Piotruś
Śpij w pokoju, Maleństwo.
Aniu - jestem z Wami z modlitwą.
Odpowiedz
Tak strasznie mi przykro... dla Piotrusia (*)(*)(*)
Odpowiedz
Promyczki Piotusiu....(*)(*)(*)......
Odpowiedz
Aniu kochana,myślę o Was.Jak się czujesz,chodzi mi o zdrowie fizyczne,bo mogę sobie wyobrazić stan umysłu.Czy w szpitalu trafiłaś na dobrych ludzi? Mam nadzieję,że nikt nie zrobił Ci krzywdy złym traktowaniem....Jak sobie radzi Hanusia i Twój mąż...Aniu,przytulam Was mocno.Dla Piotrusia [*][*][*]
Odpowiedz
Sił Aniu.
Odpowiedz
strasznie mi przykro Aniu Sad
dla Piotrusia (*)(*)(*)
Odpowiedz
Dziękuję



Nie mam siły relacjonować, ale zrobił to mój mąż gdzie indziej. Pozwolił mi przekopiować tutaj:

\"We wtorek poszliśmy na konsultację u prof. Chazana - dyrektora szpitala na Madalińskiego. Współczucie, zrozumienie naszych lęków, podejście do Piotrusia, Ani i mnie było pełne szacunku.
Jakże się to różniło od tego z Karowej (skoro Piotruś nie ma szans jedynym kryterium jest \"dobro\" matki - jedynym wyrokującym o dobru matki - Wielki Pan Profesor).

W nocy z wtorku na środę Ania po raz ostatni czuła ruchy Piotrusia. Mimo swojej ciężkiej choroby Piotruś był zawsze ruchliwy, skłonny do zabaw w szturchanki i odkopywanki. Przez długie miesiące nie pozwolił Ani lękać się czy żyje.

Następnego dnia (środa 30 września) poszliśmy na badania. USG i ginekologiczne. Przez cały czas towarzyszył nam profesor. Okazało się na USG, że stan Piotrusia dramatycznie się pogorszył. Serce biło ale już bardzo nieregularnie. Pojawiły się liczne obrzęki - płyn w brzuszku i płucach. Profesor wziął na siebie decyzję o CC następnego dnia rano. Jak się okazało opatrznościowo.
Pokazał nam miejsca, w których będziemy jutro. Salę operacyjną, salę porodową (która specjalnie dla nas wyłączył tego dnia z grafiku porodów).

Wieczorem zawieźliśmy Hanię do babci i spędziliśmy smutny wieczór - ostatni nasz wieczór z Piotrusiem pod sercem u Ani. Długo rozmawialiśmy, wybraliśmy ubranko. Spaliśmy krótko i niespokojnie.


Rano we czwartek 1 października jadąc do Warszawy razem zmówiliśmy Różaniec. Od tej chwili bardzo się uspokoiłem i paradoksalnie w głowie miałem jedną myśl - \"wszystko będzie w porządku\".

W szpitalu na izbie przyjęć powitał Anię młody lekarz - \"jestem doktor Klimas i będę Panią operował\".

Tuż przed samą operacją sprawdziliśmy tętno - serce Piotrusia jeszcze biło.

Operacja przeszła bardzo sprawnie. Ania była pod świetną opieką anestezjologiczną.

Serce Piotrusia - które wytrzymało długie 39 tygodni mimo, że dawano mu szanse jedynie na 30 tygodni - zatrzymało się w momencie przecięcia pępowiny. Piotruś nie podjął oddechu.

Przez pół roku najbardziej lękaliśmy się tej chwili, a ona przyszła cicha i spokojna. Smutna ale bez rozpaczy.

Od razu podano mi Piotrusia, a ja przyniosłem Go Ani. Zanim ustały funkcje życiowe ochrzciłem naszego Syna. Piotruś umarł jako chrześcijanin.

Na sali porodowej wspaniała położna - siostra Ula umyła Piotrusia i razem Go ubraliśmy. Nasz mały chłopiec ( wcale nie mały 4058g 55cm - operatorzy powiedzieli , że przy budowie Ani naturalnie by się nie urodził) jest śliczny. Kształtna buzia, piękne usteczka (jak u Hani), długie stópki, aksamitna skórka na buzi, jasne włoski z delikatnym złotym odcieniem (po kim u licha ja mam rude dzieci?).

Nie mogliśmy przestać tulić jego kochanego, małego, wciąż ciepłego ciałka. Płakaliśmy i śmialiśmy się odnajdując w jego zafrasowanej mince podobieństwo do nas i Hani. Mówiliśmy Mu jak bardzo Go kochamy, jak na Niego czekaliśmy i że na zawsze już będziemy rodziną.

Zaprzyjaźniony Dominikanin odmówił z nami modlitwę, w której przedkładaliśmy Panu Bogu nasz smutek, ból i rozczarowanie. Ale i wdzięczność za nowego Świętego.

Poprosiliśmy o przyjazd nasze mamy i Hanię. Hani kontakt z bratem był dobry i naturalny. Z początku nie miała świadomości, że nie żyje. Ale kiedy jej to powiedziałem przyjęła to jak najzwyklejszy fakt i nadal tuliła Go na kolanach, głaszcząc i całując Jego główkę. Justyna zrobiła zdjęcia, które są dla nas teraz największą pociechą.

Rodzicom przysługują w/g polskiego prawa 2 godziny ze zmarłym. My dostaliśmy z Piotrusiem 3 i pół. Przed pożegnaniem namaściłem ciało Piotrusia olejkami z Ziemi Świętej - takimi samymi jakimi namaszczano ciało Jezusa.

Potem owinięto ciało Piotrusia w całun i w towarzystwie kochanej Pani Hani Kulczyckiej (która wprowadza niespotykane w innych szpitalach standardy poszanowania dla ciał zmarłych dzieci) zaniosłem Piotrusia do pokoju pożegnań i chłodni.

Przez ostatnie dni mogliśmy Go jeszcze odwiedzić dwa razy - Ania w piątek i razem dziś. Pięknie wygląda. Ściągnięte brwi wygładziły się. Buzię ma taka spokojną.

Ani strasznie ciężko. Jest wspaniałą, mądrą osobą, która ciężko pracowała przez ostatnie pół roku by sobie i Piotrusiowi pomóc. Żal jednak raz po raz wylewa się ponad miarę. Bardzo tęskni za swoim małym synkiem. Dużo rozmawiamy. Doceniamy jak jesteśmy dla siebie ważni. Jak nawzajem prowadzimy się przez tę cienistą dolinę.

Ratuje nas tez i śmieszy zdrowy rozsadek Hani, która widząc łzy mamy mówi
-Mamo, czy ty aby nie zapomniałaś, że ja jeszcze żyję?

Jutro pogrzeb. Musimy zabrać ciałko Piotrusia ze szpitala. Utulić ostatni raz i złożyć do naszego nowego rodzinnego grobu.
Nigdy nie lubiłem określenia, że \"ciało jest świątynią duszy\". Teraz to zrozumiałem. Ta świątynia jest teraz pusta, ale należy się jej najwyższy szacunek.

Piotruś jako mały chłopiec umarł. Na tym świecie już się nie spotkamy.
Wylejemy za Nim jeszcze wiele łez.

Do zobaczenia Piotrze. Mama i Tata.\"

Potem spróbuję napisać coś od siebie. Jeszcze raz dziękuję Wam.
Odpowiedz
Śpij spokojnie maleńki Kapitanie... masz wspaniałą Rodzinę... (*)
Odpowiedz
Siedzę czytam, płaczę i rozumiem..... Modliłam się wbrew chwilami sobie, byście dali radę, by było spokojnie...
\\Dzięki ci Boże.... Rafał ma nowego kumpla, ciekawe czy się już spotkali i polubili... Chce wierzyć, ze tak.
Trzymajcie się kochani i pozwólcie sobie na żałobę, to bardzo ważne....
Odpowiedz
Jesteście wspaniali. Piotrusiu (*) na pewno jesteś dumny ze swoich rodziców. Śpij spokojnie maleńki bohaterze i pozdrów ode mnie naszego Stasia.
Odpowiedz
Aniu Kochana,jesteście wspaniali.Twój mąż tak pięknie pisze o tej chwili,rzeczywiście,mimo,że tragiczna,była ona szczególna....Dzięki Bogu,że trafiliście na dobrych ludzi,wiem jak boli rana w sercu,kiedy nie masz okazji pobyć ze swoim zmarłym dzieckiem,ona się chyba nigdy nie zabliźni....Piotruś duży facet jest,a Ty dzielna Mama.I Hania ma rację,teraz będzie trzeba się podnosić.Dla Niej.Wierzę,że zaświeci dla Was słońce,a Piotruś na pewno jest szczęśliwy.Dla Niego [*][*][*]
Odpowiedz
Tato Piotra...Jak pięknie to napisałeś. Z tak piękną wrażliwością, delikatnością i czułością. Z tak wielkim szacunkiem do Syna, Ani, Haneczki, do Boga i świata. Przeogromnie Ci dziękuję za ten obraz.

Aniu, nie wiem co Tobie mogłabym powiedzieć. Nie rozumiem tego bólu ponieważ go nie doświadczyłam, nie odważę się powiedzieć \"wiem, co czujesz\". Aniu, myślę o Tobie, o Was, każdego dnia. Płaczę czasem na myśl, jak bardzo musisz cierpieć. Żałuję, że nie mogę pomóc.
Modlę się o Wasz spokój. Nie zapominam też o Piotrusiu.

Sił Aniu. Sił dla Was wszystkich.
Odpowiedz
Siedzę i płaczę czytając ale trafiliście na wspaniałych lekarzy którzy z godnością potraktowali Was wszystkich śpij Piotrusiu mały kapitanie (*)
Odpowiedz
Współczuję Wam bardzo.
Odpowiedz
Droga Aniu łzy wypełniają mi oczy gdy czytam słowa Twego męża, niewielu mężczyzn potrafi wyrazić to co czuje z taką miłością.
Ogromnie współczuję wam i modlę się za was. Dla Piotrusia (*)
Odpowiedz
Aniu, ja też nie mam pojęcia co czujesz, bo choć straciłam dwoje dzieci, to były one maleńkie, tak maleńkie że nigdy nie poczułam ich ruchów ani bicia serduszka. Nigdy nie przytuliłam. Teraz widzę w tym błogosławieństwo dla tamtych moich tragedii.
Niech Hania będzie teraz dla Was tą siłą, która pomoże się podnieść. Dużo sił dla całej waszej rodziny. Nie potarfię wyrazić jak bardzo bardzo mi przykro. Jestem z Wami modlitwą. Przytulam.
Monika

Dla Piotrusia, bardzo dzielnego chłopczyka (*)(*)(*)
Odpowiedz
jestem pełna podziwu dla Was...współczuję,sama płaczę czytając Waszą historię...pozytywne jest to że istnieją jeszcze ludzcy normalni lekarze...
zazdroszczę ci tego wsparcie Twego męża którego ja nie miałam,tego zrozumienia,wytrwałości i przelania w tak piękny sposób tego co się stało
współczuję..modlę się za Was..bo wiem że jutro cięzki dzień Was czeka...życzę dużo sił dla waszej rodziny ..przytulam i mam nadzieję ze Wasz Piotruś ma tam wsparcie mojego Igorka
Odpowiedz
Płaczę razem z Wami...

Bądźcie silni dla Hani, dla siebie...

Piotrusiu, kochany... dla Ciebie (*)
Odpowiedz
Aniu dobrze ,że w tej trudnej dla waszej rodziny chwili znaleźlii się wokół was dobrzy ludzie
Odpowiedz
Aniu czytałam od początek twój wątek ale nie odważyłam się wcześniej odezwać, bo cóż mogłam ci napisać....teraz jednak zapragnęłam sie odezwać ale i tak nie bardzo wiem co mam ci napisać, nic nie przyniesie ci ulgi i pocieszenia w tych trudnych chwilach. Przeczytałam w ostatnich dniach nową książke \"Tajemnice Jana Pawła II\" który według autora był również mistykiem o czym nigdy nie mówił, ofiarował swoje cierpienie dla dobra całego świata i Kościoła. To właśnie Jemu chciałabym Was powierzyć Wasze cierpienie i ból aby razem z Waszym Piotrusiem wybłagał u Najwyższego ukojenie Waszych serc.

Trzymajcie się kochani, życzę Wam dużo sił

Piotrusiu opiekuj się rodzicami i siostrzyczką (*)
Odpowiedz
Dziękuję.

To ja. Już na drugim brzegu. Nie chciałam tu dopłynąć i nie chcę tu być. Ale rzeczywiście przeprawa przez tą rwącą rzekę była jakaś święta. Leszek nie napisał, że siostra Ula, płakała, gdy myła Piotrusia. Nikt z zajmującego się nami zespołu nie był przypadkowy. Lekarz przed operacją negocjował z anestezjologiem przesunięcie barierki od mojej twarzy, tak, żeby wygodnie położyć dziecko na mnie. Najlepiej pamiętam chwilę, gdy zobaczyłam pierwszy raz buzię Piotrusia. Nie oddychał. Ta cisza, kiedy nie ma płaczu po wyjęciu dziecka, nikt tej ciszy nie zakłócał - jakbyśmy uczestniczyli w sacrum. Nie zdołam wyrazić wdzięczności.
Jestem też wdzięczna za cierpliwość pani Hani oddziałowej, która wpuszczała mnie do Piotrusia, na każdą prośbę. Dzięki niej prawie codziennie ( oprócz weekendu) od czwartku do wtorku mogłam go zobaczyć i tulić.

Bardzo dziękuję dziewczynom ze Stowarzyszenia (Moniko, Justyno), za Wasz udział w stworzeniu takiego szpitala, który wspomina się jak świątynię. Każda Wasza prezentacja w szpitalach ma ogromny sens. Myślę, że dzięki Waszej pracy można przeżyć śmierć jako straszną, ale naturalną część życia. Dopiero złe traktowanie, czyni wszystko nienaturalnym, wstydliwym, czarnym, ukrywanym, powikłanym.

Moim cierpieniem jest tęsknota. Są chwile, że nie mogę już płakać. Chcę tylko siedzieć z pieluszką Piotrusia i bujać się jak dziecko w sierocińcu. Gdy dopada rozpacz, bolą mnie ramiona od braku Piotrusia. Wydaje się, że to nigdy nie minie, bo jedyne co może pomóc, to, że on wróci. Gdy do tego bólu dodać, poniżenie, odarcie matki i dziecka z godności - to musi być piekło. Mnie tego piekła oszczędzono, ale to nie szczęśliwy przypadek tylko przemyślany wysiłek grona osób. Bardzo wszystkim jesteśmy wdzięczni.

Wczoraj był pogrzeb Piotrusia. To też taki rwący strumień do pokonania. Bałam się rozstania. Spałam może ze dwie godziny tamtej nocy. Dalej boli wspomnienie wszystkich rzeczy ostatnich: ostatnie słowa, ostatnie przytulenie, ostatni widok jego buzi, ostatnie dotknięcie trumny i koniec. Ale wiem, że pogrzeb miał wspaniały. A nam zostały słowa z kazania, że prawdopodobnie Piotruś będzie myślał, że na ziemi jest tylko miłość, bo tylko tego doświadczył.

Pochwalę się Wam moim synkiem, bo był śliczny. Justyna zrobiła nam piękne zdjęcia. Noszę sobie Piotrusia w ramce z pokoju do sypialni i z powrotem.
Oto on. Piotruś
Odpowiedz
Aniu,

sliczny jest Wasz Piotrus.

Czytajac ostatnie wpisy dotarlo do mnie, jak bardzo bola i beda bolec puste ramiona...

Duzo, duzo sil.
Monika
Odpowiedz
Śliczny chłopczyk, Aniu.

Takie trudne teraz minuty, dni, tygodnie i mięsiące przed Wami.
Dużo sił
Odpowiedz
Śliczny chłopczyk.

Aniu, dużo sił....
Odpowiedz
Aniu,Piotruś jak przystało na prawdziwego Kapitana jest przepiękny....teraz strasznie cierpisz,ale kiedyś te fotografie będą dla Ciebie najcenniejszą z pamiątek....dziękuję Bogu,że pozwolił Wam witać się i żegnać z godnością,że trafiliście tam,gdzie ludzie okazali się Ludźmi...
Piotrusiu dla Ciebie [*][*][*]
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości