Poronienie - Forum
Dzieci po stracie - Wersja do druku

+- Poronienie - Forum (https://www.poronienie.pl/forum)
+-- Dział: Poronienie (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=3)
+--- Dział: Zagadnienia ogólne (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=31)
+--- Wątek: Dzieci po stracie (/showthread.php?tid=5315)



Dzieci po stracie - Annka - Tue, 09 Października 2018

Dzień dobry, chciałabym poruszyć temat uczuć wzajemnych dzieci i rodziców, które pojawiają się po stracie dziecka. Jestem już bardzo dorosłym dzieckiem z taką historią i dopiero teraz zdałam sobie z całą jasnością sprawę jak bardzo zaważyło to na moim życiu.
Jestem trzecim dzieckiem w kolejności. Najpierw był martwy poród chłopca, co ważne, ciąża była całkowicie donoszona, zaraz potem pojawiła sie siostra bardzo słabego zdrowia i potem ja. wszystko zadziało się w bardzo krótkim czasie. Nieprzebyta żałoba cały czas jest pomiędzy nami wszystkimi. Właściwie była, bo rodzice się krótko potem rozwiedli, a tata już nie żyje.
Nie chcę na razie bardzo wchodzić w szczegóły mojej sytuacji, która jest dość specyficzna. Chciałabym się może podzielić na razie tym, że całe życie miałam poczucie życia za dwie osoby, i jakby cały czas ten brat domagał się ode mnie przytulenia. Czasami miałam wrażenie jakby wręcz posługiwał się ciałem dziewczynki, którą byłam naprawdę. Absolutnie też czułam to jak podświadomie rodzice przekazują mi swoje, zupełnie odmienne przeżywanie tej straty: tata - idźmy do życia, cieszmy się że jest nowe, zostawmy to co było. mama - już mam wszystkiego dosyć, zabierzcie to wszystko, już nie dam rady, nic nie czuje do nikogo.
To bardzo trudne, ale dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że odpowiednie przeżycie żałoby dałoby dostęp do innej jakości życia nam wszystkim. 
Jeżeli ktoś miałby potrzebę podzielenia się swoimi uczuciami związanymi z podobną sytuacją, to byłoby to dla mnie na pewno bardzo istotne.
To na razie tyle. Pozdrawiam serdecznie.


RE: Dzieci po stracie - Frania - Tue, 09 Października 2018

Annka to bardzo wazny wpis. Dziewczyny jesli jest was tu wiecej to piszcie prosze o swoich doswiadczeniach. Nie chcialabym skrzywdzic swojego synka tym ze jest jednoczesnie piaty i pierwszy. Moze bledy waszych rodzicow uchronia mnie przed moimi.


RE: Dzieci po stracie - Annka - Wed, 10 Października 2018

Tak. Myślę, że warto jest mieć świadomość, że serce dziecka tak szuka podświadomością miłości rodziców, że zrobi wszystko aby do tej miłości dotrzeć. A że matka jest tak ważna i jest źródłem życia na początku, to często podświadomie dziecko ściąga też ku tej stracie. Nie zawsze od razu, ale może to pokierować jego losem, jeżeli ta strata nie jest przeżyta. I tu jest rola ojca, który, ma szansę pomóc to zrównoważyć, i być bardzo pomocny. Myślę, że to też jest ważne, bo dla mężczyzny najtrudniejsze jest poczucie bezradności. Wtedy odchodzi.

Ja nagle zaczęłam zauważać, to że wiele ludzkich losów było tym pokierowane. Na przykład Elvis Presley miał brata bliźniaka, który urodził się martwy pół godziny przed nim. Matka nie miała więcej dzieci i ten Elvis całe życie próbował jej tę stratę zrekompensować.


RE: Dzieci po stracie - emigrantka90 - Wed, 10 Października 2018

To bardzo ważne, co napisałaś. Sama wiele razy o tym myślałam, a także będąc w ciąży (tej szczęśliwie donoszonej) zastanawiałąm się jak pokierować moje życie, aby mój syn nie był zamiast. Niestety dość często widzę trend, w którym kobiety traktuja kolejne dziecko, to żywo urodzone, jako to utracone. I myślę, że jest to krzywdzące. Każda ciąza, niezależnie jak zakonczona, to inne życie, które konczy się na takim a nie innym etapie. Przyznam szczerze, że jestem przeciwnikiem stwierdzen, ktorymi matki po stracie starają się pocieszac nawzajem, cos tylu, ze dzieci nie umierają, ale zmieniają datę urodzin. No nie. To inne zycie, jak juz pisalam. Inny zlepek komorek, inna komorka jajowa, inny plemnik - tak doslownie. Ja w sercu mam dwoje dzieci. Pierwsze poznalam na bardzo wczesnym etapie i mam tylko taki jego obraz, drugie moje dziecko to drugi czlowiek i moze szczesliwie dla niego - nigdy nie widzialam w nim mojego pierwszego dziecka.


RE: Dzieci po stracie - Annka - Thu, 11 Października 2018

Emigrantko90, Ty też nawet nie wiesz jakie to ważne, że to napisałaś. Kolejne przeżycie które ciągle mi towarzyszyło, to wielka potrzeba bycia widzianą taką jaką jestem ja naprawdę. To Traktowanie dziecka "zamiast", o którym wspominasz, jest jak ciągłe przeżywanie siebie przez matkę i nie pozwala właściwie temu drugiemu dziecku nigdy się urodzić do końca. Zwróciłam na to uwagę w filmie Avatar zamiast dzień dobry witano się słowami: widzę cię. To wielka potrzeba każdego człowieka. To że myślisz tak odpowiedzialnie jest dla Twojego dziecka bezcennym darem.


RE: Dzieci po stracie - emigrantka90 - Thu, 11 Października 2018

Annko a czy kiedykolwiek rozmawiałaś ze swoją mamą o tym? O swoich odczuciach?


RE: Dzieci po stracie - Annka - Thu, 11 Października 2018

Tak. Ale okoliczności były trudne. Nie da się u nas o tym rozmawiać w normalny sposób jeszcze wciąż.


RE: Dzieci po stracie - Annka - Mon, 17 Grudnia 2018

Dziewczęta, widzę, że wątku raczej spokojnie, więc chciałam sobie coś dopisać. Tak jak wspominałam, czułam zawsze, że w jakimś rozdarciu emocjonalnym pomiędzy przeżywaniem rodziców i gdzie wywalczyć (bo tak to odczuwałam) prawo do miłości dla siebie, jako dla osobnego bytu w tym wszystkim. Złości niewyobrażalnej na to, że każdy zajmuje się żalem, i udowadnianiem, kto naprawdę umie przeżywać i "kochać" a ja już sobie tymczasem żyję a wszyscy mają mnie gdzieś. I nikt się […] nie chce z tego ucieszyć!


RE: Dzieci po stracie - polianka - Mon, 17 Grudnia 2018

Annko, niedokończony, wykropkowany wulgaryzm pozostaje wulgaryzmem (jest o tym mowa w Regulaminie), więc lepiej dla Ciebie jeśli to wyedytujesz, usuniesz - w przeciwnym razie zrobi to ktoś ze Staffu.

Mimo wszystko myślę, że na pewno jest ktoś, kto cieszy się z Twojego istnienia. Wyobrażam sobie, że nieustanne życie w cieniu Kogoś, kogo już nie ma musi być trudne dla Ciebie.


RE: Dzieci po stracie - Annka - Mon, 17 Grudnia 2018

Oczywiście. Już miałam zareagowac, ale za późno.

Tak sobie myślę i widzę czytając to forum, że jest ono takim miejscem, w którym jest zawsze czas i CIĄGLE czas na powrót do swojej żałoby i tego tego co się czuje niezależnie od upływu czasu, pozostałych przeżyć, a przede wszystkim jest ono jakby nurtem obok tzw. "normalnego życia", które dalej się toczy i które już często - w osobach, które spotykamy dookoła nas - ma dosyć żalu i smutku i nie chce tego słuchać.
Tutaj te słowa wsparcia i pozwolenia na przeżywanie tak długo jak jest to potrzebne, tak długo jak to czujesz jest po prostu niezwykle cenne. Czytając te wątki poczułam, że mam dostęp do takiego nieograniczonego zrozumienia, które jest rzeczywiście czymś wyjątkowym.

Dlatego miałam wątpliwości przy zakładaniu tego wątku, może powinien być jakoś specjalnie oznaczony, ale brnę dalej, bo myślę, że to potrzebne, bo po prostu tak też bywa w takich sytuacjach.

Polianko, cyt: na pewno ktoś cieszy się z Twojego istnienia jest dla mnie usłyszeniem - ktos gdzieś Cię na pewno kocha, ale ja nie. Myślę że dokładnie z frontu pocieszania: jeszcze będziesz miała dużo dzieci. AAAAAaaaaa!!!

Oczywiście że w dorosłym, tym właśnie "normalnym" życiu jest mnóstwo ludzi dookoła mnie, którzy obdarowali mnie miłością, serdecznością i mnóstwem dobra. ale dziecko którym byłam wtedy, przez kilka pierwszych, podobno na zawsze kształtujących lat życia i którym to dzieckiem trochę jestem na tym forum nie mogło wtedy poczekać,ja potrzebowałam TYLKO mamy, nikogo innego, NIKT tego nie mógł zastąpić. pamiętam, że dla mnie moja mama właśnie tak "mówiła" do mnie, że jest ciągle smutna, w ogóle się do mnie nie uśmiecha, jest tylko czasem zła a nawet bardziej. W ogóle przez lata to były chyba jedyne "dozwolone" emocje. I moja siostra okazywała właśnie ten żal i smutek, czym "zabrała" całą dostępną miłość mamy, a ja już nie miałam żadnego pola do popisu, została mi tylko złość, na którą nikt nie zwracał uwagi. i która po jakimś czasie już nie była złością tylko wszechogarniającym cierpieniem odrzucenia i bólu. Juz bez łez nawet.

Jak rozmawiałam o tym z mamą, to mówiła, że to nieprawda, i że tata przychodził i się cieszył i ze mną bawił (czyli właśnie: ktoś Cię kochał a ja nie), ale czułam, że to obrona przed tym jak czuje się przeze mnie dociskana. W spokojniejszych momentach, kiedyś usłyszałam, tak od serca, że najbardziej, żałuje tego okresu, że nie miała wystarczająco cierpliwości, i że to są z perspektywy czasu najważniejsze momenty w życiu, a to coś umknęło.


RE: Dzieci po stracie - asza - Mon, 17 Grudnia 2018

Annka, to, co napisała Polianka, to raczej "myślę, że jest ktoś, kto się cieszy z tego, że jesteś" niż "na pewno ktoś się cieszy". To nie jest dosłownie to samo. Czy widzisz różnicę?
Przykro mi, że Twoje dzieciństwo tak wyglądało.


RE: Dzieci po stracie - polianka - Mon, 17 Grudnia 2018

Cóż, moje słowa nie były tymi z gatunku "będziesz miała jeszcze dzieci", daleka jestem od łatwych, nietrafionych pocieszeń - przykro mi, że tak to odebrałaś, nie to było moją intencją.
Myślałam raczej o tym co tu i teraz, o dorosłym życiu i było to wyrażenie nadziei (nie pewności, bo skąd miałabym mieć takową?), że jest ktoś, kto Cię kocha, kto cieszy się z tego, że jesteś.
Dzieciństwa, błędów rodziców można współczuć, ale to się już wydarzyło i nie można tego zmienić, nie można zmienić przeszłości - nad czym często ubolewam.

Nie musisz krzyczeć - swoją drogą to również jest zawarte w Regulaminie, polecam lekturę.


RE: Dzieci po stracie - Malgosia - Fri, 28 Grudnia 2018

Aanko, czytałam kiedyś artykuł o "dzieciach reparacyjnych" czyli takich, które przeżyły śmierć swojego rodzeństwa i w podświadomości rodziców miały wypełnić pustkę która się pojawiła z odejściem rodzeństwa. to były dzieci i takie które już żyły i te, które urodziły się później. Jedne i drugie miały mnóstwo problemów w dorosłym życiu, włącznie trudnościami w budowaniu relacji z ludźmi, z wysoką skłonnością do tzw. zachowań ryzykownych, podejmowania prób samobójczych... Tłumaczono to z jednej strony nieprawidłowością więzi z rodzicem, który (jak piszesz) nieprawidłowo przeżywał żałobę i stał się nadmiernie lękowy, nadopiekuńczy lub przeciwnie: nieobecny. A druga hipoteza tłumaczyła to podświadomym przejęciem przez żyjące dziecko konieczności przeżycia dwóch żyć, swojego i brata/siostry. To prowadzi do tego, o czym też piszesz: albo chce się wynagrodzić rodzicom, to, że brak przy nich zmarłego dziecka, albo do zaniku własnego instynktu samozachowawczego, przez poczucie, że już się niejako przeżyło własną śmierć...
Niestety nie mam linku do tego artykułu. Trochę pisałyśmy o tym tu: https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=273
To wszystko jest niezwykle ważne i siedzi w nas (i w naszych dzieciach) głęboko.
Wierzę, że mądry terapeuta pomógłby uporać się z przeszłością i nauczył żyć dla siebie...
Ściskam mocno.


RE: Dzieci po stracie - Annka - Tue, 01 Stycznia 2019

Małgosiu, bardzo, bardzo Ci dziękuję za te słowa. To uczucie że cały czas muszę ustąpić komuś miejsca jest mi niezwykle znajome i bardzo bardzo silne. Zwłaszcza jest to trudne, że cały czas musiałam też jakby "ustępować" miejsca siostrze, która była przede mną i urodziła się bardzo słaba. Zmienić ten program i nadrobić miłość jest tak strasznie trudno! Czasami towarzyszy mi uczucie, że najbardziej chciałabym się schować z powrotem do brzucha mamy i urodzić się na nowo. Że tylko to mogłoby jakoś ukoić to wszystko, a z drugiej strony jestem już dawno dorosła i tak trudno o tym pisać i się żalić nagle, że mama mnie nie kocha, zwłaszcza, że ona mówi, że kocha, tylko tak trudno to teraz poczuć.
Wiele szczęścia w Nowym Roku. Pozdrawiam serdecznie!


RE: Dzieci po stracie - Annka - Thu, 10 Stycznia 2019

Małgosiu, mam jeszcze takie pytanie, bo to mnie trochę zainteresowało. Czy słyszałaś kiedykolwiek o jakichś psychologach specjalizujących się w sytuacji takich dzieci jak ja? Ja trochę szukałam i nie znalazłam nic praktycznie. Ja mam za sobą doświadczenia z psychologami, i każdemu z nich opowiadałam mniej więcej na wstępie tę historię i żaden nie potrafił moim zdaniem znaleźć dobrego tropu. Moim zdaniem jest to bardzo specyficzna sytuacja psychologiczna nad którą warto by pracować w jakiś odrębny sposób.
Poza bardzo ciekawym wątkiem o którym wspomniałaś, nie znalazłam też żadnej dodatkowej literatury na ten temat. To trochę dziwne.


RE: Dzieci po stracie - Annka - Sat, 16 Lutego 2019

Dziewczyny, trafiłam na książkę profesora Franza Rupperta "Wczesna trauma" to jest najlepsze ujęcie tematu związanego z poronieniami i ciążą jakie widziałam, świetne, bardzo dobre, trafiające w sedno. Bardzo, bardzo polecam.

https://bonito.pl/k-90622331-wczesna-trauma-rozpoznawanie-i-uwalnianie


RE: Dzieci po stracie - Frania - Thu, 14 Marca 2019

Musze gdzies to napisac. Moze tu. Czasem mam wrazenie ze tak bardzo zzylam sie z rolą matki osieroconej, wiecznie teskniącej za swoimi utraconymi dziecmi ze teraz brakuje we mnie milosci, cierpliwosci i wytrwalosci dla tego ktore ze mna zostałoSad. Czasem czuje jakbym go krzywdzila bo nie czuje sie "wystarczająco" hmm matczyna?


RE: Dzieci po stracie - unbeldi1980 - Thu, 14 Marca 2019

Franiu, moim zdaniem łatwiej kochac utracone dzieci - one nie marudzą, nie brudzą pieluch, nie budzą się w nocy....
To ze jesteś mamą po stracie nie oznacza, ze nie masz prawa byc zmęczona i sfrustrowana macierzyństwem. I tak! Masz prawo miec ochotę wysłać swoje dziecko w kosmos! Serio!


RE: Dzieci po stracie - Mida - Fri, 15 Marca 2019

Franiu myślę,że pewną rolę odgrywa też nasz wyidealizowany obraz dziecka utraconego. Nawet nie wiesz jak często czuję się niedostatecznie dobra i kochająca dla dziecka żyjącego. Te Nasze Dzieci Utracone kocha się tak samo przecież,tylko one nie miały szansy wystawić naszej cierpliwości na próbę.


RE: Dzieci po stracie - Frania - Sun, 17 Marca 2019

Pewnie macie racje. Dzieki