Piotruś
Cytat:[autor cytatu=HANKA]
To jednak będzie dziwne jeżeli nigdy tam nie pojadę.

A coś w tym wszystkim nie jest dziwne? Wszystko jest na opak, nie tak jak być powinno.. Chyba trzeba przestać się zastanawiać co jest dziwne, a co nie i skupić na tym jak jest lepiej, łatwiej, co pomaga..
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=HANKA]
Witaj Jasiu, miło, że się odezwałaś. Co u Ciebie?

Aniu, jak u nas wszystkich chyba - różnie.
Brak mi Twojego pisania.
Odpowiedz
Nasi zmarli sa blisko nas...
Nie wiem czy i komu potrzebna jest ta milosc - matki do zmarlego dziecka, zmarlego dziecka do matki. Wierze, ze ta druga istnieje. A odpowiedzi na tyle pytan, i tych bezsensownych i tych najbardziej dziwnych, moze doczekamy sie po smierci.

Aniu - duzo cieplych mysli przesylam.

Monika
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=HANKA]
Po co?

9. Bo co ludzie powiedzą.
Wink

A miłość to w ogóle wydaje mi się być bardziej potrzebna nam niż tym, których kochamy.
Jak odwiedzasz przyjaciół, to dlatego, że oni tego potrzebują, czy dlatego, że Ty za nimi tęsknisz? Chociaż to przykład zakładający jednak jakąś wzajemność. Ale ja to bardzo egocentryczna jestem, więc się zwykle własną przyjemnością kieruję Wink

A dzieci to są po to, żeby czuć się potrzebną? Jaki straszny ciężar one niosą na sobie - sprawiać, żeby nasza mama nie czuła się zbędna, nie straciła sensu życia.

Ja to w ogóle sensu nie widzę i nie szukam w życiu czy świecie takim jaki on jest, więc może trudno mi zrozumieć te dylematy.
I nie chcę poznawać po śmierci odpowiedzi na żadne pytania. W ogóle nie chcę żadnego życia po śmierci - tu jakoś już dotrwam do końca, ale mam się jeszcze męczyć ze sobą całą wieczność? Nie, dziękuję. Można się jakoś wypisać z tego życia wiecznego?
Odpowiedz
Snopka, dzięki za Twoje myśli. Ja mam ten sprzeczny z przystosowaniem rys osobowości, że nie stawiam na zdrowie. Jak coś jest dziwne, to się dziwię. I potrafię tak stać, nie pytam jak będzie łatwiej, zdrowiej, bardziej rozwojowo. I lubię nawet tę cechę. Czym jest przystosowanie, gdy świat zawodzi? Marzę o tym, żeby pogodzić swoją prawdę z niekrzywdzeniem innych.

Jasiu, ja mogę powiedzieć tak: wierzę w Boga i usiłuję z tym żyć. Bo na dobrą sprawę, jakby tak uwierzyć do końca, to chciałoby się umrzeć. Myślisz, że Bóg oczekuje od nas miłości do zmarłych dzieci? Czy tę więź można i należy zachować? Czy to nie będzie banalizowanie śmierci, nic się takiego nie stało? Ja wnioskuję ze swojego doświadczenia, które jest bardzo mętne, ale niektóre rzeczy mam wypalone w mózgu dużymi literami. Wiem, że STAŁO SIĘ. Stało się coś całkowicie wykraczającego poza moje rozumienie, poza ten świat. Człowiek został unieważniony, wykluczony. Z życia, z rodziny, z dnia dziecka, z imienin. Z bycia człowiekiem. Najwyżej w czasie przeszłym. Tak, \"Już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus\". Być może można mieć relację ze zmarłymi, tak jak można mieć relację z Chrystusem i pewnie dzięki Niemu, ale to nowy rozdział, możliwy, nie konieczny. Więź została zerwana. A ja jestem na etapie \"nikt mi nie będzie dziecka unieważniał\". Dla wyuczenia się, że więź została zerwana, że Piotruś należy do przeszłości, że pamięć o nim również przeminie, bo nie jest naprawdę ważna, tylko dla nas, kilku osób, żeby się tego wyuczyć, nie pojechałam wczoraj na jego grób i powinnam zasuszyć wszystkie rośliny, ale nie wiem, czy mi się to uda, bo to trudna nauka i chciałoby się traktować go jak członka rodziny przypadkowo martwego. Trudna nauka, że wszystkie nasze więzi przeminą i zostaną zerwane. Ale też jest to jakaś furtka do cieszenia się nimi póki są możliwe. Skojarzenie:

Na naszą słabość i biedę
niemotę serc i dusz
na to że nas nie zabiorą do lepszych gór i mórz
na czarnych myśli tłok
na oczy pełne łez
lekarstwem miłość bywa jeżeli miłość jest jeżeli jest możliwa

na ludzką podłość i małość
na ostry boży chłód
na to ze nic się nie stało a zdarzyć miał się cud
na szary mysi strach
bliźniego wrogi gest
lekarstwem miłość bywa jeżeli miłość jest jeżeli jest możliwa

A. Osiecka, Jeżeli miłość jest.

Moniko i tu już tylko pointa, ta miłość - jeżeli jest możliwa. Dziękuję za serdeczność.

Jasiu, nie piszę, bo taki czas, sama wiesz. Ani to pora, żeby brać dalej, a do towarzyszenia innym brakuje mi dystansu do tych spraw. A w ogóle to stawiam na wyprowadzanie poronienia z wirtualnej rzeczywistości, ale bez skutku. To forum jest trochę jak getto. Tutaj możemy rozmawiać o żałobie, na zewnątrz jest trudniej. W konsekwencji podtrzymujemy społeczne status quo, przed którym chciałyśmy uciec. Przynajmniej ja się do tego przyznaję, choć napisałam w liczbie mnogiej.

Agn pozdrawiam.

Małgosiu bardzo celne. Dużo jest na rzeczy z tym byciem potrzebną.
Odpowiedz
Hanko, Bóg NICZEGO od nas nie oczekuje Smile
Odpowiedz
Hanko, dziękuję. Każdego zauważysz, nawet z jednym, prostym zdaniem. Masz wielkie serce.
Ja wierzę, że te relacje zerwane przez śmierć, ożyją na tamtym świecie. I będą to relacje miłości, więc nie będzie trzeba znosić ani siebie, ani nikogo innego. Obiecuję sobie nieskończoność przyjemności z tego niebiańskiego bycia z innymi.
Odpowiedz
Chłonę Cię jak gąbka, kiedy piszesz. Muszę się wprawdzie skupić, by dać temu słuszną uwagę, ale kiedy już kończę, cieszę się, że tyle dobrego i mądrego mam z Ciebie [jeśli tak mogę to powiedzieć głupio]. Może, kiedy gotowość przyjdzie, będzie można przenieść się na realną ławkę z herbatą. Chciałabym. Ściskam.
Odpowiedz
AniuPiBi, skąd przekonanie, że Bóg niczego nie oczekuje? Ja mam przeciwne doświadczenie.

Jasiu popieram Twoją inicjatywę. Teraz wyjeżdżam na tydzień. Ale zostawię Ci swojego maila dla ubezpośrednienia kontaktu: ania(małpa)magnolia.pl
Ściskam
Odpowiedz
Hanko, a czego mógłby oczekiwać? a może inaczej, może oczekuje - miłości, ale nic nie chce, nic od nas nie jest mu potrzebne, my - ludzie - i owszem, ale nic od nas. Smile
Odpowiedz
Cytat:[autor cytatu=Malgosia]
A miłość to w ogóle wydaje mi się być bardziej potrzebna nam niż tym, których kochamy.
Wróciłam z cmentarza. Dawno nie byłam. Pojechałam, bo tego potrzebowałam. Ale okazało się, że wcale nie tego. Potrzebowałam jego, znalazłam pustkę większą niż kiedykolwiek. Jakby to powiedzieć? Nigdy go tam nie znalazłam, ale ten ogródeczek na cmentarzu to było nasze wspólne miejsce, skrzynka kontaktowa, klucz pod wycieraczką, napis na ścianie zburzonego w Powstaniu budynku \"szukaj nas tu i tu\", lampa oliwna roztropnych panien. Wszystko to jest po coś. Mąż mnie przekonał, że moje starania są po nic. Robię to dla siebie! Zupełnie nie wiem po co mi ta wiedza.
Dla siebie to ja robię pedicure, a kto kurwa dla siebie zostawia klucz pod wycieraczką? Zupełnie nie wiem po co mi była ta wiedza.

Jakaś nadzieja w tym Twoim zdaniu Małgosiu, ale nie wiem jaka, bo jakbym nie patrzyła miłość jest kwestią relacji.
Odpowiedz
Mocne.
Możesz mi powiedzieć, co jest złego w twierdzeniu, że kult zmarłych jest dla żywych? Może to i jest cyniczne, ale tak sobie myślę, że to my, z tej strony, owijamy się w pamięć i potrzebujemy więcej. Jakkolwiek by to banalnie nie zabrzmiało żyje się trudniej. Piętno żałoby niczego nie ułatwia. Zostawiasz sobie klucz pod wycieraczką, bo tam powinnaś go znajdować. Ja zrobiłabym tak dla siebie.
Odpowiedz
A może pedicure to robisz dla norm estetycznych współczesnego świata? Albo, żeby Cię inne babki nie pokazywały palcami jak idziesz w klapkach. Albo, żeby mąż sobie nie podrapał rączek w czasie masażu stóp? Skąd wiadomo na pewno co nami kieruje?

Przypomniało mi się, że w początkach mojego małżeństwa stwierdziłam, że nie kocham mojego męża, bo to kochanie sprawia mi przyjemność, a skoro kocham dla własnej przyjemności to znaczy, że to egoizm. :roll:
Może analogicznie miłość do Piotrusia to miłość bez przyjemności, taka w czystej postaci?

Ja sobie prostacko myślę, że ze zmarłymi dziećmi jest tak jak z takimi przyjaciółmi, którzy tak daleko mieszkają, że nie widziałam ich całe lata i nie wiem czy jeszcze kiedyś spotkam. Czy są mi przez to mniej drodzy? Są też tacy ludzie, których widziałam przez krótką chwilę, a te spotkania bardzo duży wpływ miały na moje zycie.

Nie wiem czy to powyższe ma jakiś sens, ale ja nie zastanawiam się po co moje dzieci zmarły, bo wg mnie nie ma w tym żadnego sensu i ja nie próbuję nawet go szukać. A nawet mam nadzieję, że go tam nie ma.
Odpowiedz
Bardzo mądre te Wasze, Koleżanki, odpowiedzi. Może z czasem ułożą się w jakiś obraz, bo na razie to mam jak w puzzlach: trochę nieba, trochę zielonego i jeszcze nie wiadomo co.

Z jednej strony pomyślałam sobie, acha, ja uprawiam kult zmarłych! Takie oddawanie czci zmarłym, to jak miłość w jedną stronę. Właśnie nie miłość tylko cześć.
Z drugiej strony miłość w czystej postaci, bez przyjemności też jest niezłym punktem wyjścia.
A już najbardziej mnie zastanowiło zostawianie sobie klucza pod wycieraczką, bo tam powinnam go znajdować. To mi przypomina taki rysunek wiecznych schodów. Oby tym razem to nie było złudzenie.

Próba syntezy:
Cześć oddajemy wybitnym osobom, które nas czymś ubogaciły, coś nam dały. Z Piotrusiem poza tym, że był po prostu bardzo piękny, chodzi w dużej mierze o to, czego ja mu nie dałam. Ta możliwość dawania byłaby dla mnie spełnieniem, źródłem przyjemności. Miłość w czystej postaci to taka, w której nie mam tej przyjemności, nie jestem potrzebna. Klucz pod wycieraczką jest dla mnie zapowiedzią rychłego spełnienia. Zaraz zdejmę buty i odpocznę. Faktycznie raczej tego klucza szukam, niż go zostawiam, bo to Piotruś wyprzedził nas w drodze.


Tak więc idąc na cmentarz mogę oddawać Piotrusiowi cześć, składać ofiarę i mieć nadzieję.
Cześć dotyczy tego co nam dał, całego siebie, piękno, światło.
Ofiara dotyczy przyjemności dawania.
Klucz jest kwestią przyszłości.

Moje Drogie, Asiu i Małgosiu, jesteście bardzo twórcze. A co ważniejsze bardzo pomocne. Dla mnie to akurat było arcyważne: po co chodzę na cmentarz, skoro Piotruś nie żyje. I już mam hipotezę. Dzięki.
Odpowiedz
Tak sobie jeszcze myślę o Tobie Smile

Czytam zaległe numery TP. W tym z 10.07, pytanie \"Jak wygląda Nieiwdzialny\" Nie można kochać i modlić się do abstrakcyjnego Boga, trudno też mieć relację z bezosobową siłą. Można wprost zapytać: czy zwrot „relacja z Bogiem” w ogóle ma jakiś sens? Ona ma sens jeśli uważamy Boga za osobę (dalsza sprawa, co to znaczy). Czy człowiek po śmierci przestaje być osobą? Dominik zwłaszcza wydaje mi się być stale obecny. Nie wiem czy tylko w moich myślach czy to taki inny rodzaj obecności w świecie.

Ja to w ogóle lubię ten zwyczaj rozrzucania prochów, niedozwolony w Polsce. A grób moich dzeci mam po to, żeby ktoś tych drobnych fragmentów ich ciał nie wyrzucił na śmietnik. I tak mam schizy pt. co się stało z ciałem Dominika? Czy go ktoś przerobił na płyty chodnikowe?

I on też jest dla reszty rodziny (typu teściowa, ciocie różne etc.), łatwiej im powiedzieć \"byłam na cmentarzu i zapaliłam dzieciom znicze/uprzatnęłam chwasty/zaniosłam kwiatki\" niż wspominać wprost moje zmarłe dzieci.

W ogóle to mnie cieszy, że tam jest ładnie. Ułożyliśmy skalniak z dużych kamieni, które przytargałam z pola, posadziliśmy jałowiec, niezapominajki i inne zielska. Nie mam tylko pomysłu na nową tabliczkę na krzyżu, chyba zrobię drewnianą.

Oczywiście, wolałabym gotować zupę dla siedmioosobowej rodziny i wydzierać się na całą piątkę, że bałagan robią. Ale zwykle o tym nie myślę. Próbuję nieudolnie wykorzystywać dobrze tę chwilę która jest teraz. W tym miejscu, w którym akurat jestem. I z tymi ludźmi, którzy obok, w jakiejkolwiek postaci są.
Odpowiedz
Chyba nie ma dobrego sposobu pochowania swoich dzieci.
W pierwszym tygodniu było nie do pomyślenia spopielenie zwłok Piotrusia. Teraz wolałabym, żeby były tam tylko prochy. Śmierć jest gwałtowna, a rozpad ciała powolny. Nie nadążam.
Długo doceniałam posiadanie grobu. Teraz bym chętnie rozsypała jego prochy np. w ogrodzie na św. Annie.
Cieszyłam się, że rośliny przetrwały zimę i dały czadu na wiosnę. Też zrobiłam skalniak i inne kompozycje ogrodowe. Ale czasem mam ochotę zrobić tam disaster jak po wybuchu bomby. Ze względów estetycznych, nie z potrzeby destrukcji.
Planowaliśmy pierwszej wiosny zrobić pomnik, ale to było za wcześnie. Domyślam się, że i tak żaden by mnie nie zadowolił na długo.
Zwyczajnie nie jest dobrze. I nie zamierzam tego zmieniać. Ale, coraz częściej \"o tym nie myślę. Próbuję nieudolnie wykorzystać dobrze tę chwilę która jest teraz.\" Smile

Nie mam wątpliwości co do bycia osobowego Piotrusia. Może dlatego też tak trudno opłakać jego ciało, bo nawet martwe nosiło wyraźne ślady Osoby. I jednocześnie nic poza tym martwym ciałem. Kiedy bycie przejawia się bardziej bogato, w głosie, mimice, płaczu, śmiechu, spokojnym oddechu, może łatwiej oddzielić je od martwego ciała. Piotruś po śmierci śnił mi się dwa razy. Był żywy, ale miał zamknięte oczy, nie musiał oddychać i nie ruszał się. Był sobą. Wiem, to tylko moja ograniczona psychofizyczność radzi sobie jak umie, a on jest Osobą niezależnie czy ja to ogarniam.
Jednak nie mogę powiedzieć, że mam z nim relację, choćby tak ulotną jak z Bogiem, którego nigdy nie widziałam. Raczej taką, jak z kimś śpiącym. Sen męża czy Hani nie przerywa naszej relacji, ale jednak każe czekać.
Odpowiedz
Piotrusiu - wlewaj nieustannie radosc i nadzieje w serca tych, ktorzy tutaj na Ciebie czekali.

(*)(*) dla Piotrusia

m
Odpowiedz
\"Jest niemożliwą rzeczą stwierdzić, jak szybko upływa czas w Nibylandii: odmierza się go przy pomocy słońc i księżyców, których jest o wiele więcej niż na stałym lądzie.\"
U nas kolejny rok bez Ciebie, Piotrusiu... [*]
Odpowiedz
A jednak skóra mi cierpnie z żalu i smutku za Piotrusiem, chociaż znam go tylko z relacji jego rodziców i z jednego z najpiękniejszych zdjęć, jakie w życiu widziałam.
[*] [*] [*]
Odpowiedz
Dziękuję wam za pamięć.

\"chciałabym spędzić 100 lat na dnie brudnej rzeki\" (Bargielska)
Odpowiedz
A wiesz, że jest taka góra \"Piotruś\"?
W Beskidach.

Dla Twoich niezauważalnych dzieci (*) (*) (*)
Odpowiedz
Piotrusiowi (*)
Odpowiedz
Ilekroć czytam o Piotrusiu jestem wzruszona, prawdziwie wzruszona.
Ilekroć przytulam potem swojego Syna, dzięki Piotrusiowi wiem, jaki trzymam w rękach cud.

Ogromnie współczuję Wam, rodzice Piotrusia, bo nie wyobrażam sobie bólu jaki przeżyliście i przeżywacie, ale jednocześnie dziękuję Bogu i Wam za Piotrusia.
Odpowiedz
Dwa lata temu wracaliśmy z pogrzebu. Było na nim bardzo dużo ludzi. Ledwo pomieścili się w kaplicy.
Żyję jakoś wśród nich lub obok. Chciałabym od nich również usłyszeć podobne słowa \"współczuję Wam, rodzice Piotrusia, bo nie wyobrażam sobie bólu jaki przeżyliście i przeżywacie, ale jednocześnie dziękuję Bogu i Wam za Piotrusia\". Czasem wydaje mi się, że jest wprost odwrotnie.

Dziękuję Ci Makoska, że ujęłaś to właśnie tak. Sama piszesz bardzo wzruszająco.

Małgosiu, Krysiu wielkie dzięki za pamięć.
Odpowiedz
Byłam dzisiaj na mszy w kościele Św. Marka w Warszawie. Kościół był pełen ludzi, którzy stracili dziecko. Była to doroczna msza w intencji zmarłych pacjentów warszawskiego hospicjum dla dzieci. Dwa lata temu zadzwoniła do mnie psycholog Agnieszka Chmiel-Baranowska z hospicjum z pytaniem czy może wpisać Piotrusia na listę. Było mi strasznie miło i wzuszająco, że uznali go za swojego pacjenta. I jest wyczytywany co roku wśród innych 200-300 zmarłych dzieci. Ta niekończąca się lista... To jest porażające. Co roku na mszy są Dangelowie - lekarze, założyciele hospicjum i zapewne pielęgniarki, których nie rozpoznaję. Znali każde wyczytane dziecko. I trwają w swojej ławce. Dziękuję.

Dziś mój tata obchodziłby urodziny. Dobre czytania mszalne na te dwie okazje, \"nie wyprzedzimy tych, którzy pomarli. Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my, żywi i pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem.\"
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości