Mój Michaś jest już w niebie...
Hm... Bardzo mi przykro.
Ja kiedyś nie zdawałam soebie sprawy jak to boli, myślałam,że łatwiej pogodzić się z odejściem dziecka nienarodzonego niż tego, które żyło po porodzie. Tymczasem strata nawet we wczesnej ciąży jest jednym, wielkim cierpieniem... Współczuję straty dwójki dzieci. Trzymam kciuki za to żeby czas-Czarodziej złągodził i ból i dodał siły do życia i walki o szczęście.
Odpowiedz
Kasiu, wiem ze zadne pocieszenie, zadne słowa, ze kiedys sie spotkamy, nie zastapi nam dzieci tu na ziemi.... Ale mnie tylko to pociesza, ze kiedyś i mnie bedzie dane utulić moją Kropkę, tak często myślę o tym i wyobrażam sobie jak wyciąga z daleka do mnie rączki... Miałaby już 2 latka, moja kochana córeczka niedoczekana...
i tylko świadomość, że uda namsię nadrobić ten czas, napewno nie zastąpić, ale kiedyś nacieszyć się sobą...
Nasze dzieci są gdzieś bez nas, to straszne że są daleko od swoich mam...

\"Wierzę, że jesteś, że gdzieś tam istniejesz
i że rozumiesz dlaczego
wierzę, że nic się bez celu nie dzieje
tyle spotkało nas złego

żyję nadzieją, że znów się spotkamy
a wtedy światu wybaczę
żyję nadzieją, że nie brak Ci mamy
nie mogę myśleć inaczej...\"

Nie możemy myśleć inaczej... musimy wierzyć, bo jak zniosłybyśmy ich odejście? jak żyłybyśmy nadal? czy warto byłoby myśleć o nich? starać się o cokolwiek w życiu?nic nie miałoby sensu...

kasiu! z całych sił podnoszę z Tobą ten kamień bólu, my wszystkie go tu dźwigamy, niektóre z nas mają większe i cięższe kamienie, ale żadna z nas nie toczy ich sama... pamiętaj jestem z Tobą!
Odpowiedz
Dziękuję ci Inko...
Czasami mi się wydaje, że jest już dobrze, że tak spokojnie...a potem nagle wraca znajomy ból, tęsknota...
Kiedys jak słuchałam wypowiedzi w mediach kobiet, które ze spokojem opowiadały, ze noszą w sobie dziecko, które jest chore i po narodzinach odejdzie - myslałam \"Boże! ja bym tego nie uniosła...\" i proszę los mnie wystawił na próbę - czekałam na śmierć mojego zdrowego synka, wiedziałam, ze jak sie urodzi - odejdzie... A teraz żyję, oddycham i nawet się uśmiecham...

Jak wiele potrafimy znieść nie wiedząc o tym!!! Ale jedno jest pewne - kocham moje dzieci za to, że się urodziły, że były ze mną przez chwilę i nauczyły mnie tak wiele, czego nikt inny by mnie nie nauczył... Kocham Was za to bardzo MOJE SZKRABY!!!! :lol:
Odpowiedz
Kasiu, cieszę się , że nas jednak nie zostawiłaś,że czsem tu zaglądasz. jesteś bardzo dzielną kobietą i ja Cię podziwiam za Twój uśmiech. Cieszę się, że pomimo bólu potrafisz odnależć słońce. Twój optymizm pomaga również mnie.
Odpowiedz
Pamiętam, że gdy odchodził Michaś, któraś z dziewczyn pisała, że już nic nie da się zrobić, że rozmawiała z Tobą, że jesteś spokojna, że pogodziłaś się już z odejściem synka...wiem ze sie starałaś, nie dla siebie, ale dla męża i dla Pawełka... jesteś jedną z najdzielniejszych kobiet jakie znam.... wiem ze to zadne pocieszenie i pewnie wolałabys byc najwiekszym tchórzem, ale z dziećmi u boku...

Po tylu historiach tu przeczytanych, po wielu rozmowach z dziewczynami zastanawiam się - ile kobiety mogą znieść, jak poszerzają się w moich oczach granice ludzkiego cierpienia... jak niektórzy ludzie wielu rzeczy w swoim życiu nie doceniają, jak nie potrafią cieszyć się z tego co mają... a tak wiele kobiet traci wszystko - traci dzieci...

chciałabym wierzyć, że to co przeszłyśmy tu wszystkie nas wzmacnia, że wybudziło nas z długiego snu, że dopiero teraz obudziłyśmy się do życia....

Dla Marysi i Michasia (*)
Odpowiedz
Kasiu... jak rozmawiamy z mezem o dzieciach i o stratach ... o tym ze udalo sie uratowac, o tym ze ktos stracil dziecko itd... o kwietniu, o poczatkach ciazy, o dzieciach ogolnie - zawsze mowimy - a nasz Michas ... Do dzis mam smsy od Ciebie, jak pisalas ze fikal koziolki na USG i chce miec te smsy zawsze... Nie wiem nawet czy kiedys Cie spotkam, a marzylam ze tak... Nie wiem czy Cie zobacze, teraz jednak wiem, ze do tej pamieci o Was i do milosci nie trzeba mi spotkania twarza w twarz...
Mysle o Tobie bardzo czesto... chyba o tym wiesz...
nie wiem jak to napisac... chce wierzyc, ze jeszcze kiedys moze ... ze zdarzy sie jakis cud... nie wiem jaki... mimo ze nie ma na to sil...
Odpowiedz
Przeczytałam to co napisałyscie...i ryczę... Jak bóbr!!! To tak wiele dla mnie znaczy...

Eska - ja tez mam sms-y z okresu, kiedy odchodził Michaś i wracam do tego... Inuś, Ewuś - dzięki!!!!

A teraz juz uciekam, bo nie zdążę do pracy!!!
Odpowiedz
Kasiu, jak wiele człowiek potrafi znieś to tak naprawdę wiedzą tylko ludzie, którzy stracili dzieci (te nienarodzone i narodzone).

Mnie też sie kiedyś wydawało, że nikt nie zniesie tego co ja przeszłam w ostatnich miesiącach, że to jest w stanie zabić człowieka. Teraz już wiem, że nie, że człowiek jest w stanie wiele znieść.
I zgodnie z powiedzeniem - co Cię nie zabije to Cię wzmocni - mnie sytuacje ostatnich tygodni wzmocniły, tzn. wiem, że z wieloma rzeczami jestem sobie w stanie sama poradzić. Kiedy okazało się, że załatwianie pogrzebu Tomka spadło w całości tylko na mnie, wiedziałam, że muszę to zrobić właśnie dla mojego synka. I co ciekawe, nie mam pretensji do męża, wiem, że życie musi się toczyć dalej.
Wiem również, że już jestem inną osobą.
Odpowiedz
Za cztery dni miałam Cię tulic w swoich ramionach, Miałeś Być spełnieniem MARZEŃ!!!! Ale Ciebie nie ma ze mną... Gdzie jesteś mój syneczku??? :\'( :\'( :\'( Jest mi znowu tak źle, czasami mam wrażenie, że to juz nigdy sie nie skończy, że nie uniosę tego dłużej... Jestem tym bardzo zmęczona, ten ciągły żal, tęsknota, smutek, przepłakane noce...
Takie tez były święta, drugi dzień prawie cały przepłakałam, myslałam o moim synku i pytałam dlaczego? Żadnej odpowiedzi i nadziei... Sad
Czytałam swoją historię od początku - skąd ja miałam tyle siły, by to znosić? Przecież traciłam dziecko, synka, upragnionego i wymarzonego, i czekałam na jego smierc? Gdzie jest w tym wszystkim Bóg? Już nie ma we mnie tej wiary i siły, juz nic nie ma...
Odpowiedz
Kasiu

rozumiem Twój ból, choć wiem, że to niewiele Ci pomoże...to wszystko wraca falami, co jakiś czas, gdy myślimy, że jest lepiej, że tęsknota ciut mniejsza, że ból trochę udało się ujarzmić, że łatwiej się uśmiechać...i wtedy wraca wszystko wspomnienia, ból, ciemność...ja też nie wiem ile jeszcze razy trzeba spadać, wracać do najciemniejszej z nocy...jednak tli się gdzieś w sercu nadzieja, że kiedyś uda się tę noc pokonać...
przytulam Cię najcieplej
Odpowiedz
Kasiu, niestety tak jak napisała Monika, ten ból, rozpacz wracaja falami. Ja też jeszcze tydzień temu, byłam \"dumna\" (jeśli można tak powiedzieć), że poradziłam sobie z wszystkim zupełnie sama, że nikt mi nie pomógł, a ja nadal żyję, chodzę do pracy, dbam o dom. Niestety to były jakieś pozory, bo od wczoraj jest we mnie rozpacz, żal, ogromny ból włącznie z brakiem chęci do zycia.
Nasze sytuacje są bardzo podobne, 3 ciąże a tylko jedno żywe dziecko, i z pozoru ludzie chcąc nas pocieszyć mówią, że przecież mamy dla kogo żyć, bo mamy dziecko, a co z tą dwójką, ktora nie jest z nami, przecież my właśnie płaczemy za tymi dziećmi, a to dziecko na ziemi nie zastąpi tamtych, bo każdy jest sobą, jedyny w swoim rodzaju.
Kasiu, gdybym wiedziała jak Ci pomóc to pomogłabym i Tobie i innym mamom aniołkowym, ale niestety nie wiem, bo na to nie ma lekarstwa. To co nas, mamy aniołkowe spotkało, będzie z nami do konca życia i życie już nie będzie takie jak wcześniej, ja już nie potrafię się śmiać, nie mam ochoty na spotkania ze znajomymi, z rodziną, bo o czym mogę z nimi rozmawiać.

Kasiu, chciałabym Cię wesprzec w tym trudnym dla Ciebie okresie, jestem z Tobą, pomyśl, że jestem koło Ciebie i wspieram Cię.
Odpowiedz
Nie da się uleczyć bólu serca po śmierci dziecka, wspomnienia wracają, marzenia zniknęły, smutek nie maleje, jak ktoś kiedyś napisał - nasze dzieci umierają dla nas co dzień, coraz starsze, najpierw maleńkie kilku, kilkunastotygodniowe, potem kilkumiesięczne, kilkuletnie.

Może te nasze anielskie dzieci w ten sposób przypominają nam o sobie, domagając się naszej uwagi, chcą istnieć w naszej pamięci, zwłaszcza w tych trudnych dniach rocznic, świąt czy przewidywanego porodu. Przecież tak boli, dlatego, że je kochamy, tęsknimy, bo strata taka realna.

Kasiu, wysyłam w Twoim kierunku dużo ciepłych myśli i sił, tak bardzo potrzebnych
Odpowiedz
Kasiu,
taka piękna miała być ta wiosna, może już dziś tuliłabyś w ramionach Michasia.
A zamiast tego - pustka i nieogarniony smutek...

Mam nadzieję, że jutro będą z Marysią uśmiechać się do Ciebie z Twojego lewego ramienia...

Dużo sił
Odpowiedz
Kasiu

nie tak miał wyglądać ten dzień, mało w nim być dużo radości i szczęścia i choć to tylko daty, liczby wymyślone przez ludzi to wiem, że bolą...
Kasiu droga, dużo sił na dziś, spokoju w sercu...pamiętam o Tobie i wiedz, że nie jesteś sama

(*) dla Michasia
Odpowiedz
Kasiu, dzis sercem jestem przy Tobie ...

Michasiu, Aniloleczku... wyprzytulaj i wycaluj dzis swoja mame wyjatkowo

[\']
Odpowiedz
Kasiu (*)...
Odpowiedz
Kasiu,
tak strasznie mi przykro, tak bardzo chcialabym zrobic cos co mogloby choc troche tego bolu ci zabrac...
w tym trudnym czasie polecam cie szczegolnie Jezusowi Milosiernemu
(*)
Odpowiedz
Kasiu,

nie wiem co powiedziec, jestem z Toba i placze z Toba... Michalek byl rowniez moj nigdy o nim nie zapomne...
Odpowiedz
... to nasz Michał Anioł... zawsze wyjątkowy...

(*)
Odpowiedz
Kasiu,

myslami jestesmy blisko Ciebie. Duzo sil na te dni.
Wierze, ze Michas sle dzis ogrom usmiechow w Twoim kierunku i bardzo, bardzo mocno Was kocha.

Monika
Odpowiedz
Witam Was kochane... Juz po... I o dziwo obyło sie bez łez, bólu, tęsknoty... Nie umiem tego wyjaśnić, ale byłam taka spokojna, może to własnie mój sunuś MICHAŁEK sprawił, że nie było mi aż tak źle!!! Wink
Wieczorem mąż zabrał mnie na kolację, bylismy w niej po smierci Marysi i jak byłam z Michałekiem w ciąży... Takie miejsce wspomnień...

Dziękuję Wam za ciepłe mysli!!! I za pamięć!!!

Miało być inaczej, ale jest tak i już nic nie umiemy zrobić!!! Oby nie było trudniej i smutniej...

Kocham Was moje SZKRABY! I zawsze o was pamiętam!!!
Odpowiedz
Mam dziwne uczucie, że coś się skończyło...na zawsze!!! Teraz juz nie mam na co czekać... Nie mam czego odliczać! Uczucie pustki... Bardzo mi brak moich aniołków, ilez bym dała, by były ze mną!!! Mam czasem wrażenie, ze to nie dzieje sie na prawdę, że nie mogłabym życ po stracie MOICH DZIECI, a przeciez co rano wstaje, jem, oddycham i nawet sie usmiecham... To jest niewyobrażalne, a jednak dzieje się w realnym swiecie!!! Dlaczego starciłam, aż dwoje dzieci??? Czy na prawde nie mozna było ich uratować??? Jak słucham o tym, że gdzieś uratowali maluszka, który wazył 300-400 gramów to ogarnia mnie smutek i żal, że o moje aniołki nikt nie walczył do konca? Czy na prawdę nie dało się nic zrobić?
Dziś mogło byc inaczej... Tak bardzo kocham SWOJE SZKRABY i z duma o nich opowiadam!!! Już umiem o nich mówić...
Mam troje wspaniałych dzieci!!! Big Grin
Odpowiedz
kasiu, niedawno moja bardzo bliska osoba straciła trzecie dziecko... jej córeczka, choć była silna, niestety przegrała życie... Gdy się o tym dowiedziałam, przypomniała mi się Twoja walka o Michasia, bo jola też walczyła kilka dni w szpitalu, walczyli lekarze... nie wyobrażam sobie, że ktokowliwek odpuścił...
Zastanawiam się jak będzie teraz żyła, ma dopiero 31 lat i jak mówi, żadnych nadzieji na macierzyństwo...
Sama nie potrafię tego poukładać...
Myśląc o swoim dziecku nie umeim myśleć inaczej, jak sposób, ze jeszcze je zobaczę, jeszce sie go naprzytulam... gdy patrzę na Adasia, widzę też oczy mojej maleńskiej córeczki, myślę czy byłaby do niego podobna, jakby się teraz nim opiekowała... miałaby już ponad dwa lata...
Kasiu przytulam najcieplej jak umiem.
Odpowiedz
Kasiu, przytulam Cię, choć wiem, że nikt ani nic nie zastapi naszych dzieci, to chciałabym tak od serca przytulić Cię, otrzeć łzę z Twojego policzka i powiedzieć - Kasiu masz Troje cudownych dzieci, niestety tylko jedno możesz oglądać na codzień, ale pozostała dwójka codziennie patrzy na Ciebie, jaką jesteś cudowną mamą.
Niestety mnie też nawiedzają myśli, że przecież to niemożliwe, żebym straciła dwójkę dzieci, przecież to jest cos niewiarygodnego, to jakiś sen. Ale za chwilę przychodzi otrzeźwenie, to jednak jest prawda a żyć trzeba dalej, choć ciężko znaleźć siły i motywację.
Pustka będzie i nic tej pustki nie zapełni, mimo, że wiele osób myśli, że to jest tak łatwo, że przecież to minie - to nigdy nie minie, bo śmierć starszego pokolenia jest czymś normalnym, naturalnym na co w pewnym stopniu jesteśmy przygotowani, jest nam smutno, brak nam tej osoby, ale w pewnym sensie jesteśmy z tym pogodzeni. Śmierć dziecka, jest czymś co nie powinno się zdarzyć, to zaburzenie naturalnego cyklu.

Kasiu, nie powiem Ci,że wszystko będzie dobrze, bo mam te same myśli i problemy co Ty. Ja żyję z dnia na dzień, nic nie planuję, moje życie zmieniło się bardzo, ale tłumaczę sobie , że muszę żyć dla mojego męża, dla córki i moich rodziców, przecież mają mnie jedną, jedno dziecko, więc jakby się czuli gdyby mnie zabrakło.
Odpowiedz
Dziękuję!!! To prawda, że musimy byc dla innych, bo przeciez gdyby nas zabrakło - było by im tak źle, jak nam teraz... Dziekuję codziennie losowi, że dane mi było urodzic Pawełka bez strachu, łez i problemów! Jest moim światem, życiem, najwiekszą miłością, podobnie jak mój mąż! To wyjatkowy facet!!!! I dla tego warto żyć i cieszyc się życiem!!!! :mrgreen: :mrgreen: Czasami sie tego nie docenia, dopiero, gdy człowiek otrze sie o smierć - wie, jak kruche jest życie i jak w sekundzie może sie ono zmienic!!!

pozdrawiam was cieplutko i wiosennie!!! :mrgreen:
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości