Mężczyźni i poronienie
#26
Droga Fabio!!



Mogłabym podać Ci rekę i razem mogybyśmy opowiadać godzinami, jak nasi męzowie się nie sprawdzili. Mineło 4 miesiące od mojego poronienia, mój mąż zachował się tak, że nawet brak mi słów, nienawidziłam go, że gdy ja szykowałam się do szpitala na zabieg on zachowywał się jakby nic się nie stało, jak po szpitalu ryczałam przez 2 tygodnie ciągle wkurzał mnie pytaniami czemu płaczę. Tak ZAWIODŁAM SIĘ NA MIN NA CAŁEJ LINNI. Jestem jak Ty kobietą energiczną przedsiębiorczą bardzo dużo daję i tyle samo chciałabym od partnera w zamian. Miesiąc po poronieniu, gdy nie miałam od niego żadnego wsparcia, gdy nie mogłam wytrzymać jego bierności, braku emaptii, pomyślałam i powiedziałam ROZWÓD.



A potem zrobiłam na kartce \"rachunek sumienia\" i poprosiłam go o rozmowę.



Długo by pisać, ta szczera rozmowa pozwoliła mi spojrzeć na siebie i niego z innej perspektywy, kocham go mimo, że mnie zawiódł i wiem, że rozwód byłby kapitulacją, a przecież dziecko, którego pragneliśmy miało być ukoronowaniem naszej miłości.



To traumatyczne przeżycie jest dla naszych mężów też trudne, ale oni nie są tak wylewni i tak uczuciowi jak my, kochają nas i okazują to bardziej czynami niż słowami, temat śmierci jest trudnym tematem, a śmierć dziecka, którego nie widzieli nie dotknali jest abstrakcyjna.



Nawet nie wiesz jak bliskie jest mi wszystko co napisałaś, ja postanowiłam popatrzeć do przodu, zadałam sobie pytanie dlaczego za niego wyszłam i czy ja zawsze jestem względem niego w porządku.



To tak proste i trudne zarazem POROZMAWIAJCIE, DAJCIE SOBIE JESZCZE JEDNĄ SZANSĘ. Musisz mieć świadomość, że to on może zechce się z Tobą rozstać, bo nie potrafi znieść twoich stanów emocjonalnych.



Czasami warto wybaczyć. za \"pokutę\" kazałam mężowi siedzieć i czytać informacje na tej stronie, sam powiedział po lekturze, WYBACZ NIE WIEDZIAŁEM, ŻE NIE TYLKO TY TAK TO PRZEŻYWASZ, bo pewnie myślał, że mi odbiło bo tak ryczę i zachowuję się irracjonalnie, przestałam być tą silną zdecydowaną kobietą, a stałam się gderająco - ryczącą, wymagającą, narzekająca roszczeniową babą. Czasem warto nie zasłaniać się cierpieniem, a spojrzeć na siebie i zapytać siebie jakim się jest partnerem.



A śmierć naszych Maleństw będzie zawsze i w Tobie i we mnie, zawsze myślę o tych naszych maluszkach, które odeszły i nikt lepiej niż my nie zrozumie Twojego cierpienia, ja rozumiem i zawsze będę pamiętała i o Twoim Dziecku.
Odpowiedz
#27
Dziewczyny bardzo bardzo dziękuje kazdej z osobna. Bałam sie ze jak opisze to co czuje to nikt sie nie odezwie bo nikt nie bedzie w stanie zrozumiec o co mi tak naprawde chodzi. Wiem ze nikt inny nie zrozumiałby mnie lepiej. Chyba sama jakbym nie poroniła a miałabym koleżanke która zachowywałaby sie tak jak ja ,to pomyślałabym sobie o niej ze przesadza i ze sie czepia biednego faceta.Pewnie rzeczywisćie dla mojego męza sama ciąża była czyms abstrakcyjnym bo przeciez prócz tego ze nie miałam okresu i ze były dwie kreski na teście wszystko wyglądało normalnie. Dla niego to był \"stan\" a dla mnie to juz było dziecko króre pokochałam ,o którym cały czas myślałam, które dawało mi niesamowitą radośc , nadzieję ,na które czekałam z utęsknieniem.



Jeszcze raz dziekuje i zycze Wam jak i sobie zebysmy zaznały w końcu spokój wenwętrzny .Ja bardzo tego potrzebuje ......

POZDRAWIAM WAS - fabia
Odpowiedz
#28
Fabio

Masz rację, spokoju i siły nam potrzeba najbardziej, zwłaszcza w jutrzejszym dniu. Już się boję tych spojrzeń.Zapalę znicz za Twoje maleństwo.

Jeśli chodzi o mężczyzn, oni stają się ojcami,dopiero gdy dziecko się urodzi, gdy je widzą.My jesteśmy matkami od początku, od pierwszych chwil, dlatego tak boli. Dlatego oni nie potrafią nas zrozumieć.

Trzymaj się.
Odpowiedz
#29
Droga Fabio,

pod Twoimi postami mogłoby równie dobrze widnieć moje imię.

Ja tez niestety muszę przyznać , że mój mąż zawiódł mnie na całej linii.

Piszecie: rozmowa.

Naprawdę próbowałam, ale zostałam przygwożdżona stwierdzeniami typu: \"kilkutygodnoiwy płód to jeszcze przecież nie dziecko- nie przesadzaj\", \"ja o tym chcę jak najszybciej zapomnieć\", \"ale masz fajnie z tymi dwoma tygodniami L4- to chyba jakieś lewe?\".......

Więc myślałam: pewnie przeżywa po swojemu, udaje twardziela itp. Napisałam do niego dłuuuugi, szczery list o moich uczuciach (miesiąc temu)... i nadal czekam na odpowiedź. Jakąkolwiek. Myslę, że się nie doczekam...

Czy ja jestem jakaś nienormalna? Dochodzę do wniosku że za wysoko go oceniałam, że tak naprwadę to on nie chowa żadnych głębszych uczuć- bo ich po prostu nie ma.

Koleżanki, mama, nawet brat starają się ze mną rozmawiać, pomóc, ale ja tego od nich nie chcę- ja TEGO chcę od mojego męża, od ojca naszych dzieci. Nie dostaję.



Gdyby nie pierwsza, nastoletnia już córa zdecydowałabym się na rozwód. Naprawdę.

Pozdrawiam- nie jesteś sama.
Odpowiedz
#30
Droga Iwono73



Przykro mi, bo kochamy naszych mężów, bo chcemy się na nich oprzec, bo powinni być Mężczyznami i Mężami przez duże M. mój mąz jak pisałam mnie zawiódł i myślałam o rozwodzie. Rozmowa pomogła na tyle, że gdy ryczę on już wie, że nie potrzebuje konstruktywnych rad czy racjonalnych argumentów, ale mocnego uścisku w jego ramionach i to teraz dostaje, ale dostaje to od niego bo dostał ode mnie wytyczne gdy potrafiłam o tym rozmawiać. Dla niego to nie było dziecko, dla niego nie wydarzyła się żadna tragedia, dla niego nic się nie zmieniło, prócz żony, której nie rozumie, która potrafi dostać ataku furii z byle czego czy ataku płaczu. Nie rozumie i czuje się zagubiony i zagrożony, bo w jego ułożony świat weszły emocje żony, których się boi. Ale boję się że gdybym poroniła raz jeszcze już nie wybaczę.



Pozdrawiam Cię i Wszystkie dzieczyny z podobnymi problemami bardzo serdecznie, może wydać jakąś brozurę. MEŻU ZANSTANÓW SIĘ CO MÓWISZ, może autorytet Twórczyń tej strony pomoże pojąc im taka oczywistą rzecz, ŻE NASZE DZIECI UMARŁY.
Odpowiedz
#31
Bradzo ciezko jest mi sie zdobyc na napisanie czegs na tym forum.

Moja zona juz jakis czas czyta to forum i bardzo jej to pomaga. Tez stracilismy nasze dzieciatko. Troche poczytalem to o czym tu piszecie. Dochodze do wniosku iz mezczyzna rzeczywiscie inaczej to przezywa, zreszta co niejednokrotnie to zauwazalem w zachowaniach mojej zony. Wlasciwie to do teraz w dlaszym ciegu (a minelo juz pol roku od tragedii) nie wiem w jaki sposob mam rozmawiac i pocieszac moja zone po stracie dziecka, wciaz sie boje ze Ja czyms uraze ze powiem cos w niewlasciwy sposob.

Z gory Wam dziekuje za odpowiedz, obiecuje pamiec w modlitwie.
Odpowiedz
#32
Witam Cię Mężu...

To badzo miłe, że tak bardzo troszczysz się o swoją żonę... bardzo ją kochasz (można to przeczytać pomiędzy słowami)... Nie wiem co Tobie poradzić, nie wiem jak Tobie pomóc... wydaje mi się, że powinieneś po prostu przy żonie być. Nie znam Waszej historii, znam tylko moją... jestem wdzięczna mojemu partnerowi, że ze mną był, potrafił przytulić, kiedy płakałam, potrafił sie do mnie usmiechnąć, kiedy mnie mina odwracała sie w przeciwbym kierunku, potrafił i potrafi nadal. Wydaje mi się, że powoli pozbierałam się po stracie naszego maleństwa... teraz z utęsknieniem i lękiem czekamy na czas, w którym będziemy mogli starać się o następną Kruszynkę... Trzymam za Ciebie i Twoją żonę kciuki Smile

Pozdrawiam

Monika
Odpowiedz
#33
Witam

ja też straciłam dzieciątko.Mam dość zachowania mojego męża.On chce dobrze ale niestety nie wychodzi mu to.Jestem 2 tygodnie po poronieniu,a on zachowuje się tak jakby nic się nie stało(dodam,iż była to pierwsza ciąża po rocznym leczeniu).Ostatnia nasza rozmowa skończyła się kłótnią.Próbował mnie niby pocieszyć.Jak zaczęłam płakać to zapytał no i co znowu? nieżle co?i jego pocieszenie przerodziło się w listę pretensji do mnie bo ja zawsze widzę wszystko w czarnym kolorze.to było jego pocieszenie.Mam nadzieję,Ze u was jest inaczej.Ja potrzebuję żeby mnie przytulał mówił,że mnie kocha i żebym się nie martwiła,że będzie wszystko dobrze i co najważniejsze,żeby pamiętał o naszym aniołku a nie udawał ,że wszystko jest ok i nic się nie stało.Pozdrawiam .Dbaj o żonę ona teraz Cię potrzebuje.Daj jej czas.Nie trzeba nic mówić ,usiądż przy niej i przytul.Pamiętaj potrzeba czasu
Odpowiedz
#34
Witaj!

Pozdrawiam Cię serdecznie i muszę Ci powiedzieć, że podobnie jak Ty, znalazłem się tutaj dzięki mojemu Skarbowi. Nasze dziecko odeszło w 12 tc. Obojgu nam pomogła lektura postów i możliwość rozmowy z tymi, którzy mają podobne doświadczenia. Znależliśmy tu zrozumienie i wsparcie psychiczne. Ja zrozumiałem różnice w naszym odczuwaniu i wiele zmieniłem w sobie, żeby dać z siebie to, czego oczekiwał mój Skarb. Udało nam się pokonać wiele przeszkód i staliśmy się sobie jeszcze bardziej bliscy.

Czytaj, pisz i pytaj. To nic nie kosztuje, a bardzo pomaga.

Pozdrawiam Was oboje serdecznie

Krzysiek

PS Mam do Ciebie jeszcze prośbę o wysyłanie swoich postów pod innym nickiem, ponieważ jestem tu rozpoznawany właśnie pod tym, który zdublowałeś:-)

Dziękuję
Odpowiedz
#35
Dziekuje Wam bardzo serdecznie za odpowiedzi, nie wiedzialem ze tak szybko je otrzymam. W wypowiedzi a24 widze tak jakbym to ja był Twoim mezem, bo na poczatku wlasnie tak sie zachowywalem wzgledem mojej zony, chcialem ja za wszelka cene pocieszyc a konczylo sie to wytykaniem ze jest slaba i nie potrafi walczyc. Teraz juz wiem ze wlasnie dobrym zachowanie jest po prostu byc przy Niej i nawet nie trzeba nic mowic jak pisze Monika.





PS. Przepraszam Cie Krzysiek ze uzylem Twojego nicka, nie zwrocilem uwagi ze juz taki nick jest w uzyciu od dzis bede mial Maciek
Odpowiedz
#36
Witaj Macku,



osoba, ktorej najwiecej zawdzieczam jest moj maz. Pozwalal mi sie wygadac do woli, wyplakac w rekaw... Nigdy nie uslyszalam, nie odczulam, ze przesadzam, ze czas zapomniec, ze...



Jak szlam na cmentarz i zapalalam znicze dla naszych dzieci, to robil to ze mna. \"Tamte\" dzieci czasami pojawiaja sie w naszych rozmowach, w sposob b. naturalny. I choc on raczej milczy, to wiem, ze przezywa na swoj sposob te dwa poronienia, ktore mamy za soba. I choc ostatnio sam przyznal, ze ja bardziej, ale to ja te dzieci nosilam w swoim ciele, to ja przechodzilam pozniej przez szpitalny koszmar i bardziej mnie to dotyczy. Ale to moje \"bardziej\" nie znaczy, ze on \"gorzej\". Po prostu kazde z nas inaczej.



W kolejnej ciazy, juz po stratach, tez byl najwiekszym oparciem. Balam sie, oboje sie balismy o kolejne dziecko... Nigdy nie zanegowal czy zbagatelizowal moich uczuc. Po prostu przytulil i w tym wspolnym milczeniu bylo wszystko - milosc, zrozumienie, wzajemna troska o siebie, bol czy tesknota za dziecmi, strach o to, co przyniesie przyszlosc.



To nie wstyd przyznac sie, ze \"mi tez jest ciezko\", \"ja tez tesknie\", \"mnie ta strata tez boli\", \"ja tez pamietam\". A nawet nie wiesz, ile to znaczy dla kobiety.



Kilka miesiecy temu moja kolezanka przezyla poronienie. Zadzwonilam do niej i w trakcie rozmowy mowie, ze dla mnie najwiekszym oparciem w tym wszystkim byl maz. \"A mi moj zabronil o tym mowic, mam zapomniec.\" Prosze Cie, nie postepuj w ten sposob...

Macku zajrzyj do dzialu \"Dusza\", tam znajdziejsz troche tekstow, ktore pomoga zrozumiec to, co sie stalo, pomoga zrozumiec odczucia Twojej Zony. Ten trudny czas moze byc liczony w miesiacach czy czasami latach, na pewno nie w tygodniach. Warto o tym pamietac.



Przed Wami tez trudne dni - swieta, przewidywana data porodu, rocznica poronienia, itd. Jesli Twoja Zona chce pamietac o dziecku, to moze byc istotne dla Niej, zebys Ty tez pamietal. Milosc do dziecka nie konczy sie wraz z jego smiercia. I nieistotne jest, jak dlugo ono bylo z nami...



Serdecznie pozdrawiam i rowniez obiecuje modlitwe.

Monika (wuchowa)
Odpowiedz
#37
Witaj Maćku!!

Ja po stracie Aniołka bardzo zamknęłam się w sobie, jedynym ujściem moich emocji było to forum...mąz kilka razy \"przyłapał\" mnie jak płakałam przed komputerem czytają i pisząc posty...i pewnego dnia usiadł i zapytał czy zrobił mi coś złego że go odtrąciłam a zwierzam się Wam?? w czy on jest od was gorszy?? zdziwiło mnie to..bo uważałam że wiem iż jego to nie dotyczy że nie pamięta nie przeżywa...wiesz wtedy siedziałam tuliłam się do niego i płakalam dobre 2 godziny..strasznie pomogło..jestem mu za to wdzięczna, że potrafił przyjśc porozmawiać pocieszyć przytulić nazwać mnie naukochańszym skarbeczkiem i zwyczajnie powiedzieć że kocha...to bardzo pomaga, bardzo...



pozdrawiam serdecznie Ciebie i żonkę



martucha Smile
Odpowiedz
#38
Drogi Maćku i mężowie! Jak pomóc żonie? Nie jest to łatwe, ale podstawą jest trwać przy niej, kochać, rozmawiać nawet na tan trudny dla obojga temat, dawac do zrozumienia że tez pamiętasz, bo był to Wasz Aniołek. Ja zawsze miałam męza blisko siebie, to ogromne szczęście, że w każdej chwili mogłam liczyc na jego wsparcie, pocieszenie. Bądźcie blisko swoich żon, mówcie o swoich uczuciach, bo razem napewno jest łatwiej.

Życzę wszystkiego dobrego, duzo cierpliwości i MIŁOŚCI.
Odpowiedz
#39
Jak miło, że zaglądają tu Panowie, każda sytuacja jest inna, nie mniej jednak Panowie mają zwyczaj, udzielania rad z szybkimi rozwiązaniami, a my kobiety zwłaszcza po stracie dziecka potrzebujemy miłości, zrozumienia i ciepła, przytulenia gdy ryczymy, zapewnienia o miłości, akceptacji dla naszych teraz bardzo widocznych zmian nastroju, \"ochrony\" przed światem zwłaszcza przed osobami z dość nieprzemyślanymi pocieszeniami. Mówienia o dziecku, zaznaczanie, że było, że i dla męża, czy partnera też było ważne. A nasze czasem agresywne zachowanie, zmiany nastroju, czepliwość by traktować, nie jako atak na partnera, ale złość na los.





W chwili gdy kobieta poczuje, że rodzi się w niej nowe życie, życie , które jest owocem miłości do partnera bezwarunkowo kocha i czeka na pojawianie się dziecka, gdy los okrutnie je odbiera, ta miłość nie gaśnie, jest chyba silniejsza, bo niespełniona i na zawsze pozostanie w sercu.



Pozdrawiam
Odpowiedz
#40
Cześć dziewczyny. Wczoraj mialam naprawde udany dzien, w pracy wesolo ponadto bylam podbudowana jeszcze spotkaniem z agawt, a do tego przypadkowo zaczeta rozmowa z pewna pania z pracy , ktora sama wiele lat walczyla o dziecko sama mowi ze wydrapala je od losu pazurami. Pogadałysmy z pol godziny i udalo jej sie dodac mi sily determinacji do dzialania.



Niestety czar prysł wieczorem. Kiedy mąż wrócil z pracy, chcialam podzielic sie z nim tymi wiadomościami i entuzjazmem. Ja mowilam i mowilam a on milczal imilczal. W koncu sie odezwal i powiedzial ze denerwuje go ten nieporządek ma szawce RTV !!!

Przestalam opowiadac i poszlam robic kolacje.

Potem jedlismy i on zacza temat pracy ze stresujaca i ze go meczy itd. Rozmawialismy a ja staralam sie go pocieszac.

Potem ogladalismy film i nie bylo tematu.

W koncu powiedzialam ze mam do niego troszke zal ze nie kontynuuje tematu nastepnej ciazy czy leczenia i ze potrzebuje wsparcia. On na to ze bedzie mnie wspieral i .. DALEJ MILCZAŁ. Od slowa do slowa doszlo do kłutni.

Znowu uslyszalam to samo ze go mecze swoimi problemami ze narzekam itp (dodam tylko ze ostatnio dość dobrze sie trzymam i staralam sie ograniczac ten temat w domu).

W koncu doszlo do mnie ze ta walka (mnóstwo badan moze operacja) jest tylko moja (ponadto On nie lubi szpitali). Moja energia i zapal sie ulotnily bo nie wiem czy mi sie uda wygrac w pojedynke i czy warto walczyc o dziecko gdy nasze małżenstwo sie sypie.

Noc byla dluga padlo wiele gorzkich słów, teraz przyszedl czas milczenia.

Wiem jednak jedno bede walczyla nawet sama. (Z waszą pomoca mam nadzieje)
Odpowiedz
#41
Joasik głowa do góry! Swoim mezulkiem sie nie przejmuj, mi sie wydaje ze mezczyzni tak maja ze o pewnych smutnych dla nich tematach po prostu wola nie rozmawiac. Ja po poronieniu tez mialam taki moment kiedy myslalam ze cale moje malzenstwo sie sypie, ze wlasnie maz mnie nie rozumie i dla niego ten temat jakby nie istnieje. Bo tez na poczatku bylo tak ze jak zaczynalam ten temat to on nagle sie denerwowal. Ale na drugi dzien sam do mnie przyszedl, przytulil mnie i przeprosil za swoje zachowanie i powiedzial mi ze on po prostu nie wie jak ma mi pomoc, co powiedziec, ale ze zawsze bedzie trwal przy mnie (nawet jesli bedzie to tylko sama jego ocecnosc) i mnie wspieral. Zrozumialam wtedy ze oni nie potrafia tak jak my sie wygadac, wyzalic ale przeciez to nie oznacza ze oni tego nie przezywaja rownie mocno i ze ich ten temat nie dreczy. Zreszta ja widze po sobie ze własnie te zmiany nastrojow rozbrajaja mojego mezulka najbardziej, bo jednego dnia mowie mu ze juz jest wszystko ok i chce juz myslec o kolejnej probie, a drugiego ze moze jednak warto jeszcze troszeczke poczekac. My mamy ogromny metlik w glowie a co dopiero nasi mezowie. Nie chcialabym zebys sobie pomyslala ze ja za wszelka cene staram sie bronic, ja ich probuje zrozumiec. Ale wydaje mi sie ze poki my same nie dojdziemy ladu i skladu ze soba, nasi mezowie nie beda w stanie nam pomoc!

Pozdrawiam cie goraco i naprawde zycze tylko samych dobrych i slonecznych dni.

Musimy sie dziewczyny trzymac razem zwłaszcza ta zimowa pora, bo teraz nawet plucha na dworze bedzie przeciwko nam.
Odpowiedz
#42
Joasik



Przykro mi, że wczoraj miałaś niezbyt udaną końcówkę dnia. Ja długo bo 6 lat psychicznie przygotowywała się do ciąży, a jak już dojrzałam, to los mi dziecko odebrał, pobieraliśmy się z myślą, że nie będziemy mieli dzieci (tak wtedy myślałam) instynkt macierzyński zwalił mnie z nóg i teraz NIC NIE JEST WAŻNE, TYLKO TO DZIECKO. Mój mąż chyba nie zmienił zdania, ale mi nie przeszkadza. Piszę to dlatego, żeby Ci było raźniej, faceci tak mają, oni zmiany poczytują jako zagrożenie, poza tym słowotok kobiet jest dla nich trudny do zrozumienia, oni potrzebują krótkich komend jakby rozkazów, sama się o tym przekonałam, jak gadałam, gadałam gadałam nic z tego nie wynikała, jak wysyłam krótki czytelny komunikat, lepiej się rozumiemy. W sprawie dziecka nie pytam, oznajmiam i oczekuje konkretnych działań.



Nie rezygnuj z marzeń o macierzyństwie – dzisiaj wiem, że to jest zgodne z naszą natura i walcz o dziecko. Pisałam już w innym wątku, że po poronieniu myślałam, że się rozstaniemy z mężem, ale szczera rozmowa i moje konkretne oczekiwania w stosunku do męża – pomogły nam obojgu i tego bardzo bardzo Wam życzę, w końcu wyszłyśmy za mąż z miłości, Twój mąż na pewno czuje się zagubiony nową sytuacja, może nawet przerażony i na pewno po swojemu przeżywa, a jego zdenerwowanie np. na taką szafkę, jest właśnie tego dowodem, bo pewnie chciałby bardzo Ci pomóc, ale nie wie jak. I pamiętaj nie jesteś sama, jesteśmy tu wszystkie, które wiemy co czujesz i piszę za siebie, będę o Tobie myślała. Pozdrawiam
Odpowiedz
#43
Dzieki dziewczyny! Smile Aga chyba masz racje musze sie przerzucic na te krótkie i czytelne komunikaty. Dam mu jednak teraz troche odpoczac.

mysle ze wszysyko sie jakos ulozy.

Szkoda tylko ze to my ciagle musimy ich rozumiec

mogli by i oni postarac sie nas zrozumiec!

Trzymajcie sie kobiety płci piekna i chyba troszke lepiej rozwinieta bo ci mężczyźni jacys toporni czasem (bez urazy oczywiście Smile).
Odpowiedz
#44
Drogie dziewczyny, opowiem Wam o moim mężu.Na początku małżeństwa, usłyszałam od pewnego profesora \"nie,nigdy nie będzie mieć pani dzieci proszę się od razu zdecydować na adopcję\" dodam, że powiedział to takim tonem jakby mówił \"nie,nie pojedzie pani autobusem proszę jechać tramwajem\".Mój mąż uwierzył profesorowi,ja też.Mąz cierpliwie słuchał potoku moich słów, że mu dam rozwód, żeby był z kobietą, która urodzi mu dziecko, znosił to dzielnie, przewaznie milcząco w końcu orzekł \"kocham Cię-adoptujemy dziecko\". Nie wiem jak Wasi mężowie, ale mój w trudnych sytuacjach mało mówi, ale jak sie odezwie to konkretnie. Jednak moja Pani doktor ginekolog miała wątpliwości i wymogłyśmy na profesorowi skierowanie na laparoskopie...Mąż był wściekły, dla niego białe to białe, czarne to czarne, nie ma szarości, nie mogę mieć dzieci to adoptujemy a nie może się uda. Bez słowa zostawił mnie w szpitalu, jednak na drugi dzień przyszedł i powiedzial, że sie po prostu o mnie boi, ale jak tak chcę to będzie przy mnie. Chciałam...po trzech miesiącach byłam w ciąży. Od 25 tc, walczyliśmy o jej utrzymanie,mąż dodawał mi sił, odganiał złe myśli,doleżałam tą ciążę,urodziłam w 38tc. zdrową córeczkę ma teraz prawie 8 lat. Kiedy 2,5 roku temu roniłam nasze drugie dziecko w 7 tc, jego przy mnie nie było, leżał nieprzytomny dwa piętra niżej w tym samym szpitalu na OIOM-ie, byliśmy po wypadku samochodowym. Nie mogłam go nawet zobaczyć, gdyż sama byłam w ciężkim stanie. Bardzo się balam, że go też stracę, ale nie. Jesteśmy razem i będziemy.Jeżeli wątpicie w swoich mężów to pomyślcie,jakie by było Wasze życie jakby ich zarakło?

Pozdrawiam Was gorąco i wierzę, że razem z mężami będziecie się cieszyć Waszymi Maleństwami!
Odpowiedz
#45
Jeszcze raz ja, też myślę, że krótkie konkretne zdania lepiej trafiaja do facetów. Tak jak już pisałam mój mąż odpowiada krótko i nawet na moją długą przemowę odpowiada jednym zdaniemSmile
Odpowiedz
#46
Dziewczyny ja wczoraj dzien mialam pelen nadizeji ze wkoncu sie udaSmile ale weiczor byl taki nie spokojny.Jak rozmawialam z moim mezem o kolejnym dziecku to zawsze odpoweiadal wymijajoco myslalam ze nie chce dziecka.W koncu mu powiedzialam ze ja chce konkretow od kiedy chce zaczac tak naprawde sie starac.Noi poweidzial ze od sierpnia ucieszylam sie ale z czasem jak juz odliczalam miesiace to On jakos tak staral sei wymigac.Boli mnie ze tylko ja chce tego dziecka pozatym , moj maz mowi ze chce miec dziecko i ze cieszylby sie jakbym kolejny raz byla ciazy.tak naprawde trudno mi go zrozumiec nie potrafie.a wczoraj poklocilam ise z nim bo Nie chcial sie ze mna ,, poprzytulac ,, bylam zla bo dla mnie kazde przytulanie to szansa.Noi poklucialm sie z nim,Rano bylo mi glupio ale trudno mysle ze to spadek progesteronu.Kiedys jak rozmawialismy o leczeniiu to moj maz powiedzial ze jest gotow sie zbadac bylam w szoku bo niespodziewalam sie po nim tego.Mysöle ze on czuje ze cos jest nie tak bo przeciez nie zabezpieczamy sie a ja nie zachodze w ciazeSad.Ale wiem ze moge na niego liczyc.Czassami mu zazucalam ze nie kochal naszego dizecka bo nawet o tym ze mna nie romawia.To byly i sa mysle nadal trudne dla nas sprawy.Strasznie go ranilam tymi slowami.Moj maz raczej nie okazuje swoich uczuc wiec pzrezywa to wsyztsko w sobie.Dlatego mysle ze nie oceniajmy naszych mezow tak surowo.Bo oni pzreciez tez sracili swoje dziecko.Pzdrawiam was i mam nadzieje ze kiedys mnam sie uda.



dzis jakos bardzo sie bojeSad
Odpowiedz
#47
Ducha1 masz rację, życie jest zbyt krótkie by przezyc je na niszczeniu tego co piękne naszych związków. Nie wyobrażam sobie, by mojego męża mogło zabraknąć, bo bez niego, ani tragedia, która się wydarzyła, ani przyszłe starania nie miałyby sensu.



Pozdrawiam i życze naszym związkom rozkwitu miłości.
Odpowiedz
#48
Witajcie.
Chcialam zapytac dziewczyny ktore ze strata dziecka musialy radzic sobie same, jak poradzily sobie z nienawiscia do ojca dziecka ???
ja zupelnie sobie nie radze, czy to kiedys minie ???
nie chce tutaj wylewac tego co czuje i o nim mysle, bo prawie sama lacina by leciala ...
Odpowiedz
#49
Wiaj Eska

Nie znam Twojej sytuacji więc trudno jest mi napisać jak można poradzić sobie z nienawiścią do partnera, kiedyś na tym forum zastanawiałyśmy się nad zahowaniem naszych partnerów / mężów podczas całego procesu związanego z poronieniem i żałobą.

https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=115
(pod koniec 1 strony jest kilka postów na ten temat, jak chcesz to poczytaj)

Jeżeli Twoja nienawiść do partnera wynika z faktu, iż zlekceważył Twoje uczucia, emocje i nie pomógł Ci w sytuacji, gdy traciłaś swoje dziecko, to podobne uczucia przeżywało kilka z nas, domniemam, że problem dotyczy waszych wzajemnych relacji nie związanych wyłącznie z poronieniem.

Sama musisz ocenić co do niego czujesz, czy zależy Ci na związku i czy chcesz z nim być. W sytacjach dla mnie trudnych biorę kartke papieru, dzielę ja na pół i po jednej stronie piszę "+", a na drugiej "-" , tak też możesz przeanalizować swoje relacje z partnerem i może to pomoże Ci podjąć decyzje. Czy go kochasz i pragniesz z nim w przyszłości założyć rodzinę, czy ilość "-" w jego zachowniu i postepowaniu przekreśla Was jako parę.

Chciałabym napisać Ci ESKA tylko jedno, są mężczyźni, którzy nie potrafią sprostać tak trudnym wydarzeniom, jak poronienie, nie potrafią się odnaleźć, nie zdają sobie sprawy z emocji, które targają nami kobietami, mimo wszystko polecam Ci szczerą rozmowę z partnerem. Pozdrawiam
Odpowiedz
#50
Agus...
Nie jestem z tym czlowiekiem juz. Bylam z nim za dlugo - teraz tak mysle.
On nie chcial slyszec o dziecku, ze jest, a potem ze bylo. Po latach to wszystko ze mnie wylazi...
Powiedzial, ze histeryzuje...
dal do zrozumienia, ze dziecko ktore sie nie urodzilo - nie istnialo ...
Kochalam go bardzo i wmawialam sobie, ze nie ma z czego robic tragedii, tyle, ze to ciagle wracalo i wracalo i wracalo ...
az go znienawidzilam...
teraz nie dosc, ze nie moge zaufac zadnemu facetow, to psychoza po poronieniu jest taka, ze boje sie mysli o tym, ze znow tak bedzie...
ze znow ktos mnie zostawi sama...
Najgorszy jest sen, ktory wraca do mnie kazdego dnia jak obraz przed oczami...
trzymam moje dziecko na rekach, jestem najszczesliwsza na swiecie. Jade z nim na uczelnie i zostawiam pod opieka kolegi, by pojsc po wpis. Wychodze, a dziecka nie ma ...
Wszyscy sie ze mnie smieja... caly korytarz ludzi ... taki szyderczy smiech... a ja piszcze z bolu... bo wiem, ze nic nie moge zrobic...

boje sie, ze ten sen powraca do mnie dlatego, ze staralam sie tyle czasu to zagluszyc... ze milczalam i nosilam to w sobie...
czuje sie przegrana na starcie...
mam ochote to wszystko wyrzucic mu w twarz, pobic go ... nie wiem
za to, ze nie moglam tego przejsc godnie...
ze teraz sobie nie radze, bo to wrocilo z sila 5x mocniejsza...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości