Poronienie - Forum
7 tygodni - Wersja do druku

+- Poronienie - Forum (https://www.poronienie.pl/forum)
+-- Dział: Poronienie (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=3)
+--- Dział: Moja strata (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=11)
+--- Wątek: 7 tygodni (/showthread.php?tid=4944)

Strony: 1 2 3 4


7 tygodni - mamaokruszka - Sat, 30 Lipca 2016

Nigdy nie sądziłam, że mnie to spotka. Myślałam, że takie rzeczy zdarzają się innym. Nie staraliśmy się o dziecko. Któregoś dnia po prostu stwierdziliśmy, że przestaniemy się zabezpieczać i zobaczymy co z tego wyniknie. Minęły 3 tygodnie od miesiączki a ja zaczęłam się dziwnie czuć. Miałam zawroty głowy, zapachy stały się intensywne jak nigdy wcześniej. Mój mąż podśmiewał się ze mnie, że wkręcam siebie ciążę, ale okres się nie pojawił. Sama nie dowierzałam, że udało się już w pierwszym coyklu. Druga kreska na teście była taka bladziutka... Przez moment myślałam, że ją sobie wyobraziłam. A potem przyszła ta myśl, że chciałabym, żeby to była tylko moja wyobraźnia. Że nie dam sobie rady. Że nie jestem gotowa. Przerażenie, radość, szok, niedowierzanie, euforia. Tyle uczuć w jednej sekundzie. Czasem sądzę, że to co stało się później jest karą za tą pierwszą myśl. Za to, że w pierwszej chwili zwątpiłam. Tak jakby Los zadrwił sobie ze mnie okrutnie. Nie ma dnia, żebym o tym nie myślała...
Dni mijały spokojnie. Poszłam do lekarza, ale było jeszcze za wcześnie aby cokolwiek zobaczyć. Dostałam tylko zalecenie by brać witaminy i zjawić się za trzy tygodnie "jeśli wcześniej nie będzie krwawienia". Jakże prorocze były te słowa.
Mimo oporów mojego M, zaczęliśmy informować rodzinę i przyjaciół. Dzieliliśmy się naszym szczęściem ze wszystkimi, którzy chcieli nas słuchać. Aż przyszła tamta sobota. Wieczorem pojawiła się gorączka. W panice jechaliśmy do przychodni. Lekarz popatrzył na mnie pobłażliwie ale na koniec wizyty wręczył receptę na antybiotyk. Nie powiedział nic konkretnego, kazał się zgłosić do swojego lekarza w poniedziałek. Antybiotyku nie wykupiłam. Pani w aptece powiedziała, że ten konkretny jest niewskazany w ciąży. Jakoś udało się przetrwać do końca weekendu, niestety nie udało się uniknąć antybiotyku, ale przynajmniej dostałam "coś bezpieczniejszego" dla Maleństwa. Nawet nie zauważyłam w tym wszystkim, że od soboty piersi przestały boleć a z brzucha zniknęło napięcie, które nie opuszczało mnie od kilku tygodni. Wieczorem zaczęłam plamić. Kolejna paniczna jazda do lekarza. Lekarka, która robi mi USG nie widzi pęcherzyka, mówi, że może być jeszcze za wcześnie, ale ja już przeczuwam, że jest źle, bardzo bardzo źle.
Kolejny dzień jest spokojny. Dużo leżę, odpoczywam, czytam ckliwe artykuły o dziewięciu radosnych miesiącach oczekiwania, staram się wyrzucić z głowy myśl, że coś może być nie tak. Kolejnego dnia znowu plamienie, tym razem jedziemy do szpitala. Tam trafiam na cudownego lekarza, który spokojnie tłumaczy, że plamienia się zdarzają, że to nie musi oznaczać niczego złego. Maluszka pewnie zmęczyły te cztery dni gorączki, która nie chciała dać się zbić. Kolejne USG, tym razem jest pęcherzyk, ma 4 mm, dziś wiem, że w 7tc to zbyt mało ale wtedy szalałam z radości. Jest! Moje Maleństwo jest we mnie. Jest tam i rośnie. Zaczynam wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Maleńki trzymaj się tam. Nie damy się. Mamusia Cię kocha. Wytrzymaj. Nie opuszczaj mnie.
Wracamy do domu. Kładę się do łóżka, w końcu lekarza kazał leżeć i się nie denerwować. Emocje opadają powoli i zasypiam płacząc z ulgi. Po kilku godzinach budzę się z okropnym bólem brzucha. Od razu idę do łazienki, od kilku dni obsesyjnie sprawdzam bieliznę. Tym razem z przerażeniem odkrywam krew. Dużo krwi, stanowczo za dużo, by mogło być dobrze.
Znów jedziemy do szpitala. Staram się nie płakać, błagam mojego Syneczka, żeby mnie nie opuszczał. Powtarzam to jak mantrę. Zostań ze mną, nie odchodź. Kocham Cię mój malutki. Czuję, że to chłopiec, mój maleńki Adaś. 
Ten sam lekarz pyta co się stało, że znów się widzimy. Próbuję mówić spokojnie ale to jest silniejsze ode mnie płaczę jak jeszcze nigdy w życiu. Znów USG, lekarz milczy. Szuka długo, o wiele za długo, ta cisza mnie zabija kawałek po kawałku. Zaczynam się modlić. Gdzieś z tyłu głowy jest ta myśl, w głębi duszy wiem, że żadna modlitwa Go nie ocali. Lekarz mówi spokojnie, ma taki kojący głos a jednak jego słowa rozrywają moje serce na strzępy. Tak mi przykro. Pęcherzyka już nie ma. Pani dziecko odeszło. Czuję jego dłoń na mojej, jakie dziwne uczucie, jakbym była poza swoim ciałem. Zapadam się. Nie wiem co się dzieje. Lekarz coś jeszcze mówi, coś tłumaczy, ale ja już nie słyszę. Widzę tylko jego oczy, jakby smutne, przepraszające, że oto właśnie zrujnował mi życie kilkoma słowami. Wracamy do domu, nie chcą robić zabiegu. Podobno w moim przypadku będzie z niego więcej szkody niż pożytku. Dopiero gdy przekraczam próg wszystko we mnie eksploduje. Wyję, krzyczę, mąż patrzy na mnie przerażony. Nie mogę oddychać. Nie mogę przestać płakać. Noc jest koszmarem, gęsta od snów, złych i przerażających. Budzę się co jakiś czas i przez jeden moment po przebudzeniu mam nadzieję, że ostatni dzień też był tylko snem, że obudzę się z tego koszmaru. Ale on trwa, dzień po dniu słyszę pocieszenia, które wbijają nóż w serce. Odcinam się od kolejnych osób. Zrywam kontakty z ludźmi, o których mówiłam "przyjaciele". Nie wiem jak dalej żyć. Minęły trzy tygodnie. Mąż mówi, że jeszcze będziemy mieć nasze dziecko, ale ha nie umiem sobie tego wyobrazić. Dla mnie czas się zatrzymał tamtego dnia. I choć ludzie mi mówią, że w 7 tygodniu to jeszcze nie dziecko, to ja czuję, że umarł ktoś najważniejszy a razem z nim umarła część mnie.


RE: 7 tygodni - paulina1986 - Sat, 30 Lipca 2016

Bardzo mi przykro, że również doswiadczyliscie straty Dziecka.

Daj sobie czas. Wiem, ze żadne słowa Ci teraz nie pomogą, ale pamiętaj, ze nie jesteś sama.


RE: 7 tygodni - polianka - Sat, 30 Lipca 2016

Mamookruszka. Tak mi przykro, że i Tobie się to przytrafiło. U mnie minęło dopiero 10 dni i jestem zupełnie rozsypana, nie radzę sobie, ale postanowiłam Ci odpisać, bo ja też zwątpiłam. Bałam się czy dam radę, czy będę umiała być dobrą mamą, czy ono chce takiej mamy. I gdy przestało bić serduszko zjadało mnie poczucie winy, że to kara, że zwątpiłam, że się bałam, że moje dziecko nie chciało takiej mamy i odeszło. Nadal mam w sercu te uczucia. Mimo, że moja ginekolog od początku była ostrożna, nie podobał się jej pecherzyk, był nieregularny, później nie było zarodka, później serduszko biło za wolno. A później przestało bić. Mówiła, że to nie moja wina, że tak się czasem dzieje. Ale ja siebie obwiniam. Rozumiem aż zbyt dobrze co przeżywasz i współczuję Ci


RE: 7 tygodni - mamaokruszka - Sat, 30 Lipca 2016

Paulina, dziękuję. Świadomość, że jesteście, że rozumiecie, i że jest to miejsce, gdzie można wyrzucić z siebie ból i żal daje na prawdę wiele.

Polianka ja w ogóle mam wrażenie, że wszystko zrobiłam nie tak jak powinnam. Nie zrobiłam badań. Założyłam z góry, że te kontrolne sprzed kilku miesięcy wystarczą (mam niedoczynność tarczycy i hiperprolaktynemię) i chociaż teraz wyniki są ok, w ciąży nie miałam badań kontrolnych. Chodziłam do pracy chociaż wiedziałam, że w mojej firmie ludzie przychodzą do biura z różnymi chorobami i ogólnie się nie przejmują czy kogoś zarażą, czy nie. W pracy złapałam bakterię, która spowodowała zapalenie zatok, wysoką gorączkę, przez co musiałam brać antybiotyk i spore ilości paracetamolu. Ciągle mam w głowie, że gdybym dbała o siebie bardziej, gdybym uważała, była bardziej ostrożna, może mój synek by żył... Strasznie ciężko mi z tymi myślami.

Przykro mi, że i Ciebie to spotkało. Dla Twojego Aniołka (*)


RE: 7 tygodni - polianka - Sat, 30 Lipca 2016

Mamookruszka rozumiem Cię doskonale. Ja też mam niedoczynność tarczycy, biorę 175 Euthyroxu i też mam hiperprolaktynemie myślę, że to właśnie dzięki lekowi na to (Dostinex) zaszłam w ciążę, bo było napisane,że zwiększa szanse bardzo. Rozumiem Twoje poczucie winy i tego, że wszystko zrobiłaś źle. Bo mam to samo. Ale podobno to nie nasza wina. Są matki, które piją, palą, ćpają, ac rodzą zdrowe dzieci. Nie jesteś sama, myślę, że podobnie się czujemy. 
(*) dla Twojego Okruszka


RE: 7 tygodni - mamaokruszka - Sat, 30 Lipca 2016

(Sat, 30 Lipca 2016, 20:48:54)polianka napisał(a):  Są matki, które piją, palą, ćpają, ac rodzą zdrowe dzieci. 

To jest właśnie dla mnie niepojęte. Są kobiety, które nie dbają o siebie i o dziecko kompletnie. Narażają je każdego dnia. Są takie, które nie chcą dzieci wcale a je mają. Takie, dla których dziecko jest kłopotem. Niesprawiedliwe jest życie.

Cytat:Ale podobno to nie nasz wina.

Polianka, ja staram się wierzyć, że to nie nasza wina, ale serce nie chce nadążyć za rozumem. I chociaż tłumaczę sobie, że tak musiało być, że Bóg kładzie na nasze barki tylko tyle ile jesteśmy w stanie unieść i ma dla nas plan, to nadal jestem na etapie gdybania. Jakoś trudno sercu nakazać co ma czuć.


RE: 7 tygodni - polianka - Sat, 30 Lipca 2016

Wiem i rozumiem. Chcialabym, żebyś wiedziała, że nie jesteś sama. W podobnym czasie przechodzimy przez podobne pieklo. Sama ledwo się trzymam w całości, ale myślę o Tobie ciepło, jestem, przytulam.


RE: 7 tygodni - animatua - Sat, 30 Lipca 2016

polianka napisał(a):Są matki, które piją, palą, ćpają, ac rodzą zdrowe dzieci.

Wielokrotnie tu na Forum padają te słowa. Rozumiem je, bo pamietam swoje własne rozgoryczenie, ale...
Te dzieci wcale nie są zdrowe, nie wiecie jakie są ich dalsze losy, a Choćby FAS u dzieci alkoholiczek nie zawsze objawia sie cechami morfotycznymi widocznymi zaraz po urodzeniu.
I tak sobie myślę, ze może to co Wam leży na sercu, to fakt, ze rodzą żywe dzieci, to jest zródło poczucia tej niesprawiedliwości. Z drugiej strony czym te dzieci sobie na smierć zasłużyły? Człowiek w złości i rozpaczy często widzi tylko to, ze "one urodziły", a nie zastanawia sie nad tym, co byłoby alternatywą. Czy gdyby los karał je za złe prowadzenie się śmiercią ich dzieci, to byłoby to słuszne?


RE: 7 tygodni - mamaokruszka - Sat, 30 Lipca 2016

Dziękuję Ci, że jesteś. Jakoś lżej na serduszku, kiedy się wie, że jest ktoś, komu nie trzeba tłumaczyć dlaczego znów płaczę. Tylko okropnie mi żal, że w takich okolicznościach się tu spotkałyśmy. Przytulam Cię mocno.

Wiesz, ja obsesyjnie czytam Pamiętnik Ani z działu Nasze historie i trochę pomaga, chociaż sama nie jest jeszcze w stanie myśleć o kolejnych staraniach.

Animatua, nie patrzyłam na to z tej strony. Masz rację. Niesprawiedliwość widzę raczej w tym, że są kobiety, które każdy aspekt życia podporządkowują dziecku, które się w nich rozwija. Dbają o dietę, odstawiają wszystkie używki, unikają stresu, odżywiają się jak trzeba, śpią ile trzeba, nieraz rezygnują z pracy a i tak nie jest im dane doczekać się na zdrowe a przede wszystkim żywe dziecko. To okrutnie niesprawiedliwe.


RE: 7 tygodni - polianka - Sat, 30 Lipca 2016

Animatua ja nikomu tego nie życzę, żadnej, nawet wygodnej matce nie życzę śmierci jej dziecka. Ja tylko probuje jakoś się pogodzić z tym, że moje dziecko umarło. Nie wiem jak. Nie umiem. Bałam się, ale pokochalam je. Tak bardzo. I teraz nie jestem w stanie oddychac. 
Mamookruszka, jestem i będę jeśli potrzebujesz

Chciałam napisać "wyrodnej" a nie "wygodnej"


RE: 7 tygodni - ka_ro - Sun, 31 Lipca 2016

Polianko, z tym się nie da moim zdaniem pogodzić. Po jakimś czasie można o tym mowić i myślec bez płaczu, można wspominać ciepło swoje dziecko, ale chyba nigdy nie da się pogodzić z tym, że ono odeszło.


RE: 7 tygodni - ziarenko - Sun, 31 Lipca 2016

nie ma słów, które mogłyby ulżyć Twojemu cierpieniu.. czas też nic nie zmieni.. czytając Twoją historię tak bardzo widziałam siebie, Nasza historia jest tak podobna- krótka radość, przeziębienie, strach i rozpacz, gdy życie w jednej chwili rozsypuje się na miliony kawałków.. przytulam myślami, tylko tyle mogę..


RE: 7 tygodni - PiBi - Tue, 02 Sierpnia 2016

Czas wiele zmieni.


RE: 7 tygodni - mamaokruszka - Tue, 02 Sierpnia 2016

Wiem o tym i staram się wziąć to wszystko na przeczekanie. Jakoś muszę żyć, jak nie dla siebie to chociaż dla mojego M. Niby wiem jakie są statystyki przy ciężkich infekcjach w pierwszym trymestrze ale i tak mam schizy, że to coś więcej... Jakoś nie umiem uwierzyć lekarzom, szczególnie, że zawiedli mnie okrutnie w przeszłości...


RE: 7 tygodni - mamaokruszka - Sat, 06 Sierpnia 2016

Znów dopadły mnie te myśli choć odganiam je jak natrętne muchy... Może powinnam była od razu pójść na zwolnienie zamiast pracować? A gdybym wzięła antybiotyk, który dostałam od pierwszego lekarza? Może stan zapalny nie rozwinął by się tak bardzo? Gdybym poszła do lekarza od razu jak w czwartek obudziłam się z chrypką zamiast liczyć, że sama przejdzie? Gdybym nie pojechała za pierwszym razem do przychodni tylko od razu do szpitala? Może Adaś by żył... Może by nie odszedł... Może by go uratowali? Wszystko nie tak. Tyle rzeczy chciałabym zmienić, zrobić inaczej. Cofnąć czas i wszystko naprawić... 
Synku, tak bardzo za Tobą tęsknię. Tak bardzo Cię kocham.


RE: 7 tygodni - joanna29 - Sat, 06 Sierpnia 2016

Dopiero 3 tydz od kiedy zostałam sama bez mojego aniołka .Jest ciężko czasem nawet bardzo ciężko .Dziś w nocy we śnie widziałam swoją córeczkę ( takie miałam przeczucia ze miała być dziewczynka )była taka śliczna .Co dzień sie zastanawia. Co zrobiłam źle ze mnie opuściła .Czy to przez przeziębienie które mnie dopadło ( brałam wtedy tylko paracetamol )A może stres (od jakiegoś czasu walczę o odzyskanie płyty z własnego ślubu , kamerzysta i fotograf kasę wzięli za zlecenie A płyt nie ma nie odbiera tel nie odp  na wiadomości nawet wtedy co wyladwalam w szpitalu byłam u nich w domu ale nikt mi drzwi nie otworzył ) Czy to przez to mojej córeczki teraz nie ma z nami ? Tak strasznie to wszystko boli ,staram się być silną ale czasem brak mi sił na to wszystko .Boję się mam 29 lat czy jeszcze będzie mi dane zostać mamą


RE: 7 tygodni - mamaokruszka - Sat, 06 Sierpnia 2016

Minął już miesiąc. Wszystko straciło sens odkąd Ciebie nie ma. Synku, tak mi strasznie źle bez Ciebie... Tak pusto....


RE: 7 tygodni - mamaokruszka - Tue, 09 Sierpnia 2016

Dziś moje urodziny... nie umiem świętować gdy Ciebie nie ma. Nie tak to miało być Syneczku. Zupełnie nie tak...


RE: 7 tygodni - mamaokruszka - Fri, 12 Sierpnia 2016

Mam ostatnio jakieś dziwne myśli. Niby rozumiem, że tak być musiało. Spełnił mi się inny los niż bym chciała. Czasu nie cofnę. Kiedyś jakoś uda się oswoić tą pustkę i ból. Potrzebuję czasu, żeby było lepiej, żeby to przepracować. Dużo czasu. Ale tak mnie szarpie. Pragnę ziemskiego dziecka. Pragnę maleństwa, które będę mogła wziąć w ramiona. Ale się boję. Panicznie się boję, że za każdym kolejnym razem będzie tak samo. Jest we mnie taki bunt, tyle sprzeczności. Jak mogę chcieć kolejnego dziecka, skoro Adaś umarł? Co ze mnie za matka, skoro chcę zastąpić jego nieobecność kolejnym dzieckiem? Przecież to on powinien być, to jego powinnam tulić, jemu pokazywać świat...
Czasem sama siebie się boję. Wczoraj złapałam się na myśli, że przecież gdybym teraz zjechała z drogi, przy tej prędkości, wszystko by się skończyło. Nigdy więcej nie musiałabym czuć tej dziury w sercu, która została po Adasiu... Ale przecież wiem, że nie mogę, że to nie rozwiąże sprawy. Że zostawię wszystkich, którzy mnie kochają z taką samą dziurą w sercu, z takim samym bólem jaki teraz czuję.
Chyba potrzebuję pomocy.
Nawet nie mam z kim porozmawiać.
Mąż wypiera wszystko, nie chce poruszać tego tematu. Powtarza mi, że następnym razem musi się udać, musi być dobrze. A przecież jedyne co musi to się umrzeć....
Przyjaciółka powiedziała mi ostatnio, że tak strasznie ją dołuje to, że mi jest źle, że żyć jej się odechciewa. Odechciało mi się z nią rozmawiać, skoro ma się przeze mnie czuć jeszcze gorzej.
Mama powtarza, że muszę żyć dalej, zapomnieć i skupić się na tym co jest teraz.
Nie mam nikogo, komu mogłabym się wypłakać. Nikogo, komu mogłabym powiedzieć, jak strasznie to boli. Że mam wrażenie, że umrę z tego bólu, że się uduszę od niego.


RE: 7 tygodni - polianka - Sun, 14 Sierpnia 2016

Przykro mi, że tak źle u Ciebie. Rozważ może wizytę u terapeuty?


RE: 7 tygodni - mamaokruszka - Mon, 15 Sierpnia 2016

Myślę o tym intensywnie, ale moje wcześniejsze doświadczenia z terapią nie nastrajają pozytywnie. Nie lubię jak ktoś mi "grzebie w głowie". Poprzednie próby terapii sprawiły tylko, że było jeszcze gorzej. od tamtej pory ze wszystkim staram się radzić sobie sama. Ostatnio czytam forum prawie non stop i szukam nadziei dla siebie. 
Kilka dni temu strasznie się pokłóciłam z moim M, on się upiera, że to wszystko przez gorączkę i zapalenie zatok, które złapałam w pracy. A ja wiem, że Adaś od początku nie rozwijał się prawidłowo i coś było nie tak. Nie wierzę, że to był przypadek, nie chcę tego sprawdzać na kolejnym dzicku... Eh, jakby mało było wszystkiego to jeszcze małżeństwo mi się sypie...


RE: 7 tygodni - rona - Mon, 15 Sierpnia 2016

Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty Sad W Twoich słowach odnajduje siebie. Wyrzucam sobie, ze strata mojego dziecka to kara dla mnie za to, ze w momencie, gdy zobaczyłam dwie kreski na teście nie czułam wielkiej radości a raczej strach.. ze jeszcze nie teraz, ze nie mamy warunków mieszkaniowych, ze staz w pracy, ze trzecie dziecko, ze pomyślą o nas jak o patologi.. I choć planowaliśmy te ciaza, choć zawsze marzyłam o trojeczce, to w tamtym momencie strach zwyciężył..


RE: 7 tygodni - mamaokruszka - Mon, 15 Sierpnia 2016

Rona, ja staram się sobie powtarzać, że na tamten moment zrobiłam wszystko co mogłam, że ta panika na początku jest normalna, bo przecież w jednej sekundzie życie wywróciło się do góry nogami. I to jest naturalne i normalne.
Chociaż rozum swoją drogą a serce swoją...


RE: 7 tygodni - konwalijka - Mon, 15 Sierpnia 2016

Oczywiście że to normalne. Ja też na początku wpadłam w panikę i strach że trzeba od podstaw kompletować wyprawkę, przestawiać się na tryb noworodkowy czyli wstawanie w nocy itp ale to byly tylko dwa może trzy dni.... Potem już się powoli cieszyłam i przestawiałam na tryb ciąża. Teraz strasznie ciężko wrócić do trybu normalnego zycia...


RE: 7 tygodni - rona - Mon, 15 Sierpnia 2016

U mnie obawy dreczyły mnie w zasadzie przez cały czas, ale strach stopniowo wypierała radość i oczekiwanie. Mój mąż i moje dzieci od samego początku byli bardzo szczęśliwi. A teraz.. staramy jakoś się trzymać dla nich.. Ale w sercu pustka..