Poronienie - Forum
Umarlam choc musze zyc dalej... - Wersja do druku

+- Poronienie - Forum (https://www.poronienie.pl/forum)
+-- Dział: Poronienie (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=3)
+--- Dział: Moja strata (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=11)
+--- Wątek: Umarlam choc musze zyc dalej... (/showthread.php?tid=4546)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19


Umarlam choc musze zyc dalej... - MoniaN - Fri, 27 Lutego 2015

Nie ma Cie juz ze mna trzy tygodnie i dalej mysle, ze to niemozliwe; ze to sen.

W czwartek trzy tygodnie temu wizyta u poloznej. Mowi, ze pojawila sie krew w moczu ale synus kopie i serduszko mu bije jak szalone. Mowi, ze mam isc do domu i zadzwonic za tydzien po winiki analizy moczu. Za tydzien.. Juz dzwonic nie musialam.. W sobote jeszcze dobrze sie czulam i nadeszla to cholerna niedziela i Twoj 30 tydzien. Czulam sie niezle ale jakos nie swojo. Nie swojo bo przestalam czuc Ciebie. Pojechalam do szpitala. Polozna podlacza mi KTG. Ale nie znajduje Twojego serduszka. Mowi, ze urzadzenie jest chyba zepsute i idzie na inny oddzial po drugie. Kiedy drugie niby tez szwankuje ja juz wiem ze cos jest nie tak. Nie mozna szukac tetna przez 20 minut. Strach ogromny ale jakby swiadomosc nadchodzacego zla niedopuszczalna. Idzie po trzecie ale wzywa juz lekarza, ktory zrobi mi USG. Kiedy przyszedl i uslyszalam "I am so sorry.." ... Moj swiat sie zawalil. Zaczelam krzyczec, ze sie pomylil; ze ma sprawdzic jeszcze raz; ze to urzadzenie jest zepsute; ze ja chce inne; ze ma szukac.. Ale nie umial. Bo nastepne urzadzenie potwierdzalo nasz koszmar. Jestes dalej we mnie ale jakby Cie nie bylo.. Dlaczego..? Dlaczego mnie tak ukarano, co zrobilam zle? Dlaczego nie chciales ze mna zostac? Dlaczego nie dales mi znaku, ze dzieje Ci sie cos zlego?.. Dlaczego..? Nigdy nie myslalam, ze bedzie to najtrudniejsze pytanie w miom zyciu.

Nastepnego dnia znowu USG zeby sie upewnic co do diagnozy. Jeszcze sie modle; jeszcze blagam Boga o cud; jeszcze mam nadzieje. Jestem nawet przekonana, ze ze mna zostaniesz; ze serduszko zacznie bic jak dzwon i bedziemy razem tak jak planowalam. Ale moje blagania nie zostaly wysluchane i wszedzie to "I am so sorry". Mam gdzies te ich "sorry"! Podaja mi tabletki zebym Cie urodzila a ja tak bardzo chce zebys zostal ze mna juz na zawsze.

Dwa dni pozniej zaczyna sie porod. Jest sroda. Ja nieobecna bo przeciez to wszystko to nie ja i nie moje zycie. Ale bol jakby sprowadzal mnie na ziemie. Boli tak strasznie mocno, ze nie wiem czy wytrzymam. A oni wciskaja mi jakies leki przeciwbolowe. Mysla, ze wezme; mysla, ze sobie ulze. Ale ja mialabym ulzyc sobie w bolu podczas gdy Ty tak cierpiales gdy odchodziles..? Musze poniesc kare za to, ze nie bylam w stanie Ci pomoc; ze Cie nie uratowalam; ze nie mozesz byc ze mna. Godzina 12:49! Straszna to godzina! Jestes juz ze mna, lezysz u mamy na piersiach i nie placzesz! Czemu nie placzesz? Dlaczego nie chcesz sie poruszyc? Dlaczego jest taka cisza? Tak bardzo blagam Cie zebys zaplakal ale Ty juz mnie nie slyszysz... Ta cisza jest nie do zniesienia. Jestes taki duzy - Moje 46cm Milosci i 1340g Szczescia! Jestes taki podobny do brata. Masz takie sliczne raczki ale czemu twoje cialo takie wiotkie. Czemu nadal sie nie ruszasz. Lezymy tak 2h a Ty dalej nic.. Dlaczego? Tak bardzo nie chcesz byc z mama i tata..? Przeciez Twoj brat czeka na Ciebie; czeka na Wojtusia..

Przenosza nas na sale. Jest lozko dla mnie i dla taty. A dla Ciebie specjalne poslanie z zimna podkladka. Nie chce zebys tam lezal. Tule Cie w ramionach ale Twoje oczka lzawia krwia. Z noska tez leci Ci krew. A ja nie jestem w stanie nic zrobic. Wycieram Ci twarz i tak bardzo chce Cie mocno przytulic. Chce ale nie moge; nie moge zrobic Ci krzywdy. Musze Cie tam polozyc bo absurdalnie tylko tam bedziesz bezpieczny. Moje cieplo Ci szkodzi a powinno oddawac tyle milosci. Jestes zimny jak bryla lodu a ja nie umiem Cie ogrzac. Tak bardzo mi zle. Spiewam Ci piosenki, tata opowiada bajki ale czy Ty nas slyszysz. Przepraszam Cie i juz wiem ze bede przepraszac cale zycie. Przepraszam, ze nie poznasz brata; ze nie bede mogla Cie tulic i calowac codziennie; ze nie skosztujesz lodow ani slodyczy; ze nie zagrasz z nami w pilke; ze nie pojedziesz na wakacje; ze nie bedziesz mial zabawek; ze wozek, ktory na Ciebie czeka juz nie beedzie Twoim wozkiem; ze prezenty, ktore dostales pod choinke nie beda dawaly Ci radosci.. Za wszystko tak bardzo Cie przepraszam. Szczegolnie za to, ze to nie moje serce przestalo bic tylko Twoje. Dlaczego nie zabrali mnie tylko Tobie nie pozwolili na zycie? Dlaczego nigdy nie wezme Cie za reke na spacer? Dlaczego nie uslysze jak sie smiejesz czy placzesz? Dlaczego nigdy moje ucho nie uraduja slowa "mamo kocham Cie" ? Nie ma Cie we mnie, nie ma Cie ze mna. Jest ogromna dziura w moim sercu, ktora zapelnic mozesz tylko Ty Wojtus. Kocham Cie niewyobrazalnie mocno i jest mi przykro, ze nigdy nie bede mogla Ci tego okazac.

Nie umiem juz zyc. Nie umiem a jednak musze dla Twojego brata. Wszyscy wokol  mowia "nie placz, przestan plakac".. ale gdyby im zabraklo ich dzieci czy nie oplakiwaliby kazdej sekundy szczescia jakiej im odebrano? I pytanie "jak sie czujesz".. Nie ma dla mnie bardziej absurdalnego pytania..!  

Przepraszam za brak polskich znakow i za dlugosc. Dziekuje wszystkim, ktorzy dotrwaja do kocna.


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - gagusia1988 - Fri, 27 Lutego 2015

MoniaN płacze razem z Tobą ... tak bardzo mi przykro.
[*] dla Twojego Dzieciatka.


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - kiniusia1730 - Fri, 27 Lutego 2015

Płacz.
Krzycz.
Wściekaj się.
Zapadaj w ciemności.
Strata dziecka to ogromny, niewyobrażalny ból, a żałobę po prostu trzeba przeżyć, nie można teg przeskoczyć. Nie duś nic w sobie, bo nie wyjdzie to na dobre, pozwól sobie na swoje emocje..
Ja też straciłam dzieciątko w 30tc..moją Zuzię. Też słyszałam nie płacz.. Ale trzeba płakać..
I Twoje poczucie winy.. choć zupełnie nie jesteś winna. To wszystko przechodziłam również..
Bądź dla siebie dobra i wyrozumiała. Daj sobie czas, dużo czasu..


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - Inka123 - Fri, 27 Lutego 2015

(*)


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - Scarlet1982 - Fri, 27 Lutego 2015

Tak bardzo mi przykro Sad((.


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - unbeldi1980 - Fri, 27 Lutego 2015

Wspolczuje (*)


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - PiBi - Fri, 27 Lutego 2015

Bardzo mi przykro Sad
Życzę dużo, dużo sił. Nie myśl, że to Twoja wina. To nieprawda.
Teraz jest czas na płacz i na żałobę. Nie daj sobie tego czasu odebrać i nie daj sobie wmówić, że masz być silna, nie płakać i iść dalej.
Kiedyś.... kiedyś... będzie lżej.
Ściskam Cię mocno.
Dla Wojtusia [*]


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - cynamonowa - Fri, 27 Lutego 2015

(*)
tak bardzo Ci wpółczuję, przytulam


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - asza - Fri, 27 Lutego 2015

tak bardzo mi przykro..
płacz kochana, nie powstrzymuj łez..


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - queenanne - Fri, 27 Lutego 2015

Dla Wojtusia (*). Ogromnie Ci współczuję, spotkała Cię niewyobrażalna tragedia :-(. Przesyłam ciepłe myśli.


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - marysienka86 - Fri, 27 Lutego 2015

Jesteśmy z Tobą i dla Ciebie!


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - stokrotka - Fri, 27 Lutego 2015

Bardzo mocno przytulam i płaczę razem z Tobą.....dla Wojtusia [*]


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - barbara 86 - Fri, 27 Lutego 2015

Bardzo mi przykro zapalam światelko dla Twojego Aniołka (*)


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - annina - Fri, 27 Lutego 2015

[*] współczuje Ci bardzo


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - martyna29 - Fri, 27 Lutego 2015

Kochana bardzo mi przykro, serce się kraje, że kolejna mama aniołkowa do nas dołączyła Sad
Kochana płacz, krzycz, masz do tego prawo.
(*) dla Twojego Aniołka


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - Okruszek - Fri, 27 Lutego 2015

MoniaN światełko dla Twojego Wojtusia [*]
Jest na pewno z moim Aniołkiem Kochanym...


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - wiola82 - Fri, 27 Lutego 2015

Tak bardzo mi przykro. Wiem, ze czasem brakuje sił, łez, ochoty do zycia. Daj sobie czas na przezycie żałoby.

Zapalam (*) dla Wojtusia.


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - MoniaN - Fri, 27 Lutego 2015

Dziekuje Wam przede wszystkim za zrozumienie - tego brakuje w moim otoczeniu..


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - mamaml - Fri, 27 Lutego 2015

Tulę Cię do serca.
Płacz. Trzy tygodnie to tak mało czasu a ból tak wielki, niewyobrażalny, najgorszy. Niestety z otoczeniem bywa tak, że często, mając dobre intencje, chcąc ulżyć nam w cierpieniu potęgują je nietrafionymi pocieszeniami czy mówiąc co mamy czuć. Pozwól sobie na płacz i ból, masz do tego pełne prawo.
Życzę dużo sił Tobie i Twojemu mężowi.


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - MoniaN - Sat, 28 Lutego 2015

Tak trudno jest zyc.. Nie mam sily na nic. Wychodzenie z domu jest jakas trauma - wszedzie wozki, brzuszki, szczesliwi ludzie.. Siedzenie w domu tez dobija bo wiem, ze nie powinnam byc w nim sama; ze obok mojego lozka powinno stac jeszcze jedno mniejsze. Telewizja tez dobija czlowieka - 70% reklam na temat ciazy i bobasow. I jak tu dojsc do normalnosci..? Kilka dni temu bylam w aptece z synem. Kupowal lizaki a ja milczalam. Potem sam dodal, ze "jeden jest dla mnie a drugi dla Wojtusia". Dla mojego Wojtusia, ktorego juz z nami nie bedzie Sad Moj starszy syn aczkolwiek tak maly jeszcze nic nie wie.. Sad


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - martyna29 - Sat, 28 Lutego 2015

Monia bardzo mocno Cię przytulam, u mnie minęło już prawie 7 miesięcy a reklamy wywołują u mnie łzy, siostra cioteczna w ciąży, 3 koleżanki w ciąży i 2 urodziły, nie mam wsparcia wśród rodziny, znajomych...tutaj odnajduję wsparcie, zrozumienie...
Kiedy będziesz gotowa razem z mężem powiesz synkowi o braciszku Sad tak bardzo mi przykro Sad pamiętaj, że jesteśmy, że wysłuchamy, że popłaczemy razem z Tobą... Monia mi pisanie tutaj bardzo a to bardzo pomaga, jest dla mnie rodzajem terapii, bez dziewczyn, kto wie, czy byłabym tutaj jeszcze.


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - andziarka - Sat, 28 Lutego 2015

Monia Bardzo Ci wspolczuje. Wiem co przechodzisz i jak Cie teraz ciezko. Niecale dwa lata temu tez stracilam synka w 30tc, nagle, bez ostrzezenia... Do dzis nie moge w jego smierc uwierzyc, mimo, ze sie z nia juz jakos pogodzilam. 
Pozwol sobie na zalobe, jesli nie masz sil to sie poloz, jesli musisz plakac to zrob to. Rozmowa tze potrafi pomoc, z odpowiednia do tego osoba....
Ten brak placzu, brak ciepla cialka, te wszystkie mmomenty, ktore Cie ominely... to bardzo boli...


Powiedzcie starszemu synkowi jak tylko bedziecie w stanie, dzieci na swoj sposob przyjmuja takie wiadomosci, inaczej niz my, inaczej wszystko pojmuja. Twoj synus juz zawsze bedzie pamietal o Wojtusiu, moi synkowie zawsze doliczaja zmarlego brata do rodziny, mowia o nim, jest dla nich czescia rodziny.

Przytulam Cie mocno i jestem z Wami myslami, tylko tyle moge.


(*) dla Wojtusia


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - Kasiulek82 - Sat, 28 Lutego 2015

Monia bardzo Ci współczuję.  
Spotkało Cię coś co nie powinno się nigdy nikomu zdarzyć. To jest ogromny ból stracić ukochane dzieciątko.

Dla Wojtusia (*)


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - Justi2401 - Sat, 28 Lutego 2015

Monia...

Nie wiem co napisać. Nie wiem, bo tak doskonale rozumiem Twój ból. Mój Synek odszedł w 33 tygodniu. Dziś byłby rocznym Bobasem.

Płacz, krzycz nie ukrywaj swoich uczuć. Musisz przeżyć żałobę inaczej kiedyś wróci to do Ciebie ze zdwojoną siłą. Masz prawo do bólu, straciłaś ukochane Dzieciątko, a wraz z nim też część samej siebie.

Ściskam Cię mocno i życzę bardzo dużo sił i nadziei na ten trudny czas. I wsparcia bliskich. Bo to One będą Ci teraz najbardziej potrzebne.

Oddaję też troszkę uśmiechu, choć sama mam go niewiele.

Światełko dla Twojego Aniołka (*)


RE: Umarlam choc musze zyc dalej... - MoniaN - Sun, 01 Marca 2015

Dziekuje Wam wszystkim za wsparcie, za to ze nie jestem sama choc wolalabym zeby bylo nas mniej.. Jednoczesnie przepraszam, ze nie potrafie jeszcze tego wsparcia okazac Wam :( ale nie wiem jak mam sobie poradzic.. nie wiem jak wychodzic z domu bo kiedy jest wokol mnie troche wiecej ludzi czuje klucie w zoladku i taki straszny wstyd. Wstyd, ze nie mam brzucha; ze jestem tak nagle chuda. Mam wrazenie, ze wszyscy na mnie dziwnie patrza. Czy Wy tez tak mialyscie?
I te pretensje do samej siebie o kazdy dzien.. Moze tak nie powinno byc ale je mam i to o wszystko. Szczegolnie za chwile usmiechu. Mam ich niewiele - tylko podczas zabawy z moim wspanialym czterolatkiem. Ale za kazdym razem gdy on sprawia, ze moja twarz sie smieje to od razu mam do siebie pretensje, ze nie ma mojego drugiego synka a ja sie usmiecham..
Nie umiem sobie poradzic, ze nie ma ze mna mojego Wojtusia.. Tak na niego czekalam i tak niewyobrazalnie mocno go kocham a nie moge przytulic..