żal, ból, wszysko przy mnie... zamknać oczy i obudzić sie gdzie indziej...
Dlatego tym bardziej Cię podziwiam. Jesteś bardzo dzielna i silna. Ja jestem słaba psychicznie, zawsze byłam i to wszystko co przeszłam totalnie mnie załamało.
P.s.Masz rację co do tego, że się wie. Ja też od początku czułam, że to córeczka. Pewnie nigdy nie zrobiłabym badań gdyby nie fakt, że wiedziałam, że nie nadawałam się absolutnie na powrót do pracy i potrzebowałam tych ośmiu tygodniu. Jak się okazało to i tak było za mało. Do pracy wrócę po wielu miesiącach, a Ty dałaś radę!
Wiem, że cierpisz i nigdy nie zapomnisz o swoich Aniołkach!One zawsze z Nami będą!
Odpowiedz
ziarenko ciesze sie, ze potrafisz tak dosadnie poczuc obecnosc Twojego dziecka i nawet troszke zazdroszcze Smile
Wiedz, ze jestes wspaniala mama i mam nadzieje, ze kiedys Twoje ucho uslyszy to z malenkich ust..
I oby ta wiara byla z nami juz zawsze. Wiara, ze nadejdzie TEN czas kiedy bedziemy mogly ich mocno przytulic.
Przytulam Cie i jestem.
Odpowiedz
Sama chwila pożegnania nie jest wbrew pozorom najgorsza... Najgorszy jest ten czas po niej, kiedy uświadamiasz sobie, że coś bezpowrotnie znika z Twojego życia...

(Temyśli.pl)


Tak tęsknie..
Odpowiedz
I wtedy kazda chwila nie jest juz ta chwila, ktora mialabyc wczesniej.
Odpowiedz
Wchodząc dziś do sklepu zatrzymałam się przy dziale dla niemowląt, często bywam w tym sklepie, ale zawsze omijam ten dział, gdyż ten widok jest zbyt bolesny. Dziś coś kazało mi się zatrzymać.. Podeszłam do małego pluszaka- pozytywki. Był taki śliczny, mięciutki.. pociągnęłam za sznurek i usłyszałam cudowną kołysankę. Odruchowo wzięłam tego pluszaka i poszłam z nim do kasy, chciałam go schować głęboko do szafki by czekał, aż kiedyś chwycą go małe rączki, usłyszą maleńkie uszka.. Kobieta przy kasie zadała pytanie" płaci Pani kartą czy gotówką?" Wtedy spojrzałam na tą zabawkę i oprzytomniałam, przeprosiłam tylko i wybiegłam ze sklepu, musiałam ochłonąć.. Czy kiedykolwiek będzie mi dane wybierać te wszystkie cudowne rzeczy na dziecięcym dziale? Czy kiedykolwiek będę miała dla kogo?
Odpowiedz
Jak mam żyć bez Ciebie Skarbie? Nadałeś memu życiu sens.. teraz nie mam już nic.. jak mam wierzyć w lepsze jutro? Jak nauczyć się oddychać by bolało mniej? Jak uwierzyć w to, że jeszcze kiedyś będzie dobrze.. że jeszcze kiedyś dane mi będzie usłyszeć z maleńkich ust słowo "mama"... tylko szara, smutna rzeczywistość.. to mnie przeraża.. tak tęsknie mój Aniele

"może gdybyś był motylem w mej dłoni chociaż jeden dzień.. chociaż jedną noc..."
Odpowiedz
Tak tęsknie mój Aniele.. Nie mam już sił.. Nie chcę...
Odpowiedz
Jestem silna.. zawsze byłam, bo tego nauczyło mnie życie. Teraz nauczyłam się "udawać", że wszystko jest ok. Tylko czasem mnie to "udawanie" przerasta i nadchodzą takie dni jak dziś, kiedy nagle wszystko pęka i rozsypuję się na milion kawałków... a każdy z nich tak cholernie boli, że zanoszę się płaczem. Wiem, że muszę się pozbierać.. tylko jak, kiedy zawsze będzie brakowało tego jednego, maleńkiego kawałka układanki, którego nie da się już odszukać, ominąć, podmienić.. zawsze będzie brakować tej jednej cząstki, maleńkiej, ale jakże znaczącej w całości.. Wiem, że ból, który znoszę każdego dnia zawdzięczam po części sobie, bo nigdy nie chciałam obciążać ludzi swoimi smutkami, problemami. Zawsze "udawałam" twardą, uśmiechniętą osobę. Zawsze słuchałam, pocieszałam innych, a nie potrafiłam rozmawiać o swoich problemach, chyba po prostu nie umiałam... Nie mam już sił udawać, że wszystko jest dobrze, że jestem szczęśliwa.. Nie mam już sił wysłuchiwać znajomych, o ich błahych problemach. Pretensje w stylu " co Ty możesz wiedzieć o problemach, masz dom, pracę, cudownego męża, tobie wszystko się układa".. i wtedy chciałabym wykrzyczeć, że doskonale wiem, co to ból, strach, cierpienie, że towarzyszy mi każdego dnia... chciałabym wykrzyczeć im ile przeszłam i co przeżyłam.. Nie mogę znieść spotkań z siostrami od których słyszę gdy są złe czy zmęczone: "zastanów się zanim zrobisz sobie dziecko", albo " jak będziesz mieć swoje, to zobaczysz", nie potrafię wysłuchiwać ich narzekań, błahostek. Tak bardzo chciałabym im powiedzieć, że miałam zostać mamą, że poroniłam, że pod mym sercem biło już maleńkie serce.. chciałabym, żeby wiedziały, że jestem mamą Anioła. Tak bardzo bym chciała.. ale nie potrafię, nie umiem... Może wtedy bolałoby mniej? Może ludzie nie wypowiadaliby przy mnie słów, które ranią.. Ale sama tak wybrałam, najpierw chciałam poczekać, aż zacznie się "bezpieczny" tydzień zanim pochwalę się wszystkim, później zdecydowałam, że poza przyjaciółką nikt się nie dowie, że poroniłam. Teraz walczę z tym sama. Mąż powoli ma dość moich "gorszych" dni, rozumie, że cierpię, ale chce żebym myślała pozytywnie bo zamartwianie nic mi nie da. Każe mi wierzyć, że następnym razem się uda, że tak musiało być i czas się z tym pogodzić.. Ale nie potrafię iść dalej, wciąż żyję w tym samym punkcie, wciąż przyzwyczajam się do myśli, że jestem mamą Anioła, a właściwie dwóch, choć nie było mi dane nawet zobaczyć bicia serca drugiego Cudu, gdy odszedł w 5 tyg... Ci wszyscy ludzie w koło, te wszystkie słowa, które ranią, te wszystkie sytuacje, kolejne ciąże.. To mnie przerasta, już sobie nie radzę.. nie mam już sił by żyć...
Odpowiedz
Ziarenko pozwalaj sobie od czasu do czasu na wybuch płaczu. Kiedy nie masz już siły być silna po prostu nie bądź. Przytulam cię i ślę światełka dla twoich obu aniołków.
Odpowiedz
Ziarenko jakże podobnie się czuję. Trzeba wstawać rano i zakładać maskę "nic mi nie jest", robię tak codziennie. Tak łatwiej otoczeniu, nam też bo przecież nie chcemy żeby ludzie się od nas odsuwali. Ale potrzebuję rozmowy, tylko jak to pogodzić. Zostaje psycholog, te wizyty to jak oczyszczanie zakażonej rany. Uciekam przed tym, odwlekam, ale gdy już przez to przejdę to czuję poprawę. Rana nadal jest ale nie sączy już jadu do środka.
Chciałabym napisać coś mądrego, coś co Ci pomoże, Ty tak umiesz bo czytam Cię często, ale mi nic nie przychodzi do głowy.
Popłaczę z Tobą.
Odpowiedz
Ziarenko Kochana momentami jakbym czytała siebie
rozum każe mi iść do przodu, ale serce zatrzymało się jakiś czas temu
ale nie musisz udawać, pozwól sobie na chwilę słabości, wiem, że nie chcesz, żeby ludzie wiedzieli, ale może gdyby tak było, to uniknęłabyś tych przykrych komentarzy?
choć z drugiej strony w moim otoczeniu wszyscy wiedzą, a też czasem palną coś głupiego
czy Twoja przyjaciółka tylko wie, czy służy swoim ramieniem w chwilach słabości? potrzebujesz choć jednej osoby, do której mogłabyś przyjść i po prostu wyrzucić to z siebie
sama wiem, jakie to wszystko ciężkie i trudne do ogarnięcia
przytulam Cię bardzo mocno
Odpowiedz
ziarenko piszesz takze o mnie, jakbys mnie znala choc wiem, ze to cala prawda takze o Tobie.
Chcialam zapytac jaki masz kontakt z siostrami? Moze jesli jest on dobry to moglabys zebrac sie na odwage i powiedziec im co sie stalo, wyjasnic, ze jestes juz mama. Mozesz dodac, ze nie chcesz o tym rozmawiac (jesli nie chcesz) ale chcesz zeby wiedzialy; zeby nie zadawaly glupich pytan kiedy akurat jest Ci smutno; zeby nie dogadywaly Ci polslowkami, ktore tak Cie bola. To jednak Twoje siostry i mysle, ze zrozumieja.. Jesli nie masz odwagi mowic to moze napisz im krotki list..? Byc moze tez chcialyby byc dla Ciebie wsparciem. Byc moze chcialyby wiedziec, ze sa ciociami.. Zrobisz jak bedziesz chciala ale wiesz, ze to byloby i dobre dla Ciebie. MOze choc troszke by Ci ulzylo..? Moze nie musialabys tak czesto udawac, ze jest dobrze bo to bardzo trudne i wyczerpujace.
Sciskam Cie mocno Smile
Odpowiedz
Tak bardzo Wam dziękuję dziewczyny. Wiem, że rozumiecie każde moje słowo, wiem, że nie jestem sama w cierpieniu... Każda z nas tak wiele przeszła i choć brakuje nam już sił, życie musi toczyć się dalej.. Chociaż, czy można to nazwać życiem? Jeśli wyrwano nam z piersi na zawsze serce to już nie można istnieć.. można być, ale nie istnieć. I to istnieje jest już takie nierealne. Nierealne, jak nasze marzenia, nadzieje, radości, które nam odebrano..
Wiem, że gdybym powiedziała najbliższym byłoby mi lżej, ale nie potrafię. Czasem, gdy już nie mam sił udawać, mam ochotę to wykrzyczeć.. ale nie mogę wykrztusić słowa bo łzy zalewają oczy. Może kiedyś, gdy dane mi będzie zostać ziemską mamą opowiem im przez co przeszłam... Może kiedyś, gdy ponownie będę w ciąży opowiem im o swoim strachu.. Na razie zostaje mi dusić wszystko w sobie.. i te wieczorne wybuchy płaczu, kiedy już wszystko mnie przerasta, kiedy nie mam już sił..
Przyjaciółka jest oparciem, wspierała mnie w trakcie i wspiera nadal, ale jest w trakcie kupna mieszkania, tak bardzo się cieszy, że wreszcie im sie udało, więc muszę pozwolić jej na radość, muszę dać jej prawo do szczęścia, zamiast zamartwiać ją swoim bólem. Ale wiem, że jest, że w każdej chwili będzie.. tylko Ona ma prawo być szczęśliwą. Ale mam Was i wiem, że każda zna ten ból, czytając Wasze historie, łzy lecą mi po policzkach.. Te wszystkie historie są tak podobne i tak bardzo bolą.. Wsparcie w cierpieniu, które nigdy nie powinno się przytrafić..
Odpowiedz
Po prostu tęsknię za biciem Twojego serca we mnie..
Odpowiedz
Ziarenko ,tęsknie za tym samym już od kilku lat
i nie chcę żeby  ta tęsknota kiedykolwiek się skończyła
to był najpiękniejszy moment w moim życiu
Odpowiedz
Ta tęsknota jest na swój sposób piękna.. tylko dlaczego aż tak bolesna? Musiało minąć trochę czasu, abym mogła zrozumieć jaką jestem szczęściarą, że przez te wszystkie tygodnie Jego serce biło we mnie. To najpiękniejszy dar jaki otrzymałam..
Odpowiedz
jak wypełnić tą pustkę? Co zrobić by bolało mniej?


"Choćby"

Czy ty
Powiesz mi kiedyś
Więcej niż to,
Co zawsze
Do mnie milczysz?
Choćby
Bez słów?

autor - Moje Wierszowanie
Odpowiedz
Miałam piękny sen Fasolku mój.. Heart śniło mi się, że znów jestem w ciąży, czułam jak Twoje serce znów bije pod mym sercem.. Byłam taka szczęśliwa, bałam się , ale wiedziałam, że tym razem będzie dobrze, że tym razem się uda.. Nie mogłam dziś mysleć o niczym innym przez cały dzień, na niczym nie mogłam się skupić, wciąż czułam to szczęście posiadając Cię we śnie. Byłeś ze mną. Wiem, że to moja chora psychika bo zaczynamy starania i wciąż myślę o tym jak to będzie, cały czas tak bardzo się boje, że historia się powtórzy, dlatego mam takie sny. Chciałabym wierzyć Fasolku mój, że dajesz mi tymi snami znak, że tym razem będzie dobrze, że już dość cierpień. Z jednej strony tak bardzo wierzę, że się uda, że wreszcie zostanę ziemską mamą, ale z drugiej tak bardzo się boję, że nie będzie nam nigdy dane zostać rodzicami. I ten strach tak bardzo mnie paraliżuje. Wiem, że to jest zła droga, że muszę być silna i myśleć pozytywnie, ale skoro życie tak często mnie deptało to może zapisana jest mi wieczna pustka.. Tak bardzo proszę Boga, aby pozwolił nam zostać rodzicami, aby pozwolił nam przelać na maleńką istotę tą całą miłość jaka posiadamy, której nie jesteśmy w stanie udźwignąć.. Ale czy będzie nam kiedykolwiek dane, czy nie prosimy o zbyt wiele? Kolejne ciąże w pracy, w śród znajomych, te wszystkie piękne zdjęcia bobasów na portalach.. nie daję już rady. Wiem, że to zawsze będzie boleć, te wszystkie słowa, gesty, zdjęcia, sytuacje- wiem, że tak musi być... ale jak wybłagać życie o dar macierzyństwa? Gdzie szukać pomocy?
Fasolku mój najsłodszy, jesteś mym największym szczęściem.. tylko ten okrutny czas tak szybko mi Ciebie odebrał.. to tak boli..
Tęsknię..
Dziękuję Ci za ten sen, za każdy z Tobą dzień..
Odpowiedz
Ziarenko, jak bym siebie czytała. Boże, jak my się potrafimy zrozumieć, jak potrafimy doskonale oddać nasz stan i jak bardzo jesteśmy sobie bliskie w tym bólu, tęsknocie i tych emocjach, które nami teraz targają.
Jak Ciebie czytam, jak bym widziała samą siebie. Okropne to uczucie, kiedy zabierają Ci marzenie, dziecko na które tak bardzo czekasz.
Mój mąż jak Twój, też już ma mnie pewnie dość. Chodzącą jak zombie, mało już o tym mówi, chce abym przestała tą tragedię rozdrapywać ale ja nie potrafię. Ale jestem o tym pewna, że on nałożył maskę, a wewnątrz aż się trzęsie. Widzę to po ilości niestety alkoholu jaki zaczął pić. To straszne kim się staliśmy po stracie malucha. Ja zrozpaczona, znerwicowana i zazdrosna o dzieci innych par chodzący trup, mój mąż pijący browary wieczorami bo w ten sposób tłumi emocje. To straszne i nikt nigdy nas na to nie przygotował, nie rozmawiał jak sobie pomóc.
Chcę już aby wyszło słońce z tych cholernych szarych chmur. Chcę aby już wszystko było dobrze. Synku wracaj do nas!
To Ty sprawiłeś że byliśmy szczęśliwi. Gdzie jesteś synku? Gdzie jesteś?
Odpowiedz
(Tue, 01 Marca 2016, 15:45:59)Krasia napisał(a): Ziarenko, jak bym  siebie czytała. Boże, jak my się potrafimy zrozumieć, jak potrafimy doskonale oddać nasz stan i jak bardzo jesteśmy sobie bliskie w tym bólu, tęsknocie i tych emocjach, które nami teraz targają.
Jak Ciebie czytam, jak bym widziała samą siebie. Okropne to uczucie, kiedy zabierają Ci marzenie, dziecko na które tak bardzo czekasz.
Mój mąż jak Twój, też już ma mnie pewnie dość. Chodzącą jak zombie, mało już o tym mówi, chce abym przestała tą tragedię rozdrapywać ale ja nie potrafię. Ale jestem o tym pewna, że on nałożył maskę, a wewnątrz aż się trzęsie. Widzę to po ilości niestety alkoholu jaki zaczął pić. To straszne kim się staliśmy po stracie malucha. Ja zrozpaczona, znerwicowana i zazdrosna o dzieci innych par chodzący trup, mój mąż pijący browary wieczorami bo w ten sposób tłumi emocje. To straszne i nikt nigdy nas na to nie przygotował, nie rozmawiał jak sobie pomóc.
Chcę już aby wyszło słońce z tych cholernych szarych chmur. Chcę aby już wszystko było dobrze. Synku wracaj do nas!
To Ty sprawiłeś że byliśmy szczęśliwi. Gdzie jesteś synku? Gdzie jesteś?


Krasia- bardzo mi przykro, że pomimo cierpienia jakie nosisz w sercu nie układa Ci się też w związku. Mój mąż po stracie bardzo mnie wspierał, pomagał. Nie umiał ze mną rozmawiać ponieważ przyjąć postawę, że jak nie będziemy poruszać tego tematu to szybciej przestanie boleć. Ale przyszedł czas, że się otworzył, powiedział, że tęskni za tymi marzeniami. Teraz też stara się wspierać, ale nie ma już sił kiedy setki razy zaglądam na forum, kiedy znów czytam o stratach i się zasmucam. Dlatego przy nim staram się być silna, choć czasem brakuje sił. Życzę Ci z całego serca aby zaczeło Ci się układać, abyście zaczeli znów się dogadywać. Wiem, że byłoby Ci dużo łatwiej mając wsparcie w mężu niż widok kolejnych puszek.. Potrzebujesz teraz tego wsparcia.
Chcę wierzyć, że jeszcze kiedyś wyjdzie słońce
Odpowiedz
Ziarenko, on po prostu bardzo się o mnie martwi, z drugiej strony chciałby już abyśmy znowu spróbowali, ale też nie wie czy może już o tym mówić i mnie naciskać. Ja sama jestem teraz strasznie zdezorientowana. I chcę ale i boję się bardzo. Nie chce abym wiecznie rozgrzebywała mój pobyt w szpitalu o czym ciągle rozpamiętuję. Mam wrażenie, że te piwka zamroczą go lekko i wtedy już nie myśli jak bardzo jest nam, mi źle. A ja po prostu taka jestem, wiecznie grzebię w przeszłości, rozdrapuję rany i wiecznie siedzę we własnej głowie. Powinnam z niej w końcu wyjść, żyć "tu i teraz". Ale nie potrafię. Jestem teraz na zwolnieniu, więc martwi się też jak sobie damy radę. Ale ja się akurat tym najmniej przejmuję. Chcę wyzdrowieć, stanąć na nogi i znowu spróbować się starać o drugie dziecko. Mój mąż stara się jak może, i powinnam przestać myśleć tylko o sobie. Muszę być dla niego silna.
Odpowiedz
Tak często piszę do Ciebie Fasolku, piszę, a potem zmazuję wszystko.. bo jak mam wyrazić słowami tęsknotę za Tobą?
Brak mi Ciebie, Ty wiesz jak bardzo..
Brakuje mi zapachu oliwki na Twej skórze po kąpieli,
brak mi Twych śpioszków do prasowania,
brak mi zabawek porozrzucanych wszędzie,
i piłki, która zamiast obijać ściany zastygła cicho w kącie..
brak mi Twego chichotu i pojękiwania w nocy..
ból i tęsknota, która nigdy się nie skończy..
Odpowiedz
Sciskam Cie mocno.
Odpowiedz
Dziś tylko Ciebie brakuje mi do szczęścia Fasolku...
Odpowiedz
Wszystko się sypie Aniołku.. Nie tak miało być.. Nie tak miała sie skończyć ta historia..
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości