Poronienie - Forum
Pasmo cierpienia - Wersja do druku

+- Poronienie - Forum (https://www.poronienie.pl/forum)
+-- Dział: Poronienie (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=3)
+--- Dział: Moja strata (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=11)
+--- Wątek: Pasmo cierpienia (/showthread.php?tid=5297)

Strony: 1 2


Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Sun, 12 Sierpnia 2018

Zdecydowałam się wejść na to forum dziś pierwszy raz nie jako czytająca, ale jako opowiadająca swoją historię... tak jak Wy..
W moim domu jest już jedno słońce, dwuipółletni synek. Jego narodzenie poprzedzone zostało poronieniem, trochę przeze mnie zlekceważonym. Tłumaczę to sobie, że to dlatego, iż o ciąży dowiedziałam się będąc w szpitalu. Mimo, że ją wcześniej podejrzewałam, to test jej nie potwierdził, dlaczego? Trafiłam tam z ogromnymi skurczami, usłyszałam kilka "miłych słów" od lekarza, że to nie jest przychodnia i tu nie leczą bolesnych miesiączek. Trochę zmienił ton, kiedy na monitorze usg ukazał się niewielki pęcherzyk... diagnoza... poronienie niecałkowite, szybki zabieg łyżeczkowania... trochę pytań, trochę łez... i postanowienie, żeby zrobić badania i zajść w ciążę, mieć dziecko. Typowy mechanizm, czyż nie? 
Po badaniach, unormowaniu tarczycy i zielonym świetle od ginekologa udało mi się zobaczyć wymarzone dwie kreski na teście już po pierwszej próbie! Ciąża nie należała do łatwych, z gatunku tych zagrożonych, plamienia, skurcze, ale udało się! Zakończona została narodzinami mojego cudownego synka. 
Wiosną tego roku zaczęliśmy z mężem rozmawiać o rodzeństwie dla naszego skarba, zgodnie stwierdziliśmy, że już czas. Znowu udało się za pierwszym razem i znowu od razu wiedziałam, że w tej ciąży jestem, był to koniec maja. Szybko skontaktowałam się ze swoim lekarzem i umówiliśmy się na za 2 tygodnie. Według obliczeń miał to być 6 tydzień, liczyłam na serduszko. W międzyczasie piersi bolały i miałam straszne mdłości, co w ciąży z synem praktycznie mnie ominęło. Dało mi to powody, żeby myśleć, że tym razem będzie córeczka - upragniona Emilka. Poza mdłościami czułam się dobrze, żadnych plamień. Na wizycie lekarz zasiał ziarnko niepokoju, pęcherzyk był, ale zarodka ani śladu... już wtedy poczułam, że to może nie skończyć się dobrze, ale nie chciałam wmawiać sobie najgorszego. O ciąży wiedziałam tylko ja, mąż, mama i najbliższe przyjaciółki. Po usg zdecydowałam nie mówić nic w pracy, to strasznie plotkarskie środowisko. Postanowiłam jakoś dopracować do końca roku szkolnego (jestem nauczycielką) bez zwolnień, heroicznie wymiotując w domu lub w pracy między lekcjami. Sporo złego wydarzyło się w tym czasie, bo poza nawałem pracy przeżyłam jeszcze zawał dziadka i informację o chorobie nowotworowej dziecka jednej z moich bliższych koleżanek. 
Na kolejnym usg, tuż przed końcem roku szkolnego zobaczyłam bijące serce, poleciała mi łezka wzruszenia i dostałam pozytywnego kopa, jednak lekarz powiedział, że na razie wszystko jest niepewnie, bo zarodek jest mniejszy niż powinien, serce bije dość wolno, choć w normie, a pęcherzyk żółtkowy jest w górnej granicy normy. Znów musiałam czekać długie dwa tygodnie, które praktycznie przeleżałam w łóżku licząc, że stanie się cud. Niestety, moja obecność na tym forum pokazuje, że cudu nie było. Lekarz patrząc na usg powiedział: "jest źle". Serce nie biło... Dziecko zdążyło jeszcze urosnąć i mierzyło 10 mm... Poronienie zatrzymane, 10 tydzień... 3 długie dni czekałam na przyjęcie do szpitala, bo chciałam, żeby był przy mnie mój lekarz, a dopiero wtedy miał dyżur. To był bardzo trudny czas. Mnóstwo trudnych emocji. W końcu szpital. Całe szczęście lekarz zadbał o mnie, sala jednoosobowa, super opieka, co nie zmieniło faktu, że to był najgorszy dzień w moim życiu. Obyło się bez zabiegu, poroniłam w kilka godzin, nawet nie widziałam jaja płodowego, bo akurat przy badaniu przez lekarza wyskoczyło, a on szybko i skrzętnie je przede mną ukrył. 
Po powrocie do domu zaczęło się najgorsze... emocje spłynęły, zaczęłam się zastanawiać nad tym wszystkim, co jest ze mną nie tak... lekarz zrobił szereg badań, które nic nie wykazały. I zostałam z szeregiem pytań bez odpowiedzi. Przecież drugie poronienie, to nie może być już przypadek? Odsunęłam się od wszystkich, bo nie chciałam kolejnych osób informować o tej ciąży, kiedy już się zakończyła. Przyjaciółki, które wiedziały, powiedziały, że współczują i na tym skończył się nasz kontakt, jedna z nich, ciężarna, rzuciła tekstem "weź się nie przejmuj, to jest przecież takie częste, zaraz zajdziesz w kolejną ciążę"... 
Do tej pory nie mogę się wziąć w garść, niecały miesiąc po poronieniu zmarł mój dziadek, w międzyczasie brat trafił do szpitala ... mam wrażenie, że to pasmo nieszczęść nigdy się nie skończy... Piszę do Was, bo kto zrozumie jak nie Wy? Wśród bliskich, mimo prób, nie mogę znaleźć zrozumienia. Mąż odbiera to wszystko inaczej, trochę się smucił, ale żyje normalnie, mama nigdy tego nie przeżyła, więc skupia się na martwieniu się o mnie, a kiedy mówię o dziecku, wyobrażeniach, marzeniach, twierdzi, że celowo zagłębiam się w tym, żeby się dobić, a ja nie mogę przestać o myśleć o mojej Emilce i o bezwzględnej śmierci, która musiała zabrać mi ją i dziadka w ciągu jednego, okrutnego miesiąca. Sad


RE: Pasmo cierpienia - Amelia - Mon, 13 Sierpnia 2018

Smutne masz te wakacje. Nie takie planowałaś. Mimo wszystko, wykorzystaj dla siebie z ich reszty, ile tylko możesz. Potrzebujesz tego, Twoja psychika potrzebuje - powrót do pracy będzie trudny. Duże dzieci uczysz?


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Mon, 13 Sierpnia 2018

(Mon, 13 Sierpnia 2018, 13:32:24)Amelia napisał(a): Smutne masz te wakacje. Nie takie planowałaś. Mimo wszystko, wykorzystaj dla siebie z ich reszty, ile tylko możesz. Potrzebujesz tego, Twoja psychika potrzebuje - powrót do pracy będzie trudny. Duże dzieci uczysz?

Właśnie z tym odpoczywaniem mam największy problem. Napięcie jest wciąż ogromne. Po pierwsze to właśnie jestem chora, chyba zapalenie oskrzeli, a do tej pory codziennie wędrowałam do babci, która bardzo cierpi i nie może się odnaleźć po śmierci dziadka. Przynajmniej tyle mogę zrobić. O swoim odpoczynku jakoś w ogóle nie mogę myśleć... Uczę w podstawówce, dzieci 10-12-letnie.


RE: Pasmo cierpienia - wiola1980 - Mon, 13 Sierpnia 2018

Ciężko się pisze z telefonu i muszę pisać jeszcze raz bo pierwszej odpowiedzi nie zachowało...

Daj sobie czas na żałobę, nie musisz niczego przed najbliższymi udawać. Płacz kiedy jest Ci smutno, krzycz z rozpaczy. Te dzieci były istniały w nas i kochalysmy je od pierwszej sekundy bo tak bardzo ich pragnęłyśmy. Serce pęka z bólu ale z czasem będzie lżej może jeszcze nie teraz ale obiecuję że będzie. Ja też myślałam o moim malenstwie, za każdą stratą wyobrażałam sobie jakby wyglądały. Widziałam biegające maluchy z blond lokami o niebieskimi oczkami uśmiechając się do mnie.  To normalne. Mi pomogło napisanie listu pożegnalnego do maleństwa. Pisałam jak bardzo je kocham i jak bardzo żałuję że się nie spotkamy...że zawsze będą w moich sercach. Napisz, przeczytaj na głos i spal. Łączę się z Tobą w bólu.


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Mon, 13 Sierpnia 2018

Dziękuję Ci Wiolu za słowa otuchy. Mam nadzieję, że kiedyś będzie lepiej, bo jestem teraz w mega dołku, póki co nie do wygrzebania się. Myślałam już o liście, przeczytałam kilka książek o poronieniu w ostatnim czasie i dały trochę wskazówek co robić, żeby było łatwiej, ale wiadomo, że najlepiej działa czas i obecność osób, które to rozumieją, bo tez to przeszły. Póki co nie jestem jeszcze gotowa na pisanie do Niej, piszę coś tam o sobie, swoich uczuciach, dużo myślę... Marzę o jakimś oczyszczającym śnie, ale to też jeszcze nie ten etap. Wiolu, wiele dzieci straciłaś? Kiedy myślę o tym, ile kobiet straciło swoje dzieci, a zwłaszcza więcej niż raz, to czuję taki żal i niezrozumienie Sad


RE: Pasmo cierpienia - asza - Tue, 14 Sierpnia 2018

Bardzo mi przykro, że Twoja Emilka odeszła.
Wspominałaś, że lekarz wykonał szereg badań. Tutaj jest link do wątku o badaniach - bardzo obszerny, ale warto go przeczytać.
https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=4020

Dużo sił dla Ciebie.


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Sun, 26 Sierpnia 2018

(Tue, 14 Sierpnia 2018, 11:03:26)asza napisał(a): Bardzo mi przykro, że Twoja Emilka odeszła.
Wspominałaś, że lekarz wykonał szereg badań. Tutaj jest link do wątku o badaniach - bardzo obszerny, ale warto go przeczytać.
https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=4020

Dużo sił dla Ciebie.

Dziękuję aszo. Co do badań to jeszcze poczytam, chociaż to wszystko jest bardzo skomplikowane. Gin zrobil wszystkie immunologiczne i infekcyjne, właśnie byłam na kontroli i nie ma żadnych nieprawidłowości. Okres wrócił, z macica wszystko w porzadku. Poczytam jeszcze, może sobie dorobię sama jakiś dodatkowy pakiet. Według lekarza mogę już zachodzić w ciążę, ale póki co nie mogę o tym myśleć. Za bardzo boje się kolejnej porażki Sad


RE: Pasmo cierpienia - wiola1980 - Mon, 27 Sierpnia 2018

Ja tez przeszlam przez wiele badan, jedni lekarze stawiali diagnozy drudzy je obalali i do tej pory nic nie wiadomo. Lekarze rozkladaja rece i mowia ze nie ma przeciwwskazan... ten lek juz zawsze bedzie w nas, aniolkowe mamy juz zawsze beda sie bac o kolejna ciaze, kolejne dzieciatko. Chociaz z czasem poczujesz sie lepiej i bedziesz wiedziala czy jestes gotowa czy nie.


RE: Pasmo cierpienia - PiBi - Mon, 27 Sierpnia 2018

(Sun, 26 Sierpnia 2018, 13:27:17)trzydziescidwa napisał(a): Gin zrobil wszystkie immunologiczne
Wszystkie czyli jakie? przy określeniu "wszystkie" zapala mi się lampka, bo lekarze rzadko decydują się na jakieś badania, zwłaszcza immunologiczne, bo albo nie mają wiedzy albo szkoda pieniędzy, albo się upierają, że nie ma co badać. Dlatego koniecznie przejrzyj wątek zalinkowany przez Aszę i zorientuj się, czy faktycznie wszystkie to wszystkie.
Przykro mi, że życie tak Cię doświadcza. Sad Dużo sił.


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Tue, 28 Sierpnia 2018

(Mon, 27 Sierpnia 2018, 10:57:19)PiBi napisał(a):
(Sun, 26 Sierpnia 2018, 13:27:17)trzydziescidwa napisał(a): Gin zrobil wszystkie immunologiczne
Wszystkie czyli jakie? przy określeniu "wszystkie" zapala mi się lampka, bo lekarze rzadko decydują się na jakieś badania, zwłaszcza immunologiczne, bo albo nie mają wiedzy albo szkoda pieniędzy, albo się upierają, że nie ma co badać. Dlatego koniecznie przejrzyj wątek zalinkowany przez Aszę i zorientuj się, czy faktycznie wszystkie to wszystkie.
Przykro mi, że życie tak Cię doświadcza. :( Dużo sił.

Przeglądałam wątek wczoraj, brakuje mi tylko przeciwciał ANA,które właśnie mam zamiar dorobić jutro. Genetycznych chyba robić nie będę.


Ciekawe, że wszystko wyszło dobrze, tzn. nic nie wyszło, z krzepliwością też, a dowiedziałam się że i tak będę musiała brać acard i heparynę. Czy to typowe postępowanie? Mój gin twierdzi, że po drugim poronieniu tak...


RE: Pasmo cierpienia - PiBi - Wed, 29 Sierpnia 2018

Gina masz nowoczesnego. Nie dość, że zleca badania, to jeszcze proponuje żelazny zestaw jakby co. Jestem w szoku. To nie standard, niestety.

Jest tylko jedno ale. Badaliście dziecko?


RE: Pasmo cierpienia - animatua - Wed, 29 Sierpnia 2018

U mnie tez nic nie wyszło, a obie ciaze (także ta straconą) miałam na żelaznym zestawie. Z mojego punktu widzenia to świetne podejście. Zwiększa szanse na prawidłowa implantację, zmniejsza ryzyko późniejszych nieprawidłowości w łożysku i zabezpiecza przed ewentualnością, ze jednak zestaw był potrzebny, bo badania byc moze czegos nie wykazały.


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Wed, 29 Sierpnia 2018

(Wed, 29 Sierpnia 2018, 07:53:16)PiBi napisał(a): Gina masz nowoczesnego. Nie dość, że zleca badania, to jeszcze proponuje żelazny zestaw jakby co. Jestem w szoku. To nie standard, niestety.

Jest tylko jedno ale. Badaliście dziecko?

Nie badaliśmy dziecka... Gin mówił, że to nasz wybór, ale nie zachęcał jakoś specjalnie twierdząc, że zazwyczaj jednak wada jest w samym płodzie i niekoniecznie powtarzalna.  Może to błąd, zwłaszcza, że to już drugie poronienie Sad


RE: Pasmo cierpienia - asza - Wed, 29 Sierpnia 2018

(Mon, 27 Sierpnia 2018, 10:57:19)PiBi napisał(a): Wszystkie czyli jakie?

Również chciałam Cię dopytać o te badania - pytanie tutaj: https://www.poronienie.pl/forum/showthread.php?tid=4020&page=43
I jakbyś miała jakieś dalsze pytania albo wątpliwości (medyczne, dotyczące badań), to proszę pisz w tamtym temacie.


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Fri, 31 Sierpnia 2018

Jest mi wyjątkowo ciężko terazSad Wracam właśnie do pracy, właściwie mogę powiedzieć, że już wróciłam i to mnie strasznie dobija... miało mnie tu nie być, miałam cieszyć się już połową ciąży... ech okropne to wszystko Sad jestem strasznie zła na cały światSad


RE: Pasmo cierpienia - saguaro - Fri, 31 Sierpnia 2018

Czuję się bardzo podobnie... każda komplikacja, każda stresująca sytuacja w pracy wyprowadza mnie z równowagi dużo bardziej, niż kiedyś, bo ciągle mam w głowie, że mnie tu już miało nie być...


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Mon, 03 Września 2018

Ech moje kochane maleństwo... Dzisiaj mijają dwa miesiące, odkąd wiem, że się nigdy nie urodzisz, że Cię nigdy nie przytulę, ani nie owinę kocykiem, nie założę Ci ubranka i pieluszki, nie nakarmię... tak bardzo bolą informacje o kolejnych ciążach wśród szczęśliwych koleżanek, które przecież urodzą zdrowe dzieci.. Nam nie będzie dana wspólna przyszłość.. Będę wzdychać za Tobą do Nieba.. Mam nadzieję, że hasasz po zielonych polanach i pamiętasz o swojej kochającej mamie, która razem z Tobą straciła kawałek serca :*


RE: Pasmo cierpienia - polianka - Tue, 04 Września 2018

Dwa miesiące to bardzo niewiele czasu. 
Wiem, że wieści o ciążach koleżanek mogą sprawiać ból, to zrozumiałe, wiele z nas tego doświadcza. Ale wcale nie jest powiedziane, że one urodzą zdrowe dzieci. Nie wiemy tego, dziecko to cud, który może się zdarzyć kobiecie, ale nie zawsze się zdarza. Ciążę można stracić na każdym etapie, zdarza się, że jest wzorowa, a dziecko rodzi się martwe, na przykład wskutek niedotlenienia. Lub rodzi się chore i umiera po narodzinach lub chore cierpi całe życie lub jest zupełnie zdrowe i ginie w wypadku. Nie wiemy nigdy, co komu pisane. Choć jestem pewna, że mimo, że serce boli, nie życzysz im źle.
Cierpisz, bo Twoje dziecko umarło. Bardzo mi przykro z tego powodu. To bardzo trudny czas. Próbuj być dobra dla siebie.


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Tue, 04 Września 2018

(Tue, 04 Września 2018, 11:32:54)polianka napisał(a): Dwa miesiące to bardzo niewiele czasu. 
Wiem, że wieści o ciążach koleżanek mogą sprawiać ból, to zrozumiałe, wiele z nas tego doświadcza. Ale wcale nie jest powiedziane, że one urodzą zdrowe dzieci. Nie wiemy tego, dziecko to cud, który może się zdarzyć kobiecie, ale nie zawsze się zdarza. Ciążę można stracić na każdym etapie, zdarza się, że jest wzorowa, a dziecko rodzi się martwe, na przykład wskutek niedotlenienia. Lub rodzi się chore i umiera po narodzinach lub chore cierpi całe życie lub jest zupełnie zdrowe i ginie w wypadku. Nie wiemy nigdy, co komu pisane. Choć jestem pewna, że mimo, że serce boli, nie życzysz im źle.
Cierpisz, bo Twoje dziecko umarło. Bardzo mi przykro z tego powodu. To bardzo trudny czas. Próbuj być dobra dla siebie.

Nie życzę, absolutnie.. po prostu smutno mi, że mojego nie będzie... I trudno mi razem z nimi się cieszyć... Gratuluję i nie kontynuuję tematu. Wiem, że jest wcześnie, a czas się tak strasznie dluży teraz.. ale wrocilam do pracy, więc może ruszy z miejsca


RE: Pasmo cierpienia - polianka - Tue, 04 Września 2018

Mi też smutno, że mojego nie ma.

To zupełnie normalne, że nie potrafisz dzielić ich radości teraz.

Praca bywa pomocna, o ile czujesz się na siłach.


RE: Pasmo cierpienia - justynek - Wed, 05 Września 2018

no właśnie ta siła -fizyczna moze i jest ale psychika to już gorzej .drugi raz mam sie tłumaczyć że byłam w ciąży i już nie jestem .nie chce żeby ktoś na de mną się litował patrzył ze współczuciem .Po pierwszym poronieniu wróciłam po 2 tyg do pracy pierwszy tydz był straszny.teraz nie mam ani motywacji ani potrzeby ani siły.jest pustka...


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Fri, 21 Września 2018

(Wed, 05 Września 2018, 10:21:26)justynek napisał(a): no właśnie ta siła -fizyczna moze i jest ale psychika to już gorzej .drugi raz mam sie tłumaczyć że byłam w ciąży i już nie jestem .nie chce żeby ktoś na de mną się litował patrzył ze współczuciem .Po pierwszym poronieniu wróciłam po 2 tyg do pracy pierwszy tydz był straszny.teraz nie mam ani motywacji ani potrzeby ani siły.jest pustka...

Mnie na szczęście ominęło informowanie kogokolwiek w pracy, więc uniknęłam komentarzy, szeptów i wymuszonego współczucia.

Jakoś mi wyjątkowo źle dzisiaj. Czuję z jednej strony, że się pozbierałam, skupiłam na życiu codziennym, moim synku i pracy, ale... no właśnie... wystarczy zagłębić się w te niedalekie wspomnienia i mam wrażenie, że niewiele trzeba, żeby się posypać... tęsknię za Tobą moja kruszynko, już byłybyśmy za połową drogi do szczęścia Sad


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Tue, 11 Grudnia 2018

Przeżyłam powtórkę... bliźniaczo podobne chwile... nie rozumiem, dlaczego mnie to spotyka Sad


RE: Pasmo cierpienia - chocolate_puma - Wed, 12 Grudnia 2018

Trzydziescidwa, bardzo mi przykro, że zmarło Wasze Dziecko, że to pasmo cierpienia dla Ciebie się nie kończy.
Okoliczności były podobne do tych z Emilką?


RE: Pasmo cierpienia - trzydziescidwa - Wed, 12 Grudnia 2018

(Wed, 12 Grudnia 2018, 00:26:05)chocolate_puma napisał(a): Trzydziescidwa, bardzo mi przykro, że zmarło Wasze Dziecko, że to pasmo cierpienia dla Ciebie się nie kończy.
Okoliczności były podobne do tych z Emilką?

Tak... 10 tydzień i i poronienie zatrzymane Sad