Poronienie - Forum
Pasmo cierpienia - Wersja do druku

+- Poronienie - Forum (https://www.poronienie.pl/forum)
+-- Dział: Poronienie (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=3)
+--- Dział: Moja strata (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=11)
+--- Wątek: Pasmo cierpienia (/showthread.php?tid=5297)

Strony: 1 2


RE: Pasmo cierpienia - Ciri - Wed, 12 Grudnia 2018

Bardzo mi przykro, to naprawdę straszne. U mnie też 2 poronienia z trzech miały bardzo podobny przebieg - 9-10 tydzień i zarodek bardzo wolno się rozwijał, zbyt wolno, aż w końcu rozwój się zatrzymał prawie w tym samym momencie. Okazało się, że to prawdopodobnie przyczyna genetyczna - translokacja chromosomów u męża. Z genetyka nie trzeba się spieszyć, jak dojdziesz trochę do siebie i będziesz gotowa, to możesz pomyśleć o badaniach. Po 2 poronieniach są one już chyba refundowane. Jeszcze raz bardzo Ci współczuję.


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Thu, 13 Grudnia 2018

(Wed, 12 Grudnia 2018, 17:36:17)Ciri napisał(a): Bardzo mi przykro, to naprawdę straszne. U mnie też 2 poronienia z trzech miały bardzo podobny przebieg - 9-10 tydzień i zarodek bardzo wolno się rozwijał, zbyt wolno, aż w końcu rozwój się zatrzymał prawie w tym samym momencie. Okazało się, że to prawdopodobnie przyczyna genetyczna - translokacja chromosomów u męża. Z genetyka nie trzeba się spieszyć, jak dojdziesz trochę do siebie i będziesz gotowa, to możesz pomyśleć o badaniach. Po 2 poronieniach są one już chyba refundowane. Jeszcze raz bardzo Ci współczuję.

Zrobiliśmy z mężem kariotyp. U obojga prawidłowy...  czekam jeszcze na wyniki badania zarodka, ale czuję, że będę się musiała mocniej zagłębić w immunologię, tylko w moich okolicach ciężko o specjalistę... nie wiem czy mam siły na jeżdżenie 250 km do lekarza, zwłaszcza jeśli to miałyby być częste wizyty w ciąży... poza tym przerażają mnie koszty Sad


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Thu, 20 Grudnia 2018

Mój malutki, kochany syneczku... Od wczoraj wiem, że byłeś chłopcem. Strasznie mnie to poruszyło, już wyobraziłam sobie nas razem, jakim cudownym starszym bratem byłby mój jedyny ziemski syn, który cały czas powtarza, że chce mieć brata... Szkoda, że nigdy się nie urodzisz, bardzo mi przykro, że byłeś bardzo chory. może lepiej, że nie doświadczyles cierpienia na ziemi Sad


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Wed, 26 Grudnia 2018

Te święta bardzo bolą. Nie ma moich dzieci, nie ma zrozumienia ze strony tych, którzy nie wiedzą i męczą komentarze i pytania do syna czy chciałby mieć młodszego braciszka/siostrzyczkę. Męczy obecność małego siostrzeńca w rodzinie, aż serce płacze, że może już u nas nigdy takiego skarbu nie będzie. Męczy niezrozumienie tych, którzy wiedzą i czasem żałuję, że obdarzyłam ich tą informacją. Męczy samo świętowanie narodzin boskich... Jak ja mam z tym żyć? Sad


RE: Pasmo cierpienia - Mirinda - Wed, 26 Grudnia 2018

Ślę Ci wiele dobrych myśli. Rozumiem Cię, bo te święta mnie też bardzo bolą. Dla Twojego Synka [']


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Wed, 26 Grudnia 2018

(Wed, 26 Grudnia 2018, 20:18:52)Mirinda napisał(a): Ślę Ci wiele dobrych myśli. Rozumiem Cię, bo te święta mnie też bardzo bolą. Dla Twojego Synka [']
Dziękuję Ci Mirindo! To zrozumienie jest tym, na co właśnie podświadomie liczyłam. Dobrze, że są osoby, które mogą mnie zrozumieć, chociaż bardzo mi przykro, że też musiałaś przez to przejść Sad [*] dla Twojej Fasolki.


RE: Pasmo cierpienia - PiBi - Thu, 27 Grudnia 2018

Trzeba po prostu żyć, chyba nie ma innego wyjścia.


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Thu, 27 Grudnia 2018

(Thu, 27 Grudnia 2018, 11:42:10)PiBi napisał(a): Trzeba po prostu żyć, chyba nie ma innego wyjścia.

Chyba tak, ale trochę czuję, jakby ktoś wyśmiał moje plany i zostawił mnie w połowie niezrealizowanych marzeń... Zawsze najbardziej pragnęłam mieć dzieci, w liczbie mnogiej. Wiem, że nie powinnam narzekać, są tacy, którzy nie mogą mieć nawet jednego ziemskiego dziecka... A ja teraz za bardzo boję się kolejnej ciąży i straty.... I właśnie takie jest to życie.. zagubiłam zdolność do widzenia w nim rzeczy pozytywnych Sad ten mój prywatny cmentarz ustawił się w centrum mojej duszy i jestem mrokiem...


RE: Pasmo cierpienia - asza - Thu, 27 Grudnia 2018

Jesteś krótko po stratach, dwóch w krótkim czasie. To mogą być druzgocące doświadczenia, żałoba trwa. Pozwól jej płynąć swoim rytmem. Pozwól sobie na te emocje - na smutek, żal, mrok. Kiedyś często przewijały się na tym forum słowa, że żałoba jest jak ciemna dolina - droga przez nią jest trudna, ale trzeba ją przejść samemu i dobrze jest zrobić to bez skrótów.
Niektóre z nas idą szybciej, inne wolniej.
Ja również straciłam dwoje dzieci w krótkim czasie. Moja droga trwała cztery lata, po takim czasie byłam gotowa wracać do tamtych wydarzeń bez bólu, nawet bez smutku.


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Thu, 27 Grudnia 2018

(Thu, 27 Grudnia 2018, 18:54:32)asza napisał(a): Jesteś krótko po stratach, dwóch w krótkim czasie. To mogą być druzgocące doświadczenia, żałoba trwa. Pozwól jej płynąć swoim rytmem. Pozwól sobie na te emocje - na smutek, żal, mrok. Kiedyś często przewijały się na tym forum słowa, że żałoba jest jak ciemna dolina - droga przez nią jest trudna, ale trzeba ją przejść samemu i dobrze jest zrobić to bez skrótów.
Niektóre z nas idą szybciej, inne wolniej.
Ja również straciłam dwoje dzieci w krótkim czasie. Moja droga trwała cztery lata, po takim czasie byłam gotowa wracać do tamtych wydarzeń bez bólu, nawet bez smutku.

Dziękuję za złote rady. Oby jeszcze inni pozwalali iść tą drogą w swoim tempie, a nie namawiali do skrótów ... Najtrudniej jest żyć w tym świecie, który albo nie wie albo nie rozumie strat... Dobrze, że Wy jesteście!

Czekam na Nowy Rok, mam nadzieję, że już nigdy żaden rok tak okrutny dla mnie nie będzie jak ten mijający. Chociaż styczeń będzie ciężki, wtedy rodziłaby się Emilka (czy Emilek), potem kolejny cios przyjdzie z nadejściem lata... Czekam na te łatwiejsze dni... Muszę chyba zbadać rezerwę jajnikową, żeby wiedzieć, czy mogę i jak długo odetchnąć... I te myśli, starać się jeszcze czy nie starać? Już chyba dwie kreski nigdy nie będą radością, tylko lękiem...


RE: Pasmo cierpienia - asza - Fri, 28 Grudnia 2018

Chyba jestem przewrażliwiona, albo mam alergię na słowo "rady", bo w pierwszej chwili pomyślałam, że niechcący sprawiłam Ci przykrość. Wiesz, coś jak "dobre rady" otoczenia.
Inni mają swoją drogę i prawo, żeby iść nią we własnym tempie. Jeśli potrafisz - mów im o tym wprost - "Ty przeżywasz to po swojemu, a ja po swojemu. Pozwól mi". Dobrze byłoby mieć kogoś, kto dostosuje się z tym tempem do Ciebie, nie będzie Cię pospieszał, pozwoli odpocząć czy nawet cofnąć o kilka kroków, gdy będziesz potrzebować. Ja miałam szczęście trafić na dwie osoby, które cierpliwie mnie wysłuchiwały przez długie tygodnie. Później stopniowo przenosiłam się ze swoją żałobą tutaj - po pewnym czasie w "tamten świat" popłynął tak daleko, że już nawet nie potrafiłam powiedzieć, że ja utknęłam. Tutaj mogłam cały czas przeżywać te emocje, które potrzebowały jeszcze przepracowania.

Ciąża po stracie jest trudna - to już zresztą wiesz. Gdybyś chciała się do niej przygotować emocjonalnie, jest sporo tematów w dziale Rozmowy o staraniach. To jest dział, do którego trzeba mieć dodatkowy dostęp, jak będziesz gotowa - poproś o niego Admina.

Część Twojego posta dotyczącego Boga przeniosłam tutaj: https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=3942&page=5


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Sat, 29 Grudnia 2018

(Fri, 28 Grudnia 2018, 11:51:03)asza napisał(a): Chyba jestem przewrażliwiona, albo mam alergię na słowo "rady", bo w pierwszej chwili pomyślałam, że niechcący sprawiłam Ci przykrość. Wiesz, coś jak "dobre rady" otoczenia.
Inni mają swoją drogę i prawo, żeby iść nią we własnym tempie. Jeśli potrafisz - mów im o tym wprost - "Ty przeżywasz to po swojemu, a ja po swojemu. Pozwól mi". Dobrze byłoby mieć kogoś, kto dostosuje się z tym tempem do Ciebie, nie będzie Cię pospieszał, pozwoli odpocząć czy nawet cofnąć o kilka kroków, gdy będziesz potrzebować. Ja miałam szczęście trafić na dwie osoby, które cierpliwie mnie wysłuchiwały przez długie tygodnie. Później stopniowo przenosiłam się ze swoją żałobą tutaj - po pewnym czasie w "tamten świat" popłynął tak daleko, że już nawet nie potrafiłam powiedzieć, że ja utknęłam. Tutaj mogłam cały czas przeżywać te emocje, które potrzebowały jeszcze przepracowania.

Nie miałam nic złego na mysli, dobre rady są moim zdaniem w cenie. Co do zrozumienia, to nie mam kogoś, kto mógłby być tu w moim tempie. Mój mąż cały czas podkreśla jak różnią się nasze sposoby przeżywania. Nie mogę liczyć na najlepszą przyjaciółkę, którą w momencie gdy ja roniłam, przeżywała pierwsze ziemskie chwile ze swoim dzieckiem. Nieliczni wiedzą, że przeżyłam 3 straty. Ale Ale zaczęłam chodzić na terapię. Pewne rzeczy na pewno się rozjaśnią dzięki temu, mam nadzieję.


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Thu, 24 Stycznia 2019

Pewnie teraz byś się rodziła Emilko, ja z ogromnym brzuchem, dostawałabym ostatnie kopniaki... z Twoim bratem byłabym już na półmetku... dalej nie ma odpowiedzi, dlaczego nas to spotyka... Wszystko jest ostatnio takie trudne... Mam ochotę wyrzucić swoje życie do kosza


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Mon, 11 Lutego 2019

Nie mogę, ciągle próbuję i nie mogę się z tym pogodzić. Najtrudniejsze jest znoszenie tego, że życia innych osób toczą się dalej, a ja już nigdy nie spełnię swoich marzeń o kolejnym dziecku. Wiem, że jestem niewdzięczna, mam w końcu ziemskiego syna, ale nie mogę się pogodzić z tym, że odebrano mi marzenia. Tyle kanalii żyje szczęśliwym życiem, a ja? Dlaczego dostaję więcej cierpienia niż jestem w stanie unieść?


RE: Pasmo cierpienia - asza - Tue, 12 Lutego 2019

Przykro mi, że Ci ciężko. Czy kontynuujesz terapię?
Do mnie pogodzenie się z tym, co się stało, przyszło samo. Na początku wydawało mi się niemożliwe, że będę umiała żyć dalej, że za jakiś czas zacznę się uśmiechać bez wyrzutów sumienia, ale mijały tygodnie, miesiące a moja żałoba zaczęła wchodzić w kolejne etapy, aż poczułam się gotowa, żeby moje utracone dzieci "wypuścić". Oczywiście po drodze miałam kilka przystanków, kilka momentów buntu, chwil kiedy nie godziłam się z tym, że świat biegnie dalej swoim rytmem, ale i to minęło. Mam nadzieję, że za jakiś czas Ty również doznasz takiego ukojenia.
Czy mogę spytać, dlaczego myślisz, że marzenia o kolejnym ziemskim dziecku już się nie spełnią?


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Tue, 12 Lutego 2019

(Tue, 12 Lutego 2019, 14:48:47)asza napisał(a): Przykro mi, że Ci ciężko. Czy kontynuujesz terapię?
Do mnie pogodzenie się z tym, co się stało, przyszło samo. Na początku wydawało mi się niemożliwe, że będę umiała żyć dalej, że za jakiś czas zacznę się uśmiechać bez wyrzutów sumienia, ale mijały tygodnie, miesiące a moja żałoba zaczęła wchodzić w kolejne etapy, aż poczułam się gotowa, żeby moje utracone dzieci "wypuścić". Oczywiście po drodze miałam kilka przystanków, kilka momentów buntu, chwil kiedy nie godziłam się z tym, że świat biegnie dalej swoim rytmem, ale i to minęło. Mam nadzieję, że za jakiś czas Ty również doznasz takiego ukojenia.
Czy mogę spytać, dlaczego myślisz, że marzenia o kolejnym ziemskim dziecku już się nie spełnią?
Tak, chodzę na terapię, ale tam rozgrzebujemy różne problemy. Mój terapeuta twierdzi, że jakiś cień psychiki rzuca się na moje poronienia, trudno mi w to uwierzyć i znaleźć coś, co mogłoby zmienić moje nastawienie. Jeszcze sporo wody upłynie zanim sobie z tym wszystkim poradzę. 
Co do kolejnego dziecka, to po prostu martwię się,  że jestem niepełnowartościowa, że moje ciało produkuje juz tylko nieprawidłowe komórki i jak myślę o kolejnej próbie i potencjalnej stracie to mrozi mi się krew w żyłach, a lata lecą... Nie wiem ile jeszcze mogę znieść... Boję się próbować...

Mam wrażenie z drugiej strony, że zaakceptowałam to, iż moich dzieci już nie będzie, świadomość wady genetycznej u syna wiele mi dala. Wiem, że moje dziecko nie miałoby szans na życie... Ale nie mogę zaakceptować tego, że takie trudy dotykają właśnie mnie. Że muszą dotykać w ogóle kogokolwiek... Czuję tą wielką niesprawiedliwość losu, świata, Boga... To może też kolejny etap, który kiedyś zamknę...