Poronienie - Forum
Piotruś - Wersja do druku

+- Poronienie - Forum (https://www.poronienie.pl/forum)
+-- Dział: Poronienie (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=3)
+--- Dział: Moja strata (https://www.poronienie.pl/forum/forumdisplay.php?fid=11)
+--- Wątek: Piotruś (/showthread.php?tid=2564)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29


Piotruś - trzydziecha - Thu, 17 Grudnia 2009

Hanko, nie wiem, czy to krok wstecz. Na nieszczęście \"nie ma recept na szczęście\". Może lekkie wyhamowanie jest zdrowsze, niż udawanie, że jest się małym czołgiem? Ostatecznie to nie jest część mojej natury -więc jakby nie patrzeć też jest zachowaniem wymuszonym. nie wiem, na jak długo to zadziała. Potrafię tylko tak zero-jedynkowo : albo \"ucieczka do przodu\", albo zwijanie się w kąciku. To też fatalne. Emocjonalnie czuję się jak nastolatka (w tym najbardziej negatywny znaczeniu).
Z drugiej strony może czasem warto (chociaż na chwilę) tak zupełnie zmienić kierunek?

Wracając na moment do facetów: zapytałam męża, dlaczego boli ich to inaczej? Powiedział, że... \"to kwestia obecności macic-nie czujemy tego co wy...\". Nie wkurzajcie się-nie było w tym szowinizmu (nie więcej niż w moich szowinistycznych poglądach Wink ) Większość ich uczuć, (w kwestii ciąży np.) to uczucia odbite - jeżeli założymy, że emocjami w dużym stopniu rządzi chemia, to u nich jest to chemia wtórna. Jeżeli jakiś emocji nie rozumieją (bo sygnały są obce, nowe i złe) to łatwiej byłoby przeczekać gdzieś, gdzie świat jest zrozumiały. Zaznaczam, że to teoria prywatna i nie mam zamiaru generalizować. ( i znowu czuję się jak nastolatka- ostatnio takie problemy to miałam 15 lat temu...)
Ale na potrzebę swojej nowej teorii wypracowuję też nową postawę: jasno (i o ile się da bez płaczu ) nazywać uczucia i formułować potrzeby. Przynajmniej wobec męża. Nie ma szans-mój się sam nie domyśli. Nawet jak się staraSmile

A z tymi górami... mi to się Bieszczady marzą....


Piotruś - HANKA - Thu, 17 Grudnia 2009

Mnie się marzą Tatry. Rwałam się do wyjazdu po śmierci Piotrusia, ale najpierw połóg a potem zima, przynajmniej w górach.

Mój mąż przyznaje, że Piotrek zaistniał dla niego naprawdę dopiero, kiedy go zobaczył. Trudno mi zrozumieć jak było ze mną w tamtej chwili, gdy zobaczyłam Piotrusia. Ale gdy oglądam jego zdjęcia teraz, to widzę, że on na nich już nie żyje. Że realniejszy był dla mnie, gdy mnie kopał, choć nie widziałam go i nie wiedziałam co mam właśnie pod ręką, pupę czy główkę. Bardzo go kochałam i kocham nadal.

Też użyłam niedawno wobec siebie określenia nastolatka. Zirytowało mnie, gdy to zobaczyłam. Ten chaos i chwilowość mnie zniechęca. Jestem już zmęczona \"byciem blisko siebie\" - (pozdrawiam Haniu Patrycjo, pamiętam jak Ty o tym mówiłaś).


Piotruś - Itasia - Thu, 17 Grudnia 2009

mi też Tatry (chociaż i Bieszczadami nie pogardzę) ... tak iść i iść i tak się zmęczyć, żeby tylko to zmęczenie było w głowie, żeby tego pierwszego zmęczenia nie było, żeby odpocząć choć na jeden dzień, na jeden dzień martwić się tylko o pierdoły, na jeden dzień nie być mamą martwych dzieci ... żeby mieć siły na kolejne lata bez nich
przytulam mocno dziewczyny i ... dziękuję, bo jak sobie przy Was popłaczę to tak jakbym weszła na szlak do murowańca ... (*)


Piotruś - HANKA - Thu, 17 Grudnia 2009

Przyszło mi coś szalonego do głowy. Jakby tak wiosną wyskoczyć na 4 dni w któreś góry, razem?


Piotruś - trzydziecha - Fri, 18 Grudnia 2009

Ze mnie to kiepska kozica, ale jakby się udało...?


Piotruś - trzydziecha - Mon, 21 Grudnia 2009

Góry wiosną chyba nikogo jeszcze nie ciągną-może wciąż ciężko uwierzyć w jakąś wiosnę Smile
Ja się właśnie próbuję otrząsnąć z ubierania choinki. Nie wiedziałam, że to też może być traumatyczne... Pięknie się rozmazałam...
Też idzie Wam tak dobrze?


Piotruś - HANKA - Mon, 21 Grudnia 2009

Trzydziecha, świetnie rozumiem traumę choinkową. Ja trzy dni ubierałam. A chojak ma z 120cm. Pierwszego dnia płakałam, potem już tylko się ociągałam. I nikomu nie mówię w domu, ale coś nie mam do niej serca. Ale Hania zachwycona i w tym rzecz.

Szukałam w empikach i możliwych sklepach kartki dla moich zmarłych dzieci, żeby coś do nich przemyślanego napisać. I nic. A dziś wieczorem znalazłam w szufladzie piękną, no idealną: bez napisów wewnątrz i na zewnątrz, jest to reprodukcja obrazu artysty malującego ustami E. Cazes\'a. Przedstawia troje dzieci rzucających śnieżkami. I nie wiem skąd się wzięła. Podrzucił ktoś?

Mnie się pomysł babskiej wyprawy w góry bardzo podoba. I wrócę do niego jak śnieg stopnieje.


Piotruś - trzydziecha - Mon, 21 Grudnia 2009

Kiedyś podobno stopnieje...
A kartka taka z bałwankiem koło dzieci i żółtym kościółkiem (chyba?) w tle? Faktycznie śliczna.


Piotruś - Monik (ipek) - Mon, 21 Grudnia 2009

Aniu...

dopiero teraz dotarłam do Twojej historii... nie umiem sobie wyobrazić co czujesz, ale wiem, że jestes bardzo silną Mamą...

Przykro mi bardzo, że umarło troje z czworga Twoich dzieci... Zapalam światełka dla Nich... [\'][\'][\'][\'][\'][\'][\'][\'][\'][\'][\'][\'][\'][\']

teraz długo zastanawiałam się co moge jeszcze napisać... jedynie to, że Cię z całych sil przytulam... bo nic innego i mądrego mój rozum nie jest w stanie wymyslić...
Dużo sił na najbliższy czas...


Piotruś - HANKA - Tue, 22 Grudnia 2009

Moniko również Tobie bardzo współczuję. Ściskam.

Trzydziecha no nie mów, że ją znasz.

Oj będę dziś łkać. Zawsze jak coś mi się uda, jestem bardzo ucieszona, a potem emocje opadają i widzę, że cieszyłam się z czegoś dziwnego, albo nawet dziwacznego.


Piotruś - jasia - Tue, 22 Grudnia 2009

Nie łkaj...:*


Piotruś - HANKA - Tue, 22 Grudnia 2009

Dzięki Jasiu, nadal jestem ucieszona.


Piotruś - jasia - Tue, 22 Grudnia 2009

Cieszę się. Chciałabym też, życzenie mam..., żeby w Tobie to ucieszenie zostało.
Zapal ode mnie lampkę dla Piotrka, kiedy Go odwiedzisz.


Piotruś - trzydziecha - Tue, 22 Grudnia 2009

Wydaje mi się, że wiem o której reprodukcji mówisz-przypomnienie sobie tego obrazka tak mnie to jakoś pokrzepiło, jakbym go sama znalazła Smile Mentalnie czuję się bardziej na etapie takich kamiennych ogrodów gdzie cicho i szaro, a w tej kartce jest taki dobry sielankowy spokój. Taka mała magia, do której można się uśmiechnąć Smile


Piotruś - Monik (ipek) - Wed, 23 Grudnia 2009

Dziękuję Aniu...


Piotruś - HANKA - Thu, 24 Grudnia 2009

Ściskam Was świątecznie. Życzę, żeby ten czas minął w spokoju. My wyjeżdżamy po wigilii na kilka dni. Do zobaczenia. Ania


Piotruś - Malgosia - Tue, 05 Stycznia 2010

Aniu, gdzie jesteś? W Nibylandii?


Piotruś - krystyna03c - Tue, 05 Stycznia 2010

Jak się udał Wasz wyjazd Aniu? Dla Piotrusia (*)(*)(*)


Piotruś - HANKA - Tue, 05 Stycznia 2010

O, Małgosiu. Chciałabym...

Płaczę, ale kupuję. Tak będę nazywać to miejsce, w którym jestem.

Wyjazd do Ojcowa fajny.
Szczerze, to jest słabo. Zwykła bieda.


Piotruś - Maria H-S - Wed, 06 Stycznia 2010

Aniu!

Bieda przygnębia, ale nie daj się biedzie o ile zdołasz!!
Przytulam Cię ciepło!
Maria


Piotruś - HANKA - Thu, 07 Stycznia 2010

Tak myślę, że potrafię być już całkiem pogodna. Wyściskać i wyłaskotać Hankę o 7.30, gotować dietetyczne żarcie, nawet kupić sobie sweter na wyprzedaży.
Z drugiej strony wydaje mi się, że cały czas jestem na pochylni w dół. Że każda fala żalu sięga głębiej i zabiera nowe obszary. Odziera mnie z czegoś, z moich ja, z moich wyobrażeń. Ten proces nie jest ani trochę mniej bolesny. Gdy się dzieje, to tak samo jak na początku, chcę, żeby to się po prostu skończyło raz na zawsze. Kiedy odzyskuję odrobinę dystansu, to mnie fascynuje, że po tym odzieraniu nadal jestem. Raczej upiorna, ale jestem. Widzę siebie w głowie, ale oszczędzę Wam opisu.
Społecznie lepiej o tyle, że już nie boję się tak ludzi. Myślę, że nie mogą mi bardziej zaszkodzić niż ta moja żałoba. A może tak sobie dodaję odwagi? Nadal często jestem bardzo zła na kogoś. Znaczy nadal boli i szpilki wchodzą w ciało.
Mario w moim przypadku nie dać się biedzie, to chyba dać się obedrzeć do końca. Chyba na tym polega beznadzieja żałoby, przynajmniej mojej. Miałam poczucie, ze straciłam wszystko ze śmiercią Piotrusia. A potem żałoba, cykliczne tracenie czegoś. Mówię dość tych strat, ale to na nic.


Piotruś - trzydziecha - Thu, 07 Stycznia 2010

Jak wszystko jest takie obolałe, to nawet pogłaskanie czy przytulenie sprawia ból.
Ech, dobrze by było przeczekać to złe w jakiejś innej skórze. I ten dystans do siebie mieć częściej, ale taki spokojny, nie taki, gdzie sama sobie wydajesz się kimś obcym.
Chciałabym otulić Cię czymś miękkim i puchatym. Niech Cię już nie odziera...


Piotruś - HANKA - Fri, 08 Stycznia 2010

Dziękuję. Otuliłaś. Nie odziera mnie.

Nosiłam wczoraj sześciokilowe dziecko, pachnące i słodkie. I miło to wspominam dzisiaj. Nic mi się nie stało. Nie rozumiem tego, bo szłam z duszą na ramieniu. Ale jakoś chyba Piotruś nie miał nic wspólnego z tą dziewczynką. Nie objawił się powód do płaczu. Mama taktownie wychodziła na karmienie, za co jestem jej wdzięczna bardzo.


Piotruś - Maria H-S - Fri, 08 Stycznia 2010

Lubię takt różnych ludzi, zwłaszcza kobiet...
Samo słowo taktowne mi się podoba!
Pamiętam jak bardzo byłam wdzięczna, kiedy mama dziecka mojego brata (chłopca, który też nazywa się Jaś, jak mój Jasiek i urodził się prawie dokładnie 4 miesiące po tym, jak ja straciłam Jaśka) zawsze rozumiała, kiedy przez telefon mówiłam jej, że nie czuję się jeszcze na siłach odwiedzić swojego bratanka. Ale najbardziej taktownie zachowała się, kiedy spotkałyśmy się przez przypadek w jednej z kawiarni, a jej Jaś był na zewnątrz z jakimiś znajomymi a ona weszła po kawę i powiedziała tylko: \"Jak będziesz chciała, to zapraszamy!\"- tylko tyle i aż tyle- chyba zapamiętam to do końca życia!!!
Nie umiem do tej pory powiedzieć na czym polegała moja żałoba, (bo chyba mogę już powiedzieć, że się skończyła), umiem o niej bardzo wiele powiedzieć, o tym czasie o moich odczuciach, ale nie umiem powiedzieć, na czym polegała, jaka była jej \"myśl przewodnia\" o ile w ogóle jakaś była?
Życzę Ci Aniu, żebyś nie dała się odrzeć do cna, do końca tej żałobie po Twoim Piotrusiu!


Piotruś - HANKA - Sat, 09 Stycznia 2010

Mario pięknie napisałaś o tym takcie.
Byłam wczoraj na grupie rodziców po stracie. Pomoc okazała się nieoczekiwana. Po kolejnej wypowiedzi o tym, jak przyjaciele przestali dzwonić po tragedii, jakich rad udzielali i czego oczekiwali, o tym, że kolejna osoba została zupełnie sama bez wsparcia, o tym jak jest wtedy. Doznałam olśnienia, że ja od choroby Piotrusia chodzę otulona puchem i po jego śmierci nic się nie zmieniło. Mówiono na grupie, że ktoś, kto nie doświadczył straty dziecka, nigdy nas nie zrozumie. Mnie nie dano tego odczuć. Ale że mam wrażliwe przyjaciółki nigdy nie wątpiłam. Podziwiam je, że nie zabrakło im odwagi. Potrzeba odwagi, żeby rozmawiać z osobą po stracie. Bo można powiedzieć coś nie tak (często jestem tak drażliwa, że odpowiedź a i b mnie złości, a c nie istnieje), ale przede wszystkim, żeby zrozumieć trzeba się odnieść do swoich strat, tych najbardziej bolesnych i niechcianych, może tylko wyobrażonych, ale tych najbardziej bolesnych. My je mamy na co dzień przed oczami, a ludzie z zewnątrz muszą się zgodzić doświadczyć tego bólu.
Jestem też bardzo wdzięczna Wam, moim wirtualnym przyjaciółkom. Potraficie się tak głęboko przejąć śmiercią Piotrusia, którego nie znałyście. Choć to też otwiera Wasze rany. I potraficie powiedzieć coś, co pomaga, gdy wydaje się, że nie można nic takiego znaleźć.
I mojemu mężowi, z którym jak się kłócę, to chcę się rozwieść. Ale i tak wiem, że jest wyjątkowy, empatyczny i wyrozumiały ponad moje wyobrażenie. Że znajdzie czas i właściwe słowa. Że rozumie mnie do tego stopnia, żeby wytłumaczyć mi w jakim punkcie się znajduję, kiedy mnie chaos zalewa. Że umie mnie rozśmieszyć. Że mnie kocha, tak do końca.
A jeszcze Justyna, Hania, o. Hieronim... Takie przyjaźnie jak perły znalezione w popiele. Nigdy nie znajdę właściwych słów wdzięczności. I takie ciche obecności jak mojej córeczki. Osobliwie cicha.
Dziękuję Wam.

Mario a po czym można poznać koniec żałoby? Jak wtedy jest?