Poronienie - Forum

Pełna wersja: moje córeczki
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Zaglądam tutaj od niedawna.
Długo zbierałam się na odwagę żeby cokolwiek napisać. Dzisiaj mija miesiąc. Czuję że już dłużej nie mogę, że muszę w końcu wszystko z siebie wyrzucić. Może to przyniesie ulgę.
Nie bardzo umiem pisać, ale postaram się.
W październiku dowiedziałam się o ciąży i to w dodatku bliźniaczej. Co wtedy czułam?! Strach, lęk, ale przede wszystkim ogromną radość. Pokochałam te maleństwa od razu.
Mimo lęku, bo to ciąża wysokiego ryzyka, ciąża przebiegała prawidłowo, ja czułam się świetnie.
Pod koniec stycznia stwierdzono u mnie zbyt krótką szyjkę macicy, więc w oczekiwaniu na wyniki i założenie krążka miałam brać leki i leżakować. Niestety kilka dni później poczułam ból brzucha. Wybraliśmy się do szpitala. Już w drodze czułam, że nie jest dobrze bo doszły dziwne bóle kręgosłupa, które znajome mi były z poprzedniego porodu.
W szpitalu usłyszałam słowa, które mnie zszokowały. Dzieci żyją, ale jest duże rozwarcie, całkowity brak szyjki, skurcze. Bardzo mi przykro, ale nic nie możemy zrobić. Mój świat się zawalił!
Byłam tam zupełnie sama. Męża odesłano zaraz po przyjęciu mnie na oddział. Szczęście w nieszczęściu, że trafiłam na lekarkę i położne, które wspierały mnie w tych najgorszych chwilach mojego życia.
Kiedy czekałam na dalszy rozwój wydarzeń, leżałam ciszy, modliłam się i prosiłam o cud. To jest straszne- czekać na poród z myślą, że moje zdrowe i żyjące dzieci muszą urodzić się bo moje ciało zawiodło i nie można im w żaden sposób pomóc.
Niespełna godzinę po usłyszeniu diagnozy odeszły mi wody. W tym momencie pękłam i ja- ból, krzyk rozpaczy, płacz, żal.. i tak w końcówce 21 tc urodziłam dwie śliczne dziewczynki. Po zabiegu mogłam się z nimi pożegnać. Przyjechał też mąż. Kiedy tuliłam ich małe ciałka zalewaliśmy się łzami. A w głowie tylko jedno pytanie- dlaczego?
W ciągu tego miesiąca przeżyłam emocjonalny rollercoaster. Myślałam, że po tym czasie będzie lepiej, ale tego co czuję nawet nie umiem nazwać...
Bardzo mi przykro.... współczuję....
Anulik bardzo mi przykro dla twoich dziewczynek (*)(*)Może wizyta i psychologa by tobie pomogła albo grupa wsparcia w twojej okolicy.
bardzo mi przykro z powodu Waszych strat.
Malgonia właśnie rozważam wizytę u psychologa, ale powiem szczerze, że żałuję że tak długo milczałam. Takie wyrzucenie z siebie wszystkiego bardzo mi pomogło szczególnie tutaj, gdzie każda, każdy to rozumie
Anulik strasznie mi przykro. Takie wyrzyucenie i "wypisanie" swoich emocji i uczuć pomaga. Przytulam Cię wirtualnie. Dla Twoich córeczek (*). Ja 7 miesięcy temu straciłam syna w 33 tc. Także rozumiem Twój ból.
Ania85 przeczytałam Waszą historię- bardzo mi przykro... [*] dla Twojego synka.

Choć Nasze oczy Was tylko przez chwilkę widziały
To Nasze serca od dawna Was kochały!
Bardzo mi przykro... Trudno mi sobie wyobrazić, jak musi Ci być ciężko po takiej stracie. Tak jak dziewczyny piszą - nie musisz być z tym sama. Jeżeli robi się naprawdę źle, to warto skorzystać z pomocy psychologa albo właśnie dołączyć do grupy wsparcia i porozmawiać z innymi kobietami o podobnych przeżyciach.
Ciri... A mnie się wydaje że Ty doskonale wyobrażasz sobie co ja czuję i co się ze mną dzieje.
Nic nam innego nie zostaje jak wspierać się wzajemnie...
Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty.. dobrze, że znalazłaś w sobie tyle siły, by szukać pomocy,.. ja nie miałam, i teraz po 6 latach, po wielkim armagedonie w naszym życiu czuje, że to był błąd, że nie szukałam pomocy..
Choć tak na prawde to Forum było i jest dla mnie terapią..
7 tygodni...
Dziś powinnam poszukiwać wózka, wyprawkę zaczynac szykować, a nie nagrobek wybierać!
Składam się kawałek po kawałku po tym jak się rozsypalam, ale nie umiem znaleźć wszystkich części i nic do siebie nie pasuje.
Wszyscy mówią trzeba iść do przodu, na nic nie patrzeć, i też się tak zachowują jakby nic się nie stało!
Cofnąć czasu się nie da, a każdy krok do przodu jest tak trudny, że muszę sobie po nim porządnie odpocząć. Wtedy zerkam za siebie bo muszę, bo chcę, żeby o nich nie zapomnieć, zeby o nich pamiętać...
Anulik, stała się rzecz straszna. Jak dla mnie - najgorsza jaka może spotkać człowieka. Nie musisz iść do przodu bo teraz jest czas na żałobę i mozesz tu byc tak dlugo jak potrzebujesz. Ja nadal płaczę z tęsknoty za moimi dziećmi bardzo często. Właściwie codziennie.... a minęło już kilka lat...
Przytulam
Anulik dobrze rozumiem ten ból nie ma nic gorszego od tej tragedii moge ci napisać że dobrze jest pójść do psychologa i chodzę też na grupę wsparcia po stracie dziecka w jakimś stopniu to pomaga przytulam
Teraz moj czas na żałobę.
To wiecie i rozumiecie Wy.
Tak mówią ginekolog, psycholog, psychiatra, ksiądz... Taka rozmowa i zrozumienie nielicznych pomaga.
Ale strasznie ciezko mi, że najbliżsi tego nie zrozumieja, że nie mam w nich oparcia. Nie wolno było mi płakać i smucić się. Padly slowa, które nieumyślnie mnie zranily i siedzą w głowie, milczenie też boli.
Ja chyba jestem jakaś inna...bo tak bardzo się zamknęłam w sobie i w domu...ale wylaże po woli.
Ja wiem że tęsknota nie minie nigdy, a do bólu przywykne...

Forum znalazłam przez przypadek.
Ale cieszę się, ze tu jestem bo pomaga.
Dziękuję Wam za wsparcie...
Czytając historie na tym forum widzę nawet plusy swojej sytuacji ( jakkolwiek to brzmi)- ja miałam to szczęście że mogłam je czuc, że moglam je zobaczyć, przytulic, ucałować... i mimo że chciałoby się więcej, to na prawdę dużo.
Anulik niestety czasami nasi bliscy nie potrafią albo nie chcą nas zrozumieć. Nie wiem dlaczego tak się dzieje.
Tak jak piszesz to jest teraz Twój czas. Czas na płacz, smutek, żal, tęsknotęo gniew. Nigdy nie zapomnimy o naszych Aniolkach. One zawsze będą w naszych sercach i pamięci. Nikt nam tych wspomnień nie zabierze. Przytulam Cię
Kolejny poniedziałek.
Mija kolejny tydzień a zarazem rozpoczyna się tydzień, w którym to według lekarzy miałam przywitać, ucałować i utulic swoje dzieci po raz pierwszy. Niestety 14 tygodni temu życie ze mnie zadrwilo, w ciągu dwóch godzin zabrało mi mój optymizm, dziecięcą naiwność...
Teraz przypominam roztluczony wazon, który starannie poskladany jakoś się trzyma i nawet wygląda, ale jest na nim pełno rys i są gdzieniegdzie braki, dziury.
Do bólu który pojawił się nagle jakos przywykłam, oswoilam się z nim, ale tkwi we mnie żal, który chyba nigdy nie minie. Zal mi tych wszystkich chwil, których nie będę mogła przezyc z nimi.
I tak mija tydzień za tygodniem, życie pędzi do przodu, a ja... Tak bardzo tęsknię za nimi!
Bardzo bardzo mi przykro, mam nadzieje że ból z czasem będzie malał. Ja w październiku poroniłam wiec Twój „termin „ wydał mi się głupio bliski. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że jest lepiej ... ale koniecznie trzeba zgłosić się po pomoc- ja sobie absolutnie nie poradziłam. Sama zastanawiam się Czy przestanę kiedyś myśleć schematem typu „ moja koleżanka właśnie urodziła ja miałabym termin miesiąc po niej „
Anulik, u mnie omijają ten temat jak trendowaci udają, że nie było. I mówią „ jesteś młoda „ no naprawdę fachowcy... rozumiem Twoje rozgoryczenie
Brzoza bardzo mi przykro z powodu Twojej straty...
Na przestrzeni tych 3 miesiecy moje odczucie bólu bardzo się zmieniło. Ale teraz kiedy mija ten magiczny termin o dziwo jestem spokojniejsza...
Wśród znajomych wysyp ciąż był i jest więc patrząc na ich dzieci zawsze będę miała w głowie "moje dziewczyny też...".
Mimo że jestem "zaopatrzona" w pomoc to czasem lubię tutaj wyrzucić natłok swoich myśli.
I masz rację że jestem rozgoryczona, bo nie umiem pojąć dlaczego tak wiele z nas zostaje z tym sama, bo rodzina i bliscy zawodzą..
Nie wiem chyba nikt im nie wytłumaczył jak trzeba się zachowywać. Z drugiej strony poszłabyś sobie bez powodu na warsztaty dotyczące tego jak rozmawiać i opiekować się osobą po poronieniu ? Lub poprostu po śmierci kogoś bliskiego? Ja jak by mi nikt nie umarł to bym nie poszła wybrałabym coś ciekawszego „ i weselszego”. Teraz mam taką głupią myśl ze to powinno być tematem poruszanym w szkole na lekcji... ale tak serio... to chyba 1 00000 tematów powinno być. Co do znajomych to u mnie wszyscy ciężarni - pewnie tak to teraz widzimy. Ciężarna nie ciężarna. A to bardzo zabawne bo nikt w moim towarzystwie z dziećmi się nie spieszy. Moja mama ( z którą mam dobry kontakt i uważam za mądrą kobietę ) zrobiła np. Coś strasznego - powiedziała ze to moja wina, ze za dużo chodziłam do pozna ze pojechałam na wakacje to mam skutek ( o ciąży dowiedziałam się na wakacjach właśnie ). Zachowała się super nie profesjonalnie. Myślę że inaczej nie potrafiła. Potem oczywiście przeprosiła ale zupełnie nie umie się odnaleźć w temacie. A jak sobie radzisz z rym jak ktoś cię o coś pyta ? U mnie np na obiadach rodzinnych słyszę „ a kiedy wy w końcu będziecie mieli dzieci ?” Ja nie daje rady odpowiadać z Kamiennà twarzą- raz zaczęłam płakać na fałsz takimi wielkim lasami jak groch i poszłam do łazienki jak na amerykańskich filmach” przepraszam muszę skorzystać z toalety” - teraz mnie to śmieszy ale ... zupełnie nie umiem się odnaleźć w takich sytuacjach a przecież będą nam się przydarzać. W jakiego rodzaju Pomoc jesteś zaopatrzona ?
(Tue, 21 Maja 2019, 14:05:52)Brzoza napisał(a): [ -> ]Nie wiem chyba nikt im nie wytłumaczył  jak trzeba się zachowywać. Z drugiej strony poszłabyś sobie bez powodu na warsztaty dotyczące tego jak rozmawiać i opiekować się osobą po poronieniu ? Lub poprostu po śmierci kogoś bliskiego? Ja jak by mi nikt nie umarł to bym nie poszła wybrałabym coś ciekawszego „ i weselszego”. Teraz mam taką głupią myśl ze to powinno być tematem poruszanym w szkole na lekcji... ale tak serio... to chyba 1 00000 tematów powinno być.  Co do znajomych to u mnie wszyscy ciężarni - pewnie tak to teraz widzimy. Ciężarna nie ciężarna. A to bardzo zabawne bo nikt w moim towarzystwie z dziećmi się nie spieszy.  Moja mama ( z którą mam dobry kontakt i uważam za mądrą kobietę ) zrobiła np. Coś strasznego - powiedziała ze to moja wina, ze za dużo chodziłam do pozna ze pojechałam na wakacje to mam skutek ( o ciąży dowiedziałam się na wakacjach właśnie ). Zachowała się super nie profesjonalnie. Myślę że inaczej nie potrafiła. Potem oczywiście przeprosiła ale zupełnie nie umie się odnaleźć w temacie. A jak sobie radzisz z rym jak ktoś cię o coś pyta ? U mnie np na obiadach rodzinnych słyszę „ a kiedy wy w końcu będziecie mieli dzieci ?”  Ja nie daje rady odpowiadać z Kamiennà twarzą- raz zaczęłam płakać na fałsz takimi wielkim lasami jak groch i poszłam do łazienki jak na amerykańskich filmach” przepraszam muszę skorzystać z toalety” - teraz mnie to śmieszy ale ... zupełnie nie umiem się odnaleźć w takich sytuacjach a przecież będą nam się przydarzać.  W jakiego rodzaju Pomoc jesteś zaopatrzona ?
Mnie się zawsze wydawało że ja sama i moi znajomi nie unikaja trudnych tematów. A jednak...
Moja mama też wypaliła- oj to przecież poronienie, takie rzeczy się zdarzają. Nie ty pierwsza i weź się w garść... Oj jak to zabolało!
Pytasz jak sobie radzę jak ktoś pyta... 
Nie mam możliwości sprawdzić bo tematu moich utraconych dzieci w rodzinie nie ma... 
Jestem zaopatrzona w psychologa. Grupy wsparcia nie szukałam, nie znalazłam, chociaż czasem czuję że przydałoby się porozmawiać z kimś kto ma te same problemy co ja, bo na ten moment nawet mój kochany mąż wymięka.
Ciezko jest poprosić o pomoc, ale najtrudniejszy jest ten pierwszy krok.
Dziś wasz dzień- Dzień dziecka!
Jedyne co mogę Wam dać dziś to moją miłość, pamięć i modlitwę.

Kocham Was- Wasza mama!
Mijaja 24tygodnie, prawie pół roku odkąd moje życie wywróciło się do góry nogami.
Patrzac z boku mozna powiedzieć wszystko wróciło do normy, pozbierałam się, ale czy aby na pewno...
Wróciłam z urlopu i dopadło mnie... jakis totalny dołek i wyrzuty sumienia, że przez ten czas, krótki czas byłam szczęśliwa i zadowolona, że żyje normalnie bez nich...