bulimia a ciąża
#1
kochane,
szukałam w necie ale nie znalazłam. może wy mi pomożecie.
moja siostra choruje od ośmiu lat na bulimię. wiadomo, morfologię ma słabą, ale żyje i pracuje normalnie (w pewnym, oczywiście, sensie). ma 23 lata; jest teraz w 7tc. jak narazie ciąża wygląda na silną (\"trzyma się\" - co, faktycznie, wydaje się cudem przy jej trybie życia).
z różnych względów nasza mama nie cieszy się z tej ciąży (w większości są to niestety względy typu obyczajowego), ale dzisiaj się okazało, że przede wszystkim jest absolutnie przekonana, że ta ciąża stanowi poważne zagrożenie życia mojej siostry.

czy macie może jakieś dane, możecie wskazać strony lub opowiedzieć na własnych przykładach, jak to jest?
bo moim, zdrowym chłopskim rozumem, nijak nie widzę dlaczego dla bulimiczki ciąża miałaby być większym zagrożeniem _fizycznym_ niż dla osoby zdrowej.
pomóżcie.
(właściwie to jestem dość załamana podejściem mojej rodziny).
Odpowiedz
#2
Witaj scalaczku

8 lat to szmat czasu, ale nie da się z pewnością odpowiedzieć na postawiono przez Ciebie pytanie tak po prostu. Dlaczego? Bo to zależy od bardzo wielu czynników, chociażby od nasilenia objawów choroby (przecież bywa bardzo różnie) po spustoszenia, jakie ta choroba mogła przynieść w organiźnie, a wbrew pozorom bywają bardzo poważne, popsute zęby to jeden z przykładów, inny: zaburzenia w pracy serca. W skrajnych przypadkach bulimia prowadzi do tak dużego wyniszczenia organizmu, że może doprowadzić do śmierci.

Nie wiemy w jakim stanie jest Twoja siostra, trudno więc odpowiedzieć na pytanie jakim dodaktowym zagrożeniem dla jej zdrowia fizycznego może być ten stan. Inne pytanie to jakim zagrożeniem dla dziecka jest stan mamy, bo jeśli objawy występują od 8 lat to nie sądzę, zeby nagle ustąpiły Sad

Scalaczku, jedyne co na mój z kolei chłopski rozum mogę poradzić Smile to intensywna opieka lekarza ginekologia i terapeuty specjalizującego się w leczeniu tego typu problemów albo psychiatry (też od tego).

Pozdrawiam
Odpowiedz
#3
[quote][autor cytatu=ktosik]
ktosiku, dzięki za odpowiedź.
moja siostra, jak wspomniałam, ma słabą morfologię; nie stwierdzono zaburzeń pracy serca, zęby leczy na bieżąco.
widzę w mojej rodzinie dużą taką pracę psychologiczną w kierunku nieprzyjęcia tego dziecka. z drugiej strony postrzegam troszkę moją mamę i siostrę jako osoby w pewien sposób (to będzie okrutne, co powiem) realizujące się w chorobie: na użytek rodziny zawsze szczegóły ich stanu zdrowia są dramatyzowane a jak to wygląda faktycznie można się przekonać dopiero gdy się wyrwie od nich siłą np. wyniki badań (nie potrafię policzyć, ile razy obie miały nowotwory złośliwe, które po wnikliwszej diagnozie okazywały się być np. znamionami do wycięcia w znieczuleniu miejscowym, ale już się zdążyły - mama czy siostra - pożegnać z całą rodziną).
teraz chodzi o kogoś trzeciego, kompletnie bezbronnego - i widzę, że one tego nie dostrzegają.
chciałabym żeby przeniosły punkt ciężkości z _możliwie_ zagrożonego zdrowia mojej siostry na _prawie na pewno_ zagrożone zdrowie jej dziecka.
no, tylko może się mylę, sama nie wiem.
wczoraj się cieszyłam, że jest ciąża, ale wygląda, że tylko ja Sad.
Odpowiedz
#4
Cytat:z drugiej strony postrzegam troszkę moją mamę i siostrę jako osoby w pewien sposób (...) realizujące się w chorobie

To tak jest scalaczku. Bulimia (i wiele innych zaburzeń) jest po coś, jest choremu do czegoś potrzebna, coś zastępuje. Do czego? Co? Odpowiedź na to pytanie może dać tylko ciężka i długa praca z terapeutą, która wydobędzie na światło dzienne przyczyny choroby. Leczenie, jeśli ma być skuteczne, musi się odnosić do przyczyn, nie do objawów, jeśli zajmiemy się tymi drugimi to nawet, gdyby udało je się wyeliminować, prawdopodobnie w ich miejsce pojawią się inne niepożądane kompulsje itp.

Cytat:chciałabym żeby przeniosły punkt ciężkości z _możliwie_ zagrożonego zdrowia mojej siostry na _prawie na pewno_ zagrożone zdrowie jej dziecka.

Mnie się wydaje, że \"prawie na pewno zagrożone zdrowie dziecka\" jest faktem, ale jest faktem (o ile Twoja siostra rzeczywiście cierpi na bulimię - czy jakiś fachowiec zdjagnozował u niej tę chorobę?) takżę zagrożone zdrowie Twojej siostry, bo 8 lat życia z tą chorobą to nie jest \"byle co\". Teraz można te dwie sprawy połączyć, bo zagrożone zdrowie Twojej siostry jest nierozerwalnie związane ze zdrowiem jej dzieciątka.

Czy Twoja siostra kiedykolwiek podejmowała próby leczenia? Czy dostrzega swoją chorobę? Czy zdaje sobie sprawę, że ona (choroba) ją niszczy?

Jeśli nie leczy/leczyła się może teraz choć ciut łatwiej byłoby ją do tego przekonać, bo przecież teraz walczy nie tylko o swoje życie, ale także o życie swojego dziecka.

Domyślam się jak trudna może być decyzja o podjęciu leczenia i jak trudno może być rozmawiać z osobą chorą, która pewnie nie przyjmuje żadnych racjonalnych argumentów, ale... próbować trzeba, bo jest o kogo walczyć, są aż dwie istoty (przynajmniej, może więcej, bo bulimia często jest objawem problemów w całej rodzinie), o których życie i zdrowie WARTO WALCZYĆ

Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
#5
Mnie się wydaje, że \"prawie na pewno zagrożone zdrowie dziecka\" jest faktem, ale jest faktem (o ile Twoja siostra rzeczywiście cierpi na bulimię - czy jakiś fachowiec zdjagnozował u niej tę chorobę?) takżę zagrożone zdrowie Twojej siostry, bo 8 lat życia z tą chorobą to nie jest \"byle co\". Teraz można te dwie sprawy połączyć, bo zagrożone zdrowie Twojej siostry jest nierozerwalnie związane ze zdrowiem jej dzieciątka.

Tak, siostra leczy się właściwie od początku (psychiatrycznie i psychologicznie; poza tym uzupełniane są farmakologicznie te najbardziej rażące braki typu brak żelaza). W tym sensie - sensie fizycznym - choroba jest opanowana.

Jeśli nie leczy/leczyła się może teraz choć ciut łatwiej byłoby ją do tego przekonać, bo przecież teraz walczy nie tylko o swoje życie, ale także o życie swojego dziecka.

No, więc to jest ten najbardziej newralgiczny moment, ponieważ dla niej - i utrzymuje ją w tym przekonaniu moja mama poniekąd - jest to nie \"dziecko\" a rodzaj niesprecyzowanego zagrożenia.

Chodzi mi tylko o to, żeby wskazać im jakieś źródła medyczne, które mówią, że utrzymanie tej ciąży nie wiąże się z automatycznym złożeniem w ofierze życia mojej siostry.
Przepraszam, że tak to ostro ujmuję, jestem jednak dość negatywnie zaskoczona ich podejściem.
Odpowiedz
#6
ups, ale cytowanie (ale bo dziecko mnie woła, wygląda to stąd tak, że ją niebieski tygrys Nivea przygryzłWink.
ale połapiesz się, ktosiku, w tym, co jest moim a co twoim tekstem?
pozdrawiam.
Odpowiedz
#7
scalaczku
chorowalam/choruje na bulimie, bo psychicznie w glowie wciaz to mam mimo, ze jem juz normalnie. Morfo mialam na pocatku ciazy fatalna !!!
Walcze by bylo lepiej. To bardzo trudna choroba i glownie chodzi o to by otoczyc siostre miloscia - bo wiesz, ta choroba wywodzi sie z braku akceptacji samej siebie i nawet zeby byla piekna jak gwiazda i szczupla i zgrabna i miala powodzenie to nie bedzie umiala tego zobaczyc. Dzieki bliskim, dzieki ich milosci mozna z tego wyjsc... wierze w to!

Wazny jest poziom zelaza i hemobloginka. Badanie serca.Czesto u bulimiczek wystepuja choroby zoladka.
Na poprawe hemoglobinki polecam goraco napar z pokrzywy 2x dziennie! Oraz zestaw witaminek ja biore Elevit pronatral, ale to juz lekarz doradzi jakie.
Wazna jest rozmowa, zeby siostra jadla !!!!!!!!!!! Bez jakis obaw - bo jest w ciazy i nawet ja przytyje to nic sie nie stanie. Mi sie czasem strasznie chce plakac jak ide po miescie i jem sobie cos, a baby takie paskudne patrza mi na brzuch z mina ze jem sobie cos ... Kosztuje mnie to wiele, ale usmiecham sie i glaszcze brzuch.
Scalaczku !!! Zycze Twojej siostrze duzo odwagi i sily !!! Wiem jak trudna to choroba. Ja doszlam do tego stopnia, ze przestalam jesc zupelnie... wiec rozumiem... naprawde ...
Daj znac jak siostra.
Odpowiedz
#8
Skalaczku, zgadzam się z Eską, że to choroba \"w głowie\", ale na leczenie to jest trochę późno, bo tego typu dolegliwość leczy się miesiącami i latami, a i tak zostaje gdzieś w podświadomości. Anoreksja jest gorszą odmiano, bo oznacza dosłowne niejedzenie, natomiast bulimia to prowokowanie wymiotów, a nigdy nie można zwymiotować wszystkiego, bo bulimiczki żyją, choć ciągle wymiotują i to oznacza, że coś się do tego organizmu dostaje.

Podstawowe pytanie: czy Twoja siostra jest naprawdę świadoma swojego stanu i tego, jakie mogą być konsekwencje jej \"nałogu\"? Bo to trochę jak nałóg. Ale jeśli palaczki potrafią rzucić palenie dla dziecka, alkoholiczki przestają pić z dnia na dzień, to i bulimiczki też potrafią przestać wymiotować. Zależy od psychiki, od podejścia do ciąży, od akceptacji swojego ciała podczas ciąży. Nie oszukujmy się: ciąża to zaokrąglenia, odkładanie tkanki tłuszczowej, duża pupa, rozstępy, fałdki, itd. Sęk w tym, aby zrozumieć, że jest to stan przejściowy i warto porzucić na ten czas swoje nałogi i złe przyzwyczajenia.

Trochę jestem starsza od Twojej siostry i już inaczej patrzę na świat. Zresztą jak większość z nas, ale jeśli chcesz jej pomóc, to musisz z nią rozmawiać. To bardzo trudna choroba na czas ciąży, ale może miłość do dziecka zmieni jej myślenie... Bardzo Wam tego życzę.
Odpowiedz
#9
Esko, a ja wgapiam się wręcz w kobiety ciężarne, jak coś wsuwają, bo jest to najcudowniejszy widok na świecie. Może tamte panie też tak Cię odbierają? A poza tym ciężarna zjada zawsze z takim apetytem i radością na twarzy :mrgreen:
Odpowiedz
#10
Cytat:Tak, siostra leczy się właściwie od początku (psychiatrycznie i psychologicznie; poza tym uzupełniane są farmakologicznie te najbardziej rażące braki typu brak żelaza). W tym sensie - sensie fizycznym - choroba jest opanowana.


Tak sobie myślę, że może warto zmienić terapeutę, skoro 8 lat leczenia nie przynosi efektów? Szukanie terapeuty, który nam odpowiada to długa droga, ale warto nią pójść, bo może przynieść wiele dobrego. Poza tym pytanie czy jest ktoś specjalizujący się w leczeniu tego typu problemów, bo ja wychodzę z założenia, że nie można być dobrym we wszystkim. Pytanie czy to terapia polegająca na spotkaniach np. raz w miesiącu czy rzeczywiście intensywna psychoterapia. To tylko pytania, które moim zdaniem warto sobie zadać.

Cytat:choroba wywodzi sie z braku akceptacji samej siebie


Niekoniecznie. Niekiedy podłożem nie jest brak akceptacji swojego wyglądu, a źródło jest znacznie głębiej.

Cytat:glownie chodzi o to by otoczyc siostre miloscia

Nie zgadzam się, bo głównie - wg mnie - chodzi o to, by zapewnić pomoc profesjonalisty, inaczej wyjść się z tego na dobre nie da!!!

Cytat:Wazna jest rozmowa, zeby siostra jadla !!!!!!!!!!!

Nie wiem czy nie mylimy nazw chorób, bo bulimiczki jedzą, tyle że zbyt wiele i potem się przeczyszczając.
Odpowiedz
#11
Beatko Smile Smile Smile
Slicznie to napisalas Smile jednak te panie tu... ech, mam wrazenie ze w moich stronach ciaza to jakis trad - no ale jak lekarz mowi do rodzacej - po cos tyle zarla ??? to dziwic sie ludziom ?
Ja tez uwielbiam kobiety w ciazy i wiem ze jak musza cos zjesc to nie ma bata !!!

Co do wymiotow ... to wiem ze trudno je pokonac, ale jest to mozliwe. Ja jem normalnie - ale tak czasem mi trudno, okropnie i czuje jak we mnie wszystko krzyczy - Przesan jesc idz pobiegaj!!! - ale ja spiewam sobie albo cos, no ratuje sie jakos!!! - zreszta rzucialam tez papierosy - 3,5 miesiaca temu a palic mi sie chce kazdego dnia jakbym bez papierosa spedzila 1 dzien... sni mi sie czasem ze pale Wink to sie w sne napale i jakos dalej daje rade... nie moge tego robic dziecku ! i koniec! jak urodze to zapale zapewne, ale nie chce wracac do tego juz w takim stopniu... tylko czasem gdzies przy kawie...
Wiele mozna pokonac dla dzidziusia, a przyznaje z reka na sercu! mam slaba bardzo wole !!! bardzo!!!
Nie wiem jak w przypadku siostry Skalaczka, ale ja od wymiotow doszlam do zupelnej rezygnacji z jedzenia... nawet zapachu nie czulam jak gotowalam... Gdyby nie moj maz, nie wiem co by ze mna bylo... Z nim uwielbiam jesc i wygladam naprawde dobrze Wink ale zeby sobie na to pozwolic przepakalam wiele nocy ... wiele razy wracalismy do domu... albo nie chcialam nigdzie wyjsc... a to wszystko bylo jedynie w mojej glowie !!! !!! !!! nigdy nie mialam problemu z facetami, wrecz nadmiar mialam, nic co by kazalo mi zapasc na ta wstretna chorobe ktora odbiera bardzo duzo, nie dajac w zamian nic ...
Odpowiedz
#12
Ktosiku chodzi mi o to by jadla i by jedzenie zostawalo w niej... Nie chce sie klocic bo moze wiesz na ten temat wiecej niz ja... ja tylko na to chorowalam/choruje ... bo to chyba na zawsze zostaje w glowie, a milosc i opieka blizkich bardzo pomagaja... znam wiele bulimiczek... i wiem ze wiele z nich nie ma wlasnie ciepla i poczucia akceptacji, oczywiscie ze bulimia moze miec tez inne powodu... wiem, bo interesuje sie tym od czasu gdy swiadomie choruje...
Odpowiedz
#13
Chcę tylko napisać, że profesjonalna pomoc dobrze znającego temat terapeuty jest nieunikniona - sama miłość bliskich to wg mnie zbyt mało, może na chwilę przyćmi objawy choroby, ale pozostaną jej źródła i wszystko będzie powracało. Każdy moment jest dobry na podjęcie leczenia. Pewnie, najlepiej byłoby to \"załatwić\" przed ciążą i wejść w ten stan w zdrowym ciele i ze zdrową psychiką, a jeśli tak się nie stało to TERAZ właśnie trzeba się wziąć za porządną robotę. Może ta \"robota\" powinna być teraz nieco inna, bo terapia to okres, kiedy następuje często nasilenie objawów (wbrew pozorom i to normalne). Może więc na czas ciąży tę tarapię trzeba poprowadzić nieco inaczej, ale trzeba ją podjąć i chodzi mi o terapię z prawdziwego zdarzenia u prawdziwego, znającego się na rzeczy terapeuty, a nie wizyty gdziekolwiek, co jakiś czas. Nie da się oczywiście wyjść z choroby, jeśli jej sobie nie uświadomimy i nie będzie w nas wewnętrznego przekonania o jej sensie, bo sam terapeuta, bez dobrej woli pacjenta i jego ciężkiej, długiej, trudnej i bolesnej często pracy nad sobą i swoimi problemami nic nie zdziała. Jeśli jednak w chorym jest choć trochę przekonania co do słuszności takiego własnie postępowania (poddania się leczeniu) to już coś.

Czy bulimia zostaje na zawsze? Myślę, że nie. Niektórzy twierdzą, że jest jak alkoholizm, tzn. że bulimikiem jest się do końca życia, choć można żyć bez objawów. Większość terapeutów, którzy temu zagadnieniu poświęcają swoją pracę twierdzi, że tak nie jest, że gro ludzi jest w stanie pożegnać się z tą chorobą na zawsze.

Czy anoreksja jest gorszą wersją? Też bym tak nie powiedziała. Jest to inna choroba, psychicznie powodująca tak samo ogromne spustoszenia, fizycznie wbrew pozorom też, bo choć powszechna opinia jest taka, ze anoreksja może prowadzić do śmierci, bo człowiek jest się w stanie zagłodzić to pamiętajmy, że bulimia śmiercią (w tym najtragiczniejszym scenariuszu) też się może skończyć.

Jeśli nawet czyjś stan nie jest na tyle poważny, by zagrażał życiu (choć ten moment łatwo czasem przegapić) to warto podjąć leczenie, by poprawić JAKOŚĆ swojego życia.

Co do rodziny to oczywiście jej miłość i wsparcie tak, ale nie bezgraniczne!!! Rodziny (bliscy) często nie wiedzą (bo i skąd mają wiedzieć) jak się naprawdę powinny zachować i często robią z dobrej woli wiele złego. W przypadku osób młodych, zamieszkujących z rodzicami na przykład zaleca się najczęściej terapię rodzinną, bo to w domu rodzinnym jak się w trakcie terapii często okazuje tkwi przyczyna problemów, które z pozoru nie mają z tym nic wspólnego, bo na pierwszy rzut oka rodzina wzorcowa, kochająca, dbająca.

Ach, rozpisałam się. Nie ma to chyba większego sensu. Jedyne sensowne zdanie, które mogę napisać (i które już pisałam) to: TERAPIA, TERAPIA I JESZCZE RAZ TERAPIA - z tego da się wyjść
Odpowiedz
#14
Cześć wszystkim.
JEstem tu pierwszy raz i czuje ze powinnam coś o sobie napisać.
Mam 22 lata na bulimię choruje około 5 lat może nawet wiecej, sama nie wiem kiedy to się zaczęło.
Waże 58 kilo, moje życie wygląda normalnie. Mam kochającą rodzine, wspaniałego chłopaka i zero problemów ze zdrowiem. Studiuje dziennie w wakacje pracuje. wsystko jest w porządku...tylko ... , ze często po posiłku wymiotuję.EH tylko nie wygląda moim zdaniem to aż tak dramatycznie jak na filmach czy pokazówkach bądź też w opowieściach z forów. Poprostu po celebracji jedzenia (które bardzo lubie i nie moge się jakoś nigdy oprzec....)nachylam się ... nad kibelkiem i samo sobie jedzonko leci. Nie czuje się źle ..to znaczy aż tak źle. Nie wsadzam palców szczoteczek czego kolwiek sobie do buzi ... poprostu się nachylam ... Sad
Musze doadać ,że Dbam o siebie i jestem naprawde silną dziewczyną dającą sobie w życiu rade. NIe mam słabych dni, nie mdleje, mam też dobre wyniki krwi. NIe chudne zbyt gwałtownie. Cały czas utrzymuje mi się ta sama waga. ...
Ostatnio pomyslałam ze powoli chciała bym się decydować na dzidzidziusia....
Moze nie w tym ani następnym roku... ale myśle o tym... a kiedy tak myśle napływaja mi łzy... ponieważ bardzo boje się że bede miec problemy z zajściem.... bede mieć problemy donoszeniem.... i nie wiem ....czy z tego stachu wogóle nie bedziemy probować i co powie mój chłopak ( przyszły mąż) ... bardzo się tez boje o to ze nigdy nie zaznam urobku macierzyństwa...tylko i wyłacznie z mojej przyczyny. To co sie tu dowiedziałam ... o terapeutach... ja wszystko rozumiem proóbowałam paru ... ale niestety nic. Wiem ze gdybym była w ciazy to bym tych czynnosci zaprzestawała,..ale powiedzcie mi ...prosze błagam ... czy ...ja własnie ...sobiei zamknęłam brame do sczęscia rodzinnego ?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości