Stracilam synka w 24 tc
#1
Witam...

Mam na imie Karolina mam 22 lata...jestem mama Aniolka

20.12.2006r. urodzilam przedwczesnie synka Mateuszka, moja kruszynka zyla 10 godz.

Wciaz zadaje sobie pytanie dlaczego tak musialo byc??? A odpowiedz znajduje sie tylko jedna...ze to moja wina. Lekarz stwierdzil, ze najprawdopodobniej mam niewydolna szyjke macicy...
Wlasnie...nie umiem byc matka...moje cialo tego nie potrafi??? Mialo byc wszystkim co najlepsze dla Mateuszka a pozwolilo mu odejsc...ja pozwolilam mu odejsc...mialam go chronic...a on umarl
Przestalam chodzic do kosciola juz dawno...sama nie wiem dlaczego...teraz tez nie chodze...nie umiem...boje sie, ze nie ma tam dla mnie miejsca...
Kochalam to dziecko najbardziej na swiecie, czekalam z utesknieniem...czy Bog dal mi ostrzezenie, a moze to kara???
Gdy Mateuszek sie urodzil balam sie na niego spojrzec, zreszta zabrali go bardzo szybko zeby ratowac mu zycie...jak moglam nie chciec go widziec co ze mnie za matka??? Balam sie, ze bedzie strasznie wygladal, ze pozostanie mi ten obraz w pamieci na cale zycie...mezowi tez nie pozwolilam byc przy porodzie...byla tylko moja mamusia kochana, tak bardzo to przezywala, ale byla przy mnie, trzymala za reke...zaluje, ze nie pozwolilam Witkowi byc przy NAS, ale ja chcialam mu oszczedzic, zeby nie cierpial jak ja, myslama, ze jak nie zobaczy to nie bedzie cierpial...nie wiem co myslalam...
Po kilku godzinach mama zawiozla mnie do mojego dziecka...a ja tylko spojrzalm ukratkiem i kazalam jej mnie wywiezc...nie moglam patrzec dluzej...byl taki normalny...tyle, ze maluski...mam do siebie tyle zalu...dlaczego taka bylam dla niego, przeciez byl MOJ bez wzgledu na to jaki...tak bardzo mi zle
PRZEPRASZAM KOCHANIE!!!WYBACZ MI!!! KOCHAM CIE!!! NIE MYSL NIGDY ZE NIE ANIOLECZKU!!!
Pozniej byl pogrzeb...bylam...kazalam otworzyc trumienke...juz chcialam go widziec...byl sliczny...mial dziurke w brodzie...zupelnie jak tatus...
Teraz chodze na cmentarz i ciagle mowie do niego...ale juz za pozno...juz go nie ma...
Nawet nie moglam go przytulic...
Nie wiem juz jak zyc
Nie wiem nic...
Odpowiedz
#2
Karolinko wiem co przeżywasz-ja straciłam już3 moje maleństwa w 8,10 i 4tyg.c.-przy życiu trzyma mnie ośmioletni Maciek i wiem że to za wcześnie tak mówić ale głowa do góry bo trzeba dalej żyć,jesteś przecież potrzebna mężowi,rodzinie i przyjaciołom.Jestes jeszcze młoda i wszystko jeszcze przed Tobą,zacznij z powrotem chodzić do kościoła bo tam też znajdzież ulgę i pocieszenie a przy pomocy Bożej napewno jeszcze doczekasz się maleństwa.Ja nie jestem już taka młoda jak Ty ale dalej się nie poddaję czego i Tobie życzę.
Pozdrawiam.
Odpowiedz
#3
Karolino, bardzo mi przykro, że straciłaś swojego synka Mateuszka...
Był napewno ślicznym i wspaniałym chłopczykiem...
Ja moich chłopców też nie zdążyłam przytulić. Wiesz w takim szoku to trudno, wiedzieć co ma się zrobić i myśleć racjonalnie... Nie obwiniaj się. Zrobiłaś WSZYSTKO co mogłaś... i Twój Mateuszek napewno o tym wie.
Twoje serce bardzo cierpi. Trzeba czasu, aby ból złagodniał...
Pamiętaj, że zawsze możesz tu napisać. Pocieszymy Cię jak potrafimy.
Pozdrawiwm ciepło i życzę dużo sił
Odpowiedz
#4
dziekuje za kazde slowo...
Odpowiedz
#5
Droga Karolinko jak doskonale Ciebie rozumiem. Ja poroniłam Sebastianka w 19 tc. Niestety nie widziałam ani przez moment mojego dziecka pielęgniarki zabrały go od razu.Żałuje bardzo. Mnie nie było na pogrzebie, lerzałam w szpitalu. Obwiniałam siebie bardzo długo za śmierć mojego dziecka ...
za to że szyjka za krótka,
za to że do lekarza za późno poszłam
za to że nie potrafiłam go ochronic przed śmiercią.
Że zmarł zaraz po porodzie bo nie miał dobrze wykształconych płuc aby mógł oddychać
Za wszystko...
Dzisiaj już wiem że nawet jakbym leżała to zakażenie by mnie nie oninęło i śmierć mojego dziecka też nie
Musi minąć troszeczkę czasu, aby się pozbierać aby zacząć żyć (Niestety bez naszych dzieci) ale i tak zostanie w naszym sercu ból i żal, pytania na które nie znajdą się odpowiedzi DLACZEGO!!!
co mogłam jeszcze zrobić aby uchronic mojego dzidziusia przed śmiercią.Musi minąć trochę czasu aby zrozumieć to wszystko ale i tak blizna na sercu zostanie.
Karolinko pisz to naprawdę pomaga. Pozdrawiam CIebie bardzo cieplutko. Życzę Tobie dużo sił i wiary która będzie CI teraz bardzo potrzebna.

Mama Aniołka 7tc (+04.02.2005) i Sebastianka 19tc (+26.11.2006)
zapalam Swiateła dla Twojego Mateuszka(*)(*)(*)
Odpowiedz
#6
....Karolinko jakbym czytala siebie . 22 t c . moj Mateuszek urodzil sie martwy . bylam w takim szoku ze nie mialam sily poprosic zeby mi Go przyniesli ... pokazali . to nie nasza wina . nasze Aniolki o tym wiedza . ja tez balam sie Jego widoku . na pewno to rozumieja .... na pewno
przytulam . aga
Odpowiedz
#7
nie umiem zyc bez niego...nie umiem, nie rozumiem...czy on mi kiedys wybaczy??? CZy bedzie wiedzial, ze go kocham...mimo wszystko kocham najmocniej na swiecie!!!!

DZIEKUJE WAM, WSPARCIE JEST MI BARDZO POTRZEBNE...
Odpowiedz
#8
Karolino,
Współczuję Ci śmierci Twojego synka. To tak straszne i nieoczekiwane przeżycie, że tracimy zdolność racjonalnego myślenia i reagowania. Dopiero w domu, rozważając spokojnie zaczynamy żałować, że nie miałysmy siły na inne zachowania. Ale nie obwiniaj siebie, Ty chciałaś miłości i radości, a nie śmierci i bólu. Nie mamy wpływu na to co nas spotkało i w obliczu tragedii nie wiemy co robić. Polecam Ci lekturę: https://www.poronienie.pl/zaloba.html, może znajdziesz tam coś krzepiącego.

Potrzeba bardzo dużo czasu by ból stał się mniejszy, smutek nie tak wszechogarniający, choć miłość do dziecka nie maleje, a staje się pełniejsza. Przed Tobą trudna droga, którą łatwiej iść razem, z bliskimi i z nami, innymi osieroconymi matkami.

Czy wiesz, że Mateusz oznacza „dar Boga”? On jest takim darem dla Ciebie, dla Was. Choć nie został z Wami, jest, może nawet bliżej, i na zawsze już pozostanie w myślach i w sercu. Kiedy ból nieco przycichnie poczujesz tę miłość, którą Cię obdarowuje nieustannie.

Bardzo gorąco pozdrawiam i życzę Ci dużo siły
Odpowiedz
#9
Karolino, moja historia jest podobna, połowa ciąży, niewydolna szyjka, skurcze , moje dziecko urodzone w szpitalnej toalecie, szok, narkoza, 10 min i już po wszystkim,nie widziałam swojego dziecka, jak sie wysuwało ze mnie nie mogłam patrzeć, a potem w gabinecie leżąc nic nie widziałam ,po narkozie mocno płakałam. Następnego dnia podpisałam zgode na spalenie, nie wiedziałam wtedy jeszcze że można inaczej, nie znałam tej strony. Nie wiem jakiej płci było moje maleństwo, wtedy byłam zła na wszystko i wszystkich, podarłam zdjecia z USG z dnia poprzedniego wg którego niby było ok.
Do dziś załuje że nic nie wiem o swoim dziecku, że nie chciałam patrzeć, ja też myślałam że tak bedzie lepiej, ale nie jest....
Kocham to dziecko mimo wszystko i też mam nadzieje że mi wybaczy.
Właściwie to chciałam cie pocieszyć ale chyba źle zaczełam.
Moja historia ma szczęśliwy finał, jestem mamą od 7 miesiecy, ale zanim to sie stało upłyneło dużo czasu. Musiałam sie pozbierać, ale było warto uwierz mi , bardzo pomogła mi ta strona i pisanie, dlatego prosze pisz tu tak często jak potrzebujesz i wiedz że zawsze jest tu ktoś kto wysłucha i pomoże Ci nieść te wszystkie smutki.
Przytulam Cie z całego serduszka i zapalam światełko dla Twojego Aniołka (*)
Odpowiedz
#10
Karolinko droga, jesteś kochaną i dobrą mamą i Mateuszek to wie. Wina związana jest ze świadomym i dobrowolnym działaniem. Nie szukaj jej w sobie, bo Twoje serce jest czyste i piękne. Skoro ni ema winy, to i przebaczenie nie jest potrzebne. Odwagi, przytul się do serca Pana Jezusa, pozwól Mu, aby ukoił Twoje matczyne serce.
Mateusz żyje, śmierć nie ma pełnej i ostatecznej władzy nad jego życiem. Choć boli tragiczna rozłąka, to pamiętaj, że niedługo się spotkacie i nic Was już więcej nie rozłączy na wieki.
Teraz masz prawo do bólu i smutku, bo Twoje dobre serce musi się wypłakać i wyżalić. Masz do tego prawo.

A to fragment z Pisma Świętego, z Listu do Hebrajczyków (rozdz. 2):

\"Ponieważ dzieci uczestniczą we krwi i ciele, dlatego i Jezus także bez żadnej różnicy stał się ich uczestnikiem, aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby uwolnić tych wszystkich, którzy przez całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli\".

Ogarniam Cię moim sercem i wspieram modlitwą
o.Marcin
Odpowiedz
#11
....Karolinko . Mateuszek juz Ci wybaczyl... wiem ze tego potrzebujesz . Jego wybaczenia.. ja tez potrzebowalam . tam gdzie jest nie ma zlosci ani czegos w rodzaju niewybaczenia... czy Ty nie wybaczylabys Mateuszkowi gdyby cos przeskrobal... jak moze dziecko nie wybaczyc swojej mamusi... JUZ WYBACZYL . TAK JAK MOJ MATEUSZEK WYBACZYL MNIE. POCZUJESZ TO . ZYCZE CI TEGO Z CALEGO SERCA . aga.
Odpowiedz
#12
Witaj Karolinko! Mam na imię Ania...też nigdy nie zobaczyłam Naszego Maleństwa (jak chcesz i masz siły to zerknij na post założony przez mojego męża- Remangela...)nie wiem, czy to chłopiec czy dziewczynka...
W poniedziałek miną 3 tygodnie...ale to bardzo boli...wiem, że nigdy nie zapomnę tych chwil...nie mogę wybaczyć sobie, że nic nie wiedziałam...Bogu dziękuję, że mam tak wspaniałego Męża-Ty też potrzebujesz oparcia w kimś Bliskim-to Ci pomoże...a żal do Boga- wiem...też potrzbujesz czasu-On to zrozumie i czeka na to, że przyjdziesz do NiegoSmile.
Myśłimy o Tobie, Mateuszku i Twoich Bliskich ciepło i modlimy się za Was...
Odpowiedz
#13
Dziekuje...naprawde z calego serca.

Bylam dzis na cmentarzu u mojego anioleczka...poprosilam wszystkich zmarlych z rodziny zeby zaopiekowali sie nim...tam w niebie. Mam ogromny zal do siebie, do lekarzy, do Boga...do wszystkich, ktorzy zyja normalnie...moje serce sie przed tym broni...bo nie chce byc zle...ale to chyba silniejsze :\'(
Odpowiedz
#14
Powolutku Karolino, potrzebujesz czasu, Ty i Twoje wrażliwe serce. Wspieram Cię modlitwą
o.Marcin
Odpowiedz
#15
Chcialabym pojsc do kosciola ...ale nie mam odwagi, chcialabym porozmawiac z ksiedzem wyspowiadac sie, ale nie tak konwencjonalnie w konfesjonale...tylko od serca...ale strach jest silniejszy...moze potrzebuje jeszcze troche czasu sama juz nie wiem...sama nie wiem czego potrzebuje... :\'(
Odpowiedz
#16
Karolino

na pewno potrzebujesz czasu, miłości najbliższych i spokoju w sercu, choć o to ostatnie nie jest łatwo...w Poznaniu są Dominikanie- tam chyba można zadzwonić i umówić się na rozmowę z którymś z ojców- może spróbujesz...

przytulam Cię ciepło, przykro mi...dla Twojego Maluszka (*)
Odpowiedz
#17
Warto popytać o \"ludzkiego\" księdza w gronie przyjaciół. Niestety różnie to bywa...
jestem przy Was w modlitwie
o.Marcin
Odpowiedz
#18
tak mi ciezko z kazdym dniem...mialo byc lepiej, latwiej...ale nie jest. Nie czuje radosci zycia...nie czuje nic.
Zastanawiam sie czy mam jeszcze serce...czy juz rozsypalo sie na kawaleczki.
Miotam sie strasznie i nie moge odnalezc spokoju, ukojenia...nie wiem co zrobic aby oczyscic swoja dusze...
Chcialabym, zeby ktos zdjal ze mnie ten ciezar...ale wiem, ze to nie jest mozliwe...ze musze sama go niesc...ze musze nauczyc sie z nim zyc...
Tak bardzo dziekuje za wsparcie!!! Bardzo prosze o modlitwe za mnie i mojego Anioleczka...prosze, bo ja sama na razie nie umiem :\'( :\'( :\'(
Odpowiedz
#19
Karolino, czytając Twój post przypomniała mi się bajka, którą otrzymałam po stracie mojej Margaretki...
Którejś nocy przyśnił się pewnemu człowiekowi dziwny sen. Śniło mu się, że spaceruje z Panem Bogiem brzegiem morza, a na nieboskłonie rozbłyskują sceny z jego życia. Z każdą odsłoną na piasku pojawiały się ślady stóp - jedne należały do niego, drugie do Boga. Gdy zgasła ostatnia scena, mężczyzna obejrzał się za siebie i spostrzegł, że wielokrotnie na ścieżce widać jedynie ślady jednej pary stóp. Działo się tak w najtrudniejszych, najbardziej smutnych chwilach jego życia. Zaniepokojony spytał Boga:
- Panie, obiecałeś, że jeśli będę kroczyć twoimi ścieżkami, zawsze będziesz przy mnie. Tymczasem w najczarniejszych momentach mojego życia widzę na piasku tylko jedne ślady stóp. Nie pojmuję, dlaczego opuściłeś mnie, gdy potrzebowałem Cię najbardziej?
- Najdroższe dziecko - odparł Bóg - za bardzo cię kocham, by cię opuścić. W chwilach próby i cierpienia, tam, gdzie widać jedynie pojedyncze ślady, niosłem cię na ramionach

No i tak sobie pomyślałam, że może i nie zawsze czuję moc Pana Boga, ale On zawsze jest przy mnie... Nie jestem sama z tym cierpieniem...

Pozdrawiam cieplutko
Odpowiedz
#20
Karolino, nie musisz nic sama dźwigać. Jest taka dziecięca piosenka religijna:
\"Zrzuć ciężary na Jezusa, On pomoże Ci\".
Pozwól Mu zająć się Twoim obolałym matczynym sercem
o.M.
Odpowiedz
#21
Karolino

czesto osobom, ktore smierc dziecka znaja z teorii, wydaje sie, ze \'z kazdym dniem bedzie lepiej\', ze sama smierc dziecka, to dotkniecie dna rozpaczy a potem to tylko lepiej...
Moze ktos tak przezywa, nie wiem...
Ale moze byc tez inaczej:
- samo doswiadczenie szpitala nie musi byc najtrudniejszym, czesto wtedy jest sie nieswiadomym tego, co sie dzieje, wpada sie w odretwienie, jakies bezmyslenie, tak jakby sie w calej tragedii nie uczestniczylo, jakby dotyczylo kogos innego - moze to jest reakcja obronna naszej psychiki przed czyms, czego nie mozna uniesc...
- po pewnym czasie przychodzi taki dzien, kiedy \'mozna oddychac spokojnie\', gdy pojawia sie delikatny usmiech na twarzy... tylko, ze bol wraca, falami, przerwy sa coraz dluzsze, byc moze i bol ciut mniejszy niz poprzednio, ale to wraca...
W kazda zalobe wpisane jest iles lez, iles bolu - i to trzeba wyplakac, przezyc. Inaczej bedzie siedziec w srodku w nas i \'wylezie\' w najmniej spodziewanym momencie, albo w taki sposob, jakiego nie chcemy.

Duzo sil.
Monika
Odpowiedz
#22
Wszyscy mi mowia, ze powinnam pozwolic mu odejsc...ze nie moge byc z nim, ze on cierpi jak mnie widzi w takim stanie...ale ja nie umiem, nie chce...chce zeby tu byl, mimo wszystko...nie pozwole mu odejsc jeszcze nie teraz...
Odpowiedz
#23
Karolinko

pozwolisz Mu odejść, gdy będziesz gotowa- przyjdzie taki czas...On nie cierpi patrząc na Ciebie, tam, gdzie jest nie ma cierpienia, On Cię bardzo kocha i poczeka aż będziesz gotowa...
przytulam Cię bardzo mocno
Odpowiedz
#24
droga Karolino ... pozegnalam swojego Mateuszka niedawno ... wcale nie jest lepiej ... bardziej realniej bo przeszlam na stone zycia... ale bol jest ten sam . troche zlagodnial nie dusi nie zatyka ani nie dlawi ale jest i wraca ...
Cytat:powinnam pozwolic mu odejsc
powinnam sie pozbierac
powinnam tyle nie myslec
powinnam bo nic sie juz nie da zrobic...
powinnam myslec o przyszlosci
powinnam juz nie plakac ....
powinnam
powinnam
powinnam

a my nic nie powinnysmy .
jedynie co powinnysmy to w moim przypadku przezyc zalobe do konca a w Twoim pozwolic sobie na nia .... ludzie nie chca zle mowiac i tak nas pocieszajac . chca dobrze . chca nas chronic ...
nie chca ranic a jednak to robia ...
pozegnalam Synka ... dwa dni temu snil mi sie ... to On odszedl ode mnie. trzymalam Go za reke a On poszedl na piekny klomb zieleni ... radosny i usmiechniety .... monika ma racje ... Mateuszek poczeka ... rozumie ze Tobie nie jest latwo ...
duzo sil ....
Odpowiedz
#25
Droga Karolino!
Zgadzam się z Agą - pozwól sobie na żałobę, na ból, tęsknote, łzy... Czas pozwoli zrozumiec, ale jeszcze nie teraz, to musi potrwać... Nie rób nic na siłę, daj sobie czas, tyle ile ci go potrzeba...A inni niech mówią sobie co chcą, to Twój Aniołek i synus...To Twój czas na to by nauczyc się życ bez niego...
Tylko czy tego mozna się nauczyc? Ja do dzisiaj tęsknie za córeczką mimo, że od jej smierci minęły prawie dwa lata, od smierci synusia zaledwie póltora miesiaca... Ale to nasza żałoba, tęsknota...

życzę dużo sił
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości