Poronienie - Forum
Moja strata - Wersja do druku

+- Poronienie - Forum (https://www.poronienie.pl/forum)
+-- Dział: Poronienie (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=3)
+--- Dział: Moja strata (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=11)
+--- Wątek: Moja strata (/showthread.php?tid=476)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8


RE: Moja strata - mgj - Tue, 05 Kwietnia 2016

Mogliśmy szykować się do Twoich drugich urodzin tu, a jesteś 2,5 roku tam. Czas szybko leci i powoli zaciera złe wspomnienia, pozostają nadal domysły, marzenia i codzienność.
Szkoda, że nie było nam dane się poznać.

['] to już 30 miesięcy.


RE: Moja strata - migdusia - Tue, 05 Kwietnia 2016

mgj.....przytulam mocno...ja tez po 30stce i jutro ide znowu do szpitala- drugi raz ciaza obumarla....rozumiem Cie w 1000000%Sad((((


RE: Moja strata - annina - Wed, 06 Kwietnia 2016

mgj [*] dla dzieciątka

domysły i marzenia na pewno pozostaną na długo ale równocześnie ta codzienność wypełniona cudem i to jest piękne


RE: Moja strata - mgj - Fri, 15 Kwietnia 2016

['] ['] na Twoje 2 latka, tyle byś miała Kruszynko.

Przepraszam, że nie wczoraj, ale po kolei w domu wszyscy chorujemy i mnie chyba już też dopadło, ale myślałam od samego rana o Tobie. Jaka byś była moja pierwsza, wyczekana córeczko. Ja nadal i niezmiennie o Tobie pamiętam. Oby było kiedyś nam dane poznać się.


RE: Moja strata - wiola82 - Sat, 16 Kwietnia 2016

Twojej Córeczce na 2 latka (*)

Mgj wracaj szybko do zdrowia.


RE: Moja strata - annina - Tue, 19 Kwietnia 2016

mgj na 2 urodzinki dla Twojego niebiańskiego maleństwa
(*)
przytulam i dziękuje z całego serca

za to że jesteś wirtualnie


RE: Moja strata - mgj - Thu, 05 Maja 2016

['] pamiętam o Tobie moja Kruszynka, ostatnio często pojawiasz się w moich myślach. Tęsknie za tym czego nie ma...


RE: Moja strata - wiola82 - Thu, 05 Maja 2016

Tęsknota to nasza najbliższa "przyjaciółka" do końca naszych dni.
Twojej Kruszynce [*]


RE: Moja strata - annina - Thu, 05 Maja 2016

tęsknimy za tym czego nie ma i nie będzie z TYM dzieckiem
to trudne


RE: Moja strata - mgj - Fri, 06 Maja 2016

Aniu, Wiolu dziękuję za obecność i pamięć,


RE: Moja strata - mgj - Wed, 01 Czerwca 2016

Może kiedyś, gdzieś, ale jeszcze nie teraz ...

['] jestem i nie zapomnę


RE: Moja strata - wiola82 - Thu, 02 Czerwca 2016

(*) Kruszynce


RE: Moja strata - annina - Thu, 02 Czerwca 2016

szkoda ze to nie jest pewne to gdzieś kiedyś....
trzeba wierzyć
(*)


RE: Moja strata - Syla38 - Thu, 02 Czerwca 2016

...tam gdzieś...posyłam światełko [`]


RE: Moja strata - mgj - Sun, 05 Czerwca 2016

['] kolejny 5 za nami, to zawsze będzie w mojej pamięci, ale teraz pomimo wielkiego cierpienia to są dobre wspomnienia, bo są Nasze


RE: Moja strata - annina - Sun, 05 Czerwca 2016

Dobrze, kiedy wspomnienia związane ze stratą zamieniają sie w dobre wspomnienia.To milowy krok do przodu.


RE: Moja strata - mgj - Fri, 05 Sierpnia 2016

['] kolejny 5 przed nami, już tracę rachubę który to. Było to tak dawno - się wydaję, ale pamiętam jakby to było wczoraj.

Czy byłabyś Kruszynko do Niej podobna a może całkiem inna??


RE: Moja strata - annina - Fri, 05 Sierpnia 2016

(*)


RE: Moja strata - wiola82 - Fri, 05 Sierpnia 2016

[*]


RE: Moja strata - konwalijka - Fri, 05 Sierpnia 2016

Mgj ja też dzisiaj mam kolejna smutna rocznicę. Trzeci miesiąc bez fasolki. Wtedy też był piątek.... Czuję jakby to było w innym życiu. Czasami mam wrażenie że to mi się tylko przyśniło....


RE: Moja strata - mgj - Sat, 06 Sierpnia 2016

Bardzo realny sen, albo nierealna rzeczywistość...


RE: Moja strata - mgj - Mon, 05 Września 2016

['] nie wiem co Ci napisać, poza tym że brakuje mi Ciebie.


RE: Moja strata - annina - Mon, 05 Września 2016

Kochana jestem z Tobą w tęsknocie za Nimi
Przytulam

(*)


RE: Moja strata - MsNatasza - Mon, 05 Września 2016

Cześć Dziewczyny,
Długo zbierałam się w sobie, żeby zalogować się na forum. Ale jestem. I chciałabym opowiedzieć Wam moją historię. Moją i mojego Groszka.
Zaczęło się trochę na opak, bo o ciąży poinformował mnie mój narzeczony (2 maja <3), bo to on odebrał ten szczęśliwy wynik BHCG :-) To był 3 tydzień Groszka, a my oszaleliśmy z radości, bo odkąd rozpoczęliśmy starania minęły zaledwie 2 miesiące! A po moich zdrowotnych przebojach (kilka złych decyzji lekarskich, zaniedbanie i w konsekwencji usunięcie zmian nowotworowych na szyjce macicy) to był dla Nas prawdziwy cud! Wszystko było w jak najlepszym porządku, czułam się dobrze, no może poza tym, że mogłabym zasnąć wszędzie i w każdej pozycji ;-) Na kolejnej wizycie (19 maja <3) zobaczyłam migające serduszko Groszka, to był najpiękniejszy widok jaki tylko mogłam sobie wyobrazić! W Dzień Mamy pojechaliśmy do moich Rodziców i Rodziców mojego narzeczonego, że przekazać cudne wieści. Wiadomo, że bałam się czy wszystko będzie w porządku, bo to wcześnie, ale nawet nie dopuszczałam do siebie myśli, że coś po drodze może pójść nie tak jak powinno, a chciałam się dzielić tą ogromną radością. Poza tym, trudno było mi to ukryć, bo głaskałam się po brzuchu a mój uśmiech było widać chyba w promieniu 667462734327 kilometrów.
Któregoś wieczora rozbolał mnie brzuch, na początku tłumaczyłam sobie, że nie ma co panikować, bo to normalne, ale kiedy ból nie dawał za wygraną pojechałam na Izbę Przyjęć. Czekając na swoją kolej myślałam, że zwariuję, ale okazało się, że to najprawdopodobniej stres (miałam kilka nerwowych dni, kłótnia z narzeczonym i tak się nawarstwiło niestety). Dostałam NoSpę Forte, zobaczyłam migające serduszko Groszka, choć bardzo słabo, co mnie zaniepokoiło, bo lekarz szukał dość długo, ale kazali mi iść do domu, odpocząć i poczekać do kolejnej kontrolnej wizyty u mojego ginekologa. Tak też zrobiłam.
2 czerwca spokojnie poszłam na wizytę kontrolną. Położyłam się i czekałam na USG, żeby zobaczyć Groszka. Zaczęło się USG i po minie mojego lekarza już wiedziałam, że coś jest nie tak. Przez dłuższą chwilę milczał i wreszcie powiedział, że nie widzi akcji serduszka, choć ostatnio było to widoczne bardzo wyraźnie. Moja pierwsza myśl: "niemożliwe, szukaj do cholery człowieku, na pewno jest wszystko dobrze!". Kazał mi się ubrać, zadzwonił do szpitala i skierował na Izbę Przyjęć na konsultację, bo może sprzęt mu ześwirował i niepotrzebnie się denerwujemy... Widział co przeżywam i do końca nie chciał mi zabierać nadziei... Całą drogę płakałam, bo zaczęło do mnie docierać, że skoro jego super sprzęt nie wykrył akcji serca, to co może mi pokazać stary sprzęt ze szpitala?! Czekałam na Izbie Przyjęć ponad 3 godziny... W międzyczasie przewijały się tam kobiety w ciąży, z maleńkimi dziećmi... A ja nie wiedziałam gdzie mam oczy podziać, musiałam wychodzić kilka razy na zewnątrz i wyłam, bo czułam, że dla mnie wszystko się skończyło... Kiedy nadeszła moja kolej ledwo mogłam iść, położyłam się i czekałam... To były najdłuższe i najgorsze minuty w moim życiu... I usłyszałam to, czego bałam się najbardziej: "ciąża obumarła, nie wykryto akcji serca". Wiecie co było straszne? Mimo że lekarzem była kobieta, to nie widziałam w niej cienia empatii... Ja rozumiem, że oni dziennie mają dużo takich przypadków i nie mogą każdej kobiety głaskać po głowie, ale gdzie do cholery podziały się jakiekolwiek ludzkie odruchy?! Strasznie płakałam, nie mogłam się uspokoić, a tam nic, cisza, nawet nie dali mi niczego na uspokojenie... Gdyby nie to, że był ze mną narzeczony, to nie wiem jak to by się skończyło jakbym wyszła ze szpitala sama... Pani doktor powiedziała, że od razu może mnie wziąć na oddział i zrobić zabieg. Nie zgodziłam się, bo pomyślałam sobie, że skoro tak to tutaj wygląda, to nie zdziwię się jak położy mnie na sali z ciężarnymi i wtedy umrę po raz kolejny. Nie pamiętam drogi do domu, nie pamiętam kiedy zasnęłam, pamiętam tylko, że leżałam na podłodze w łazience z moim pozytywnym testem ciążowym i wyłam z bólu... Obudziłam się w nowym dla mnie świecie, w świecie bólu, rozpaczy i łez... Po kilku dniach umówiłam się z moim ginekologiem na zabieg. 2 czerwca stawiłam się w szpitalu. Mój lekarz zadbał o to, żebym na sali nie była z ciężarnymi, chociaż tyle mógł zrobić... Po konsultacjach i badaniu podano mi tabletki poronne. Ale momentem, który mnie po raz kolejny złamał, był moment kiedy padło pytanie czy chcę zabrać szczątki ze sobą... Nie... Dowiedziałabym się przecież jakiej płci był Groszek, potem musielibyśmy zrobić pogrzeb... Nie uniosłabym tego, za dużo wtedy tego było... Cały dzień czekałam na skurcze i krwawienie, spałam, płakałam... Jedynym pocieszeniem były Babeczki, z którymi leżałam na sali, dwie starsze panie, które pozwalały mówić i płakać, próbowały zagadywać i odwracać uwagę... Skurcze i krwawienie zaczęły się dopiero wieczorem, narkoza i kolejne bolesne przebudzenie...
Od tamtego momentu minęły 3 miesiące, nadal nie wróciłam do pracy, siedzę w domu. Mam lepsze i gorsze dni... Ale każdego 2 dnia miesiąca przeżywam to wszystko na nowo... To taki paradoks, bo 2 maja dowiedziałam się, że będę Mamą, a 2 czerwca zabrano mi to... Pamiętam, że przed tą straszną wizytą 2 czerwca rozmawialiśmy z narzeczonym o imionach. Podobały nam się Bruno, Jan, Tomasz, Pola, Marianna... Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że właśnie 2 czerwca, w ten dzień, były imieniny Marianny... Może doszukuję się czegoś w tym wszystkim, ale nie ma dnia, żebym nie myślała o Groszku i o tym jakby to było, który to byłby teraz miesiąc...
Po zabiegu muszę wykonywać kontrolne wyniki poziomu BHCG i ostatnio pomylili moje wyniki w laboratorium... Kiedy zobaczyłam, że moja beta wynosi 202, to popłakałam się z radości! Po 48h powtórzyłam betę i okazało się, że wynosi tylko 0,9... Poprzedni wynik był pomyłką a mnie znowu odebrano nadzieję...


RE: Moja strata - mgj - Mon, 05 Września 2016

Aniu, dziękuje, że trwasz przy mnie.

Nataszo przykro mi, że musiałaś wyszukać takie forum, że się tu znalazłaś. ['] dla Twojego Groszka