Mój Michaś jest już w niebie...
Kasiu, mi jest ciężko gdy zostaje sama z moim synkiem (skończył 2 latka w maju) i córką mojej siostry (Marysia byłaby miesiąc od niej młodsza). Jak widze jak oni sie pięknie razem bawią.... Wieczorem gdy mój synek usypia mówię mu że go kocham i że kocham Marysie- jego maleńką siostrzyczkę w niebie. Nie wiem czy Franuś mnie wtedy slyszy, ale będę mu to powtarzać często, a gdy troszę urośnie będę mu o tym przypominać: \"Franusiu, Twoja maleńka, młodsza siostrzyczka jest w niebie razem z Jezusem wśród aniołów\". Cieszę się z każdego rodzącego się dziecka, z każdego widoku dzieci, ale po prostu czuje pustę, brak, bo miejsca Marysi nikt inny nie wypełni.
Odpowiedz
Słoneczko, słoneczko... Mamy z wózkami, dzieci w piaskownicy... Jak pomyslę, że miałam teraz chodzic z wózkiem na spacerki, a Pawełek biegałby na placu zabaw i od czasu do czasu zagladał na braciszka -to robi mi sie smutno... Tak szczerze - jest to dla mnie takie samo niezrealizowane marzenie, jak to, że kiedys mogłabym mieć dom z basenem i ze służbą!!!! Zupełnie nie do zrealizownia!!! :|
Odpowiedz
Kasiu... przytulam Cie mocno.....
Odpowiedz
Byłam dziś na cmentarzu u moich dzieci - 1.06. nie dałam rady!!! Stałam nad grobem, a ból - ten sam, znajomy i nieopuszczajacy mnie od dawna! Myślałam, że jest lepiej, ale nie jest... Boli tak samo, tęsknię tak samo i ciągle mi ich brak!!! Moich kochanych dzieci!!! Stojac tam myślałam o tym, że to chyba nie prawda - Boże! dwoje moich dzieci nie było mi dane nawet przytulic, zobaczyc... One są tam, zakopane, w zimnej ziemi, bez mamy i taty... Dlaczego? Dlaczego Ktos dał im życie, a potem zabrał?

Michasiu pól roku temu odszedłeś, a mnie się wydaje, że minęły całe wieki, kiedy cie nie mam z nami!!! :|

Byliśmy wczoraj u znajomych - mają dwie córeczki: 7 - letnia i 2 l- etnia! Kiedy układałam klocki z ta mniejszą - pomyslałam o Marysi - byłaby właśnie taka, przeciez razem z Gosią chodziłysmy w ciązy... TYlke mnie nie było dane....

Jest mi źle, tak bym chciała być mamą jeszcze raz, ale strach jest wielki, zabija nadzieje...
Odpowiedz
Kasiu,
przytulam Cię mocno, choc wiem, że to i tak nie pomoże.
Jak ktoś kiedyś napisał, nasze dzieci nie umarły dla nas raz, ale umierają każdego dnia coraz starsze.

Ja też się boję, ale najbardziej tego, że nie umiałabym pokochać tego nowego dziecka dla niego samego, ciągle tak tęsknię za Dominikiem, jego bym chciała tulić, a nie kogoś innego.

Trudne to wszystko
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=kasiaMM]
tak bym chciała być mamą jeszcze raz, ale strach jest wielki, zabija nadzieje...

Kasiu, ja poroniłam \"tylko raz\", ale wtedy, trzy lata temu, gdy utraciłam moją Małą wyczekiwaną tak bardzo Kropkę, nie chciałam nawet słyszeć, gdy ktoś mówił, jesteś młoda, urodzisz jeszcze dziecko... a we mnie był już tylko strach i niechęć do tego \"kolejnego\" dziecka, nie chciałam żadnego innego. Podejrzewam, że Ty także chcesz poprostu powrotu synka i córeczki, przynajmniej w pewnym sensie, poza tym ta straszna potrzeba przytulenia małego człowieczka, poczucia tego, co było kilka lat temu z Pawełkiem...
Wiem ze nie powinnam porównywac naszych strat, ze to nie to samo, ze nie da sie zadnego dziecka zastapic drugim, drugiego - trzecim...
NIedawno spotkałam się z Jolą - o której pisałam na forum - niedawno straciła trzecie dzieciątko (wszystkie dzieci odchodfziły koło 20tc), rozmawiałyśmy o strachu, o ty6m, że już nie ma sił... że brak już nadzieji, ale jak sama powiedziała tyle cudów na świecie się zdarza? może i ona tego doświadczy, ten człowiek który sie obudził po 19 latach śpiączki... kiedy juz nikt nie miał nadzieji... tylko żona!
Jola noi sie potwornie, nie wie czy da rade przez ten strach przejsc, bo po kazdym poronieniu poprzeczka idzie coraz wyzej... po mojej stracie wisiała bardzo wysoko, jak to ona twierdzi - jej jest juz ledwo dostrzegalna, ale \"jeszcze nabiorę rozbiegu, z bardzo dobrym trenerem\".

Kasiu przytulam cie cieplutko...
Dla Naszych dzieci (*)(*)(*)
Odpowiedz
Kasiu, ja myśląc o kolejnym dziecku myślałam o tym utraconym, aż mąż któregoś razu na mnie nakrzyczałSmile że naszej Marysi nikt inny nie zastąpi, że każde dziecko jest sobą i każde iejst kimś oddzielnym, niepowtarzalnym. Moje pierwsze dziecko żyje i jak czasem myślę o Tobie, że ty straciłaś drugie - Marysie (moja Marysia była drugim dzieckiem), a potem trzecie - Michasia, mam ogromnego stracha że i ja stracę kolejne (a od lipca mamy zamiar się starać). Boje się, ale wiem że każde dziecko będzie nowym człowiekiem, niepowtarzalnym, że dla każdego dziecka mam miejsce w sercu i modle się by szczęśliwie zajść w ciąże, donosić, urodzić zdrowe dziecko.
Życzę Tobie by nadzieja nie gasła!!

PS.
Dziś mija 1,5roku od poronienia mojej Marysii i rok od narodzin mojej siostrzenicy. Ciężko obchodzi się takie urodziny córki siostry. Razem chodziłyśmy w ciąży, Marysia miała być o 1 m-c młodsza od OLI
Odpowiedz
Kasiu dopiero dziś przeczytałam historie Michasia.... Jesteś taka dzielna.... Twoje dzieci napewno są z Ciebie dumne. Ja też znów byłam tak blisko tego i też próbowałam się przygotować (gdy zaczął się 22 tc. mimo założonego pessara miałam rozwarcie na ponad 3 palce a pecherz płodowy przeszedł przez nie do pochwy) bo żaden lekarz nie dawal nam szansy ale nie potrafiłam myśleć rozsądnie - tak jak Ty. Podziwiam Cię.
(*)(*) Zapalam światełka dla Marysi i Michasia
Odpowiedz
Jak patrzę na zdjęcia i maluszki takie jak Nikola - zastanawiam się czy lekarze zrobili wszystko, by ratować moje dzieci??? Ostatnio widziałam gdzieś w wiadomościach - \"Najmniejsze dziecko w Polsce\" - 380 gramów i 27 cm - żyje i rozwija się dobrze, dzis ma chyba niewiele ponad dwa miesiące! Moje dzieci miały 430 gramów i 29 cm Marysia, a Michaś 420 gramów i 27 cm!!! I tak niewiele im zabrakło...

Smutne to zycie... Sad
Odpowiedz
Kasiu wiem co czujesz widzac lub czytajac o takich uratowanych wczesniaczkach.Ja mialam podobna sytuacje.Malutka wazyla 400g i nic nie dało sie zrobić.Myslimy wtedy, skoro tam uratowali to dlaczego nie dalo sie naszych uratowac.Tak malo juz do konca zostalo,przeciez to juz mały człowieczek....Ja tez gdzies ostatnio wyczytalam ze uratowali dzidzie w 22 tc ,wiadomo bedzie dlugo w szpitalu ale zyje.Obwinialam siebie ze nie zrobilam wszystkiego zeby ratowac moja coreczke,to boli i ciagle bedzie w nas siedzialo.
Pozdrawiam serdecznie.
Dla naszych aniołków [*]
Odpowiedz
Przed tą małą Julką jeszcze bardzo długa droga, ale jakimś cudem żyje. Na szczescie jej i rodziców trafiła pod dobrą, specjalistyczną opieke i i sama jest wyjątkowo silna...
http://wiadomosci.o2.pl/?s=257&t=400760#more
Gdy leżałam w szitalu i walczyłam o każdy tydzien dla mojej małej nasłuchałam sie dużo (od lekarzy i personelu) że nawet jeśli jakimś cudem moje dziecko przeżyje to nie bedzie zdrowe, że mam nie słuchac tego że gdzieś w świecie ratują tak małe dzieci bo my mamy inne realia. W szpitalach brakuje sprzetu (nawet inkubatorów) i to zmniejsza możliwości lekarzy ograniczając szanse maluszkom. Ja też ciągle się zastanawiam czy jakbym miała tą wiedze co dziś to czy nie pomogłabym przetrwać mojemu synkowi... Tyle pytań na które nie bedzie juz odpowiedzi....
Odpowiedz
Beatko, jesteśmy w tym samym wieku i pierwsze dzieci mamy w podobnym wieku Smile Gratuluję Ci Nikolki, obejrzałam jej fotki, jest prześliczna i taka rozkoszna Smile
Odpowiedz
Bardzo dziękuję Renko...
Odpowiedz
moj synek miał 31cm i wazył 630 gram...był duzym chłopcem...niestety na Karowej w warszawie nawet nie próbowali go ratowac...jak czytam takie wiadomosci to serce mi sie kraje i ....nie wiedziałam ...nie miałam siły nalegac by Go ratowali...lekarze od razu powiedzieli ze \"takich\" dzieci sie nie ratuje bo nie maja szans....teraz po takich wiadomosciach chciałabym im wykrzyczec ze sie mylili,ze maja szanse i tylko od woli człowieka zalezy jak potocza sie dalsze losy tych maleństw...ale to i tak nie cofnie czasu, nie zmniejszy mojego bólu i nie sprawi ze mój Kubus wróci do mnie...to niesprawiedliwe ze nas to spotyka i ze jedne dzieciaczki maja szanse a inne nie...tak wiele zalezy od lekarzy...
Odpowiedz
To takie przykre, że los dzieci zależy od tego gdzie się urodziły i czy ktoś chociaż spróbuje dać im szanse życia...
(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*) dla Michałka, Marysi, Dominisi, Kubusia, Łukaszka, Emilki i wszystkich innych naszych Aniołków
Odpowiedz
tak mi przykro jak to czytam, od czego zależy życie ludzkie? od gramów? centymetrów? dlaczego w jednym szpiutalu ratuje się dzieci z wagą poniżej 400 gram a w innych 630 gram to za mało? za mało czego? woli życia? [*******] naszym Aniołkom
Odpowiedz
Jest mi źle...dopada mnie znów smutek, zaczynam płakać bez powodu... Byłam dzis u moich aniołeczków, zapaliłam świeczki i zawsze mówię do nich \"Moje dzieci! Byłybyście juz takie duże, takie sliczne, takie fajne...Dlaczego zycie chciało inaczej?\" No! właśnie...dlaczego? Bez sensu to wszystko...
Odpowiedz
KasiuMM bardzo mi przykro.
Dla Aniołków Twoich [*][*][*]
Odpowiedz
\"Anioły są miłością zesłaną z nieba\"
Anioły są takie piękne
ciche..
nietknięte..
kiedy jesteś mały
otaczają Cię ze wszystkich stron.
Nie można bez nich żyć
nawet, gdy w nie nie wierzysz,
one są przy Tobie zawsze
jak wiatr..
Pewnego dnia, wszystko się zmienia
i nawet nie wiesz kiedy
najważniejszy Anioł prowadzi Cię ku niebu..
To istota,
która zawsze jest przy Tobie gdy śpisz..
otacza Cię swoimi skrzydłami
pełnymi czułości i troskliwości,
ociera ukradkiem łzę,
gdy o niej zapomnisz..
nie pozwala Cię skrzywdzić,
chce pokazać Ci świat,
chociaż Ty tak strasznie sie przed tym bronisz,
pragnie Twojego szczęścia..
To Twój Anioł..
To miłość..

duzo sił Smile
Odpowiedz
Kasiu przepiękny wiersz .... wzruszyłam się bardzo. Zamieściłam go na naszym blogu mam po stracie.
Odpowiedz
To wszystko znów wraca... Mam jakis podły nastrój... Jest mi źle, tak bardzo tęsknię za moimi dziecmi...I ta wiadomość, że Wuchowa jest w szpitalu? To mnie rozkleiło totalnie... Dlaczego zycie jast takie trudne, niesprawiedliwe i wogóle???
Odpowiedz
Kasiu zbliżają się dla Ciebie smutne daty, rok od śmierci Michałka, trzy lata od odejścia Marysi...
Za tydzień na naszej Gdańskiej mszy, pomyślę także o Twoich kochanych Maleństwach, o wszystkich dzieciach z forum... Matemblewo to szczególne miejsce dla wszystkich mam...
Przytulam najcieplej i wierzę, że życie jeszcze stanie się łatwiejsze, że nauczymy się wszystkie dźwigać ogromny ciężar, który nam w drodze naszej dano...

Dla M i M (*)(*)
Odpowiedz
Dziekuje Ci Ineczko... Te daty, których nigdy nie zapominamy...
Moją \"chorą\" duszę leczy moj Pawcio...dzisiaj siedział przed komputerem, w cos grał i nagle słyszę: \"..Marysia, Michaś - pomóżcie mi, żebym przeszedł ten poziom!\". Serce mi zabiło mocniej... Jakim by był cudnym bratem dla sowjego rodzeństwa!!!

Dlaczego tak boli? Dlaczego wraca ten ból, który już tak dobrze znam, zaprzyjaźniony, niby, od lat??? Czasem mam wrażenie jakby dusza umierała, a serce zatrzymywało swój rytm...
Odpowiedz
Nie wiem Kasiu czy z tym znajomym nam bólem da sie przyjaźnić, jest nieproszony, nikt go tu nie chciał i nie chce..., wraca on do nas wszystkich, juz myslimy ze jest daleko, dajemy mu bilet w jedną stronę, a on wraca uparcie...
Dziś na naszym spotkaniu po raz pierwszy płakałam... Byłam na gróbku Stasia - synka jednej z naszych Gdańskich Grupowiczek... Nie umiem sobie wciąż poukładać, ani logicznie wytłumaczyć śmierci naszych dzieci, staram się wierzyć, że będzie dobrze, że przeciez nasze dzieci żyją, uściskamy je kiedyś, prawda? A potem sadzę kwiatki na grobiku Stasia, stawiam znicz, oglądam jego zdjęcia - pamiątki z jego kruchego, krótkiego życia w inkubatorze, nie przy mamie, nie blisko niej, tylko w tym zimnym szkle - przecież nie tak miało być, jesteśmy takie młode, a zamiast plotkować, chodzić na zakupy, rozmawiamy ze sobą o pomnikach, o kwiatach i zniczach na Święto Zmarłych.
Śmutne to życie Kasiu, serce nam się zbiło o bardzo twrady grunt i jest mocno zbolałe... Ale ma dla kogo bić, prawda?
Odpowiedz
To prawda Ineczko co piszesz... Kiedys 1 listopada był poprostu wolnym dniem od pracy, czy szkoły (nie miałam grobów w rodzinnym mieście, ani tu w Bydgoszczy), teraz? Jest Świętem MOICH DZIECI!!!
Tak mi źle, tak mnie boli, tak Bardzo MI ICH BRAKUJE... I takie dni jak ten, wracają z takim mocnym nasileniem, uderzaja jak bomba i zabijaja... Czasami mam wrażenie, że dłużej juz nie dam rady, mam dość...

Dzisiaj cały dzień chodzę i płaczę... Dopadło mnie z zaskoczenia, ale boli, serce mi peka z bólu...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości