Poronienie - Forum

Pełna wersja: Poronilam będąc w 9tc ,11.01.2019
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Opowiem wam moja historie mimo ,ze jestem nie cały tydzień po stracie swojego dziecka .Czytając  wątki o poronieniu postanowiłam napisać wkoncu.

8.12.18 dowiedziałam się ,ze jestem w ciąży.U lekarza dowiedziałam się ,ze jest to 4/5tyg.Czekamy do 8.1.19 na wizytę i zobaczymy co dalej. Mój narzeczony był ze mną w szoku ,ale cieszył się ,ze zostanie tata. W Święta opijal ta nowinę ze swoją rodziną ,a później od niego usłyszałam ,ze to nie jego dziecko pewnie...Jesteśmy ze sobą 3lata. 
8.01.19 (wtorek)wizyta u lekarza "serce zarodka nie bije musi Pani iść do szpitala na poronienie" wizyta zakończyła się ze łzami emocjonalnie myślałam ,ze oszaleje.Mój już po wyjściu z gabinetu wiedział ,ze coś jest nie tak. 9.01.19 (sroda)udałam się ze skierowaniem do szpitala ordynator kazał porobić badanie BhCG w środę i w 11.1.19 (piatek) i dopiero wtedy wstawić się w szpitalu. W środę wynik BhCG był wysoki i odpowiedni co do tyg. 10.01.2019  (czwartek) udałam się do innego lekarza usłyszałam to samo "brak czynności bicia serca musi Pani iść do szpitala"nadzieja ,która dostałam w szpitalu odeszła. 11.1.2019 (piatek)wstawilam się w szpitalu i wiedziałam już ,ze będę musiała w nim zostać. Zaczęło się badania wszystkie .I czekanie....od piątku do soboty godz.14 dostałam 7 tabletek ppronnych,bo mój organizm się bronił. Narzeczony oczywiście był przy mnie jedynie wracał do domu by cos zjeść , przebrać się. 12.1.19 (sobota )narzeczony przyjechał do mnie przed południem i siedział do wizyty lekarskiej czyli ok.14 później pojechał do domu z wymówka ,ze musi posprzątać bo bałagan ,ze musi trochę odpocząć. Zostałam sama i wtedy poronilam. Było po wszystkim zostalam w  szpitalu do poniedziałku czułam pustkę. Wróciłam do domu narzeczony wgl ze mną nie rozmawia.Czuję jakby się od mnie odsunal. I jakby mnie winil za to co się stało. We wtorek weszłam na jego laptopa bo musiałam wysłać potwierdzenie zwolnienia szefowi. I zupełnie przypadkiem wyskoczyła mi historia....I co zobaczyłam ....W sobotę o 15 wtedy kiedy ja robiłam mój narzeczony będąc w domu oglądał filmy pornograficzne. A gdy zadzwoniłam do niego o 16stej,ze go potrzebuje to usłyszałam będę później jeszcze nie skończyłem. Powiedziałam mu ,ze wiem co robił wtedy gdy najbardziej go potrzebowałam ,ze oglądał te filmy to ten stwierdził ,ze to nic takiego i powinnam sie cieszyc,ze lepiej iz filmy niz miałby mnie zdradzać. Tak urazil moja kobieca dume tym ,ze od tamtego momentu śpimy pod dwoma poscielami,nie pozwalam się wgl mu dotykać. Jak powiedziałam mu ,ze przykro mi iz tak postąpił to ten stwierdził ,ze jestem głupia . Twierdzi ,ze się na nim wyzywam. Dziwi mi się dlaczego się nie odzywam ? Jak mam sie odzywać do osoby ,która kocham a ona twierdzi, ze jestem głupia i powinnam o tym zapomnieć. Minął ledwie tydzień ,a ja co noc nie mogę spać w dzień jak lecą mi łzy on udaje ,że tego nie widzi i tylko gra na laptopie.  W nocy kiedy chce się do niego przytulić obraca się do mnie plecami . Próbuje sobie sama z tym poradzić. Szukam już dobrego psychologa by nie popaść w depresję. Mój narzeczony zachowuje się tak jakby nic się nie stało. A mi pęka serce i jednocześnie odczuwam bol fizyczny jeszcze. A on postawił między nami mur. Kiedy wręcz błagam go, żeby dał mi buzi to ten mnie odpycha i mówi ,ze da mi wtedy kiedy będzie chciał. Nie jestem zabawka. Przez te jego słowa ,ze jestem głupia.Przez to ,ze lezalam w szpitalu a on siedzial w domu i oglądał te filmy . Moja pewność siebie spadła do zera. Czuję się jakbym była dla niego ciężarem. Boję się z nim rozmawiać ,bo tylko jak usłyszę słowa jesteś głupia i lepiej jak się nie odzywasz. To paraliżuje mnie to. Przecież nosilam  nasze dziecko ,a te jego zachowanie wygląda tak jakby się cieszył ,ze tak się stało. Nie potrafię tak funkcjonować nie byłam tak przybita w szpitalu jak teraz jestem. Zastanawiam się czy nie odejść od niego ,bo nie mam w nim wsparcia teraz gdy potrzebuje się do niego przytulić i po prostu płakać. Teraz gdzie potrzebuje o tym porozmawiać go dla mnie nie ma.Teraz gdy potrzebuje jego zrozumienia on postawił wielki mur. Będąc w szpitalu myślałam cały czas jak on sobie z tym radzi wiele razy pytałam, mówiłam mu,ze damy sobie radę ,bo się kochamy i będziemy się wspierać .
Ja mam 22lata On 26lat(myślę ,że po prostu przerosla go sytuacja ,tak jak długo nie rozmawialiśmy o ślubie,to w szpitalu padły słowa ,ze skoro nie będzie dziecka w sierpniu ,to weźmiemy ślub. Nie chce tego ponieważ,to żadne pocieszenie dla mnie . Wręcz go nie potrzebuje. Nic mi nie usniezy bolu i nic mi nie wróci dziecka) 

Pozdrawiam Was serdecznie mam nadzieję ,ze mnie nie zlinczujecie.
Ps.Przepraszam za pisanie chaotycznie, ale wciąż targaja mną emocje ,które pewnie będę mną targac bardzo długo
Ja też tylko że 11 w piątek
Dziechta, przykro mi z powodu Twojej straty. Przykro mi takze ze nie masz wsparcia w narzeczonym. 
Domyslam sie co czujesz bo bylam w podobnej sytuacji. Nie podejmuj w emocjach decyzji ale przemysl to co sie dzieje w Waszym zwiazku. 
Przytulam
Współczuję wam również ;* Po napisaniu tego długiego wywodu poczułam się lepiej i w miarę cały dzień starałam się nie myśleć o tym. Fakt decyzję podjęte pod wpływem emocji nie są dobre :/ Dlatego poczekam i nabiorą sił na powazna rozmowę .
Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty i braku wsparcia.Daj wam obojgu czas na ochłonięcie.Nie chcę go bronić.Pomyślałam tylko,że być może on w ten sposób odreagowywał ? Jeden będzie płakać ,drugi pójdzie pobiegać a on może potrafił tylko tak...Mam nadzieję,że tak było.Mężczyźni często nie potrafią rozmawiać o trudnych i bolesnych dla nich tematach.Próbuj,ale nie naciskaj za mocno ,bo może to przynieść odwrotny skutek.Życzę Ci abyście się jednak odnaleźli w tak trudnym dla Was momencie życia.
Mida dziękuję . Wiem ,ze nie powinnam go naciskać , ale rozmowa przyniesie mi ukojenie i raz na zawsze ten temat zniknie. Ja wciąż będę rozpamietywac ,ale dam mu spokoj
Dziechta w nas masz wsparcie to pewne!! Myślę, że mogę mówić i za inne kobiety, które tu są, jesli potrzebujesz się wygadać, a na swojego mężczyznę liczyć nie możesz, my jesteśmy gotowe cię wysłuchać i pomóc przez to przejść mimo,a może właśnie przez to, że same cierpimy podobnie. Co do jego zachowania głupio  robi odpychając cię ale może nie skreślaj jeszcze go do końca to jest świeże może faktycznie on nie umie po prostu inaczej odreagować ( również go nie bronię bo jestem całkowicie po twojej stronie). A dla twojego Aniołka promyczek wysyłam ( nasze maleństwa byłyby mniej więcej w tym samym wieku więc a nóż się tam w niebie te nasze aniolki razem bawią...)

Solcia dziękuję WinkRównież Ci współczuję...mam nadzieję ,że mój Aniołek jest tam u góry szczęśliwy wraz z Twoim Wink Czekam cierpliwie aż może moj narzeczony sam się odezwie i poruszy ten bolacy nas temat. W czwartek wybieram się do psychiatry ,ponieważ po nocach nie mogę spać. W dzień ciężko mi się ogarnąć nie mam chęci na nic... Byłam u Pani psycholog ,ale po kilku jej zdaniach i między innymi tesktem "będzie Pani miała jeszcze dzieci ,bo jest Pani młoda "trochę słabe. Więc postanowiłam ,ze psychiatra chyba bardziej mi pomoże niz stara Pani psycholog ze swoją radą ...wyszłam od niej z gabinetu z płaczem. I kolejne dwa dni spędziłam w łóżku. Czasem mam lepszy dzień wstane ogarnę się zrobię coś do jedzenia ,ale czasem po prostu nie chce mi się nawet żyć. I ciągle zadaje sobie pytanie dlaczego tak się stało? Dlaczego mnie to spotkało ? Życie jest takie niesprawiedliwe...Ci którzy chcą mieć dzieci nie mogą ich mieć ,a Ci który je mają to ich nie chca i później takie maluszki zostają w szpitalach porzucone bądź lądują na śmietniku. Serce mnie ściska jak widzę kobiety w ciąży. Wiem ,ze trzeba żyć dalej . Wrócić do pracy ? Ale czy wir pracy przyniesie mi ukojenie ? Nie ,bo jak nie mam chęci wstać z łóżka i zrobić sobie śniadanie ,to jak znajdę chęć na to by iść do pracy i cały dzień spędzić między setkami ludźmi którzy przewijaja sie przez moje miejsce pracy. Czuję się ,ze nie jestem na to gotowa. Ostatnio wybrałam się na zakupy z moim narzeczonym spotkałam między regalami dawna znajoma ze szkoły . Jedna córkę miała już koło siebie zaczęła się rozmowa a tu ona się chwali ,ze jest w ciąży 14tc. Pogratulowalam jej ,ale jednocześnie szybko się z nią pozegnalam...I zostawiłam narzeczonego samego w sklepie. Później cały dzień był jeden wielki płacz . ; ( ; ( Nie wiem już jak sobie z tym radzić ...
Dziechta, daj sobie czas. Płacz, ile potrzebujesz.

Mi pani sycholog bardzo pomogła (druga! U pierwszej nie poczułam wsparcia). Może nie skreślaj tej pomocy? Psychiatra oczywiście też, może potrzebujesz leków (też dostałam leki uspokajające na początku), ale rozmowy z dobrym psychologiem mogą dużo pomóc... Spróbuj poszukać drugiego, kolejnego...
Mirinda spróbuję poszukac jakiegoś innego psychologa. Może akurat trafię na jakiegoś dobrego ,ale mimo wszystko w czartek wizyta u psychiatry
dziechtaco do pracy to zależy co robisz.... mi troszkę łatwiej bo mam swoje 25 antydepresantów w pracy ale to nie o mnie tu mowa. jeśli nie czujesz się na siłach to jak pisze Mirinda: daj sobie czas. to jest świeże, czy ze otwartym złamaniem ręki poszłabyś do pracy? a tu jest milion razy gorzej bo złamane masz serce mimo że tego nie widać... fakt słabo z tą psycholog wyszło ale może faktycznie nie skreślaj od razu tej formy może kolejny będzie lepszy bardziej z powołaniem a nie dla kasy. Jeśli zaś czujesz że bez tabletek się nie obejdzie to idz nie wahaj się! jesteś w żałobie masz do tego pełne prawo żeby czuć to co czujesz ale jeśli istnieje jakas forma która mogłaby cię w tym wesprzeć to korzystaj z niej! Ściskam cię
Solcia ja pracuje na Stacji Paliw więc tam po prostu przebija się masa ludzi codziennie. A człowiek nie koniecznie w takiej sytuacji chce się uśmiechać. No chyba niestety bez tabletek się nie obejdzie ,bo po nocach spać nie mogę :/