Poronienie - Forum
już prawie miesiąc - Wersja do druku

+- Poronienie - Forum (https://www.poronienie.pl/forum)
+-- Dział: Poronienie (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=3)
+--- Dział: Moja strata (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=11)
+--- Wątek: już prawie miesiąc (/showthread.php?tid=4695)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9


już prawie miesiąc - Frania - Mon, 17 Sierpnia 2015

Kilka dni po 20 lipca to forum stało się moim nieodłącznym towarzyszem, ukojeniem, pomocnikiem przy wyrzucaniu z siebie bólu, łez szukaniu odpowiedzi na wiele pytań. Czytałam wasze historie, a dziś odważyłam się opisać moją.

Niedziela 19 lipca stała się najgorszym dniem w moim dotychczasowym życiu. w ciągu dnia trafiłam przerażona na szpitalny oddział ratunkowy z lekkim plamieniem (był to 10 tydzień i 1 dzień licząc od ostatniej miesiączki). pani dr bardzo szybko stwierdziła że serduszko nie bije. gdy udało jej się ze mnie w końcu wyciągnąć informację kiedy byłam na ostatniej wizycie stwierdziła że maleństwo musiało umrzeć krótko po niej - było tylko o 1 mm większe niż w trakcie badania 7 lipca- wtedy tak pięknie biło mu serduszko, było widać zalążki nóżek i rączek - to był (8 tydz i 3 dzień).

Po stwierdzeniu że dzieciątko jest martwe, miałam wybór zostać w szpitalu odrazu albo wrocić w poniedziałek rano. Wybrałam to drugą opcję, chciałam się wypłakać, wykrzyczeć mój ból, być z mężem.Za oknem szalała burza, niebo płakało razem z nami.

Powiedzieli mi tylko że jeśli krwawienie będzie mocniejsze niż normalna miesiączka mam wracać.
No i wróciłam...tyle że w karetce.
W nocy z niedzieli na poniedziałek poroniłam w domu, ból był tak mocny że prawie nieprzytomną pogotowie o 2 w nocy przywiozło mnie do szpitala, do tego zimne poty, biegunka, wymioty.
Lekarz dyżurujący stwierdził tylko że "wszysyko się dokonało". Położyli mnie do szpitala.

W poniedziałek miałam miec zabieg usunięcia resztek endometrium, zdecydowali jednak (gdy już leżałam na stole i mnie usypiali) że podadzą mi tylko tabletki i zaczekają jeszcze z decyzją o łyżeczkowaniu. We wtorek zrobili mi usg i podjęli decyzję że jednak zabieg się odbędzie.
Cały pobrany materiał poszedł do badania histopatologicznego. Nie zdecydowałam się na badania genetyczne, za dużo mnie by mnie to kosztowało psychicznie, przynajmniej wtedy tak mi się wydawało albo chciało wydawać. Poza tym i tak nie zdecydowałabym się na pogrzeb...dlaczego? bo straciłam moje maleństwo nieodwracalnie w domowej toalecie....nie łapałam krwi w której mogło ono być, po prostu spuściłam wodę....i tego sobie nie wybaczę do końca życia, to będzie moje piętno na zawsze.
Wiedziałam że ronię więc teoretycznie powinnam to przewidzieć, jakoś uratować to ciało....nie uratowałam.
Nie mogłam a może nie chciałam wiedzieć w którym momencie to się stało, widzieć, czuć. Na to pytanie nie chcę sobie odpowiedzieć. chyba za bardzo boję się tej odpowiedzi.

Wiem tylko że nigdy sobie tego nie wybaczę. Chciałam iść do jakiegoś księdza zapytać czy popełniłam grzech? ale czy on mnie zrozumie? czy trafię na takiego który będzie potrafił mądrze mi na to pytanie odpowiedzieć?

Rozmawiałam o tym tylko z mężem, z nikim innym z rodziny nie, nie potrafię tak normalnie o tym rozmawiać. i chyba nie chcę opowiadać im szczegółów..tak jak wam.
Może to egoistyczne...ale to było nasze maleństwo, nasza strata i nasz ból- nie chcę się nim z nikim dzielić. Teraz popłakuję sobie tylko wtedy gdy nie ma mojego męża, nie chcę żeby cierpiał patrząc na mnie.

Jestem typem racjonalistki, niby wiem że zdarzają się niedopasowania genetyczne i tak po prostu bywa, ale ciągle szukam przyczyny, odpowiedzi.
Przed ciążą zbijałam prolaktynę, miałam cukier na górnej granicy normy , który w trakcie ponownego badania w ciąży był idealny. Pozostałe wyniki ok.
A może to wina lekarki? czy to możliwe że mogła coś uszkodzić w trakcie badania w tym 8 tygodniu? bardzo mnie bolał brzuch chwilę po zejściu z samolotu- wtedy myślałam że była po prostu niedelikatna.
A może to niczyja wina, może po prostu okrutna próba dla mojej wiary i miłości małżeńskiej. Może kara za to ze za bardzo kalkulowałam zajście w ciąże aby zdążyć przed końcem umowy o pracę.
NIE WIEM
Jedno co wiem to że sobie nigdy nie wybaczę tego że nie mogłam lub nie chciałam zrobić wszystkiego co można było zrobić tej nieszczęsnej nocy.

Jutro w końcu pójdę do szpitala odebrać wyniki, pewnie i tak niczego nie wykażą.


RE: już prawie miesiąc - Esti85 - Mon, 17 Sierpnia 2015

Franiu bardzo mi przykro ze dołączyłas do naszego forum....


RE: już prawie miesiąc - Kasiunia8888 - Mon, 17 Sierpnia 2015

Bardzo Ci współczuję starty dzieciątka....Sad Przytulam mocno i życzę wytrwałości...
Dla Twojego Aniołka [*]


RE: już prawie miesiąc - Kami76 - Mon, 17 Sierpnia 2015

Franiu, nie obwiniaj sie o utrate cialka dziecka. Bylas w szoku, cierpialas i fizycznie i psychicznie. Trudno wtedy planowac... Po prostu wszystko jest takie trudne! Zrobilas w tamtym momencie to co bylo dla Ciebie najlepsze, tak jak wtedy moglas. Nie bylas zdolna do niczego wiecej... Stalo sie tak, na ile zdolalas uniesc w tamtej chwili. Nie win siebie.
Moje dzieciatka nie mialy pogrzebu, nie bylam pogodzona ze strata i wtedy pogrzeb wydawal mi sie nie na miejscu. Zaluje ze nie zawalczylam o cialka. W szpitalu w ktorym mialam zabieg, wysylaja cialka do okreslonego krematorium raz na miesiac wraz z innymi cialkami dzieciaczkow, z tym ze nie wiadomo kiedy dokladnie. Bede sie dowiadywac, co sie dalej stalo...
Mialam pomysl zeby zrobic mala tablice pamiatkowa na rodzinnym nagrobku, wypisalabym daty (w przyblizeniu, miesiac i rok) kiedy moje malenstwa odeszly (beda 4 daty). Moj tato powiedzial ze sie tym zajmie. Bede miala miejsce pamieci o nich, gdzie bede skladac kwiaty jak bede w Polsce.
Pomysl, moze Ty tez chcialabys miec takie symboliczne miejsce pamieci po swoim dzieciatku?
Nie spiesz sie. Nie musisz decydowac juz teraz. W odpowiednim momencie sama znajdziesz dla siebie rozwiazanie.
Przytulam Cie mocno! xx


RE: już prawie miesiąc - Frania - Tue, 18 Sierpnia 2015

Kami 76 dziękuję. Właściwie już takie miejsce znalazłam, dzięki temu forum. W moim mieście na jednym z cmentarzy jest grób dzieci utraconych, mojego maleństwa nigdy w nim nie będzie ale miejsce na symboliczną świeczkę mam.


RE: już prawie miesiąc - MoniaN - Wed, 19 Sierpnia 2015

Przykro mi bardzo.
Przytulam Cie mocno.
Dla Twojego dzieciatka (*)


RE: już prawie miesiąc - Frania - Wed, 19 Sierpnia 2015

Odebrałam wyniki. Mam endometriozęSad. Kolejny mur do pokonania......tylko czy nie za wysoki jak dla mnie....


RE: już prawie miesiąc - emigrantka90 - Wed, 19 Sierpnia 2015

Franiu sprobuj moze spojrzec na to jako na krok do przodu. Wiesz z czym teraz trzeba walczyc. Chyba nawet wczoraj czytalam histrie kobiety, ktora miala wlasnie endometrioze, ale po stosownym leczeniu urodzila zdrowe dzieci.

Trzymam mocno kciuki za Ciebie i przytulam Cie mocno ;*


RE: już prawie miesiąc - Kami76 - Thu, 20 Sierpnia 2015

Franiu, rzeczywiscie mur do pokonania jest. Ale! Jest mozliwy do pokonania. Nie poddawaj sie!
Trzymam kciuki za dobrych lekarzy dla Ciebie i skuteczne leczenie.
Trzymaj sie! Sciskam. xxx


RE: już prawie miesiąc - Frania - Thu, 20 Sierpnia 2015

20 sierpnia..dostałam okres.....wszystko wróciło.....tak bardzo je kochałam, tak bardzo chciałam obdarować je tą miłością która we mnie rośnie już tak długo. Dobrze że M. z w pracy i nie widzi jak płaczę. Jeszcze ta cholerna endometrioza, przez okres będę musiała przesunąć wizytę.


RE: już prawie miesiąc - Frania - Mon, 24 Sierpnia 2015

Wczoraj miałam straszny dzień, mój M poszedł na piłkę a ja WYBUCHŁAM. wybuchłam płaczem, bólem, żalem, tęsknota, wszechogarniającym poczuciem winy, wściekłością na siebie na świat, na wszystko. Na to co się stało i na to co się stanie lub właśnie może nigdy nie stanie przez tą ch..................... endometriozę.
Mój M mówi że powinnam wrócić do pracy, wtedy nie będę myśleć, ale jak mam wrócić skoro w domu potrafię tyle rzeczy schrzanić, zapomnieć, zepsuć przez rozkojarzenie, nieuwagę, przez to że nie myślę, że nie jestem tu i teraz ale ciągle moja głowa i myśli żyją w 20 lipca.Jeśli lekarz mi powie że nie będę mogła mieć dzieci bo choroba jest zbyt zaawansowana chyba tego nie przeżyję. Nie podniosę się kolejny raz, choć mam wrażenie że emocjonalnie i tak nadal się czołgam. Najgorsze jest to że nie ufam lekarzom.


RE: już prawie miesiąc - emigrantka90 - Mon, 24 Sierpnia 2015

Franiu kochana masz prawo do tych wszystkich uczuc, ktore czujesz, do wszystkich emocji... Ale to nie byla Twoja wina! Gdybys mogla, poruszylabys niebo i ziemie, aby Twoj maluszek zyl, stad to nie jest Twoja wina, nigdy nie byla i nigdy nie bedzie!
Moze sprobuje gdzies wykrzyczec te zlosc, te wscieklosc z siebie.. moze to pomoze.
Trzymam kciuki za Ciebie, za Twoje zdrowie. Aby endometrioza byla uleczalna i abys mogla sie cieszyc jeszcze tym szczeciem, tym cudem.
Sciskam Cie mocno..
(*) dla Twojego Maluszka.


RE: już prawie miesiąc - Frania - Mon, 24 Sierpnia 2015

Emigrantko, dziękuję za uściski. ja tą złość właśnie wykrzykuje poprzez płacz- kiedy nikt nie wiedzi.wiem że to nie moja wina że straciłam dziecko, winie się za to że nie szukałam tak jak niektóre dziewczyny zarodka żeby go zabrać do szpitala, że nie chciałam badań genetycznych, bo wiedziałamże i tak nie będę miała czego pochować ,że moje maleństwo spłynęło w domowej toalecie. Boże to jakiś koszmar! niech mnie ktoś obudzi! Jak ja mam normalnie z tym żyć???


RE: już prawie miesiąc - emigrantka90 - Mon, 24 Sierpnia 2015

Kochana o to tez nie mozesz sie winic - przytocze Ci Twoja wypowiedz z pierwszego posta: ".. ból był tak mocny że prawie nieprzytomną pogotowie o 2 w nocy przywiozło mnie do szpitala, do tego zimne poty, biegunka, wymioty."
Czy w takim stanie ktokolwiek jest w stanie myslec racjonalnie? To przezycie jest tak unikatowe dla kazdej z nas, czesto jest szokiem, trauma w tym momencie, kiedy sie dokonuje, ze ciezko o przemyslane zachowania, czasem nawet swiadome.
Ja od lekarza uslyszalam, ze bedzie to jak mocniejsza miesiaczka. Nikt mnie nie poinformowal, ze moze ze mnie doslownie chlustac krwia i ze moge mdlec.
Placz, ile wlezie, jesli to Twoj sposob na bol.. Jestesmy tu wszystkie, aby Cie wspierac.


RE: już prawie miesiąc - bezSzans - Mon, 24 Sierpnia 2015

Frania to był najgorszy dzień w Twoim życiu! Naprawdę sądzisz, że ktokolwiek byłby w stanie myśleć racjonalnie? Każda z nas ma coś, o co siebie obwinia, co być może przegapiła, czy nie dopilnowała. Ja do tej pory nie mogę sobie wybaczyć, że bałam się przytulić moje dziecko, nawet bałam się na nie spojrzeć. Po prostu chciałam, żeby to się wreście skończyło. Ale nic się nie skończyło. Wierzę, że nasze Dzieci gdzieś tam są u góry, spoglądają na nas i kochają nas równie mocno, jak my Je kochamy. 


RE: już prawie miesiąc - Frania - Mon, 24 Sierpnia 2015

Tak bardzo bym chciała żeby bąbelek mi się przyśnił, żeby mi powiedział że mi wybacza, że wie że inaczej nie umiałam, nie mogłam.. przychodzą do Was wasze maleństwa? ale w ten dobry sposób, ten który ukaja?


RE: już prawie miesiąc - emigrantka90 - Mon, 24 Sierpnia 2015

Franiu ja sobie mysle, ze moj Synus jest ze mna w kazdym moim usmiechu, bo teraz znowu moge sie usmiechac. Moze i Ty sprobuj sie do Swojego Babelka usmiechnac?
Jest przy Tobie i zawsze bedzie, zawsze bedzie w Twoim sercu. Na pewno wie, ze kochasz Go ponad wszystko, ze zrobilabys dla Niego wszystko, co w Twojej mocy i nie ma Ci niczego za zle.


RE: już prawie miesiąc - bezSzans - Mon, 24 Sierpnia 2015

(Mon, 24 Sierpnia 2015, 13:01:23)Frania napisał(a): Tak bardzo bym chciała żeby bąbelek mi się przyśnił, żeby mi powiedział że mi wybacza, że wie że inaczej nie umiałam, nie mogłam.. przychodzą do Was wasze maleństwa? ale w ten dobry sposób, ten który ukaja?

Nie ... Adasia pochowaliśmy półtorej roku temu i ani razu mi się nie śnił.  Od jakiegoś czasu śni mi się kolejne dziecko, ale są to koszmary i nie chcę / nie mogę wierzyć, że kiedyś się spełnią. 


RE: już prawie miesiąc - Frania - Mon, 24 Sierpnia 2015

wiem że kiedyś przyjdzie czas kiedy się uśmiechnę i spojrzę na usg na którym było widać mu bijące serduszko i powiem Boże dziękuję Ci za te 8 tygodni jego życia i naszego szczęścia, za to że śmierć bąbelka być może mnie ustrzegła przed większym rozprzestrzenianiem się tak trudno wykrywalnej choroby, za to że tragedia wzmocniła mój związek że dzięki temu mogłam zobaczyć jak bardzo mój M mnie kocha, jak jest blisko, mimo tego że na co dzień nie nosi mnie na rękach i nie daje kwiatów. teraz wiedze jakie to jest banalne oczekiwanie.
Ja to wszystko wiem..ale narazie ból robi swoje i tłumi mi te dobre myśli.

bezSzans, mi tej nocy się coś śniło, też chyba coś złego, kojarzę tylko że kobieta w ciąży już w widocznym brzuszkiem, ale nie wiem czy to byłam ja czy inna kobieta. Ważne jest to żeby rano nie starać się przypominać sobie tych złych snów, nie "grzebać w głowie" to wtedy się te złe sny zapomina, najwyżej pozostaje po nich taki dyskomfort, który ja mam po dzisiejszym śnie.


RE: już prawie miesiąc - emigrantka90 - Mon, 24 Sierpnia 2015

Franiu przytulam Cie mocno..


RE: już prawie miesiąc - Frania - Wed, 26 Sierpnia 2015

Byłam wczoraj na pierwszej wizycie lekarskiej po stracie. I co się okazało? że inteligentna pani "lekarz specjalista patomorfolog" nie potrafi nawet dobrze wyniku wpisać! moja lekarka mi powiedziała że nie ma takiego czegoś jak endometriosis chronica i że wg niej powinno być endometritis chronica, czyli zapalenie błony śluzowej macicy (zgadza się taki zwrot w necie znalazłam). Jak można popełniać takie błędy! Napisałam do nich maila z żądaniem wyjaśnień. Przez tyle dni się gryzłam że mam endometriozę, i co głupi błąd. Grrrr....Moja nieufność wobec lekarzy tylko się pogłębia w takich sytuacjach. A od mojej lekarki tą informację musiałam wyciągnąć siłą, bo chciała zakończyć informowanie mnie na tym że wszystko jest ok...tak długą ją ciągnęłam za język pytałam o tą endometriozę aż mi powiedziała że inne wyniki na nią nie wskazują więc to jest na pewno błąd...
Nie dała mi zwolnienia lekarskiego kolejnego. Powiedziała że to dla mojego dobra, że mam wracać do ludzi do pracy bo popadnę w depresję. Mój M też tak mówi. może mają rację...
Wczoraj zaczęłam czytać "Pamiętnik Ani" na stronie. Jeszcze przed wizytą. Bardzo zapadł mi w pamięć fragment o mamie Muminka i słowa z tej bajki. "No to już po końcu świata moi drodzy, teraz trzeba to wszystko posprzątać".
Mam jeszcze 2 tygodnie urlopu, więc postaram się zacząć sprzątać moje życie. Zgrabię liście żałoby, zetrę krople deszczu z moich łez i zasadzę kwiaty na grobie mojego bąbelka, którym jest moje serce. I będę je pielęgnować aby pięknie kwitły. A gdy przyjdzie wiatr i burza a kwiaty wyrwie jakiś zły duch, pozostawiając otwartą ranę....wrócę do WAS z prośbą o przytulenie.


RE: już prawie miesiąc - emigrantka90 - Wed, 26 Sierpnia 2015

Franiu koszmar z tym bledem... Jak tu ufac lekarzom?!
Mam nadzieje, ze teraz juz bedzie lepiej.
I wierze, ze powrot do zycia Ci pomoze.

Tez czytalam pamietnik Ani i tez te slowa mamy Muminka zapadly mi w pamiec... i powiem Ci, ze od tamtej chwili jakos podswiadomie sprzatam po tym koncu swiata... i z dnia na dzien - jest lepiej. Tak po prostu. Bol w sercu jest, ale zyje. Co innego pozostaje? Mam meza, bliskich, znajomych, dla ktorych warto zyc... Warto tez zyc dla pamieci po moim Synku - dopoki ja zyje i on zyje w pamieci mojej i ludzi w moim otoczeniu. Nie dam im tak latwo zapomniec =)

Przytulam Cie mocno i (*) dla Twojego Anioleczka


RE: już prawie miesiąc - Frania - Thu, 03 Września 2015

Wracam do mojego tematu. Chcę się z Wami czymś podzielić. Po pierwszej wizycie kontrolnej, poszłam dla świętego spokoju do lekarza do którego chodziłam zanim zaszłam w ciąże i który zbijał mi prolaktynę. Chciałam jeszcze komuś pokazać wyniki.
Trochę zaniepokojony był tym że na wynikach histo było tylko to że miałam stan zapalny a nie wiadomo jaka była przyczyna. I był zły że nie dali mi antybiotyków po łyżeczkowaniu bo on jest z tej szkoły, która mówi żeby dawać. Ale zbadał mnie palpacyjnie i na usg. Powiedział że jeśli nadal miałabym stan zapalny to by mnie bolało podbrzusze i przy badaniu i po śluzie też by było wiadać. Nic złego (poza nadżerką, której wg niego nie trzeba leczyć) nie zauważył. Mam za to piękny 19mm pęcherzyk i super dużo płodnego śluzu. Powiedział że te minimum 3 miesiące o których wszędzie się tak mówi to tylko utarty schemat i w moim przypadku nie ma zupełnie potrzeby aby się nim kierować. Kazał jeszcze raz zrobić prolaktynę, tsh i toskoplazmoze no i działać, nie czekać. I wiecie co, zaufam mu. Kurde komuś trzeba! Może dlatego że powiedział to co chciałam usłyszeć.Nie wiem. Zaryzykuje, czuje się na tyle silna że zaryzykuje.




Wicie co żałuję że pokierowałam się opinią że lepiej na prowadzącego wziąć lekarza który pracuje w szpitalu.


RE: już prawie miesiąc - Kasiunia8888 - Thu, 03 Września 2015

Frania przytulam mocno i wierzę w Ciebie SmileSmileSmileSmile
Dla naszych maluchów dziś dla odmiany buziaki :*:*


RE: już prawie miesiąc - Frania - Fri, 04 Września 2015

https://www.youtube.com/watch?v=0aSCggpzaMk