Umierać po ludzku
#3
Przeczytałam prawa człowieka umierającego i wiecie, co mi przyszło na myśl? Że w tej sytuacji to on jest w centrum, to on jest najistotniejszy. Niby to oczywiste, ale jak łatwo spojrzeć z innej perspektywy. Bo przecież umierający ma prawo do bycia otoczonym przez bliskich i do spotkań z nimi, ale jego bliscy przecież mają prawo do własnego życia, do tego, żeby nie radzić sobie z czyimś cierpieniem, żeby nie chcieć w tym uczestniczyć. Umierający ma prawo do prawdy o swoim stanie, ale rodzina często tej prawdy znieść nie może. Ścierają się prawa umierającego i prawa jego bliskich. I pomyślałam, że w takiej sytuacji trzeba jednak umieć przede wszystkim zobaczyć, kto jest najważniejszy. Możemy sobie nie radzić z czyimś cierpieniem, ale czy mamy prawo uciekać i udawać, że nas to nie dotyczy? Że jesteśmy zbyt wrażliwi, żeby się zajmować umierającym? W przełożeniu na sytuację rodziców doświadczających straty - najważniejsze jest dziecko. Ono ma prawo do godnego potraktowania, do uznania tego, że jest umierającym bądź zmarłym człowiekiem, a nie \"czymś\", do pochowania, jeśli jest to fizycznie możliwe albo chociaż do symbolicznego uznania i upamiętnienia jego zbyt krótkiego życia. A po jego śmierci ważni są osieroceni rodzice. Ważniejsi od otoczenia, które nie chce uczestniczyć w czyimś bólu, które ma własne sprawy i nie ma obowiązku brania czyjegoś krzyża, które nie chce słuchać prawdy o bólu i żałobie. Dlaczego w tej naszej sytuacji wszystko stoi na głowie? Dlaczego najczęściej to nie cierpiący człowiek jest w centrum zainteresowania? Dlaczego rodzice w żałobie muszą dostosowywać swoje słowa i zachowania do oczekiwań otoczenia, a otoczenie już nie ma obowiązku uważać na własne słowa i zachowania, żeby nie dodawać im bólu?

Oczywiście, generalizuję, ale mimo wszystko zdaje mi się, że coś w tym jest. Może i ludzką rzeczą jest błądzić, i ludzką rzeczą jest uciekać przed czyimś cierpieniem. Ale zwłaszcza ta końcówka Wielkiego Postu skłania mnie do myślenia, że najbardziej ludzką rzeczą jest pochylić się nad czyimś cierpieniem. Nie trzeba od razu dokonywać wielkich cudów. Z doświadczeń opieki nad umierającymi wiem, że najważniejsze jest po prostu być - być z nimi i być sobą. Nie można ich ocalić, czasem nie można bardzo ulżyć, ale można poprawić poduszkę, podać wodę, dopilnować wzięcia leków, porozmawiać...

Żeby nasze dzieci umierały po ludzku i żebyśmy mogły ronić po ludzku w sumie niewiele potrzeba. Przede wszystkim potrzeba ludzkiej życzliwości i zrozumienia. Czy tylko tego? A może AŻ tego?
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Umierać po ludzku - przez Malgosia - Mon, 17 Marca 2008, 11:52:36
Umierać po ludzku - przez aniao3 - Thu, 27 Marca 2008, 21:41:51
Umierać po ludzku - przez ellen - Wed, 11 Lutego 2009, 13:04:43
Umierać po ludzku - przez magdaszkocja - Mon, 17 Marca 2008, 13:55:26
Umierać po ludzku - przez ellen - Wed, 19 Marca 2008, 11:49:57
Umierać po ludzku - przez aniao3 - Wed, 19 Marca 2008, 21:37:25
Umierać po ludzku - przez aniao3 - Fri, 21 Marca 2008, 16:08:46
Umierać po ludzku - przez Malgosia - Fri, 21 Marca 2008, 17:42:39
Umierać po ludzku - przez magdaszkocja - Sun, 23 Marca 2008, 22:34:34

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości