Poronienie - Forum
dziś mijają 4 miesiące... - Wersja do druku

+- Poronienie - Forum (https://www.poronienie.pl/forum)
+-- Dział: Poronienie (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=3)
+--- Dział: Moja strata (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=11)
+--- Wątek: dziś mijają 4 miesiące... (/showthread.php?tid=3053)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31


dziś mijają 4 miesiące... - marysia - Mon, 06 Stycznia 2014

dziewczyny, przelewacie tu moje myśli ..... ja też jestem raczej na etapie chcieć... szczególnie na wątku prawnym.... gdzie mam nadzieję udaje mi się pomóc choć niektórym... to też jakaś forma egoizmu Wink

kiedyś, dość dawno przeczytałam, tu, że forum jest po to, żeby pomóc wrócić do życia, więc tego się trzymajmy i cieszmy każdą z nas, która odchodzi, tak jak piszecie dobrze tu być, gdy jest to potrzebne nam...


co do śmierci, to dla mnie zawsze jest i będzie częścią życia.... Ci którzy odeszli, ciągle są ..czasem bliżej , czasem dalej... czasem w oczach zakręcą się łzy tęsknoty za najbliższymi.... po prostu są.. gdzieś tam... po drugiej stronie tęczy.... Emilka też... to nie boli...już nie...


Marta, dziękuję, tak dobrze, że jesteś


dziś mijają 4 miesiące... - Kredka - Mon, 06 Stycznia 2014

Ja też jestem bo chcę.. czasem z obowiązku... rzadko potrzebuje.. tylko czasem jeszcze się pojawia coś np myśl która tu zostanie zrozumianaSmile ale pewnie jeśli (a może \"jak\"..) będę jeszcze w ciąży to będę potrzebowała... bo trudno pewnie znaleźć inne kobiety z taką cierpliwością do strachów i histeriiWink


dziś mijają 4 miesiące... - masaiimara - Mon, 06 Stycznia 2014

Jestem tu też dlatego, że potrzebuję, dla moich żyjących dzieci, pamiętać. A niekoniecznie umiem upamiętniać zmarłych. Nie bywam na cmentarzach.
Ten wątek jest miejscem spotkań ze mną - mamą Piotrusia. Kiedyś wydrukuję te strony, oprawię je w fioletową okładkę i dam moim dzieciom. Balladę o Piotrusiu. I o tym, że można nie istnieć a jednak być.

Co to znaczy umarł? Odpowiadam mojemu synowi, że to znaczy przestać żyć. Zupełnie.

Dziś słucham TEGO

Ja też Wam dziękuję, że jesteście, że rozmawiamy, czasem milcząc. Dzięki.


dziś mijają 4 miesiące... - kordi - Tue, 07 Stycznia 2014

Cytat:[autor cytatu=masaiimara]
I o tym, że można nie istnieć a jednak być.
Proste i zrozumiałe.


dziś mijają 4 miesiące... - masaiimara - Tue, 07 Stycznia 2014

Czasem mnie samą zadziwia łatwość mówienia obcym o Piotrusiu. Nadszczerość jakaś chyba?!
Przed sklepem. Starszy pan, osiemdziesięcioletni przynajmniej, komplementuje J. Patrzy na głowę wystającą z chusty i pyta: \"A tu dziewczynka?\". \"Tak\". \"No, to ma pani komplet\". \"Nie, nigdy nie będę mieć. Jeden syn mi umarł.\"
Dopiero potem pomyślałam. Najpierw po prostu mówię.
A przecież mogłabym się zdawkowo uśmiechnąć w podziękowaniu za miłe słowa.


dziś mijają 4 miesiące... - Kredka - Tue, 07 Stycznia 2014

Też mówię. Jakoś nie potrafiłabym chyba nie powiedzieć... coś jakbym się wyparła? Ale to chyba dobrze, że mówisz.. chociażby ze względu na dzieci. To będzie dla nich zawsze coś normalnego, że był Piotruś.


dziś mijają 4 miesiące... - mama_aniolkow - Tue, 07 Stycznia 2014

Dla mnie wśród znajomych, dalszej rodziny to trochę temat tabu..
Nie używam do końca imienia Franuś...
mówię ostatnia ciąża, nasze dziecko...

Szybko zapadła cisza wokół straty i ja ją podtrzymuje..
niestety...

Może jak w końcu będziemy mieć jakieś ziemskie dzieci to będzie mi łatwiej..
narazie to jest jak piętno... trąd..


dziś mijają 4 miesiące... - Kredka - Tue, 07 Stycznia 2014

Ja mówię, \"Gabryś\" albo \"Synek\". Nawet zdjęcie usg w ramce wisi od jakiegoś czasu (od kiedy w ogóle pojawiły się tam zdjęcia) na przedpokoju. Jeśli ktoś ma się z tym poczuć niekomfortowo to jego sprawa...


dziś mijają 4 miesiące... - masaiimara - Tue, 07 Stycznia 2014

Ja najczęściej mówię syn albo dziecko. Rzadko używam imienia, nawet w rozmowach z mężem. Myślę, że ostatecznie nie ma to znaczenia.


dziś mijają 4 miesiące... - Kredka - Tue, 07 Stycznia 2014

Dokładnie.. nie ma znaczenia jak. W sumie nawet nie ma znaczenia czy mówimy. O ile nie jest tak, że nie mówimy mimo że mamy potrzebę...


dziś mijają 4 miesiące... - JoannaAnna - Tue, 07 Stycznia 2014

Też mówię o naszych dzieciach utraconych. Moim dzieciom też bo tak jak Snopko-Kredka czułabym że zaprzeczam ich istnieniu. Dla dwojga z trzech utrafonych mam akty urodzenia. Mówię o trzech i o trzech pisze. Teraz spisuje Alkowi pamiętnik od dnia narodzin, Tosia ma ksiegę pierwszych pięciu lat. Tam też wspominam naszą trójkę utracona. Muszą wiedzieć, że mieli rodzeństwo. Dwójką dzieci tu się zajmuje i otaczam miłością a miłość do trójki synów zaznaczam podkreślając ich istnienie, to jedyne co mogę dla nich robić i chcę to robić.


dziś mijają 4 miesiące... - Kredka - Tue, 07 Stycznia 2014

Cytat:[autor cytatu=JoannaAnna]
Dwójką dzieci tu się zajmuje i otaczam miłością a miłość do trójki synów zaznaczam podkreślając ich istnienie, to jedyne co mogę dla nich robić i chcę to robić.

Też mam takie poczucie, że tak niewiele mogę dla Niego zrobić i tak niewiele miałam okazję mu dać... że skoro nie mogę inaczej to chociaż dbam o pamięć o Nim Smile


dziś mijają 4 miesiące... - kiniusia1730 - Tue, 07 Stycznia 2014

A mnie zarzucono, że jestem hm... delikatnie rzecz ujmując niespełna rozumu, bo cytuję. \"wychowuję swoje dziecko w cieniu cmentarza, co na pewno odbije się na jej psychice\".
Bardzo mnie to zabolało, bo czy to, że zabieram Ł. na cmentarz do Zuzi, to, że opowiadam jej o niej (choć na razie i tak pewnie niewiele z tego rozumie), czy to źle, czy to ją krzywdzi? Nie wydaje mi się..ale ludzie chyba inaczej myślą..
Bolą takie słowa oj bolą.


dziś mijają 4 miesiące... - Kredka - Tue, 07 Stycznia 2014

taaak bo włączyć dziecku telewizję czy grę i niech patrzy jak się zabijają- żaden problem, ale zabrać na cmentarz to trzeba być niespełna rozumu :roll:


dziś mijają 4 miesiące... - PiBi - Tue, 07 Stycznia 2014

Kiniusia, ja też wychowuję swoje dziecko w cieniu cmentarza. I nic, i nikt tego nie zmieni.


dziś mijają 4 miesiące... - masaiimara - Tue, 07 Stycznia 2014

Kiniusia, zdecydowanie bardziej na psychice dziecka odbija się mówienie o tym, że zmarły dziadek \"zasnął\" a wujek \"wyjechał\". I tajemnice ciążące na rodzinie. Fakt posiadania zmarłego rodzeństwa jest dla dziecka naturalny. Przypomina mi się żyjący synek Małgosi, który o swoim bracie zmarłym przed jego narodzeniem mówił, że najpierw się nim opiekował a potem umarł. Dzieci nie robią problemów tam, gdzie ich nie ma. To dorośli lubią komplikować.


dziś mijają 4 miesiące... - marysia - Tue, 07 Stycznia 2014

właśnie, zabierałam dzieci na pogrzeby od małego... najpierw ich pradziadków...ale też, gdy zmarł dziadek kolegów z podwórka, mama wychowawczyni... dziadek kuzynki, czy mama kolegi ze szkoły... dla mnie to normalne... no i oczywiście uczestniczyły w pogrzebie siostry... zabraliśmy urnę z małą z domu, i poszliśmy z kwiatami bo niedaleko,,,

ja też byłam chowana w cieniu cmentarza.... prababcia opowiadała mi o śmierci córek... babcia o śmierci cioci, siostry mojej mamy, miała 3 miesiące... od zawsze zapalam dla niej światełko... tak trzeba...


kiedyś ktoś mi powiedział, że człowiek uczy się życia na cmentarzu....


dziś mijają 4 miesiące... - freeq - Tue, 07 Stycznia 2014

Wiecie, kiedy Was czytam, czuję się jak jakaś trędowata, zła, inna....
Bo ja nie mówię o utraconych dzieciach. Pamiętam - w modlitwie i nie tylko. Czasem, gdy rozmowa schodzi na takie tory, potrafię powiedzieć, że ja też dwoje dzieci utraciłam, ale nikt nie wie, kiedy to się stało i jak to przeżywałam i przeżywam.... Dzieci moje wiedzą, rodzice wiedzą, ale właściwie o tym nie rozmawiamy. Nie chcę mówić jak mi ciężko, nie chcę ich martwić....
Ja nie zabieram dzieci na pogrzeby, nie chodzę z nimi na cmentarz. Może dlatego, że nie wiem jak o tym mówić. Nie potrafię. Jako dziecko byłam na kilku pogrzebach. Pamiętam, jakie straszne wrażenie na mnie wywarły. A najbardziej pamiętam rozpacz tych, którzy żegnali. Ale potem nikt ze mną o tym nie rozmawiał - zostawiali mnie samą z tym ciężarem, z moimi przemyśleniami, ze strachem.....
Wiem, że gdy dzieci po raz pierwszy zetkną się blisko ze śmiercią (mam nadzieję, że nie będziemy to my - rodzice, ani ziemskie rodzeństwo) - to zrobię wszystko co będzie w mojej mocy, żeby ich z tym nie zostawić. Ale narazie nie potrafię o tym mówić....... Może od Was się tego nauczę.....


dziś mijają 4 miesiące... - JoannaAnna - Tue, 07 Stycznia 2014

Przedstawiłaś tą smutną konsekwencję : brak rozmowy = nieradzenie sobie z tym co w nas po odchodzeniu. Czeka Cię ciężka praca za trzy pokolenia wstecz, nauczyć siebie mówić o śmierci w sposób naturalny a potem swoje dzieci by potrafiły z nią obcowac i radzić sobie. Trzymam mocno kciuki i życzę wielu sił w tym nadrabianiu...


dziś mijają 4 miesiące... - freeq - Tue, 07 Stycznia 2014

Trudno nadrabiać - gdy żyje się w strachu. A ja się boję....
Ostatnio źle się czuję. Żołądek nawala - pewnie nerwy. Ale gdy jestem zmęczona, dopadają mnie straszne myśli, że to może coś poważniejszego... i boję się - może nawet mniej własnego odejścia (chociaż oczywiście też), ale bardziej tego, jaki ból sprawiłoby to dzieciom....
Wiem - brzmi to jak atak paniki jakiejś histeryczki, ale takie właśnie straszne myśli mnie czasem dopadają.....

To właśnie konsekwencja błędów wcześniejszych pokoleń. A ja je powielam, bo nie potrafię przełamać błędnego kodu.....
Mam nadzieję, że siemię lniane poradzi sobie z żołądkiem.... a ja poradzę sobie z \"mówieniem\"......


dziś mijają 4 miesiące... - HANKA - Tue, 07 Stycznia 2014

Freeq mnie też rodzice nie nauczyli rozmawiać o śmierci. Ale bez przesady, nie jest to wiedza tajemna. Wystarczy zacząć. Każdy kolejny raz jest bardziej naturalny. Zresztą tutaj świetnie sobie radzisz z rozmową. Bardzo obrazowo potrafisz opowiedzieć co czujesz i dlaczego. Jak będziesz chciała, to użyjesz tych umiejętności na zewnątrz, a jak nie to, nie. Nie czuj presji.


dziś mijają 4 miesiące... - Axamitka - Tue, 07 Stycznia 2014

Ja nie mówię o moim Aniołku sprzed lat. Nie mówię, bo to było inne życie, wieczność temu, z kimś innym... Skończyło się dawno temu i myślałam, że już nigdy... Nikogo nie potrafiłam pokochać. A potem stał się cud, poznałam M., mamy Natalię. On wie o tamtym sierpniu sprzed lat, natomiast nikt z Jego otoczenia nie wie. Nie umiem tego powiedzieć, nie chcę, wiem że to byłoby w naszej sytuacji fatalne. Zazdroszczę Wam często tego miejsca dla Waszych Aniołków, tego otwartego. Nawet jeśli czasem dla Waszych rodzin jest to temat niezręczny - nie musicie udawać, że go nie ma.
Dla mnie moje dziecko z sierpnia 2004 było cudem. Nigdy później nie czułam tak wszechogarniającej radości jak wtedy kiedy test wyszedł pozytywnie. Teraz przy Natalii, kiedy zobaczyłam dwie kreski, takie szczęście trwało może jedną sekundę, a od następnej chwili już pojawił się ogromny strach o każdy następny dzień. Już nie miałam carte blanche, jak wtedy, dawno temu.
Tamta przeszłość ze mną zostanie, pamiętam zapach powietrza z tamtych dni, pamiętam wszystko. Niestety jestem jedną, jedyną na świecie właścicielką tych wszystkich emocji. Zrobiłam coś strasznego - w książeczce zdrowia Natalii wykreśliłam zapis \"II ciąża\", powiedziałam że to pomyłka. Nie przyznaję się do tego dziecka ze względu na sytuację - jednocześnie tak bardzo je do dzisiaj kochając. To dla mnie niesamowicie trudne.


dziś mijają 4 miesiące... - Kredka - Wed, 08 Stycznia 2014

Ja nigdy jako dziecko nie byłam na pogrzebie, bo nikt bliski nie umarł... nauczyłam się o tym rozmawiać już jako prawie dorosła, sama.


dziś mijają 4 miesiące... - HANKA - Sat, 11 Stycznia 2014

Marta, słowo daję. Jak ja czegoś nie napiszę, to za chwilę Ty to piszesz. Smile Z całej dyskusji jedno zdanie, które i ja chciałam skomentować. Rozbawiło mnie to. Pozdrawiam.


dziś mijają 4 miesiące... - masaiimara - Sat, 11 Stycznia 2014

HANKA Smile