sama nie wiem... Może powiedzieć, że marzy mi się, abyś prócz tych cech, które wymieniasz zobaczyła w sobie wrażliwą, dobrą i wyjątkową Kobietę.
Odpowiedz
Jasiu mnie chyba też się to marzy, by wreszcie zobaczyć inny świat. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Odpowiedz
Wczoraj w związku z pewnymi wydarzeniami doszłam do wniosku, ze działanie prowizoryczne (na chwilkę) niewiele dają. Pomaga coś na jakiś czas, a potem robi się z tego jeszcze większa katastrofa.
Kumulacja zdarzeń, odkładanie się kolejnych warstw i w końcu dochodzi do zatamowania przepływu. Odcięcie powietrza, wody
Zamiatamy pod dywan: bo wstyd, bo boli, bo.... wygodniej?
Później tworzy się bariera nie do przebicia, z takich maleńkich rzeczy.
Przecież wyznaje grzechy... Czy wszystkie? Czy szczerze? czy w pełni świadomie?
Pomoże tylko jedno: olbrzymi wodospad łaski, który wypłucze wszystko udrażniając przepływy. Na początku nagromadzone rzeczy spowodują masakryczne spustoszenia, ból duchowy \"smród\" pisząc dosadnie, po to by potem popłynęła wartkim nurtem czysta woda i na dobrą sprawę nigdy nie wiadomo kiedy tama pęknie.
Tyle się mówi o spowiedzi generalnej... co to tak naprawdę jest? Jak ma wyglądać...
Bóg nam przebacza, czemu my nie umiemy wybaczyć sobie? Czemu pozwalamy sobie na rozdrapywanie ran, które ON opatrzy i powinny się goić? Czemu dłubiemy spowalniając ziarninowanie?

Patrze na siebie i teraz gdyby mi ktoś kazał powiedzieć, nie umiałabym wymienić czym zgrzeszyłam. Były by to same banały.
Pamiętam jak dziś gdy przygotowywałam się do komunii. Czekała mnie pierwsza spowiedź. Stres, strach i pytanie: co powiedzieć. Starsza o rok \"doświadczona\" koleżanka powiedziała, ze najlepiej powiedzieć, że nie słuchało się rodziców i przeklinało. Teraz się uśmiecham,a el długo tak wyglądała moja spowiedź. Ogólniki..., bez słuchania głosu sumienia.
A warstwy się nakładały. Każdy głosik: to też nie tak, dostawał w głowę ledwie ją wychylił z szeregu.
Przyszedł czas wodospadu, jakiś czas przykładałam się do rachunku sumienia i spowiedzi, aż znów zaczęłam: byłam niegrzeczna, przeklinałam...
Całe życie staje okoniem, nie zgadzam się z niektórymi naukami KK. Wiem, ze gdybym stanęła przed wyborem nie mieć dzieci, a wybrać in vitro - egoistycznie wybrałabym to drugie.

Błogosławiony cichy, pokornego serca.... - mimo wszystko każdego dnia czasami nie do końca świadomie, a wręcz odruchowo toczę swoje małe walki by takim się stać. Choć chyba nie nastąpi to szybko.
Tworze chyba swoją własna wiarę, by nie udusić się w tym czasami dziwnym i nie zrozumiałym czasie, gdzie wszystkich ustawia się pod linią i tnie na jedne wzór w większości wypadków. Ci którzy potrafią zobaczyć w drugim człowieku indywidualny przypadek, jest tak niewielu, przynajmniej ja to tak widzę.
Mam nadzieję, że jeśli kiedyś moje dziecko stanie przed takimi dylematami, ktoś mu pomorze znaleźć dobre wyjście.
Pan bóg zamyka drzwi to otwiera okno.... Tylko czemu ktoś mnie zatrzasnął okiennice? Big Grin
Odpowiedz
Asiu, chyba nic innego Tu nie umiem napisac...jak to, ze myslami zawsze jestem przy Tobie i jesli tylko cokolwiek moge zrobic...znasz nr gg...
Odpowiedz
Asiula, tego wielkiego wodospadu łaski życzę Ci ze wszystkich sił !

ps. okiennice też da się jakoś ominąć ! Big Grin
Odpowiedz
Asiu,
jestem, pamiętam, czuwam Smile
nie oceniam, nie pokazuję Ci rozwiązań, bo mówisz moim głosem....a ja sama ze sobą nie mogę się uporać Sad
pozdrawiam cieplutko
kaś
Odpowiedz
Kasiu odezwiesz się do mnie na mejla??
Przeczytałam artykuł który podałaś beex...
Odpowiedz
Nie sądźcie nie byli sami nie byli sądzeni.
Jak łatwo przypiąć komuś łatkę, jak łatwo osądzić... Przeczytałam artykuł, który Kasia wkleiła w wątku beex. Bóg nie potrzebuje obrońców, on sam doskonale potrafi się obronić. Czemu tak wielu staje się adwokatem Boga?
Mam dość ram, w które jestem siłą wtłaczana. Dość łatek naklejanych na każdym kroku.
Chce poczuć się dzieckiem Boga, Ojca, który kocha mimo wszystko!!!!!!!!!!!!! Mimo naszych głupot..
My tu powinniśmy to szczególnie cenić.
Jeśli kocha się swoje dziecko, szczególne wyczekane, nie chcę się go krzywdzić i jest się mu w stanie dużo wybaczyć....


Siedziałam ostatniego wieczoru przy łóżeczku małej i uświadomiłam sobie, ze nie doceniam tego szczęścia jakie mnie spotkało. Tego, ze ona żyje,jest zdrowa.... Spotkał mnie cud, a ja tego tak nie widziałam. Tak jakby mi się to należało.
Widzimy zło, nie zauważając dobra.
Boże dziękuję za Tyśkę.... do tej pory bowiem nie podziękowałam CI za nią Sad Przepraszam....
Odpowiedz
Ten dzień jest tak bardzo trudny. Nie wiem czemu 3 września, niby z niczym się nie kojarzy,a od kilku dni ta data nie dawała mi spokoju.
M. daleko, siedzę sama w ciemnym i ponurym pokoju i słucham miarowego oddechu Tysi.
Wracają wspomnienia. Tęsknota za Rafałem prztyka, nie powstrzymuje łez, wreszcie mogę sobie na nie pozwolić.
Jestem tak bardzo zmęczona. Fizycznie - ciągłym, pośpiechem i nawałem obowiązków i psychicznie - graniem kogoś kim nie jestem i walką o uśmiech wtedy gdy muszę go mieć, a gdy łzy cisną się do oczu.
Chciałabym teraz być w wieku tyski. Wtulić się w mięciutki kocyk, uśmiechnąć słodko do aniołków i spać nie martwiąc się niczym.
Chcę by ktoś mnie przytulił, tak zwyczajnie, po ludzku i powiedział, ze jest... albo nie mówił nic i popłakał ze mną?
Straszne jest byc samotnym między ludźmi....
Odpowiedz
Jestem...
Odpowiedz
Tak ciemno wokół.... brak sił by być... nachodzą mnie carne myśli. Żyje bo muszę nie mam innego wyjścia.
Boże ja już nie daje rady fizycznie i psychicznie ;(
Odpowiedz
Asiu, tak ciężko czytać, że tak Ci trudno....Sad
Odpowiedz
Asiu nie pisze tu ale czytam... i nawet nie wiesz jak doskonale rozumiem... DDA zachowuja sie podobnie jak ja... dziecko ofiara przemocy ojca.. na dziś jestem jeszcze z córeczkami sama.... cięzżko to dźwigać. Ciężko kiedy odchodzi ktoś komu jesteś w stanie oddać nawet życie.. Staram sie na razie cieszyc z mojego cudu, staram sie nie myslec co bedzie za kilka miesiecy jak przyjdzie czas powrotu do pracyy jak opieke nad dwojka dzieci ogarne sama fizycznie psychicznie i finansowo. Cóż,... takie widac moje powołanie a jeszcze do tego naciski rodziny w sprawie chrztu Malej na który ja kompletnie nie jestem gotowa.
Odpowiedz
Channach
DDA...Znam to...Co dalej?
Może terapia,może grupa wsparcia.Nie wiem.Chyba każdy powinien znaleźć swoją drogę.
Odpowiedz
Asiu, myślę o Tobie. Trzymaj się.
Odpowiedz
Asiula, daj znak życia.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 6 gości