Poronienie - Forum
Mężczyźni i poronienie - Wersja do druku

+- Poronienie - Forum (https://www.poronienie.pl/forum)
+-- Dział: Poronienie (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=3)
+--- Dział: Zagadnienia ogólne (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=31)
+--- Wątek: Mężczyźni i poronienie (/showthread.php?tid=68)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9


Mężczyźni i poronienie - Mila - Sun, 11 Maja 2008

Wczoraj przeżyłam drugą stratę. Straciłam wiarę w mój zwiążek, zaufanie do mojego mężczyzny. Nie wiem, czy nie załamię się teraz. Ledwo zaczęłam stawać na nogi, a dostałam zapalenia błony śluzowej macicy, a wczoraj... Żle się czuję, lekarz kazał mi leżeć, a mój mąż jak gdyby nigdy nic wyszedł rano, a później zadzwonił, że nie wróci na noc, bo pojechał do znajomych i chce posiedzieć i wypić sobie. Załamałam się, bo, kiedy się sprzeciwiłam, odłożył słuchawkę i nie odbierał telefonów. To nie pierwszy raz, kiedy on w taki sposób próbuje rozładować swój stres. Jest mi ciężko, bo uważem, że było to podłe i cholernie egoistyczne, ale jednocześnie bez jego wsparcia upadłam i trudno mi się dziś podneść-znowu płakałam całą noc. Nie wiem, czy będę umiała o tym zapomnieć, myślę, że on jest słaby i nie wiem, czy chcę z nim być :\'( Myślę sobie, że taka strata, jaka nas spotyka, jest dobrym sprawdzianem dla zwiąku, dobry się wzmocni, słaby-upadnie.


Mężczyźni i poronienie - Mila - Sun, 11 Maja 2008

Nikt nie komentuje...Znaczy więc wszystko jasne ;(


Mężczyźni i poronienie - wuchowa - Sun, 11 Maja 2008

Milo

w sobote i niedziele ruch na forum jest zazwyczaj mniejszy - nie zawsze wiec dostaje sie odpowiedz od razu. Dodatkowo opisalas trudna sytuacje i ludzie po prostu boja sie odpisac.

Co Ci moge doradzic? Rozmawiac, rozmawiac i jeszcze raz rozmawiac. To jedyny sposob na wyjasnianie trudnych sytuacji w malzenstwie. I wiem, jak taka rozmowa jest trudna. Moze dobrym rozwiazaniem bedzie zgloszenie sie do specjalisty po pomoc i zdecydowanie sie na terapie malzenska.

Smierc dziecka to na pewno sytuacja kryzysowa dla zwiazku. Moze nie jest to przyczyna rozpadu tych par, ktore sie rozchodza, bo mysle, ze problemy zazwyczaj zaczynaja sie wczesniej, tylko ze strata pokazuje jakas prawde o nas samych, otwiera nam niejako oczy na sprawy, na ktore wczesniej nie zwracalismy uwage albo ktore swiadomie badz nie zamiatalo sie pod dywan.

Mila, poronienie to nadal temat tabu w naszym spoleczenstwie. Nie mamy dobrych wzorcow na przezycie straty dziecka w trakcie ciazy. Ludzie nie znaja mechanizmow, ktorymi kieruje sie zaloba, nie znaja roznic w przezyciach straty dziecka przez kobiete i przez mezczyzne. Ta niewiedza czesto prowadzi do oczekiwan w stosunku do partnera, ktore sa nierealne. Np. maz chce, aby zona \'przestala juz przezywac\', a ona oczekuje od niego dlugich rozmow.

Mialam to szczescie, ze maz byl dla mnie ogromnym wsparciem, zaloba byla nasza wspolna droga, choc przezywalismy ja roznie. Dla mnie istotne bylo to, ze w tych naszych przezyciach potrafilismy znalezc \'punkty wspolne\'.

Duzo sil. Oby Ci sie Twoje sprawy poprostowaly.
Monika


Mężczyźni i poronienie - aagata4 - Sun, 11 Maja 2008

bardzo mi przykro z tego powodu ... nie wiem, co ci napisać ... nie potrafię sobie wyobrazić co czujesz, bo nie znalazłam sie w sytuacji w ktorej nie mialabym oparcia w partnerze w taki sposób...

może spróbuj pogadać z kims w realu ... wiem, ze jest to utrudnione ale ... skoro masz dostep do netu to poszukaj dokladnie.... wiem, ze na polchacie przez zmianami działal taki chat w określone dni tygodnie.. niestety nie moge znaleźć strony ... ale jak znajde to dam znać...

pozdrawiam i trzymaj sie cieplutko wiem, ze jest Ci cięzko ...

pozdrawiam

Agata


Mężczyźni i poronienie - Mila - Sun, 11 Maja 2008

Napisałam tu, bo w realu nie mam siły na takie rozmowy i nie chcę dodatkowych zmartwień przysparzać mamie, przyjaciółkom, siostrze... Wy przeżyłyście taką stratę, więc więcej możecie zrozumieć i więcej powiedzieć. Od Was przyjmę wszystko. Straszne jest to,że zrozumiałam, jak bardzo nie mogę na niego liczyć. Owszem był ze mną, wspierał, rozumiał, ale zaledwie 12 dni. Jak ja mogę zajść z kimś takim w kolejną ciążę. To przecież będzie cholernie trudne, on znowu nie wytrzyma? Kiedy dziś zrobiłam awanturę, powiedział, że myślę tylko o sobie, a on nie radzi sobie ze stresem. Tylko, że to takie tłumaczenie po fakcie. Chyba powinnam myśleć o rozstaniu, bo to nie pierwsza sytuacją, kiedy on mnie zawiódł. Mogę zapomnieć o kolejnym dziecku, a tak bardzo je chcę...

Chciałam, jeszcze dodać, żeby było obiektywnie, że to dobry człowiek, tylko tak często zagubiony.


Mężczyźni i poronienie - madasia - Mon, 12 Maja 2008

Mila,
od straty mojego synka minelo 3 lata, potem byly kolejne straty ciazy i dzieci...
Moze patrze na to wszystko bardziej obiektywnym wzrokiem...
Wydaję mi sie, ze mezczyzni inaczej przezywaja strate dziecka. Wydaje mi sie, ze kobietom przynosi ulge \"wygadanie\" sie, w mezczyzni sa mniej skorzy do rozmawiania o porazkach....A poronienie porazka dla nich jest....I poczucie niemocy, ten strach o zone, o jej zdrowie, zycie...
Moj maz po poronieniu mial duzo cierpliwosci, zeby wysluchiwac moich zalow i placzow...Ale trwalo to faktycznie tak, jak u Ciebie okolo 2 tygodni. Potem juz nie \"wyrabial\" moich stanow. dlaczego? Bo
trzeba bylo sie zajac starsza corka, ugotowac obiad, zrobic zakupy, kto mial to zrobic...trzeba bylo dalej zyc...
Ale kto mial wysluchac jego zalow, gdy on chcial rozmawiac...Za bardzo bylam \"skierowana\' na sama siebie, zeby wyczuc stan, kiedy on potrzebowal pomocy...
Z czasem dotarlo do mnie, ze jemu takie rozmowy nie pomagaja, a wrecz go \"doluja\". Wiec dalam sobie spokoj, te forum i mozliwosc wypisania sie na nim dziala na mnie krzepiaco...
ale z perspektywy tych trzech lat widze u mojego meza mnostwo gestow i znakow swiadczacych o tym, ze nasze straty zostawily slad w jego psychice. Ze tkwia w nim przezycia zwiazane z poronieniem..W domu rzadko rozmawiamy na te tematy, jesli juz to z jego inicjatywy...
Czasami nie trzeba rozmow, ale sa gesty...To musi wystarczyc..
Kiedys moj maz \"zaskoczyl\" mnie tekstem: Ty masz swoje forum, ktore tobie pomaga, a co ja mam powiedziec....
Moze zbyt malo mezczyzn pisze na tym forum, zebysmy wiedzialy, jak zalobe przezywaja mezczyzni...
Mysle, ze to przydaloby sie nam, zeby wiedziec jak to faktycznie jest...


Mężczyźni i poronienie - magdaszkocja - Mon, 12 Maja 2008

W moim związku największym gestem mojego partnera jest zapalanie świec w domu, wtedy wiem, że on myśli o naszym synku.
Rozmawiać o synku też nauczyliśmy się po czasie, pamiętam, że wtedy psycholog powiedziała mi, żebym nie oddalała się od partnera, żebym otwierała się na rozmowę. I udało się, choć nie było to łątwe, i dziwnie było na początku, bo jak o tym rozmawiać.
I nigdy nie zapomnę, kiedy przekazywał telefonicznie swoim rodzicom wiadomość o poronieniu, jak mu się głos załamał i się rozpłakał.
Ale przez cały czas radził sobie dużym zaangażowaniem w pracę, to on trzymał nasz dom w ryzach, dzięki niemu mogliśmy funkcjonować - zakupy, rachunki, rozmowy z luźmi, załatwianie spraw, dzięki niemu ja mogłam pozwolić sobie na całkowite załamanie
Jego nikt nie zapytał jak się czuje, jak sobie radzi.


Mężczyźni i poronienie - Mila - Mon, 12 Maja 2008

Mój mąż nie umie mówić o cierpieniu, stracie, lęku, ale to nie jest chyba wytłumaczeniem tego, jak się zachował.


Mężczyźni i poronienie - jolanta - Mon, 12 Maja 2008

Witam!Ile można przeżyc bólu i rozpaczy, pierwsze dziecko straciłam 6 stycznia 2008 r. Przeszłam trudna droge po miesiącu straciłam prace, argumentem było to ze moja praca była mało wydajna , kiedy byłam w ciąży. Zostałąm bez pracy i dziecka, potem psycholog i psychiatra troche pomogli mi sie pozbierac, mój parter tez bardzo mi pomógł , choc nie chciał o tym rozmawiać.A teraz znowu koszmar tydzien temu dowiedziłam sie ze jestem w ciąży, a dziś ze moje dziecko umiera , samoistne poronienie.Nie wiem jak mam dalej żyć? Błagam pomóżcie!!


Mężczyźni i poronienie - meduza - Mon, 12 Maja 2008

Witam, Jolanto współczuję Ci bardzo... w tak krótkim czasie doswiadczyłaś tak wiele bólu i stresu. strata dziecka jest chyba najwiekszą stratą w życiu człowieka i nie boli mniej za kolejnym a może bardziej gdy znowu nas to spotyka.Wiem, ze gdy traci się dziecko wali się świat...Cierpi obolałe ciało i dusza też płacze, droga Jolanto jestem myslami z Tobą...To bardzo trudne co teraz możesz czuc, wielki ból, żal, tęsknota, mnóstwo pytań dlaczego?po co?...Czasem potrzeba wypłakac tę wielką rozpacz za dzieckiem, jest miejsce tylko na smutek, nic nie cieszy. Jeśli jest tak bardzo źle i z wielkim bólem nadchodzi kolejna strata, na którą żadna z nas nie ma wpływu i nie jest w stanie sie przygotowac...trzeba przetrwac te najtragiczniejsze chwile w zyciu.Jolanto spróbuj porozmawiac o tym co sie z Tobą dzieje z partnerem, wierze, ze tym razem tez bedzie chciał Ci pomóc na ile będzie mógł.Może warto skontaktowac sie z tamtym psychologiem i psychiatra, oni znają już twoją historię.Jesli masz w otoczeniu przyjazne osoby to rozmawiaj o stracie, nie zostawiaj tego tematu.Jest to niezwykle wazne by móc mówic o bólu i stracie dziecka.To pomaga.Wiem że bardzo boli...czas trochę pomaga, ale musi go bardzo dużo upłynąc.Pozdrawaim Cię i prztulam. Nie trac nadziei, Jolanto.


Mężczyźni i poronienie - Malgosia - Tue, 13 Maja 2008

Milu, ja wiem, że mężczyźni inaczej przeżywają, ale to nie tłumaczy chyba Waszych problemów. Wiem, że związki opierają się na róznych rzeczach, dla mnie ważne jest by opierał się na partnerstwie czyli wzajemnym okazywaniu sobie szacunku i wzajemnej troski o siebie. Po takiej akcji mojego męża wyjechałabym bez słowa zostawiając mu wiadomość, że wrócę za kilka dni, bo nie radzę sobie ze stresem... Ale ja to w ogóle raczej wrednawa jestem...


Mężczyźni i poronienie - ja-mrowka - Tue, 13 Maja 2008

Droga Milu
jest mi bardzo przykro, że Cię to wszystko spotyka. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić braku wsparcia od męża w takiej sytuacji. Jest to wielki ból i wiedz, że bardzo Ci współczuję. Mimo wszystko uważam jednak, ze jego ból, jakkolwiek wielki by nie był, nie upoważnia do zadawania jeszcze większego bólu Tobie. Zbyt to jest egoistyczne i nie na miejscu. Życzę Ci siły i dobrych decyzji, ale jak już poczujesz się lepiej, to może warto się zastanowić, czy ten skądinąd kochany człowiek zasługuje na to, żeby spędzić z Tobą resztę życia (bo juz wiesz, ze w trudnych sytuacjach w zyciu prawdopodobnie On znowu Cię opuści i będziesz sama).
Naprawdę Ci współczuję i życzę siły. Ja straciłam dzidziusia kilka dni po Tobie, jak na razie mój mąż bardzo mnie wspiera i ja jego, ale gdyby to się zmieniło lub gdy zrobiłby coś takiego jak Twój, to prawdopodobnie nie widzialabym juz dla niego miejsca w moim zyciu.
Zycze siły kochana.


Mężczyźni i poronienie - Mila - Tue, 13 Maja 2008

Muszę być sprawiedliwa i chyba na spokojnie wyjaśnić, ze trochę przesadziłam w swojej wypowiedzi, podyktowanej złością i żalem. Mąż mnie nie opuścił w ogóle. Był ze mną cały czas, opisałam sytuaję, która wydarzyła się 12 dni po zabiegu. Rozmawialiśmy później o tej sytuacji, mam żal do niego, ale w pewnym sensie jestem w stanie go zrozumieć, choć nie usprawiedliwić. Nie wiem, co będzie dalej, bo mam tendencję do pamiętliwości. Jedno jest pewne i to chcę podkreślić. Nie przeszłabym tego wszystkiego bez męża, był ogromnym wsparciem po zabiegu i mam nadzieję, ze bęzie znowu.


Mężczyźni i poronienie - zabka - Wed, 14 Maja 2008

Mila no cóż ja potrafie zrozumieć że mąż chce troche czasu dla siebie ,nie wiem czy to istotne,ale jesli mój mąz poszedł na balety,imprezke po moim poronieniu to chyba bym go wywaliła z domu,albo sama bym wyjechała tak jak napisała Małgosia.
Jesli natomiast są to wasi wspólni znajomi i masz do nich zaufanie i do męza naturalnie to fakt ze chciał pobyć troche u nich ,pogadać , jak to mówie zmienić klimat , to nic złego. Mam nadzieje że wrócił z nowymi siłami i chęcią niesienia pomocy Tobie:-)


Mężczyźni i poronienie - Mila - Thu, 15 Maja 2008

Zabko, dziękuję. Myślę, że będzie między nami dobrze. On nie pojechał się bawić, tylko \"wypłakać\" się do swojego przyjaciela, który po mędku go pocieszał.


Mężczyźni i poronienie - magdaszkocja - Thu, 15 Maja 2008

Milo dużo sił, dużo rozmów z partnerem, to cholernie trudny czas, nowa sytuacja, wszystkim jest trudno zrozumieć siebie, i siebie nawzajem, dlatego próbujcie jak najczęściej rozmawiać, chwile oddalenia też się zdarzają, ale po to by próbować wracać do siebie, może wam się uda, opowiedz partnerowi o swoim żalu i wściekłości, masz do tego wszystkiego prawo


Mężczyźni i poronienie - Mila - Thu, 15 Maja 2008

Dzięki, to naprawdę ważne, że tu jesteście.


Mężczyźni i poronienie - renataimarek - Fri, 16 Maja 2008

Milu to światełko dla Twojego Aniołka [*]. Powiem Ci tak, może nie wszyscy ojcowie przeżywają stratę dziecka jednakowo więc powiem w swoim imieniu, podtrzymywałem Renatkę na duchu jak tylko mogłem, byłem przy niej cały czas, wysłuchiwałem jej, ale nie podtrzymywałem rozmowy bo dla mnie rozmowa była bardzo bolesna. Rozmowa przypominała niemoc, bezsilność i ból. Wolałem sam w sobie to wszystko tłamsić. A że jestem domatorem i nie lubię alkoholu nie zachowywałem się tak jak Twój mąż, ale podejrzewam, że jak bym miał inny charakter to kto wie jakby to było. Ja go po prostu rozumiem. Mam nadzieję, że wszystko między wami się ułoży i będzie ok. Pozdrawiam.


Mężczyźni i poronienie - renka - Sun, 18 Maja 2008

Milu, przez wiele lat w naszym zwiazku panowalo milczace przyzwolenie na nie wspominanie naszych dzieci. niestety nadszedl dzien, w ktorym miarka sie przebrala i wybuchlam. skonczylo sie straszliwa awantura, wrzaskami i wzajemnym oskarzaniem sie. Maz oskarzal mnie o to ze przezywam ponad miare ja jego o to ze nie przezywa wogole....jak juz sie uspokoilismy porozmawialismy jeszcze raz jak przyjeciele i malzonkowie ktorych dptknelo straszliwe nieszczescie. Robilam wielki blad czekajac az maz sie domysli ze cierpie, on to widzial ale myslal ze sie odsuwam i chce przez wszystko przejsc sama, taka niezalezna i dzielna a ja czekalam na jakis gest z jego strony....dodam ze czekalam wiele lat. po awanturze nauczylam sie ze jesli czegos chce od mojego mezczyzny musze mu o tym powiedziec wprost, bez owijania w bawelne. teraz jest znowu moja podpora i opoka i sam niejednokrotnie proponuje np. pojedzmy pod pomniczek zapalic swieczke albo robi to sam bo ja leze..............szczera rozmowa. to jedyna rada ktorej moge udzielic. i jesli wydaje ci sie ze maz nie cierpi to sie mylisz, oni cierpia tak samo jak my tylko synkow od urodzenia przyzwyczja sie do bycia silnym i nieokazywania uczuc, wiec tlumia je w sobie, na silowni, w alkoholu, szybka jazda samochodem .........


Zycze Ci spokoju i wewnetrznej sily do zalatwienia spraw z mezem. Dla Aniolka (*)


Mężczyźni i poronienie - izuma - Wed, 03 Czerwca 2009

Własnie...tak przy okazji...:
ponieważ zastanawiałam się nad tym od jakiegoś czasu - czy istaniały jakieś sygnały przez okres istnienia stowarzyszeni i forum poronienie.pl by mężczyźni próbowali i szukali wsparcia tutaj? Wiem że zdarzają się sporadyczne \'wtręty\' mężów i partnerów, czy pojedyncze sygnały braku akceptacji dla forum, czy próby uzyskania odpowiedzi na konkretne pytania - ale nie mieści mi się w głowie, że nie ma mężczyzn, którzy szukają podobnego wsparcia jakie odnajdujemy tutaj My-kobiety, którzy również pomogli by sobie uczestnicząc w rozmowach forumowych....!!! Mylę się?
To gdzie są mężczyźni, którzy równie bardzo ubolewają nad stratą? Jak sobie radzą? Czy warunki prowadzenia forum z góry zakładają że dla mężczyzn nie ma tu miejsca? Nie sądzę...
Odważyłam się napisac teraz o tych swoich lichych przemyśleniach ponieważ w jakimś momencie - POPROSTU ZABRAKŁO MI TU NA FORUM MĘŻCZYZN, ich wyznań, ich doświadczeń, ich obecności!!!
Nie spodziewam się, że jakiś facet zdecyduje się kiedykolwiek założyć tu swój wątek bo mało który pomyśli że może znaleźć tu swoje miejsce. Nie uważacie że należałoby taki wątek stworzyć?
Przepraszam że zrobiłam taki wtręt. Sprowokował mnie ów list studentki IV roku...
Pozdrawiam


Mężczyźni i poronienie - aagata4 - Wed, 03 Czerwca 2009

izuma

bardzo rzadko pojawiają się posty mężczyzn na forach dotyczących poronienia ..

myślę, że bierze się to stąd, ze oni są z marsa... my potrzebujemy rozmowy ... oni konkretnych gotowych rozwiazan ...

oni powiedza ze lepiej isc do lekarza bo on cos poradzi a nie kolezanki na forum...

duzo z nich nie potrzebuje się wygadać bo oni wolą to przezywac w sobie .. oni wolą to zapomnieć ... maja mniejszy kontakt z ciążą ... to wcale nie znaczy, ze mniej cierpia ale inaczej probuja sobie pomóc.... po prostu inne potrzeby ...

jezeli zajrza na to forum to szukaja konkretnych informacji typu jak załatwić pogrzeb a nie po to aby się wypłakać... tak jak my to robimy ... generalnie potrzebujemy wiecej na ten temat rozmawiac ... i widząc ze mamy większe potrzeby w tym zakresie niz nasz partner to szukamy się nawzajem na tym forum aby o tym porozmawiać ...

niedawno wypełnialismy z męzem taką ankietę dla studentki ... ja ja wypełniłam szybko bo wszystko pamietam, mimo iz to było 5 lat temu ... a mąz powiedzial ze nie wie co napisać bo bylo to tak dawno .... a przeciez pamiętam, że bardzo cierpiał...

a tak się zastanawiam, czy Pani Agnieszka znajdzie chętnych do tej ankiety i czy będzie ich wystarczająca ilość ... Trzymam za Pania kciuki..

pozdrawiam

Agata


Mężczyźni i poronienie - izuma - Wed, 03 Czerwca 2009

oczywiście wiem że mężczyźni z reguły inaczej pomagają sobie w takich sytuacjach i (jeśli w ogóle) to innego typu rozmowy potrzebują, ale nie można tez ciągle generalizować. Jest również ogromna ilość kobiet po stracie, która nigdy nie zechce tu wejść, zalogowac się i rozmawiać - chociaż wydaje nam się, że każda dziewczyna po stracie dziecka powinna tu znależć choć ciut ukojenia.
Myślę że są mężczyźni, którzy odstają od standartowych klasyfikacji i którzy mogliby pomóc sobie gdyby tylko dać im tu na forum ciut więcej szansy. A może sie mylę...
Tak człowiek nie spróbuje to nie wie...


Mężczyźni i poronienie - krystyna03c - Thu, 04 Czerwca 2009

Patrząc na swojego męża....On również stwarza takie wrażenie,że zapomina o tym,co się stało,nie mówi nic na temat Patryka,chodzi do pracy,wszystko dla kogoś patrzącego z boku wygląda jakby było ok.Ale czasem dopada Go taki moment zamyślenia,albo np.po pracy zamiast od razu do domu jedzie na cmentarz,do malutkiego.Wczoraj miałam podły dzień,spytałam Go\" jak Ty możesz tak normalnie żyć,kiedy ja nie mogę się pozbierać\",odpowiedział mi,\" a co mam zrobić,myślisz,że kiedy jestem w pracy nie myślę cały czas o Patryku,o tym,że Go nie ma...\"Wiem,że na pewno przeżywa stratę naszego synka,tylko jak to facet,robi to po swojemu,płacze po cichu,w sercu i nie chce za bardzo o tym mówić.Również jakoś inaczej podchodzi do malutkich dzieci,tak troszkę z dystansem,jakby nie chciał myśleć,że nasz drugi synek,też mógłby być takim bąblem....Nie sądzę,żeby mój mąż był w stanie wejść na takie forum,dlatego,że faceci czasem nie potrafią nazwać swoich uczuć i nie chcą się do nich przyznawać,żeby nie było,że nie są twardzi...Absurdalne,wiem,ale chyba prawdziwe....Jest w moim mężu złość,złość na życie,za to,że tak nas doświadczyło.Ja się smucę,a On nazywa to wkurzeniem....


Mężczyźni i poronienie - kruszak - Sat, 13 Czerwca 2009

Witam
Kilka dni temu moja partnerka stracil synka w 23 tygodniu.
Urodziła go a ja się o tym dowiedziałem półtorej godziny po fakcie, kiedy chłopczyk już siniał pod respiratorem.
Dla mnie to była ważna sprawa, dziecko, moje dziecko. Ale byłem traktowany w tym wszystkim jak intruz. Jak ktoś, kto przecież nie ma tak wielkiego cierpienia w tym, że to kobieta cierpi będąc w ciąży a facet sobie zawsze w tym poradzi. Moja partnerka od miesiąca nie odzywała się ode mnie mimo tego, że starałem się z nią nawiązać kontakt. Nie odpisywała na sms-y, emaile, list. Chciałem porozmawiać z jej matką i wysłałem jej list z prośbą o rozmowę - wszystko bez odpowiedzi. Dopiero półtorej godziny po fakcie, zostałem poinformowany że od tygodnia działo się coś niedobrze. Na miejscu w szpitalu najpierw poszedłem zobaczyć synka, który dusił się bez rozwiniętych płuc. Został ochrzczony zaraz po narodzinach imieniem, którego nienawidziłem. Kiedy chciałem porozmawiać z nią leżącą po porodzie drzwi pilnowała od środka jej przyjaciółka, które przed nosem zatrzasnęła mi drzwi aby się zapytać jej czy mogę wejść.
Na miejscu kiedy otworzono mi w końcu nie pozwoliły mi usiąść aby wysłuchać tego co się działo. W co drugie słowo matka stojąca nad nią i jej przyjaciółka wplątywały się i nie zrozumiałem (nie usłyszałem wyraźnie) nawet połowy tego co mi miała do powiedzenia właśnie w tamtej chwili. W końcu zdenerwowany takim traktowaniem sam siadłem, poprosiłem matkę stojącą z drugiej strony łóżka nad nią aby nie przerywała. Jej koleżanka stała mi nad głową i ciągle coś tam wplątywała w jej wypowiedź! Były jak dwa media, które przejęły kontrolę nad ofiarą - wyglądało to tak jakby się obie bały, że ja coś mogę jej zrobić - co za absurd! Wysłuchałem poszarpanej relacji, dotykałem delikatnie jej ramienia ale prosiła mnie abym tego nei robił bo to ją denerwuje i po minucie jak skończyła szybko swoją beznamiętną relację ona sama kazała mi wyjść.

Wyszedłem ale zostałem pod szpitalem. Jej matka po pół godziny sama poszła do pracy, jest lekarzem internistą, na prośbę, żeby się zatrzymała i jeszcze ze mną porozmawiała, nie chciała się zatrzymać bo \"pacjenci czekają\", powiedziałem jej, że jak tak to ważne to może zapłacę za wizyty tych pacjentów, co zostało na odejście skwitowane \'że to się w pale nie mieści\'. Siedziałem dalej pod szpitalem, jej koleżanka co traktowała mnie jak jakiś pitbull wyszła z uśmiechem na twarzy i też poprosiłem ją o chwilę rozmowy - odmówiła, że nie dzisiaj i żebym się uspokoił - ja siedziałem wtedy na ławce a ona stała do mnie bokiem, wręcz tyłem.

Poszła sobie a ja siedziałem pod tym szpitalem kolejną godzinę, wysłałem jej sms-a, że jak czegoś potrzebuje to mogę jej coś kupić, donieść, że nadal jestem w szpitalu. Za jakiś czas z jej numeru zadzwoniła jej siostra, która byla w szpitalu i powiedziała łamiącym głosem, że chłopczyk nie żyje, że mogę go zobaczyć, że to ostatani chwila.

Poszedłem tam i maluszek był odłączony od respiratora, zawinięty w zielony materiał, cały siny, nie miał mojej twarzy, ale był śliczny, piękny jak oboje to powiedzieliśmy, był taki drobniutki, główka była posiniaczona wybroczynami, moja partnerka przywieziona przez siostrę na wózku, mi zaproponowano, że mogę go dotknąć, wziąć na ręcę, nie zrobiłem tego, bałem się dotykać coś tak drobnego, opuszkami palców ledwo byłem w stanie dotknąć inkubatora, zapłakałem, ona chyba też lekko zapłakała ale nie byłem w stanie spojrzeć na jej twarz, tak czułem, że dla niej to była niechciana ciąża i w jakimś sensie, nie chciałem, żeby ujrzała w moich oczach czegoś czego nie ma, jakiejś złości czy obwiniania, nie czułem nic do niej, czułem, że strasznie mi szkoda tego chłopczyka, że udusił się, nie byłem pewny czy to moje dziecko, ale czułem to jakbym to był mój synek... ta cała stuacja byłą jak walnięcię obuchem mnie w głowę, czuję jakbym się czymś zatruł, moja partnerka pierwsza pojechała po 5 minutach na wózku, jej siostra powiedziała, że zrobiła mu zdjęcie - nie wiem po co się robi takie zdjęcia.

Pobyłem trochę sam z synkiem i odszedłem, jeszcze porozmawiałem z lekarzem neonatologiem aby zapytac sie co sie dalej stanie. Dowiedzialem ze ciało zostanie jeszcze przez jakis czas na oddziale, potem pojedzie do kostnicy, ze bedzie sekcja. Dostalem numery jakby mnie to interesowalo to moge dzwonic.

Przez dwa dni nikt się do mnie od strony partnerki nie odzywał a i ja nie dzwoniłem do niej ani do szpitala. Wysłałem do mojej partnerki sms-a, że jesli jest potrzebna jakas moja pomoc to sie niech nie krepuje dac mi znac. Odpisala, ze dzieki ale daje sobie sama rade. Ze jak bedzie wiedziala kiedy pogrzeb to mnie poinformuje. Co uczynila emailem dzien pozniej, napisala jak bedzie wygladal pogrzeb - masz za rodzicow - i gdzie bedzie i kazala potwierdzic ze otrzymalem te informacje.

Czuje sie w tym wszystkim zbedny, nie bylem potrzebny ani przed ani w trakcie ani po.
Tak jakbym po prostu byl zlem koniecznym ale zbednym. Nie jestem katolikiem i nie wymagam zeby ktos sie modlil za mnie w jakims obrzadku, ktory nie jest mi potrzebny.

Pogrzeb jest w przyszlym tygodniu. Zdecydowalem po dluzszym namysle - ze na niego nie pojde.
Po to zeby widziec ich niezrozumiale do mnie nienawistne twarze? Nikt z jej znajomych lacznie z matka nie chcial ze mna rozmawiac o tym wtedy kiedy tego wlasnie wtedy potrzebowalem. Nie mialem wplywu na imie synka. Nie poproszono mnie o udzial w przygotowaniach do pogrzebu. Nie moglem nic zrobic. Nie bylo nic dla mnie do zrobienia. Nic.

Nie prosze o pomoc tu. Po prostu moze ktos sie spotkal z czyms podobnym jakos mi napisze czy ja mam jakis problem ktorego nie widze ze soba w tym? Prawde mowiac to po takim opisie nie spodziewam sie zrozumienia i watpie aby mnie ktos mogl zrozumiec. Na pewno ktos mi tu powie, zebym sobie pogadal z psychologiem. Moja partnerka od ok. 2 lat chodzila na terapie psychoanalityczna (2 a ostatnio 4 razy w tygodniu) i nie widzialem zadnych skutkow pozytywnych tego, poza tym, ze podobno to jej psychoterapeutka zakazala jakichkolwiek kontaktow ze mna a ja nawet nie mialem prawa powiedziec ze tego nie rozumiem i nie akceptuje.

Chodzi o to, ze moja partnerka miesiac wczesniej ok 20 tygodnia postanowila ze mna po prostu zerwac po sprzeczce telefonicznej po ktorej powiedziala mi ze do porodu mam sie z nia nie widywac, skoro tak negatywnie na siebie wplywamy. Ja bylem przeciwnego zdania bo uwazalem ze jakas wizyta u specjalisty do spraw partnerskich moze cos rozwiazac i pomoc jakos razem wytrwac osobno. Ze problemu nie powinno sie szukac na zewnatrz ale w sobie. Zreszta ona sama poczatkowo przystala na wersje wspolnej terapii, ja sie do niej nie odzywalem jedynie przez przyjaciela ktory do niej dzwonil i pisal przez 2 tygodnie ale ona w koncu zdecydowala ze nie chce ze mna isc do zadnego specjalisty, ze nie chce rozmowy w troje. Ze jak ja sam mam jakis w tym problem to powienienem sobie sam znalezc pomoc a do porodu a moze i troche po nim nie chce ze mna sie widziec.

Teraz to juz nie ma znaczenia. Synka nie ma. Pozostalo tylko niezrozumienie dlaczego tak sie dzialo, co mozna bylo zrobic inaczej, lepiej, czy mozna bylo temu zapobiec, dlaczego tak trudno ludzie sie komunikuja, zdawaloby sie w nowoczesnych czasach rozmawiamy ze soba w tak niekomunikatywny sposob i tak slabo rozumiemy siebie wzajemnie. Czy rola ojca w tym wszystkim jednak pozostaje zawsze marginalna i tylko ja mam jakies dziwne wymagania aby szanowano w tym wszystkim mezczyzne? Przeciez nie chodzilo mi o jakis swoj udzial, ale o to, ze jestem przyszlym, niedoszlym ojcem i mam prawo do tego aby miec uczucia i miec w tym jakis udzial?

Bardzo wspolczuje mojej partnerce, wycierpiala sie w tym bardzo. Na pewno teraz bedzie musiala sie borykac z tym problemem dluzszy czas. Ze bedzie watpila w siebie, ze to obnizy moze w niej jakies poczuci wartosci. Ale ona nie potrzebuje mnie w tym abym jakos jej pomagal. W ogole jestem w tym zbyteczny. Nikt z jej strony sie ze mna nie skontaktowal aby chociaz przez chwile porozmawiac ze mna co i jak moge robic - lub nie robic. Czy ktos mial cos takiego w zyciu? Jedno wiem, ze nie czuje do niej nienawisci za to co sie stalo, nie wiem co sie stalo. To sie nie odstanie. Nie mam jej nic za zle. To juz wszystko, cale ostatnio pol roku po prostu przestalo miec znaczenie.


Mężczyźni i poronienie - camilla - Sat, 13 Czerwca 2009

Kruszak, bardzo mi przykro, że straciłeś synka....(*) światełko dla aniołka; opisałeś sytuację, która jest bardzo niejasna....myslę, że postawa Twojej partnerki nie jest spowodowana tylko jednorazowa kłótnią o której napisałeś....zastanów się jaki naprawdę był Wasz związek i z czego mogą wynikać takie a nie inne zachowania .....Twoja partnerka potrzebuje teraz dużo ciepła i wyrozumiałości, ale jeśli z jakiś względów unika w tym momencie kontaktu z Tobą, chyba powinieneś jej na to przyzwolić///// Jeśli jesteś ojcem dziecka, masz prawo czuć ból i smutek, I zamiast smsów mógłbyś po prostu napisać swojej partnerce, jak bardzo zabolała cię śmierć Waszego synka i jak bardzo za nim tęsknisz .... nawet jeśli Wasze drogi się rozejdą, na zawsze pozostaniecie jego rodzicami ...... Dużo siły w te trudne dni !